Uncategorized

„Carrie” Stephena Kinga

…czyli KREW I OGIEŃ

Tak się niedawno zastanawiałam, co powinnam przeczytać jako następne z książek pana Kinga.  Zaczęłam czytać tego autora dopiero w tym roku i przeczytałam w kolejności (so far) :„Lśnienie”, „To”, „Joyland”.  Wszystkie w polskim tłumaczeniu, jeszcze nie miałam odwagi czytać go w oryginale, ale wszystko przede mną. Odpowiedz sama przyszła, gdy w zeszły czwartek na randce w kinie zobaczyłam trailer „Carrie”.

Okazało się, że ta książka to prawdziwy pożeracz czasu! Na szczęście (albo i nieszczęście), to krótka powieść, więc zjadała mi tylko dwa dni.

Co mi się podobało?

  •        Forma

Gdzie w innych książkach taka forma mi zazwyczaj przeszkadza i nie daje się skupić z powodu przeskoków, tutaj była bez zarzutu. A może to po prostu King tak potrafi operować słowem, że nie zirytował mnie tymi przeskokami. Częściowa narracja, częściowy reportaż, wycinki z przesłuchań, raporty policyjne – to wszystko jest tak zgrabnie złożone, ze stanowi wprost idealną całość i nadaje książce smaku.

  •          Budowanie napięcia

Dobrze wiesz, że coś złego się wydarzy, ale nie wiesz dokładnie co i kiedy. Masz strzępki informacji, momentami nawet zbyt wiele, ale jakby wciąż nie wierzysz, że właśnie to może się stać. 

  •       Przedstawienie

Obsesji religijnej jest tutaj według mnie genialne. Reakcje matki Carrie na otaczający świat przerażają bardziej niż zdolności jej córki. Nie chce spoilerować, ale ten cytat chyba się nada:

“Powiedziała kiedyś pani Bicente, świeć Panie nad jej duszą, że Bóg zarezerwował dla niej specjalne miejsce w piekle za to, że ośmiela się uczyć dzieci podstaw darwinowskiej teorii ewolucji.”

 

 Co mi się nie podobało?       Poproszę o inny zestaw pytań 😉

 

Jednym słowem: polecam!

 

A tu jeszcze kilka cytatów, które przykuły moją uwagę na tyle, żeby je skopiować dla was (i dla siebie też ;)).

 

“Za pierwszym razem bolało jak cholera. Obie jej przyjaciółki, Helen Shyres i Jeanne Gault, miały już to za sobą i obie zapewniały ją, że boli tylko przez chwilę — jak zastrzyk penicyliny — a potem jest cudownie. Ale dla Sue ten pierwszy raz to było tak, jakby ktoś w nią wpychał rączkę motyki. Potem Tommy wyznał jej z uśmiechem, że założył gumę na niewłaściwą stronę. Dziś dopiero po raz drugi zaczęła odczuwać coś w rodzaju przyjemności. Ale bardzo szybko było po wszystkim. Tommy wstrzymywał się, dopóki mógł, a potem po prostu… skończyło się. Przypominało to rozniecanie ognia u dzikich — okropnie dużo tarcia, żeby uzyskać odrobinę ciepła.” (Sue Snell)

 

***
„(…) ponieważ w dalszym ciągu doskwierało jej to, że nie była pewna swoich motywów i obawiała się zbyt głęboko w nie wnikać, żeby nie natrafić na pokłady egoizmu prześwitujące spod czarnej, aksamitnej zasłony podświadomości.”(Sue Snell)

***


“Z uśmiechem, potykając się, ruszyła w stronę Grass Plaża. Serce waliło jej w tempie ponad dwustu uderzeń na minutę. Nie zdawała sobie sprawy ani z tego, że przez cały czas wyciera zakrwawione ręce o sukienkę jak Lady Makbet, ani z tego, że mimo uśmiechu na ustach bez przerwy szlocha, ani z tego, że jakaś ukryta cząstka jej duszy wciąż lamentuje nad tą całkowitą, ostateczną klęską” (Carrie)

Image

Advertisements

2 thoughts on “„Carrie” Stephena Kinga

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s