Recenzje

„Water for Elephants” Sara Gruen

Książka znajduje się na liście PKK na ten miesiąc, dlatego zwlekałam z recenzją tutaj, żeby nie było falstartu 😉

Książka na Goodreads àWater for Elephants

Polska wersja na lubimyczytac àWoda dla słoni

Mówią, że nie należy oceniać książki po okładce, a ja popełniłam ten błąd już na wstępie. Bo moje wydanie ma na froncie obrzydliwie słodką parę i fajerwerki w tle. Gdzieś tam tle tylko skrywa się tytułowy słoń. Nie lubię romantycznych okładek, ale książka została wybrana na PKK w ramach głosowania w kategorii romans, więc przecież wiadomo, czego się spodziewać? No dobrze, moje nastawienie wynika też z tego, że niekoniecznie przepadam za romansami. Lubię czasem jakiś przeczytać dla odprężenia, odtajania od horrorów, thrillerów i kryminałów, ale na pewno nie jest to mój ulubiony gatunek. W dodatku bardzo nie lubi tej “pattisonowiej” urody (flaki z olejem), więc tym bardziej okładka odstrasza. Czyli książkę zaczęłam czytać już z nastawieniem na NIE. No cóż, zobaczmy, o czym to…

Początek w sumie dość dobrze zapowiada całość. Jacob, pan po 90-tce mieszka w domu opieki, niezadowolony ze swojego obecnego życia bezradnego staruszka, którego wszyscy traktują jak rozkapryszone dziecko, wspomina młodość i opowiada o tym jak trafił do cyrku. Ten wstęp spodobał mi się na tyle, że od razu napisałam do miss attitude, że ma gnać do biblioteki i zabierać się za lekturę. Niestety, w miarę czytania mój entuzjazm mocno opadł.

Jacob Jankowski pochodzi z Polski. Wraz z rodzicami przeprowadził się do USA kilka lat wcześniej i właśnie kończy weterynarię na Uniwersytecie Cornella w Nowym Jorku. Jednak tragiczne wydarzenie – śmierć rodziców, sprawia, że chłopak załamuje się, nie zdaje egzaminów, ucieka i przypadkiem trafia do pociągu trupy cyrkowej, w której zostaje zatrudniony.

Powiem tak: nuda. Strony mi się dłużyły, wydarzenia wlekły. Byłam wściekła na to, jak traktowane są zwierzęta. To się aż ciężko czytało, bo serce boli. Ja tam żadnej miłości nie widziałam, ani tym bardziej słonia. Gdzie ten słoń, do jasnej ciasnej?!

Pojawił się. Na 160 stronie! Ale warto było na niego czekać. Jednym krótkim wejściem książka nabiera kolorów. Słoń jest elementem kluczowym, rozjaśniającym całość i można go pokochać od pierwszej strony, na której ma swoje wielkie wejście. Rosie, bo tak ma na imię nasza piękna, ogromna bohaterka, jest sercem książki i aż żal, że jest jej w niej tak mało.

Bardziej od wspomnień młodości podobały mi się aktualne wydarzenia. Życie Jacoba w domu opieki zainteresowało mnie pewnie trochę z tego względu, że przez lata pracowałam w takim domu i potrafię sobie wyobrazić, jak czuje się człowiek zamknięty na stare lata w bezdusznej instytucji. Choć my, opiekuni, staraliśmy się uprzyjemnić podopiecznym życie, traktować ich indywidualnie i z szacunkiem, z różnych powodów nie zawsze się to udawało, co prowadziło do obustronnej frustracji. To samo spotyka Jacoba, który stara się nauczyć żyć inaczej, zaprzyjaźnić z sympatyczną pielęgniarka, która jako jedyna nie traktuje go jak kolejnego nic nierozumiejącego staruszka.

“Although there are times I’d give anything to have her back, I am glad, she went first. Losing her was like being cleft down the middle. It was the moment it all ended for me, and I wouldn’t have wanted her to go through that. Being the survivor stinks.”

Poważnym zaniedbaniem, według mnie, jest brak przypisów z tłumaczeniem polskich cytatów. Czytałam książkę w wersji oryginalnej i oczywiście, fragmenty po polsku nie stanowiły dla mnie problemu, ale co z anglojęzycznymi czytelnikami? Jak można użyć obcego języka, (aż tyle razy, bo to nie było raz, czy dwa, a treść nie była jasna z kontekstu), w oficjalnym wydaniu powieści, bez tłumaczenia w przypisach?! W tym momencie książka bardzo dużo straciła w moich oczach i źle świadczy to zarówno o autorce, jak i o wydawnictwie.

