Recenzje

„Red leaves” Paullina Simons

“Red Leaves” Paulliny Simmons traktuje trochę po macoszemu: najpierw długo czekała na półce, na swoją kolejkę do przeczytania, a potem znów oczekiwanie na pisanie recenzji. Z tą recenzją to tak wyszło, bo szczerze nie wiedziałam, jak się do niej zabrać. “Czerwone liście” to dziwna książka. Mam mocno mieszane uczucia i nawet nie do końca jestem pewna, czy mi się podobała. To nie pierwszy raz w przypadku P. Simons. Może jak wam o niej napiszę, to uda mi się zebrać myśli i uczucia do kupy i ostatecznie się zdecydować.

Mamy dwie pary – czwórkę przyjaciół, studentów Uniwersytetu Dartmouth w New Hampshire: Kristina i Jim, Connie i Albert. Główną bohaterką, jest 21-letnia gwiazda uniwersyteckiej drużyny koszykówki, Kristina Kim. To wokół niej skupia się narracja i przebieg wydarzeń. Przez pierwsze sto stron będziemy świadkami rozmów Kim z Howardem, z którym uzgadnia ich rozwód (nikt z jej znajomych nie wie, że jest mężatką), ze Spencerem, policjantem, którego właśnie poznała, a któremu udało się namówić ją na kawę w pobliskiej kawiarni, oraz nocna rozmowa z Albertem, w tajemnicy przed Jimem i Connie. Rozmowy są nudne do tego stopnia, że miałam ochotę odłożyć książkę i już do niej nie wracać. Zdaje się, że miały jedynie na celu “opowiedzenie” o tym, jaka jest K. Kim i nic poza tym. Według mnie można to było zrobić krócej i w mniej nużącej formie, ale cóż… przecież to nie ja jestem pisarką…

Jak się pewnie domyślacie, Kim jest “wspaniała”. Posiada mnóstwo cech, za które da się ją kochać. To znaczy, tylko w wypadku, gdy jesteś mężczyzną. Jeśli jesteś kobietą, masz prawo jej nienawidzić, za to, że jest piękna i powabna, wysportowana, tajemnicza i że bez wysiłku z jej strony, potrafi opleść sobie dowolnego mężczyznę wokół małego palca.

Doprawdy, Paullina Simons ma wielki talent do tworzenia najbardziej irytujących postaci. Zrobiła to w “Bronze Hoseman” i powtórzyła w “Tully”. Zaczynając czytać “Red leaves”, miałam nadzieję, że skończyła jej się pula wykurzających charakterów. Ach, jakże się myliłam.

Posłuchajcie:

  • Kristina ma psa Aristotele, ale prawie nigdy go nie wyprowadza. Zawsze robi to za nią ktoś inny. (Zresztą, nie wiedziałam, że w akademikach można trzymać zwierzęta.)
  • Ma chłopaka, kochanka i właśnie podpisała rozwód, a teraz myśli o wdaniu się w romans z policjantem. A w tym wszystkim to ONA jest poszkodowana.
  • Może uznacie, że czepiam się szczegółów, ale pani Simons stworzyła brudasa!

    Zaczyna się od rozgrywki sportowej z przyjaciółmi, więc nie ma szans, żeby się nie spocić. Zaraz potem Kristina idzie na lunch z Howardem, potem na zakupy, następnie na kawę ze Spencerem, nosząc te same sportowe ciuchy, wraca do akademika, a tam mała imprezka z okazji urodzin Alberta. Potem wskakuje z nim do lóżka, kochają się, a ona wstaje rano, ubiera te same ciuchy i leci na koszykówkę i dopiero tam, po treningu, bierze prysznic. Fuj! I jeszcze ma psa, którego sierść przecież do wszystkiego się przylepia.

  • Jest jej zawsze ciepło. W środku mroźnej zimy, gdy inni ubierają czapki i kożuchy, ona chodzi w adidasach, koszulce i spodenkach sportowych. I ledwie drgnie, gdy wiatr zawieje.
  • Lubi wypić sobie likier Southern Comfort, a potem łazić nago na krawędzi mostu. W śniegu!

     

    Po tym jak już pogodzimy się z tym, że główna bohaterka jest idiotką, ale postanawiamy dać jej szanse w dalszej części książki, odnajdujemy ją pod śniegiem, nagą i martwą. Leżała już tam parę dni, a nikt nie zgłosił jej zaginięcia. Jej troje najbliższych przyjaciół jest podejrzanych o zabójstwo, a dochodzenie prowadzi nie kto inny, jak zakochany w niej irlandzki policjant, Spencer Patrick O’Malley. Właściwie, gdyby nie pan inspektor (mimo, że zakochany w nieboszczce), to odłożyłabym książkę właśnie w tym momencie. Bo co to za żarty z czytelnika? Przebrnęłam przez 150 stron nudnych rozmów, mających na celu przybliżenie postaci głównej bohaterki, tylko po to, żeby potem ją zabić?

     

    Paradoksalnie, dopiero w momencie pojawienia się trupa, powieść nagle ożywa. Główny wątek przejmuje ten całkiem sympatyczny Irlandczyk, który poprzysiągł sobie odnaleźć mordercę. Akcja nabiera tempa i okazuje się, że pani Simons potrafi tkać interesujące zagadki, ma tylko problem z interesującym wprowadzeniem do tematu.

     

    Reasumując: jeśli nie szkoda ci czasu, który stracisz czytając pierwsza część książki, a lubisz trochę pogłówkować nad prawdziwym przebiegiem wydarzeń, to polecam Ci “Red leaves”.

DSC00996a

W mojej kolekcji posiadam jeszcze „Eleven hours”. Ciekawe, co zgotuje nam autorka. A może dla odmiany napisze o kimś, kogo da się lubić?

 

Słownik 

 

Advertisements

18 thoughts on “„Red leaves” Paullina Simons

  1. Irytujące dla czytelnika postacie potrafią niemal zabić książkę. Jak mnie ktoś mocno zaczyna wkurzać to nie tylko czyta mi się gorzej, ale wręcz czasami mam ochotę rzucenia książką (dosłownie i w przenośni, bo danej postaci niestety nic nie można zrobić) 😉

    Like

    1. O tak! Zgadzam się z Toba.
      Gorsze to chyba jeszcze tylko jak postać całkiem fajna, a zachowuje się tak głupio, ze nie pozostaje nic poza zafundowaniem sobie pacepalm 😉

      Like

  2. “Po tym jak już pogodzimy się z tym, że główna bohaterka jest idiotką, ale postanawiamy dać jej szanse w dalszej części książki, odnajdujemy ją pod śniegiem, nagą i martwą.” – skoro irytująca bohaterka umiera, z książką nie jest aż tak źle i chyba się na nią skuszę 🙂

    Like

    1. Wlasnie nie rozumiem, po co pani Simons karze nas na samym początku, by potem zrehabilitowac sie w dalszej czesci. Ksiazka nie jest zła, tylko trochę inna. I nie do konca przemyślana.

      Like

      1. Nie, to nie tak 🙂 Mialam na mysli, ze wielu sie zniecheci czyajac poczatek. Ale warto jednak przez niego przebrnąć. No i bez informacji zamieszczonych na tych 150 stronach calosc nie mialaby sensu.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s