Recenzje

„Eeny Meeny” (Helen Grace #1) M.J. Arlidge

“Eeny Meeny” M.J. Arlidge to powieść, która 4 marca za sprawą wydawnictwa Czwarta Strona będzie miała swoją premierę w polskim przekładzie. Tytuł “Ene, due, śmierć” nawiązuje do dziecięcej wyliczanki-odpadanki (kilka jej wersji przedstawia Wiki), czyli: na kogo wypadnie na tego bęc – przegrywa. Jak to się ma do treści – zaraz Wam trochę przybliżę.

Jako dziecko lat 80., “wychowywałam się” na horrorach Freddiego Krugera, więc pewne was nie zdziwi, że tytuł skojarzył mi się od razu z inną wyliczanką, która przez lata przyprawiała mnie od ciarki na całym ciele. Chodzi oczywiście o piosenkę z “Koszmaru z Ulicy Wiązów”.

Czytanie zaczęłam wciąż mając w głowie te dziecięce głosiki i ubrane na śnieżnobiało dziewczynki skaczące przez linę. Brrr… Na szczęście Freddiego nie było. Jak się jednak domyślacie, był inny morderca.

Czas na wprawienie w ruch waszej wyobraźni:

Jesteś, dajmy na to, w pomieszczeniu bez okien, z bardzo mocnymi drzwiami. Nie ma szans na uwolnienie się. Zamknięto Cię tam wraz z ukochaną osobą: mężem, kochanką, dzieckiem, matką, przyjacielem. Zasady są jasne: tylko jedno z was może wyjść z tego cało. Macie wybór: pistolet.

Eeny, meeny, many, moe,

kto przeżyje dzisiaj? Kto?

Przez pierwsze dni wspólnie próbujecie się wydostać, lecz kiedy okazuje się, że jest to niemożliwe, a wy tracicie siły z dnia na dzień. Bez jedzenia i wody, poniżeni załatwianiem potrzeb fizjologicznych w tym samym pomieszczeniu i w obecności drugiej osoby. Po dłuższym czasie w takich warunkach przez głowę MUSI przemknąć myśl: przecież on/ona jest już stara/chory/nie widzi sensu życia. A ja mam przyszłość przed sobą/dzieci/ większe szanse na przeżycie po uwolnieniu.

To już nie tylko dylemat moralny. To Twoje ciało błaga Cię o pomoc. Pozbawieni wszelkich innych opcji zamienimy się w zwierzęta.

‘You think people are good. You’re one of life’s optimists. But they’re not. They are mean and selfish and cruel. You proved that. And so did every one of the selfish little shits I abducted. In the end, we are all just animals scratching each other’s eyes out to survive.’

Sam i Amy zaginęli wkrótce po tym, jak dziewczyna powiadomiła rodzinę, że będą wracać autostopem. Amy odnaleziono dopiero po kilku dniach. Nie przypomniała siebie. Zagłodzona, poraniona, wyglądała jak szkielet. Odwodniona, z matowymi włosami, szara skóra – wrak człowieka. Sama zgłosiła się na policję, bo zabiła ukochanego.

“Perhaps there is nothing left to say. We have tried everything, explored every inch of our prison, looking for a means of escape. The only thing we haven’t touched is the gun. It sits there still, calling to us. I raise my head and catch Amy looking at it. She meets my eye and drops hers. Could she pick it up? A fortnight ago, I’d have said no way. But now? Trust is a fragile thing – hard to earn, easy to lose. I’m not sure of anything any more.”

Czy skoro Amy sięgnęła po pistolet, to jest ona morderczynią, czy ten, kto zgotował jej i Samowi takie warunki? Oni byli pierwszymi ofiarami. Ale na pewno nie ostatnimi…

Dochodzenie prowadzi Helen Grace. Energiczna pani inspektor szybko wspina się po szczeblach kariery. Metody ma niestandardowe, ale może właśnie to dzięki nim udało jej się rozwiązać już tyle spraw i uratować wiele ludzi.

‘How did you know where he lived?’

‘It wasn’t hard to work it out. From what they said in the papers.’

‘So you stalked him to his house?’

‘I’m not sure I like that term, Inspector,’ her lawyer intervened.

‘My apologies, Sandy. I had no idea you were so sensitive. How long did you treat Diane Anderson for?’ Helen said, returning her attention to the suspect.

