Recenzje

„Ciemno, prawie noc” Joanna Bator

“W tym czarnym czarnym domu

był czarny czarny stół

w tej czarnej czarnej trumnie

był biały biały trup

na trupie pereł sznur.”

 

Niektórzy pisarze mają talent do pisania opowieści, które wciągają ludzi bez reszty. Nie sposób jest się od nich oderwać, każde kolejne zdanie wciąga, nie pozwala przestać czytać. To jak magiczna sztuczka, która przyciąga, to stąd właśnie biorą się powtarzane, co chwilę słowa “Jeszcze tylko jeden rozdział/strona”, a potem okazuje się, że czytaliśmy do 3-ej w nocy. Taki właśnie talent posiadła Joanna Bator, laureatka Nagrody Literackiej Nike za powieść “Ciemno, prawie noc”. Kto już przeczytał tę książkę, zapewne nie będzie zdziwiony decyzją jury.

Pisarka urodziła się w Wałbrzychu i tam właśnie umieściła akcję “Ciemno, prawie noc”, a także kilku innych powieści.

Alicja Tabor, warszawska reporterka, zostaje wysłana do rodzinnego Wałbrzycha by napisać reportaż na temat znikających dzieci. Zatrzymuje w swoim starym domu, którym do tej pory opiekował się sąsiad i przyjaciel rodziny. Dla Alicji powrót do przeszłości, nawet, jeśli tylko myślami to jest bolesne. Wspomina ojca z głową w chmurach, ukochaną siostrę oraz matkę, której właściwie nie zdążyła poznać. Duchy przeszłości nie pozwalają jej zająć się wyłącznie sprawą reportażu, ciążąc, drapiąc, gryząc – nie dając spokoju. Krok po kroku odkrywa rodzinne tajemnice, uczy się na nowo swojego miasta i poznaje dramatyczne szczegóły z życia zaginionych dzieci. Czy uda się je jeszcze uratować?

“Gdy zamykałam za nim drzwi, trzasnęłam za mocno i odpadła podkowa, powieszona na ich wewnętrznej stronie na szczęście, które musiało przeoczyć ten znak zachęty. To nie była ostatnia rzecz, która tego dnia odpadła, rozpadła się lub okazała zepsuta bez nadziei. Dom umierał z teatralną ostentacją, jakby chciał zemścić się za to, że go opuściłam na tak długo.”

Zepsucie zgnilizna, ohyda, skupione tylko na sobie, zazdrosne, zaściankowe, krótkowzroczne – tak Bator przedstawia społeczeństwo polskie. Smutne, ale w wielu miejscach kraju niestety prawdziwe. Dzieci z biednych, często alkoholowych rodzin – zaniedbane, niekochane, pozostawione same sobie, za którymi nikt nie będzie tęsknił, kiedy znikną. Takich jak te opisane przez autorkę jest, wiele. Owszem, istnieją próby ratowania ich, ale najczęściej to i tak niewiele daje.

“Ciemno, prawie noc” to książka brutalna, choć nie ma w niej wiele krwi i drastycznych szczegółów. Jest bowiem bardziej brutalna dla duszy niż dla oczu wyobraźni. Gryzie nas i boli, bo odnajdujemy w niej ziarnko siebie, sąsiadów, ludzi, których znamy. Tylko ziarnko, ledwo kiełkujące, z którego niekoniecznie rozwinie się w monstrualną rosiczkę, pożerającą małe dzieci, ale nadal niebezpieczne, jeśli pozwolić mu rosnąć. Dlatego trzymamy je w cieniu, nie podlewamy, nie nawozimy. Chcemy, żeby zniknęło. Chcemy o nim zapomnieć, zakopać pod kamieniami, tam, gdzie nie będzie miało możliwości zapuszczenia korzeni. Ale nie da o sobie zapomnieć, jeśli go nie zniszczymy drastycznymi środkami. To ziarnko to ignorancja.

Trudno czasem się do niej przyznać, prawda?

To książka, która boli.

“Według Ewy listopad był szczeliną w czasie, pęknięciem między jesienią i długą polską zimą, gdy żyło się na krawędzi, w zawieszeniu, i czekało, aż czas zabliźni się, gdy przyjdą grudniowe mrozy. “W listopadzie, Wielbłądko, można wyjść po zapałki i nie wrócić, w listopadzie, jak dobrze się przyjrzysz, to zobaczysz, że w każdej kałuży widać schody, które prowadzą pod ziemię. Nocą odpływy w łazienkach powiększają się tak, że bez trudu mieści się w nich dorosły człowiek. A takie siuśmajtki jak ty muszą uważać nawet na szpary w podłodze i mysie dziury”. “Dlaczego?” “Bo listopad to czas, gdy otwierają się przejścia” odpowiadała moja siostra. “Jakie przejścia?” “Takie, które są zamknięte na co dzień”. “Ale między czym i czym?” dopytywałam się, jak zwykle żądna konkretu. “Między nocą i dniem, białym i czarnym, zgubionym i znalezionym, między wielbłądami i daktylami, między chłopcami i dziewczynkami!”


