Recenzje

„Wnuczka do orzechów” Małgorzata Musierowicz

O ostatnich częściach “Jeżycjady” ulubionej serii (nie tylko nastolatek ;)) mówi się wiele, a najczęściej są to opinie niezbyt pozytywne. Ja wychodzę z założenia, że dorastałam z Borejkównami i z nimi też chcę się zestarzeć (daj Boże autorce życie dłuższe od mojego i sprawny umysł do końca), dlatego też bardzo ciężko odwieść mnie od kupna każdej kolejnej części, czy też zbyt mocnego krytykowania ich jakości.

Jasne, najnowsze książki Musierowicz nie są już takie jak “Szósta klepka”, czy “Opium w rosole”, ale przecież ludzie się zmieniają, świat idzie do przodu (czasem się też cofa, ale to już inna sprawa). Również nasza autorka zmienia poglądy, spojrzenie na pewne sprawy. Nigdy nie będzie tak samo jak 20 lat temu, choćbyśmy nie wiem jak bardzo za tym tęsknili. Należy to zaakceptować.

We “Wnuczce do orzechów” zaczynamy, nie jak zwykle, od Poznania, ale od błogiej wsi, parę kilometrów od tej, gdzie mieszka Pulpa z Florkiem i dziewczynkami. Nieznana nam do tej pory nastoletnia Dorota znajduje pod mostkiem nieprzytomną Idę Borejko. Ida, kiedy już oprzytomniała (tu dość kontrowersyjna metoda, jaką zastosowała przyszła pani doktor Dorota :D), sama siebie zdiagnozowała i postanowiła zostać tam gdzie jest przez następny miesiąc. Bo uszkodzona łydka – poruszała się za pomocą krzesła biurowego, które potem przewijało się smutno przez całą opowieść, tudzież wspierała się na grabiach. Bo pokłóciła się z mężem i synem – biedni, nawet nie do końca wiedzieli, że się z nimi pokłóciła. Bo ma miesięczny urlop, na który miała jechać razem z Markiem, ale jemu oczywiście musiało coś wypaść, jak np. bezczelny wrzód ordynatora, wobec tego nie miał go kto zastąpić w szpitalu. Aż w końcu, bo ta wieś taka cudna, gospodynie przyjazne, jedzenie pyszne, a ona naprawdę, naprawdę potrzebuje odpoczynku. No i chciała też, swą nieobecnością w suterenie na Roosevelta, ukarać Marka. Przecież właściwie od tego się zaczęło: chciała wybiegać złość, po tym jak jej własny mąż szykanował ją w obecności syna, (bo jak można tak po prostu powiedzieć kobiecie, że przechodzi menopauzę!) i spadła z tego cholernego mostka, niefortunnie uszkadzając sobie kopytko.

Taaa, cała Ida. Kto zna inne części Jeżycjady, wie doskonale, co mam na myśli J

“Łatwo ci mówić “nie złość się”, nie masz dzieci. Ja mam troje. Najmłodszy poszedł dopiero do zerówki, więc wszystko przede mną na nowo. Zauważyłaś, że Homo sapiens właściwie nie ma dobrego wieku? W zasadzie każdy z nas w każdej chwili życia jest albo za młody, albo za stary, albo przejściowy i wciąż do czegoś nie pasuje. To dlatego człowiek czasem już nie wytrzymuje i wychodzi z siebie.”

Ale o co chodzi z piękną niebieskooką blondynką z okładki? Pewnie już się domyśliliście, że to właśnie Dorota. Uczęszcza do liceum ekonomicznego, ale akurat są wakacje, więc zajmuje się domem, który odziedziczyła po dziadku. Podczas gdy mama wyjechała za granicę w celach zarobkowych (pielęgniarka), mieszka z dwiema babciami, które pomagają jej prowadzić gospodarstwo agroturystyczne i właśnie Ida staje się ich pierwszą letniczką. Ida, jak zwykle ma swoje własne plany, co do napotkanych jej ludzi, więc natychmiast upatrzyła w Dorocie lekarstwo na złamane serce Ignasia. Pod pretekstem przywiezienia jej ubrań i kosmetyków z mieszkania na Roosevelta, zwabia siostrzeńca na wieś, w nadziei, że jej sprytny plan pozbawi chłopaka smętnej miny i irytujących westchnień. Ale wiadomo, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Szczególnie, jeśli chodzi o niecne plany.

