Biografia · Recenzje

„Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki” Marek Raczkowski

Na początek nietypowa dedykacja: “Dziękujemy wydawcom. Gdyby nie presja zaliczki, którą nam wypłacili, ta książka nigdy by nie powstała.”

O! – myślę sobie – to, plus tytuł, plus koleś, który rysuje ciekawe historyjki dla prasy – może być zabawnie. A za chwilę takie rozczarowanie, bo okazało się, że to wywiad, który przeprowadziła z M. Raczkowskim, jego przyjaciółka, Magda Żakowska. A ja nie przepadam za tym rodzajem czytadła.

Więc, dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Bo jak wyjeżdżałam z Polski, to okazało się, że zostało mi jeszcze troszkę miejsca, do 10 kg dozwolonego bagażu podręcznego, więc postanowiłam dorzucić książki, które poprzednim razem zostawiłam u rodziców, plus… no właśnie… “maminy” Raczkowski… Bo ładna biało-czarna okładka i chwytliwy tytuł. I w sumie głupio przyznać, ale w tym wypadku, wzięłam “książkę na wagę”.

 

Myślę zresztą, że większość ludzi połasiła się na tę pozycję, nawet nie dla samego autora, ale dla chwytliwego tytułu.

Nie jest gruba, a w dodatku okraszona ilustracjami: obrazkami humorystycznymi autorstwa Raczkowskiego oraz fotografiami. Raczkowski, w rozmowie z koleżanką, opowiada o sobie, swoim życiu, jaki był, kiedy był dzieckiem, czego doświadczył. Przechwala się, jaki to on nie jest zajebisty, jednocześnie próbując wmówić czytelnikowi, że wcale zajebisty nie jest. Takie robienie z “czytacza” idioty jest według mnie lekko żenujące. I żenujące jest to, że kilka razy zapomniał, że kilkadziesiąt stron wcześniej miał zupełnie inne zdanie na jakiś temat i nagle je zmienia. Zdaje się, że pan Raczkowski cierpi na nerwice natręctw oraz na narcyzm. Ale to ostatnie chyba już nikogo i nigdzie nie dziwi, bo to w naszych czasach stało się normalnością, a czasem nawet, niestety, powodem do dumy.

Jednak to, że przeczytałam całość w dwa dni, świadczy o tym, że książką wcale nie była tak całkiem kiepska 😉 (Teraz ja sobie zaprzeczam, bo przecież akapit wyżej, byłam lekko zniesmaczona). Że tak powiem: miała momenty. Czasem rzucił złotą myśl, innym razem zabawną anegdotkę, a to znów coś mądrego, jakby od niechcenia. Nie brakowało też dystansu do pewnych przywar pana Marka, a także wielu szczerych (czasem do bólu) wypowiedzi. Ogólnie, było dobrze, ale bez szału 😉 A może ja się po prostu na nim nie poznałam 😉

“Ale ja od dawna mam przeczucie, ze ludzie wcale nie są tacy straszni, jak nas próbuje przekonać telewizja. W szpitalach wcale nie jest tak brudno, lekarze wcale nie są tacy niedostępni, pielęgniarki wcale nie są takie niesympatyczne i pani w sklepie za lada też. Czytam, słucham, oglądam telewizje i potem nie potrafię rozpoznać tego wszystkiego w rzeczywistości.”

 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/160682/ksiazka-ktora-napisalem-zeby-miec-na-dziwki-i-narkotyki

https://www.goodreads.com/book/show/17189136-ksi-ka-kt-r-napisa-em-eby-mie-na-dziwki-i-narkotyki?from_search=true

 

 

P.S. A najbardziej podobała mi się recenzja Adaxetanos na goodreads.com, który napisał “Książka, którą przeczytałem w sklepie, żeby zaoszczędzić na alkohol.” 😉

Advertisements

2 thoughts on “„Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki” Marek Raczkowski

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s