Recenzje

„Blaze” Richard Bachman (Stephen King)

“Blaze” to ostatnia powieść Richarda Bachmana. Jak piszą we wstępie w moim egzemplarzu “Bachman died of cancer of the pseudonim.” Bo tak naprawdę, R. Bachman to Stephen King.

Moj pierwszy King po angielsku – wcześniej się nie odważyłam J

“Blaze” na lubimyczytac.pl

“Blaze” na goodreads.com

Blaze, czyli Clayton Blaisdell miał mocno pokręcone dzieciństwo. Po tym, jak ojciec kilkakrotnie, naumyślnie zrzucił go ze schodów, wychowywał się w sierocińcu. Już wtedy wiadomo było, że z dzieciakiem jest coś nie w porządku. Blaze nie był złym chłopcem, tylko trochę opóźnionym. Miał problemy z pamięcią, a co za tym idzie, również z nauką. Za to był duży i silny, więc koledzy raczej bali się mu dokuczać.

Razem z kumplem, Georgem, zajmowali się drobnymi kradzieżami. Knuli, (a właściwie to George knuł, Blaze nie miał do tego głowy), pomysłowe akcje, w których wcielali się w różne role, by omamić swe ofiary, wyciągając od niech jak największą ilość gotówki. Niektóre były nawet zabawne. Jak ta, gdzie George udawał geja, by zwabiać mężczyzn do pokoju hotelowego. Blaze, jako ten zdradzony kochanek, wpadał do pomieszczenia, zanim jeszcze akcja zdążyła się rozwinąć. Wystraszona ofiara bez protestów dawała się obrabować z całej gotówki, byle tylko utrzymać całą historię w tajemnicy przed jego rodziną i nie wszczynać burdy w hotelu.

Tak, w tym byli dobrzy…

Ale George miał dosyć drobnych gierek. Marzył mu się wielki skok. Opracował bardzo szczegółowy plan działania. Z tym, że razem zrobiło się dość niebezpiecznie: George postanowił porwać niemowlę dla okupu, Josepha Gerarda IV, dziedzica sporego majątku. Jednak fortuna jest przecież warta odrobiny ryzyka.

Luka w planie pojawiła się dopiero wtedy, gdy… George umarł. Na trzy miesiące przed realizacją planu. Mimo to, Blaze postanowił podjąć ryzyko i samemu porwać chłopca. Jakie trudności spotka na swej drodze i czy uda mu się zrealizować zamierzenia? O tym musicie przekonać się sami.

Życzę miłej lektury J

Advertisements

9 thoughts on “„Blaze” Richard Bachman (Stephen King)

  1. Prześwietna historia – pamiętam, że trzymała mocno w napięciu, a na końcu taka smutność jakaś zaszła… W ogóle uważam, że King mógłby wskrzesić Bachmana – dobry był. Przekonujący, mocny i bardzo ludzki. Gdyby to Bachman pisał “Pana Mercedesa” to ta powieść byłaby o niebo lepsza, a tak miała jedynie potencjał 🙂

    Like

      1. 😀 Bachman był chyba jego odpowiedzią na alkoholizm i kiedy w końcu udało mu się pokonać nałóg, to Bachman musiał zniknąć (podobno wdawał się w bójki w barach, był agresywny itp.)… To może faktycznie lepiej, żeby nie wskrzeszał Bachmana 😀

        Like

      2. Ciekawe… nie wiedziałam. To rzeczywiscie, niech nie wskrzesza, bo jeszcze wyjdzie jakis zombiak i pozre nam Kinga. A to dopiero by byla wielka strata.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s