Recenzje

Paullina Simons “Tully” (UWAGA! SPOILER!)

Nadal nie jestem pewna, czy ta książka była nudna, ciekawa, wkurzająca czy po prostu trudna do zapomnienia.

Tak, przeczytałam wszystkie 615 stron, po angielsku*, myśląc, że książka właściwie jest trochę nudnawa, ale nadal nie będąc, co do tego w stu procentach przekonana. Więc, po co przebrnęłam aż do samego końca? Tylko po to, żeby się przekonać, co się stanie? Chyba nie. Tam musiało być coś więcej niż zwykła ciekawość przebiegu wydarzeń.

Ale zacznijmy od początku…

***

Jest sobie dziewczyna. Dziwna trochę. Jej instynkt samozachowawczy w temacie seksu jest mocno zachwiany. Czuje się podle, zbrukana, kiedy raz zatańczyła topless dla pieniędzy, co z kolei nie przeszkadza jej „bzykać się” na prawo i lewo, nie pamiętając nawet imion chłopaków, kiedy już jest „po wszystkim”.

Przez długi czas nie wiemy, co sprawiło, że Tully taka jest. Nie lubi mówić o swoim życiu, przeszłości, rodzinie. Jej ojciec odszedł, a matka… cóż, nigdy nie była wzorowa matka.

Istnieją jednak dwa życiowe aspekty, na których jej zależy: przyjaciele z dzieciństwa i taniec. To one pozwalają jej jakoś funkcjonować. Aż tu nagle traci jeden z nich: najlepszą przyjaciółkę. Nic dziwnego, ze stała się jeszcze bardziej wycofana.

Właśnie! Chyba odkryłam, dlaczego przeczytałam tę powieść do końca. Chyba chciałam się dowiedzieć, jak Tully poradzi sobie bez przyjaciółki, bez osoby, która ją samą trzymała przy życiu. Miałam niedawno podobne doświadczenie i wiem jak ciężko jest radzić sobie z tymi emocjami i rzeczywistością bez ukochanej osoby. Pewnie właśnie, dlatego doczytałam, chciałam sprawdzić, na ile nasze odczucia są podobne. A może też liczyłam na jakąś radę od Tully?

***

Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie? Tak się tylko zastanawiam…, ale chyba można. Ale uprawiać seks z jednym i drugim, na zmianę, przez wiele miesięcy, nawet lat? Nie! Zdecydowanie nie potrafiłabym. A Tully potrafiła. Nie, nie uważała, że to idealne rozwiązanie, ale nie umiała zrezygnować z jednego z nich. A może tylko nie chciała. Na szczęście miała na tyle rozumu w głowie, żeby trzymać ich z dala od siebie, żeby ich nie zranić. Nie mi sądzić jej zachowanie, ale też nie mam zamiaru jej obwiniać. Wydarzenia z dzieciństwa złamały ją na tyle, że była zupełnie niezdolna do podejmowania decyzji. Zostawiała sprawy własnemu biegowi, poddawała się im i tylko obserwowała, z miernym zainteresowaniem.

Życie wybrało za nią.

***

Nawet trochę polubilam Tully, ale jednocześnie strasznie mnie irytowała. W drugiej połowie powieści, coraz częściej miałam ochotę zwyczajnie strzelić ją w twarz, żeby się opamiętała.

Tak, wiem, zabrzmiało to jakbym była jedną z pielęgniarek w szpitalu, kiedy Tully rodziła swoje drugie dziecko, ale nic na to nie poradzę. Chyba jestem zbyt konserwatywna. Mimo wszystko, kolejna rzecz, z która absolutnie się nie zgadzam z Tully: nie ważne, jak bardzo kochałabym mężczyznę, nie zostawiłabym dla niego swojego dziecka.

Ale jak już powiedziałam, Tully była dziwna, jej psychika zniszczona przez własną rodzinę. I smutne jest to, że wiedząc, jak bardzo oni skrzywdzili ją, podążyła podobną ścieżka.

Co potrafię zrozumieć, jeśli chodzi o psychikę i zachowanie Tully:

– Jej nienawiść do matki, to że Tully okropnie ją traktowała w późniejszych latach. Ja mam cudowną mamę, więc nie porównuję tutaj do siebie. To raczej empatia. Bo ja matki Tully też nie znosiłam. To była zła kobieta i zasłużyła sobie na paskudne traktowanie.

– Żałobę po przyjaciółce.

– Moje ulubione fragmenty to te o rodzinach adopcyjnych, o pracy Tully w opiece społecznej. Tu miała pole do popisu i wydaje mi się, że tylko tutaj była naprawdę sobą i oddawała się zupełnie tej pracy.

***

I Boomer. Uwielbiałam Boomera. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego jego matka zostawiała go na wiele godzin i szła spotkać się z kochankiem, zamiast zająć się dzieckiem.

Jack. Nie cierpiałam go na początku, ale zaczęłam lubić coraz bardziej, kiedy Tully zaczęła się w nim zakochiwać. Ale… czy naprawdę musiał? A może to był tylko jego kaprys?

Robin. Bardzo lubiłam Robina. Czy pokochałam? Może. Ale przez większość czasu zwyczajnie było mi go żal. I jeszcze byłam na niego wściekła, bo był tak samo niezdecydowany jak Tully. Ale tutaj przynajmniej mamy wytłumaczenie: prawdziwa, silna miłość. A czy Tully go kochała? Pewnie tak, ale na pewno nie tak mocno jak on ją.

Myślę, że jedyną osobą, którą naprawdę kochała była Jennifer. Nie potrzebowała męża ani dziecka. Wszystko, czego potrzebowała to przyjaciółka, która pomogła jej przetrwać najgorsze chwile w życiu, a potem sama ją zostawiła…

Image

https://www.goodreads.com/book/show/83146.Tully?ac=1

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/74030/tully

* Tę recenzję napisałam kiedyś z rozmachu po angielsku, ale że nie jestem, aż tak biegła w tym języku i nigdy nie publikowałam swoich tekstów po angielsku, trzeba było przerobić. Muszę przyznać, że nie łatwo jest przetłumaczyć własne wypociny, tak, żeby oddawały sens pierwotnej myśli (i chyba nie do końca mi się to udało – szczerze podziwiam tłumaczy cudzych tekstów).

Advertisements

One thought on “Paullina Simons “Tully” (UWAGA! SPOILER!)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s