Uncategorized

Emily Giffin, czyli romansidła podróżne

 

„Coś pożyczonego”

To powieść o bandzie egoistów z Nowego Jorku. Zaprzątnięci tylko własnymi sprawami, czasem udają, że obchodzą ich inni ludzie, ale kiepsko im ta szopka wychodzi. Mimo antypatii do każdego z bohaterów (nooo, może poza Ethanem, ale on jest postacią z drugiego planu) i wkurzania się na ich zachowania, czytało się dobrze i szybko. W sam raz na ponury wieczora, czy podróż samolotem, kiedy, że tak głupio powiem,  nie można skupić się na tematyce wyższych lotów.

 Image

 

 

“Coś niebieskiego”

Nie jest złym pomysłem ukazanie tej samej historii w wersji obu stron. Idiotycznym pomysłem, natomiast, okazuje się pisanie osobnej książki, gdzie “ta druga” opowiada swoją wersję wydarzeń od samego początku. Niedawno przecież czytałam na ten temat, a teraz czytam o tych samych wydarzeniach, z małymi dodatkami, jakby w gratisie.

Nuda.

Czytałam dalej tylko dlatego, że ze wzgledu na małe gabaryty tomiku, zabrałam go w podróż i nie miałam za bardzo innego wyjścia.  Denerwowałam się czytając, bo głowna bohaterka, Darcy jest tak przeraźliwie głupia i egoistyczna, że aż się we mnie gotowało ze złości na nią.

Jak mogła tworzyć takie scenariusze? Jak mogła w ten sposób wykorzystywać ludzi? I co za bezmyślność! Brak szacunku do innych ludzi, pogarda i zapatrzenie tylko i wyłącznie w czubek własnego nosa.

Może i jest tu jakieś przesłanie, że nikt nie jest idealny, ale do jasnej ciasnej, nie akceptujmy tak po prostu wszystkich swoich wad! Przecież trzeba nad sobą pracować.

Owszem, potem wiele się zmienia i czyta się trochę przyjemniej. Jest nawet kilka zabawnych momentów, jak np.:
„Nagle, zaczęłam się zastanawiać, jaki kolor oczu będzie miało moje dziecko. Miałam nadzieje, że niebieski, albo przynajmniej zielony, tak jak ja. Każdy wie, że niebieskie oczy są najładniejsze, przynajmniej u dziewczyny. Właśnie dlatego jest tak wiele piosenek o brązowookich – żeby nie czuły się gorsze.”

Albo:

„I to, ze pomimo codziennych treningów na siłowni ciągle wydaje się beznadziejnie sflaczała. Co ona tam robi? (…) Obżera się batonami w szatni?”

 

 

Image

 

 

Ale chyba tylko jedno zdanie z tej książki jest tak naprawdę warte zapamiętania: „Nie trzeba przysiąg, ani genów, aby być rodzina.”

 

http://lubimyczytac.pl/szukaj/ksiazki?phrase=emily+giffin&main_search=1

https://www.goodreads.com/search?utf8=%E2%9C%93&query=emily+giffin

 

P.S. Hmmm, właśnie szukając fotek do notki, zauważyłam, że chyba zrobili film na podstawie „Cos niebieskiego”. Nieważne ile psioczę na autorkę, czy książki. Pewnie i tak obejrzę 😉 😀

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s