Recenzje

„Beethoven i dżinsy” Krystyna Siesicka

Jakoś nie mogłam się wczoraj wbić w żadna książkę. Wieczór, ja obolała, na nic nie mam ochoty poza łóżkiem i dobrą książką. Ale żadna z aktualnie czytanych pozycji nie pozwala mi się skupić na dłużej niż kilka stron. Moje myśli odbiegały gdzieś daleko, jakby szukając punktu zaczepienia. Potrzebowałam “resetu”, czyli książki z dzieciństwa, która pochłonie mnie całkowicie i pozwoli spokojnie zasnąć. Na takie okazje zwykle mam “Jeżycjadę” M. Musierowicz, jednak całą serię przeczytałam po raz kolejny całkiem niedawno i szukałam czegoś innego. Przeglądając biblioteczkę dla młodzieży wreszcie odkryłam to, czego mi potrzeba. Krystyna Siesicka! Ach, jak ja się kiedyś w niej zaczytywałam. Te historie dla młodzieży były takie “moje”. Naprawdę do mnie przemawiały, wciągały, jakby to była moje własne opowieści. Uwielbiałam bohaterów, identyfikowałam się z nimi, współczułam, kochałam, buntowałam się… Czasem się z nimi nie zgadzałam, ale dzielnie kibicowałam do ostatniej strony. Moja ulubiona książką Krystyny Siesickiej było “Jezioro osobliwości”. Z prostej przyczyny: główna bohaterka ma na imię Marta, tak jak ja, a chłopak, w którym się zakochała to Michał. Kiedy po raz pierwszy czytałam “Jezioro..” sama podkochiwałam się w Michale, z równoległej klasy szkoły podstawowej, więc tego książkowego automatycznie też pokochałam.

Ale po kolei. “Jezioro osobliwości” zostawię sobie na deser, wczoraj zaś zaczęłam od “Beethoven i dżinsy“. Ta niewielkich rozmiarów książeczka dla młodzieży to historia rodziny Lenkiewiczów. 4 osoby – mama Asia, tata Stefan, syn Alek i córka Miśka. Kiedy czytałam tę książkę w dzieciństwie, wydawało mi się, że to opowieść o miłości Miśki do niewidomego Piotra. Dopiero teraz, kiedy zagłębiłam się w nią po raz 10 chyba, spojrzałam zupełnie inaczej niż wiele lat temu. Dopiero teraz zauważyłam, że to też historia Alka, studenta pierwszego roku psychologii, który chcąc lepiej zrozumieć pewne zachowania młodzieży, zaprzyjaźnia się z grupą ludzi o niezbyt pozytywnej opinii. Jest to też historia rodzącej się miłości, jej początki, fascynacja poznaną dziewczyną, odkrywanie jej samej oraz własnych uczuć.

W ogóle nie pamiętałam, że w książce tak wiele stron poświecą się Asi. Jej macierzyństwu, strachu o dorastające dzieci, a także wyrzutom sumienia dręczącymi ją od czasów okupacji, wspomnieniom wojny, miłości do męża, głupocie młodości. To była dla mnie nowość. Zupełnie, jakbym tę książkę czytała po raz pierwszy. Może dlatego, że czytałam ją mniej razy niż “Jezioro…”, “Fotoplastykon”, czy “Zapałkę na zakręcie”. A może po prostu tak mocno byłam zafiksowana na Miście, bo to przecież z nią najmocniej się identyfikowałam, że zignorowałam temat jej mamy.

Najmniej miejsca autorka poświeciła Stefanowi. Nie ma on swojego wątku, ale jest niezbędny. Jest podporą całej rodziny, a przede wszystkim Asi. “- Jest zmęczona.. – zwrócił się do dzieci. – Jej system nerwowy zawsze był o wiele słabszy niż miłość do was.” To dobry duch rodziny i komentator wydarzeń.

Ciekawe, że kiedyś ta książka to była dla mnie głownie historią miłości Miśki i Piotra. A przecież Piotra tam prawie nie ma. Nie występuje w książce, jako główna postać, tylko poboczna. O Piotrze wciąż się mówi, ale on sam nie uczestniczy w wydarzeniach. Miśka jest w klasie maturalnej i zamiast iść na wymarzone studia prawnicze, postanawia rzucić naukę i wyjść za Piotra. Bo on jej potrzebuje. Jest niewidomy. Misia jest zdecydowana, że to miłość jest najważniejsza i nie bierze innej opcji pod uwagę. Powoduje to, że oddalają się od siebie z matką, gdyż ta uważa, że Miśka zmarnuje sobie w ten sposób życie. Według Asi, to tylko młodzieńcza miłość, ma nadzieję, że to przejdzie, jak grypa, a Miśka pójdzie na studia i kiedyś zakocha się w innym chłopcu, łatwiejszym we współżyciu. “Nie mam właściwie nic do ukrywania, daję ci słowo, ale czy nawet tego nie mogę mieć dla siebie? Przecież moja miłość to nie hejnał z Wieży Mariackiej i nie muszę o niej trąbić na cztery strony świata! “

Książka poruszyła we mnie bardzo wiele strun. Zachwyca przede wszystkim sposób, w jaki pani Siesicka pokazuje tak różne emocje matki i córki. To nie jest łatwa książką i może, dlatego młodzież chętniej sięga po lżejszą “Zapałkę na zakręcie”, (w której Misia i Piotr stanowią wątek poboczny do innej historii). Większość książek Krystyny Siesickiej łączy jedna osoba, postać z tła, ale bardzo ważna – kapitan Ligota. Prędzej, czy później bohaterowie w jakiś sposób plątają swoje ścieżki z sympatycznym, choć surowym policjantem.

Jeśli istnieją książki, która sprawiają, że chce być lepszym człowiek, to na pewno będą wśród nich powieści pani Siesickiej. Sposób pisania, tematy, jakie porusza, zawsze dają mi sporo do myślenia, skłaniają do zastanowienia się nad własnym postepowaniem, a czasem do spojrzenia na pewne sprawy z innej perspektywy. Niebywale, że tych niecałych 150 stronach dzieje się tyle, że mogłabym pisać i pisać tę recenzję. Ale cóż… nie chciałabym zdradzić wszystkiego.

“Beethoven i dżinsy” polecam zarówno młodym czytelnikom, jak i tym starszym, ale raczej bardziej kobietom, mężczyzn takie tematy chyba trochę nudzą. A może się mylę…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s