Recenzje

„Córka Króla Elfów” Lord Dunsany (Edward Plunkett)

Zaczęło się od tego, że się zakochałam.

Winić za to mogę tylko Olgę z Wielkiego Buka, bo to ona przedstawiła mi mego wybranka – Algernona Blackwooda. Jak 15-letni podlotek zaczęłam wyszukiwać coraz to więcej informacji na jego temat. Całe szczęście, że skasowałam swój profil na Fejsbogu, bo pewnie bym mu na fanpejdzu wyznawała miłość, albo robiła coś równie głupiego. Zamiast tego, stworzyłam mu postać w Simsach (ten zryw też pasuje do nastoletnich miłostek), a jeśli mój osobisty Narzeczony pozwoli, naszego syna nazwiemy właśnie Algernon, bo ostatnio jest to dla mnie najpiękniejsze imię 😉

Ale do rzeczy: w takcie poszukiwania wyżej wymienionych informacji, trafiłam na stronę Encyklopedia Fantastyki, gdzie znalazłam odniesienie do Lorda Dunsany, (a dokładniej Edward John Moreton Drax Plunkett, 18. Baron Dunsany) i informację, iż jego prace miały spory wpływ na twórczość takich pisarzy jak Lovecraft i Tolkien. Postanowiłam zapoznać się, choć częściowo z jego pokaźnym dorobkiem literackim. Przyznaję, że zachętą były też słowa Neila Gaimana na profilu książki w lubimy czytac.pl: “Gdyby Dunsany napisał tylko tę jedną książkę, to już by wystarczyło… zaufajcie jej poetyczności, jej odmienności, magii atramentu, którym napisał ją autor.”

Znawcy literatury fantastycznej zapewne dobrze znają ten utwór. A ponieważ ja do takich nie należę i jeszcze raczkuję w temacie, “Córka Króla Elfów” była dla mnie nie lada zaskoczeniem. Ta wydana w 1924 roku niedługa powieść napisana jest bardzo poetyckim stylem. Przyznaję, że dobrych parę stron zajęło mi przyzwyczajenie się do niego. Na myśl przynosił mi baśnie, czytane przez rodziców w dzieciństwie. Ale nie te z idealnym, szczęśliwym zakończeniem, lecz te trochę mroczne, w których bohaterom niby nie działa się jakaś wielka krzywda, ale które pozostawiały niewytłumaczalne uczucie niepokoju.

A o czym jest ta książka?

Mamy dwa światy: zwyczajny ziemski Erl oraz magiczną krainę, w której rządzi Król Elfów. Te światy nie łączą się, nie przeszkadzają sobie nawzajem, zwyczajnie istnieją obok siebie, bez żadnego właściwie kontaktu. Ale pewnego dnia, rada dwunastu, wymyśliła, że Ziemi przydałaby się odrobina magii. W tym celu wysłano księcia Erlu do magicznej krainy, by poślubił Córkę Króla Elfów. Alweryk, bo tak miał na imię nasz śmiałek, udał się więc przez granicę zmierzchu, po ukochaną; i stało się tak, że Lirazel, tytułowa Córka Króla Elfów, zakochała się w nim i razem wrócili do Erlu. To bardzo rozgniewało jej ojca, ale co stało się dalej, nie mogę wam powiedzieć, bo po cóż psuć przyjemność.

Wspomnę jeszcze tylko, że:

– Myślałam, że trolle to wielkie bezmózgie ociężale paskudy (oczywiście poza Detrytusem), a tu przedstawione są jako niewielkie poł mózgi, które lubią sobie poskakać i pośmiać się (bardziej przypominają mi chochliki). Wiec gdzie leży prawda na temat trolli?

– Okropne, ohydne było polowanie na jednorożce. Do tej pory nie miałam żadnego sentymentu, co do tych stworzeń, ale bardzo było mi ich żal, kiedy Orion zapolował na nie dla sportu. By pochwalić się okazałym rogiem, czy ozdobić ścianę głową zwierzęcia. Znienawidziłam Oriona i jego wstrętne psy.

Jeśli nie przeszkadza wam poetycki styl, a chcecie zgłębić się w magiczny świat Lirazel, zapraszam do Project Gutenberg, gdzie możecie przeczytać powieść w oryginale.

Advertisements

5 thoughts on “„Córka Króla Elfów” Lord Dunsany (Edward Plunkett)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s