Spora dawka Wałbrzycha, historii zamku Książ, a także religii, niby katolickiej, choć w tym wypadku, ja nazwałabym zwyczajnie sektą. To na nim, na samozwańczym proroku skupiają się mieszkańcy Wałbrzycha, a ich swary i zajadłość przyćmiewają istotny problem, jakim jest zaginięcie dzieci.

By jeszcze lepiej zobrazować polskie społeczeństwo autorka wprowadziła fragmenty czatów internetowych mieszkańców miasta. Głównie młodych. Bardzo dobry zabieg urozmaicający całość, ważny element wprowadzający jasny wgląd w opinie środowisk. Początkowo byłam zafascynowana, bardzo mi się to podobało, jednak te fragmenty były za długie jak na mój gust. Rozumiem, że powtarzalność i odpowiednia ich długość miały swój cel, jednak muszę przyznać, że w pewnym momencie zaczynały nudzić. To jednak jedyne, co mogłabym zarzucić książce. Poza tym, to jedna z najlepszych polskich powieści, jakie czytałam w ciągu ostatniego roku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I jeszcze kilka cytatów, które zachwyciły mnie w jakiś sposób. Joanna Bator ma charakterystyczny styl, który wydaje się nie do podrobienia.

“Uwielbiałem jej słuchać, ty też słuchałaś z tym łakomym wyrazem twarzy, który nadal masz. Już wtedy żywiłaś się słowami. Słuchałaś i oblizywałaś się, jakbyś jadła polukrowane pączki.”

“Na ciężkim poniemieckim biurku stała tam fotografia: ojciec, matka i dwie córki na tle sławnej budowli, zatopieni w letnim popołudniu sprzed prawie czterdziestu lat jak muchy w bursztynie”

“Jego twarz pełna rys i wgłębień wyglądała jak zjadana od środka przez żarłocznego pasożyta, brwi mu zdziczały.”

“I zimny, siuśmajtko, zimny jak trup. Ten, w kogo weszły kotojady, jest zimny jak cała zamrażarka mrożonek z supersamu!”

“Słowa, które kiedyś wsiąkłyby w błoto, tu przybierają kształt trwały jak folia i trwają.”

“Uwielbiałem jej słuchać, ty też słuchałaś z tym łakomym wyrazem twarzy, który nadal masz. Już wtedy żywiłaś się słowami. Słuchałaś i oblizywałaś się, jakbyś jadła polukrowane pączki.”

“Ona już nie wychodzi z domu i mówi, że nie zamierza umrzeć, tylko zaczytać się na śmierć.”

 

 

O “Ciemno, prawie noc” J. Bator rozmawiamy również na Pingerowym Klubie Książki. 

Advertisements

27 thoughts on “„Ciemno, prawie noc” Joanna Bator

  1. Cios w brzuch z każdym kolejnym rozdziałem, nerwy i masochistyczna niemoc oderwania się od lektury – CUDO ❤ "Piaskowa Góra" i "Chmurdalia" czekają na półce ❤ A niebawem polowanie na "Wyspę-łzę" ❤

    Like

  2. Ta książka to moje pierwsze spotkanie z Joanną Bator i trochę się go obawiałam, bo nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, gdy oglądałam z nią wywiad jakiś czas temu. Książka jest świetna, ale i mnie denerwowały małe rzeczy. Na przykład nie mogłam przejść do porządku dziennego nad słowem ‘znikła’, ja jestem z frakcji ‘zniknęła’. Bator używa krótszych form, które mnie rażą. Zgadzam się też z Tobą co do fragmentów z czatów. Przelatywałam po nich wzrokiem, bo mi się dłużyły. Do zlepków wyrazowych dosyć szybko się przywyczaiłam. Może to zasługa Twittera?

    Like

    1. Chaty byly zwyczajnie za dlugie i tak samo, w pewnym momencie zaczelam je “przelatywac”. Zlepki slow dla mnie nadal sa dziwne. Mimo, ze posiadam jakies tam konto na twitterze, to bardzo rzadko na nie zagladam. Mimo wszystko – ksiazka swietna.

      Liked by 1 person

    2. Czytałam kilka wywiadów z Joanną Bator, jeden z nich do dziś uchodzi w środowisku dziennikarskim za szczyt złego smaku. Na szczęście wszystkie czytałam już po lekturze “Ciemno, prawie noc”, w przeciwnym razie chyba nie sięgnęłabym po nią do dzisiaj 😛

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s