Recenzje · Terry Pratchett

„Dodger” Terry Pratchett

Dodger is a tosher – a sewer scavenger living in the squalor of Dickensian London.

Everyone who is nobody knows Dodger. Anyone who is anybody doesn’t.

Byłam mniej więcej w połowie “Dodgera”, 169 strona, kiedy dowiedziałam się śmierci Terrego Pratchetta. Wstyd mi było przyznać, że poleciała łezka, więc “ukrywałam się” do końca dnia. Bo jak można płakać po kimś, kogo nawet się nie znało. Ale czy rzeczywiście go nie znałam? Książki Pratchetta towarzyszyły mi od 14 lat, rocznie czytałam ich kilka, namiętnie zbierałam zarówno polskie egzemplarze Prószyński i S-ka, jak te w oryginale, wielkoformatowe i kieszonkowe. Książkowi bohaterowie, a w szczególności ci ze Świata Dysku prowadzili mnie przez studia, a potem wspierali dowcipem w czasie emigracji. Autor zostawił w nich cząstkę siebie, więc po przeczytaniu dziesiątek jego dzieł, chyba nie mogę powiedzieć, że go nie znałam – był przyjacielem.


“Dodger”, czyli “Spryciarz z Londynu” to książka zupełnie inna niż te z serii Świata Dysku. Przede wszystkim, wydarzenia umieszczone są na naszej zwyklej, (choć niekoniecznie nudnej) okrągłej planecie, która z płaskością i wielkim A’Tiunem nie ma niewiele wspólnego. Opowiada do młodym mieszkańcu kanałów, w XIX-wiecznym Londynie, chłopcu, który przetrwał sierociniec dzięki swojemu sprytowi i sztuce unikania problemów. Ale pewnego deszczowego wieczoru (surprise, surprise! It’s raining in London ;)) nie był już w stanie wywinąć się od kłopotów – musiał pomóc kobiecie w potrzebie…

I’m quite certain that you yourself have never been to school Dodger; you seem far too smart.

Kiedy Dodger trafia na samego Charlesa Dickensa, zaczyna się jego wspinaczka ku sferom wyższym, gdzie trzeba się regularnie myć, strzyc u prawdziwych fryzjerów zamiast poderżnąć kosmyki brzytwą, (niefortunne spotkanie ze Sweeney Todd nie odwiedzie go od tego, o nie!), a nawet nauczyć tych wszystkich dziwnych, niezwykle do siebie podobnych siebie sztućców (jakby ręce nie wystarczały!). A wszystko to dla Simplicity – kobiety, którą uratował z rąk bardzo złych ludzi.

W książce fikcyjne postacie przeplatają się z prawdziwymi. Poza wspomnianymi wyżej mamy filntropkę Angelę Burdett-Coutts, dziennikarza Henry’ego Mayhew, czy polityka Benjamina Disraeli. Dodger znajduje się teraz w zupełnie nowym dla siebie środowisku, które inaczej pachnie, wygląda i wypowiada się. Wszedł w sam środek intryg wyższych sfer, ale przecież nie mógłby siebie nazywać spryciarzem, gdyby i tu nie potrafił się odnaleźć.

Mister Mayhew looked as embarrased as his wife, and Dodger, still trusting his luck, in his most ingratiating voice, said, ‘Well, dear Mrs Mayhew, I can promise you that there will not be any hanky-panky, becouse I do not know what a panky is and I’ve never had a hanky. Only a wipe.’ 😀

Nie zabraknie typowego dla Pratchetta poczucia humoru, absurdalnych sytuacji i uniwersalnych myśli. A wszystko to okraszone pięknymi ilustracjami Paula Kidby przed każdym rozdziałem.


And if the dead turned over in their graves, they were generous enough to do it quietly, and besides, the exercise would do them good.

Na koniec, odwiedzcie Malitę, bo chyba o wiele lepiej (i szerzej) poradziła sobie z tematem à Co czyta Malita

Aha! I koniecznie przeczytajcie wywiad z autorem na stronie pratchett.pl

Mój osobisty słownik do książki znajdziecie TUTAJ

Advertisements

26 thoughts on “„Dodger” Terry Pratchett

  1. Można płakać po śmierci obcej osoby – ja bardzo mocno przeżyłam odejście mojego ukochanego reżysera. Myślę, że na tym polega właśnie wielkość artysty – jego dzieła tak mocno odziałowują na odbiorcę, że zaczyna się go traktować jak bliską osobę. 🙂

    Like

    1. Tak, chyba masz rację. Ale dla mnie to była nowość, bo owszem smutno mi było gdy zmarła np. Joanna Chmielewska, której książki bardzo lubię, ale nie obeszło mnie to tak mocno, jak właśnie śmierć jednego z moich ulubionych autorów.

      Liked by 1 person

      1. U mnie w domu zapadła cisza i autentycznie wzruszylismy się. Oboje mieliśmy przyjemności spotkać go lata temu. Poza tym, że był to niezwykły pisarz, to jeszcze niesamowicie miły i ciepły człowiek (co, wydaje mi sie, rzadko idzie w parze, w przypadku twórców, którzy odnieśli taki sukces).
        Po przeczytaniu Twojej recenzji i komentarzy przyszła mi do głowy pewna myśl, że jest wspólny element, który łączy Prachetta i Irvinga. Jest to Dickens. Dla obydwu był równie ważny.

        Like

      2. Och, jak zazdroszcze spotkania! To musialo byc nzwykle 😀
        Co do Irvinga i Pratchetta to tak – tez mi to przyszlo do glowy, szczegolnie przy czytaniu Dodgera 🙂

        Like

  2. fajna atmosfera była w tej książce.. teraz będę z czasem czytał więcej Pratchetta.. choć Świat Dysku jakoś mnie nie pociąga.. ale takich Dodgerów więcej bym poczytał 🙂

    Like

    1. Wiesz, niby wiedziałam, jak on sam się zapatruje na śmierć, ale to był jednak szok, bo nikt nie spodziewał się, że to nastąpi tak szybko. Nie przypuszczałam jednak, że może mnie to aż tak uderzyć 😦 Okazało się, że nie tylko ja tak to przeżywam.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s