Recenzje

„Przywróceni” Jason Mott

Długo się zastanawiałam, czy wrzucić tę notkę na bloga, bo jest dość osobista i pisałam ja chyba bardziej dla siebie, dla swoistego porządku w środku. Ale właściwie… czemu nie. Poznacie dziś spory kawałek mnie oraz niezłą powieść, która może Wami odrobinę potrząsnąć.

Książką zainteresowałam się po recenzji TAKI TU TAKI

Kim są tytułowi Przywróceni? To zmarli, którzy powrócili na Ziemię. Ale nie, nie jako Zombie, nic z tych rzeczy. Po prostu wrócili, tacy, jacy kiedyś byli i próbują zacząć życie na nowo tam gdzie je skończyli, lub zmieniają zupełnie otoczenie, chcąc zapomnieć o tym, co było kiedyś. Niby nic ich nie wyróżnia od zwykłych ludzi, którzy żyją na ziemi po raz pierwszy, ale daje się ich rozpoznać już na pierwszy rzut oka. Instynktownie? Inny zapach? Aura? Tego do końca nie wiadomo.

Prawie rok temu straciłam przyjaciela. Był bardzo ważną dla mnie osobą, niezastąpioną. Tęsknie za nim codziennie i często mi się śni. Raz nawet we śnie powiedział mi, że żyje, a ta szopka z jego pogrzebem to był idiotyczny dowcip. Ech, chciałabym… Ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Colin miał cudowny glos i śpiewał w teatrze. Od jego śmierci nie byłam na żadnym musicalu, bo Teatr za bardzo mi się z nim kojarzy. To jeszcze zbyt świeże. Ale przecież nikt nie broni tego moim bliskim. W dniu, kiedy zaczęłam czytać “Przywróconych” szukałam z Siostrą czegoś odpowiedniego na prezent dla rodziców. Bilety na koncert lub spektakl to zawsze dobry pomysł, w tym celu weszłam na stronę trójmiasto.pl i przeżyłam niemały szok. Na stronach poświęconych najbliższym spektaklom w Teatrze Muzycznym, w obsadzie widnieje imię i nazwisko mojego przyjaciela!

Nie uderzyło mnie nawet tak mocno to, że jakiś dziennikarz spartaczył robotę. Bo kopiuj – wklej tekst sprzed roku, to tak naprawdę żadna robota. Uderzyło mnie to, że przez chwilę naprawdę miałam nadzieję, że to wszystko mi się śniło. Że on żyje, a ja wiadra łez wylałam na darmo, zaś na cmentarz chodzę do kogoś obcego. To wszystko była jakaś pomyłka!

Dopiero Siostra sprowadziła mnie na Ziemię, a Narzeczony w próbie rozweselenia stwierdził: a może jest jeszcze drugi taki?

Właśnie, może jest drugi? Tak jak w książce “Przywróceni”.

 

Czy możecie sobie wyobrazić, że bliskie wam, zmarłe osoby wracają? Ktoś, za kim tęskniliście przez lata i już właściwie przyzwyczailiście się do jego nieobecności, pojawia się nagle w waszym ułożonym, przewidywalnym życiu i domaga się może abyście pozwolili mu ze sobą zamieszkać. Potem pojawia się następna osoba. Może ofiara morderstwa? Zaczyna się dochodzenie, bo jako naoczny świadek ma wiele do powiedzenia. A może wstanie z grobu wasz wróg, albo zwyczajnie, osoba niechętna wam i zaczyna bruździć. Pojawia się strach. Wszystkich tych ludzi trzeba wyżywić, dać im pracę, schronienie… Nie na darmo świat został tak ułożony, nie starczyłoby dla nas wszystkich miejsca. Przeżyć śmierć bliskich, po latach na swój sposób pogodzić się z tym, aż tu nagle pojawia się znów i wywraca świat do góry nogami.

 

” – To diabły – wyrzuciła w końcu. A potem się wzdrygnęła, jakby samo to słowo mogło ją zaatakować. – Powrócili tutaj, żeby nas zabić. Albo wodzić na pokuszenie. A gdy martwi powrócą na ziemię, nastąpi kres dni. Tak głosi Biblia.” Tak mówiła 70-letnia Lucille do swego męża, podczas oglądania wiadomości na temat Przywróconych, którzy niespodziewanie zaczęli pojawiać się w różnych zakątkach świata. Nie wiedziała, że jeszcze tego samego dnia zmieni na ich temat zdanie. Kiedy do drzwi zapukał agent z Biura do Spraw Przywróconych, jej poglądy zmieniły się o 180 stopni. Bo oto w jej ramionach znalazł się jej 8-letni synek, który utonął 50 lat temu.

