Cytaty

„Kamień na kamieniu” W. Myśliwski – cytat

Mała próbka pióra Myśliwskiego. O tym, jak się panny na wsi kiedyś podrywało.

“No a po bufecie szło się w tany. Jeszcze się pannę brało, co wolna gdzieś na ławce siedziała albo z koleżanką stała. I w pas się jej człowiek kłaniał. I w rączkę całował. I nie przyciskał za mocno, bo co tam miał w czubie, tyle co na pierwszą śmiałość. No, i widno jeszcze było, słońce dopiero nad zachodem, świeciło prosto w okna. I starych bab jak wron pełno siedziało na ławkach pod ścianami i świdrowały każdą parę jak korniki. I bachory jeszcze plątały się po Sali niczym po ochronce. Jeszcze orkiestra nie była po kolacji i grała same wolne. Jeszcze wszyscy tańczyli, jak wodzirej wodził. Para za parą, kółeczko, para w prawo, para w lewo, koszyczek, dziewczyny do środeczka, dziewczyny wybierają! I strażaki w złotych kaskach jeszcze trzeźwiuteńcy stali u wejścia jak u grobu Chrystusa i pilnowali, czy kto się nie upił. A kto się upił i zwady szukał, to go za dupę i na dwór. To i panna jeszcze mogła i powiedzieć: świnia.

To dopiero później. Gdy słońce już zaszło i u sufitu zapalili lampy. Gdy stare baby spod ścian rozeszły się krowy na noc doić. I matki zabrały bachory do spania. Gdy orkiestrze na czoła pierwsza rosa wystąpiła, a zabawa zaczęła dostawać pierwszych drgawek. Wtedy, o, tak, mogłeś już pannę do bufetu zaciągnąć. A w bufecie jeden, drugi, trzeci i jak ci na imię? Zosia, Krysia, Wikcia, Jadwisia. A mnie Szymek. Ech, ty, Zosiu, Krysiu, Wikciu, Jadwisiu, nie napijesz się z Szymkiem? A ja chodzę i chodzę po zabawach za tobą jak za swoim szczęściem. No, i wreszcie trafiłem. A nie kłamiesz? Co mam kłamać? Chodź, nasz taniec grają. A w tym tańcu i przytulić się już nie broniła. I po hafcie po bluzce z tyłu mogłeś ją pomacać. A miały niektóre te bluzki jak ogrody, strojne w wisienki, różyczki, maliny, jarzębiny. To niektóra aż zęby szczerzyła z uciechy, tak ją te wisienki, różyczki, maliny, jarzębiny mile łachotały, a niektóra aż z żalem na ciebie patrzyła, jakbyś je z niej zrywał.

A potem znowu do bufetu. I znowu w tany. I już nie kujawiak, walczyk, ale oberek! Hej, oberek, obereczek! I przytup. I kołujesz coraz szybciej. W lewo, w prawo. Hej! I panna już od ziemi oderwana. Już tylko w twoich rękach. I pod sufit ją. Spódnica jej rozwiana, bluzka roztrzęsiona. A warkocz jej sam hula wokół was po sali. Jezusie! Szymek! W głowie mi się kręci! Leci ci w ramiona, zdyszana, zziajana. Już cię sama ściska. Już szatan jej w oczach. Oj, Szymek, już nie mogę. Och, ty Szymek, Szymek. Chodźmy Zosiu, Krysiu, Wikciu, Jadwisiu, wyjdziemy się przewietrzyć trochę. Albo nawet ona, chodźmy, Szymuś, przewietrzymy się trochę, gorąc tu. A na dworze jak najdalej od zabawy. Nie tu, Szymek, dalej, ktoś jeszcze zobaczy. Będzie potem gadania. A ty przyjdziesz, albo i nie przyjdziesz znowu na zabawę.

Bo zabawa wszystko rozgrzeszała. I nawet, gdy ci która się spytała, a ożenisz się ze mną? Mogłeś przyobiecać, czemu nie, tylko jeszcze nie po tej zabawie.”

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s