Cytaty · Recenzje · Stosiki

„The War of Don Emmanuel’s Nether Parts” Louis de Bernières

Louis de Bernières w 1993 roku to został ogłoszony w czołówce 20 najlepszych młodych brytyjskich pisarzy. Kiedy przeczytałam o tym w Internecie było to dla mnie nie lada zdziwienie, gdyż nigdy wcześniej o autorze nie słyszałam. Jego książki trafiły do mnie z przypadku: Trylogia Łacińska, (piszę dziś o jej pierwszej części), przykuła moją uwagę ponad miesiąc temu, w sklepie z książkami z drugiej ręki. To jeden z tych momentów, kiedy “czujesz”, że książki ci się spodobają, mimo, że zupełnie nie masz pojęcia, o czym są, ani kim jest autor, więc bierzesz właściwie “w ciemno”. Mi w tamtym momencie wystarczyły interesujące tytuły. Czwarta powieść, “Birds Without Wings” dorwałam w innym sklepie, również, zanim jeszcze zabrałam się za czytanie Trylogii. Coś tym jest. Jakieś magiczne przyciąganie 😉

Louis de Bernieres nazwisko zawdzięcza hugenockim przodkom, natomiast urodził się i wychował w Wielkiej Brytanii. Z ciekawostek, dodam, ze gra na mandolinie, flecie, klarnecie i gitarze J Zaś Łacińska Trylogia ma pewne powiązanie z pracą autora, jako nauczyciel angielskiego w Columbii, a autor nie ukrywa, że niemały wpływ na niego i jego prace miały dzieła Gabriela Garcii Màrqueza.

“The War of Don Emmanuel’s Nether Parts”, czyli “Wojna o czule miejsca don Emmanueala” to powieść zupełnie inna niż wszystko, co dotychczas czytałam. Może mogłabym trochę “podciągnąć” pod powieści J.Irvinga pod względem humoru i absurdalnych sytuacji, trochę “Pararafu 22” J.Hellera, a może nawet pod “Rzeźnię numer 5” K.Vonneguta. Wszystko przez to, że autor przeplata sceny, które wywołują śmiech, ze scenami okrucieństwo. A czasem nawet jedno i drugie pojawia się w tej samej scenie, co staje się bardzo niewygodne dla czytelnika i tym samym nakazuje zastanowić się moment nad lekturą.

Rzecz dzieje się w Ameryce Południowej, w wymyślonym przez Bernières’a kraju. Jak sam pisze we wstępie: “I have jumbled up and adapter incidents from many different countries at different times in their history. I have borrowed words and phrases from Brazilian Portuguese and its regional variants, Latin-American Spanish and its regional variants, and from many Indian languages and their dialects.”

I rzeczywiście, język to takie pomieszanie z poplątaniem angielskiego i hiszpańskiego, że jeśli chciałabym dodać mój zwyczajowy wpis słownikowy, musiałabym go podzielić na dwa osobne języki, a i tak czasem trzeba by było zakwalifikować je do obu kategorii. Nowych słówek jest naprawdę wiele, jednak sporo można było domyślić się z kontekstu (i z tej mojej niewielkiej wiedzy w zakresie hiszpańskiego), więc nie było to uciążliwe.

Bohaterów jest mnóstwo i wszyscy bardzo barwni, a nie chciałabym wam wszystkich po kolei opisywać. Skupię się na postaci zbiorowej, czyli niewielkie miasteczko/wioska – wspólna wypadkowa każdego zwyczajnego pueblo. Mamy zwykłych pracowników, mądrych starców, kobiety typu “mamuśki”, przyjezdnych dziwaków jak don Emmanuel, bogatą damę, która zadziera nosa, prostytutki i dzieci w rożnym wieku. Ta jedna wielka rodzina radzi sobie jak może, wspólnie dbają o interesy ogółu, pomagają sobie nawzajem, ale też plotkują, wiadomo. Kiedy wiosce zagraża wojsko, mieszkańcy postanawiają przeciwdziałać i wspólnie z partyzantami podejmują próbę, pozbycia się niebezpieczeństwa na swój sposób.

“(…) he [Don Emmanuelo] came down to the plains and found the tiny pueblo where he now lived, a place so insignificant that you still cannot find it on the map, even though it now has concrete floors thanks to the trade in marijuana and cocaine, which has indeed almost saved the country from the economic ruin which is always imminent.

When he arrived, dressed like an Indian, the first thing he did was to go to the brothel where neither his strange appearance, his outlandish Indian dialect, nor his lack of funds prevent him from trying out each of the whores in turns.”

Autor wiele stron poświęca naturze. Zwierzęta, a przede wszystkim koty pełnią tu istotne role, jak również w wielu momentach stanowią tło, tudzież dopełnienie wydarzeń. Ma to ścisły związek z wierzeniami Indian i ich życiem codziennym.

“Profesor Luis looked at the children on the floor in front of him. The oldest was fourteen and the youngest was four, and he taught all of them everything he knew, and a lot of things he had not even realised that he knew until he taught them.(…) Profesor Luis observed the vultures in the trees and instructed the oldest boy to shoot one, and also an iguana, because today was biology. (…) The Profesor pinted out the parasites in the birds feathers, and they talked about parasites in general. He disembowelled the bird and carefully explained that this was a liver, you must not drink too much or yours will swell and you will die. These are the kidneys, drink clean water. There are lungs, do not smoke.”

Książkę trzeba czytać z przerwami… Na śmiech 😀 Uwielbiam typ humoru, który cechuje naturalna prostota. Niewymuszony dowcip sytuacyjny jest zdecydowanie dobrą stroną tej powieści. Choć momentami makabryczny, to fakt. Autor bawi się słowami, zręcznie kleci soczyste zdania, zawierające wiele treści. Na pewno nie będzie to moje ostatnie spotkanie z Louisem de Berniéres. Zresztą, czy mam inne wyjście? Na półce czekają jeszcze 3 jego książki 😉

A wam bardzo polecam 🙂

“Some things you cannot fight. You can only pick up the pieces, afterwards.”

Advertisements

6 thoughts on “„The War of Don Emmanuel’s Nether Parts” Louis de Bernières

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s