Ciekawym (i dość popularnym) zabiegiem jest zamieszczenie fragmentów narracji pierwszoosobowej mordercy. Zawierają one kolejne elementy układanki, pozwalają na “zrozumienie” motywów zbrodni.

Santa Claus: “I’ve got such a vivid memory of his face. He sat me on his knee and, with his best yo ho ho, asked me what I wanted most of all for Christmas. I smiled, looked him in the eye and said, ‘I’d like my dad to die.'”

Te wspomnienia przypomniały mi trochę pierwszą część trylogii Oblicza Victorii Bergman autorstwa duetu Erik Axl Sund. (Moja recenzja “Obłędu” TUTAJ)

Rozdziały są bardzo krótkie, więc czyta się niezwykle dynamicznie. Przewracając, kartkę za kartką, zdałam sobie sprawę, że taki zabieg to najlepszy sposób na tzw. “page turner’a”, bo przecież te rozdziały są takie krótkie, że “jeszcze tylko jeden” to bardzo mały grzeszek, totalnie wybaczalny. A tu nim się obejrzysz, już jest 1 w nocy, bo z tych małych rozdzialików zrobiło się pół książki 😉

Ale oczywiście nie obyło się bez zgrzytów (bo ja zawsze sobie cos znajdę do ponarzekania 😉)

Dlaczego!? Dlaczego w niemal każdej książce z udziałem policji, czy niezależnych detektywów, musi się znaleźć alkoholik? Czy to nadal pijący, czy już trzeźwy, który dołączył do AA, zawsze jakiś się musi znaleźć. Ja rozumiem, że to stresująca praca i łatwo wpaść w nałóg, ale do jasnej cholewy, to już się robi naprawdę nudne! Na szczęście alkoholizm nie dotyczył głównej bohaterki, bo chyba zarzuciłabym dalsze czytanie. A tak przynajmniej wiem, że mamy całkiem interesującą zapowiedz bardzo dobrej serii thrillerów autorstwa M.J. Arlidge’a.

Słownik do książki TUTAJ

Advertisements

20 thoughts on “„Eeny Meeny” (Helen Grace #1) M.J. Arlidge

    1. W sumie mam ochotę od razu napisać o “Długi wrześniowy weekend”, bo już prawie skończyłam, ale muszę się wstrzymać do marca 😛
      Potem może jeszcze dodam słownik do ‘Eeny Meeny’.

      Like

    1. Warte, warte 🙂 Skojarzenie było głownie przez te wspomnienia mordercy w pierwszej osobie. Myślę, że może Ci się spodobać.

      Na szczęście alkoholik był postacią drugoplanowa. Uff 😉 Ale tak czy inaczej już mnie to naprawdę zaczyna wkurzać. Wiem, powinnam to uznać za normę, tak jak fakt rozwiązania zagadki na końcu kryminału, ale jakoś nie umiem się przemóc. Może kiedyś mi przejdzie 😉

      Like

    1. Ja się bardziej boje Laleczki Chucky – tego chyba nigdy nie obejrzę ponownie, ale Freddiego już tak (mimo, ze się boje, to był tez trochę smieszny).
      A książkę polecam, bardzo dobry thriller. Nie znam za dobrze Twojego gustu w zakresie akurat tego gatunku, ale wydaje mi się, że Ci się spodoba 🙂

      Like

  1. Tak, tak i jeszcze raz tak. 😉 Ciężko o kryminał/thriller, w którym nie ma policjanta alkoholika. Czy pisarze wychodzą z założenia, że kryminał bez takowego się nie liczy, czy jak? Nawet nasza Bonda “wyposażyła” Saszę (bohaterkę “Pochłaniacza”) w ten nałóg… 🙂

    Co do “Ene…” to bardzo podoba mi się oryginalny tytuł. 🙂 A książkę właśnie czytam i powiem Ci, że daje radę… 🙂 Ciekawe jak się skończy… 🙂

    Like

    1. Taaaak, wiem, czytałam “Pochłaniacza” i to był jeden z niewielu mankamentów tej powieści. Kryminał/thriller nie może się obejść bez mordercy, czy osoby poszukującej tego, kto zabił, ale bez alkoholika zdecydowanie się obejdzie. To już się robi naprawdę nudne 😦
      Co do “Ene..” – ja się już czaje na książki WIllow Rose https://www.goodreads.com/series/61877-rebekka-franck
      Ciary na plerach od tej piosenki mam… 😉

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s