W książce nie zabrakło też innych członków klanu Borejko. Senior rodu, Ignacy, nadal siedzi z nosem w książkach i tylko z nimi jest najszczęśliwszy; Mila towarzyszy mu, od czasu do czasu rzucając jakieś mądre zdanie, jak to ona.

“Mama ugryzła z apetytem swoje jabłko, pokiwała głową i powiedziała spokojnie, że phanta rhei, a człowiek myślący powinien wiedzieć, że jest zaledwie przelotnym gościem na tej ziemi, zaś to, co posiada, w gruncie rzeczy tylko pożyczył sobie na krótkie użytkowanie. Jeśli Gabrysi natomiast chodzi o znana zasadę, że nie przesadza się starych drzew, to ona pragnie zaznaczyć, że bynajmniej nie czuje się staro.”

Gaba jak zwykle martwi się o wszystkich i o wszystko, Grześ, znów jakby wyjęty z sielankowego obrazka, remontuje mieszkanie na Roosvelta, gdy cała rodzina wakacjuje u Pulpecji i Florka na wsi. Józinek kiepsko zdał maturę i nie dostał się na studia medyczne, ale poza tym wciąż jest silnym, małomównym facetem. Przestał grać w nogę i przeniósł się na kolarstwo.

“Uwaga! – im ładniej kto gada, tym groźniejszy. Nie słuchaj, co gada, patrz jak się zachowuje, to uczynki świadczą o człowieku, nie słowa. Słowa często kłamią. Ja tego kiedyś nie wiedziałam.”

A zresztą, co ja wam tu będę streszczać, pewnie sami jesteście ciekawi, co u reszty rodziny, więc nie chcę psuć całej zabawy. “Wnuczka do orzechów” bardziej przypomina najnowsze części “Jezycjady” niż te stare, ale jak już mówiłam, pisarze też się zmieniają i muszą w jakiś sposób dostosować do nowych warunków środowiskowych. Może jest trochę za dużo opisów przyrody, może dialogi miedzy Ignasiem a Dorotą mocno odbiegają od realiów. Może nawet miłość oparta tylko na spojrzeniach jest trochę nazbyt romantyczna, jak na mój gust. Ale dla mnie są to sprawy mniejszej wagi. Ja się świetnie bawiłam i cieszyłam z kolejnego spotkania z Borejkami, więc jeśli masz podobne spojrzenie na lekturę jak ja, nie będziesz zawiedziony. Jeśli spodziewasz się powtórki “Kwiatu kalafiora”, albo “Noelki” – odpuść sobie, bo to nie ta kategoria.

Advertisements

16 thoughts on “„Wnuczka do orzechów” Małgorzata Musierowicz

  1. Nigdy do Jeżycjady nie mogłam się przekonać… Już w dzieciństwie próbowałam czytać cykl, ale jakoś tak bez szału było i odpuściłam, potem też próbowałam coś tam ugryźć, ale wciąż nie zaskoczyło, więc stwierdziłam, że to po prostu nie dla mnie 🙂 Ale fajnie, że ta saga rodzinna wciąż trwa 🙂

    Like

      1. Ja Cie proszę, nie burz mi wizji!
        Według mnie Ty już się taka urodziłaś. Mama ci na dobranoc czytała Kinga i Stokera, bo Kubuś Puchatek Cie obrzydzał z tym swoim miodkiem 😛 A z Muminków to tylko Buka i wredna Mała Mi godne były twej uwagi 😉

        Like

      2. Hahaha 😀 no może tylko trochę tak było, bo Mama czytała mi Braci Grimm, a potem Oscara Wilde’a 😀 Był też taki wieczór, gdy oglądałyśmy razem “Opowieści z krypty” 😀 ❤ Kubusia Puchatka nie lubiłam nigdy jakoś specjalnie i czytałam raz, dawno temu, a w Muminkach to najbardziej na świecie lubię hatifnaty, Bukę, Lodową Panią i Too-Tiki, Filifionkę też 😀 A w dzieciństwie uwielbiałam Małą Mi, to prawda 😀

        Like

    1. Jakbyś chciała zacząć to koniecznie od początku, od “Szóstej klepki”. Największa przyjemność to poznawanie po kolei postaci, podglądanie jak dorastają, zmieniają się. Cudo! 🙂 To cieple, serdeczne historie całkiem zwyczajnych mieszkańców Poznania, okraszone mnóstwem pysznego jedzenia (zawsze się robię głodna jak czytam Jezycjade :D)

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s