Recenzje

„Let it snow” M. Johnson, J. Green, L. Myracle

Miałam nie pisać o “Let it snow” zaraz na początku nowego roku, bo pierwsza recenzja kiepskiej książki, to trochę jak fatalna wróżba czytelnicza na cały rok. A potem sobie przypomniałam, że przecież nie wierze we wróżby, ani inne zabobony, więc co mnie napadło? – Siadać do pisania i nie marudzić 😉

Obiecałam sobie być bardzo dzielna i z okazji świąt przeczytać, choć jedną bożonarodzeniową książkę. “Let it snow” (“W śnieżną noc”) to zbiór 3 nowel różnych autorów, więc nie powinno mnie zmęczyć – myślałam. Błąd! Zmęczyło i to bardzo.

Dwie kobiety i jeden mężczyzna napisali  niezbyt odkrywcze nowele dla nastolatek.

Maureen Johnson, urodzona w roku 1973, od dziesięciu lat pisze powieści dla młodzieży, więc jej noweli nie można nazwać debiutem niedoświadczonej jeszcze pisarki. A szkoda, bo “The Jubilee Express” takie właśnie sprawiało wrażenie, więc przynajmniej można by było przymknąć oko dla poczatkującej, a tu nic z tego. Nowela jest poprawnie napisana, jeśli chodzi strukturę i styl, ale wydarzenia? Tak mało prawdopodobne. Rodzince Julbilee zostają aresztowani w wigilie Bożego Narodzenia, więc ich prawnik wrzuca dziewczynę do pociągu na Florydę, do jej dziadków. Pociąg psuje się, a nasza bohaterka w śnieżycę wyrusza do knajpy, gdzie poznaje chłopaka i u niego spędza święta. Wspominałam, że mówimy o nastolatkach?

Uff, dobrnęłam do końca z nadzieją, że kolejna opowieść będzie lepsza. W końcu to młody John Green, nie może być źle. Tak, ten John Green od świetnej “Gwiazd naszych wina”. “A Cheertastic Christmas Miracle” dostał plusa za dowcip. Nastolatki w nim występujące były bardziej podobne do nastolatków (w sensie zachowania i głupawych odzywek), ale fabuła znów trochę utykała – rodzice nie mogą wrócić na święta, więc Tobin z dwójką przyjaciół udają się do knajpy pełnej głupawych, ale seksownych cheerliderek. Serio? W śnieżycę? O północy w wigilię?

Przy trzeciej noweli “The Patron Saint of Pigs” Lauren Myracle, kiedy przeczytałam początek o nastolatce, która ignoruje święta z rodziną i całymi dniami przesiaduje w swoim pokoju, słuchając smutnej muzyki i oglądając zdjęcia byłego chłopaka – moja cierpliwość się skończyła. Skończyłam też czytać książkę, bo szkoda mi na nią czasu, mimo, że tak daleko zabrnęłam.

Nie wiem, może ja się nie znam i teraz młodzież jest inna, że nikt nie zwraca uwagi, że banda dzieciaków spędza noc w karczmie, albo na ulicy w śnieżycy. Ale wiecie co, przez całą książkę (to znaczy 2/3, które przeczytałam ;)) miałam wrażenie, że to coś w stylu opowiadań, które ja sama pisałam jak miałam te 15 lat. Czyli zdecydowanie niewystarczająco na wydanie książki. Może wyjdzie teraz ze mnie ten Grinch, ale sorry, po prostu było słabo. Choć nie wiem… dawno wyrosłam już z nastoletnich lat i może się mylę – może młodym ludziom ten zbiór bardziej przypadnie do gustu.

Co mi się podobało to to, że historie były ze sobą powiązane. To samo miejsce, ci sami bohaterowie drugoplanowi, element zamieci śnieżnej i świąt. Tak, to zdecydowanie plus. Niestety, jeden z bardzo niewielu.

Advertisements

3 thoughts on “„Let it snow” M. Johnson, J. Green, L. Myracle

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s