Mój słownik do książki znajdziecie tutaj –> https://lolantaczyta.wordpress.com/2015/02/14/slownik-12-s-gruen-water-for-elephants/

Advertisements

20 thoughts on “„Water for Elephants” Sara Gruen

  1. Ten Pattison niedomyty na okładce odrzucił mnie już od filmu (pomimo, że uwielbiam Reese), a teraz jak jeszcze piszesz, że w ogóle to szału nie ma, nudnawo i jakoś tak niemrawie, to chyba już nie chcę czytać… Chociaż może spróbuję, ale dorwę w innej okładce kiedyś 😀

    Like

      1. Ja nie cierpię cyrku, który wykorzystuje zwierzęta i nie przepadam za klaunami-debilami (to chyba przez Kinga :D). Za to kocham akrobacje – jeśli cyrk to tylko tego typu sztuczki.

        W książce niestety jest znęcanie się i i zaniedbywanie ich, choć nie jest to temat przewodni na szczęście.

        Liked by 2 people

  2. Ciekawe co piszesz o polskich cytatach. Ten zabieg jest bardzo często używany z innymi językami. Myślę, że właśnie dlatego nie są one tłumaczone. Może właśnie o to chodziło, żeby zachować trochę tajemnicy? A może autorka chciała wywołać u czytelnika ciekawość i poniekąd zmusić go do poszukiwań? To temat ciągle wracający w dyskusjach między tłumaczami (i muślę, że też wśród pisarzy): traktowanie czytelnika. Wyjaśniając za dużo nie tylko go rozleniwiamy, ale również traktujemy trochę z góry, jak głupka, można by powiedzieć, który nie potrafi pewnych rzeczy wyszukać i sprawdzić.

    Like

    1. Chyba za mocno to jest na wyrost. To znaczy, ze czytelnik ma siedzieć przy komputerze i grzebać w słownikach przez pół książki? Jakby to były pojedyncze słowa, to jeszcze można odpuścić, ale cale zdania? Przecież autorka zatrudniła po coś tłumacza, żeby jej te zdania pomógł sklecić i wstawić w odpowiednim momencie. Nie powiesz mi chyba, ze nie zamieścili tłumaczenia, bo lepiej jak czytelnik sam sobie poszuka? Bez sensu! To nie krzyżówka do rozwiązania, tylko powieść. Dodatkowo w jednym z fragmentów pomylono literki – dla mnie to olewactwo.

      Like

      1. Nie twierdzę, że tak jest jak napisałam, ale myślę, że brak tłumaczenia to nie olewactwo, tylko zamierzone działanie. Autorka miała coś chciała przez to przekazać. Poprzestawiane literki to zupełnie inna historia.
        Zastanawiam się jeszcze jak bardzo by Cię irytował brak tłumaczenia gdyby chodziło o inny język.

        Like

      2. Pierwsze książki Musierowicz miały sporo łacińskich cytatów i mimo, że nie znam łaciny, nie było to jakoś mocno irytujące, choć na pewno przeszkadzało.
        Co do “Wody dla słoni” to już chyba nie przekonasz mnie do rzekomych zamiarów autorki, bo książka generalnie nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Gdyby była lepsza, może bym przymknęła na to oko i zgodziła się z Tobą, że to zabieg celowy, a tak to mogę tylko wytykać bledy 😉

        Like

    1. Liczyłam, że to będzie jednak coś lepszego 😦 szkoda.
      Co do Patissona, to to po prostu nie jest mój typ urody – nie podoba mi się. Z wampiryzmem ma to niewiele wspólnego, bo dałam radę obejrzeć ledwie 40 minut Zmierzchu, wiec nie zdążył się na zawsze wpisać w obraz 😉

      Like

      1. Domyśliłam się 😀 (Choć ja tam nic przeciwko fankom tego typu książek i filmów nie mam. Niech sobie każdy lubi, co chce :))

        Ale fakt, że głównie ze Zmierzchem się kojarzy – tak już go media wypromowały i jakoś trudno go połączyć z jakimkolwiek innym filmem (szczególnie jeśli się ma awersje i z tego powodu stroni od wszelkich produkcji z nim związanych ;))

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s