Jej mąż nie dał się zwieść. Od początku nazywał “syna” “to”. Mój syn zginał, mówił, a “to” jest coś nie z tego świata. I lepiej niech wraca skąd przybyło. A jednak, kiedy rząd postanowił odizolować Przywróconych i zgromadzić ich razem w jednym miejscu, nie dał odebrać sobie dziecka, więc razem z nim, zamknięto go w starej szkole w Arkadii. Tam życie płynęło dość wolno i monotonnie. W przeciwieństwie do “zewnątrz”, gdzie trwały debaty na temat: co zrobić ze zmarłymi, którzy wrócili na Ziemie i po co właściwie oni wrócili? W miastach wybuchały zamieszki prowokowane raz przez przeciwników Przywróconych, innym razem prze ich obrońców.

A Wy, jak myślicie? Po co oni wrócili?

 

Początek książki czytałam bardzo szybko, z fascynacją. Ostatnie sto stron już mi się jednak dłużyło, bo zdążyłam zauważyć kilka błędów, które skutecznie mnie zniechęciły. Miałam wrażenie, że książka jest niedopracowana, że wiele aspektów w ogóle nie zostało tkniętych, a według mnie, były zbyt istotne, żeby je pomijać. Np. dlaczego nie ma punktu widzenia Przywróconych? To, że jak pojawiają się na Ziemi jest owiane tajemnicą i ja to rozumiem, ale dlaczego nie mam nic o osobach, które zmarły “przed chwilą”? Czy ludzie przestali umierać odkąd wracają Przywróceni?

Przywróceni są jak stado owiec potulnie prowadzone na rzeź. Kilku z nich chowa się gdzieś po krzakach, żeby ich nie złapano, ale z marnymi skutkami. Większość jednak daje się spokojnie zamknąć i nawet później nie protestuje, nie wywołuje zamieszek, w przeciwieństwie do ich przeciwników i obrońców. Czyżby zniknął instynkt przetrwania? A może warunki drugiego życia nie są już takie istotne, bo najważniejsze, że żyją? Po cholerę Harold, co piec minut grzebie w kieszeni w poszukiwaniu papierosa, którego nie ma? Niepotrzebne – w książce nic z tego właściwie nie wynikało. A jeśli autor miał na myśli podkreślić jakiś aspekt życia, powtarzalności, nawyku, czy jeszcze czegoś innego, to niestety mu to nie wyszło. Jeśli miał na myśli irytację czytelnika to… sukces!

Na koniec autor dodaje kilka słów od siebie, prywatnie, podobnie jak ja zrobiłam na początku tej notki. I myślę, że tak należy odbierać tę książkę, jako pewną osobistą próbę pogodzenia się ze śmiercią bliskich, a nie doszukiwać się w niej związków przyczynowo skutkowych, czy logiki zdarzeń nadprzyrodzonych, jak ja próbowałam robić w czasie czytania. Porządek świata został zburzony, a czy wszystkie myśli wrócą na swoje miejsce, to już zależy od Was i tego jak odbierzecie te powieść.

 

 

 

Advertisements

17 thoughts on “„Przywróceni” Jason Mott

    1. Dziękuję 🙂

      Może będzie to wyjaśnione w nowelkach, ale wypadałoby tez jakoś “dopełnić” powieść. Duży potencjał, średnie wykończenie.
      Właśnie ściągnęłam nowelki na kindla, sa za darmo na Amazonie 😀

      Like

  1. Na początku sierpnia umarł mój Dziadek i tak jak Tobie, mi również śniło się, że Dziadek siedział sobie przy stole, jadł kanapkę, cała rodzina była obok, a na pytanie, czy żyje odpowiedział, że oczywiście, a pogrzeb był tak tylko na pokaz… Dziwne. Psychika tak radzi sobie ze stratą.
    Moja ukochana przyjaciółka z dzieciństwa zmarła 11 lat temu – do dzisiaj miewam sny, że razem z czegoś chichoczemy i snujemy plany na przyszłość.
    Ale wolałabym, żeby nikt zmarły nie wracał. Nie byłoby to naturalne. Pogodzenie się ze stratą, nawet jak zajmuje pół życia, jest lepsze niż trauma dziwności.

    Like

    1. Wlasnie o tym pisalam, zeby w ten sposob ja potraktowac. Ja oczywiscie musialam sie czepnac kilku rzeczy, ale nie znaczy, ze ksiazka byla zla. Sam autor nmapisal ja po tym, jak snila mu sie matka, a w trakcie pisania identyfikowal sie troche z jednym z Agentow Biura do Spraw Przywroconych.

      Like

  2. Do tej pory (na szczęście) nie spotkała mnie jeszcze tragedią, którą jest śmierć bliskiej osoby, ale jestem w stanie wyobrazić sobie tę pustkę, która po niej nastaje… Co do książki, to mimo licznych niedociągnięć zapewne kiedyś ją przeczytam bo zapowiada się ciekawie.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s