Książka vs. Film

“Fear and Loathing in Las Vegas” Hunter S. Thompson

Jestem stara.

Może Wam się to wydać dziwne, kiedy o starości pisze trzydziesto-ekhem-parolatka, ale w stosunku do mnie nastoletniej, czy nawet dwudziestoletniej, czuję się potwornie dojrzała. I choć czasem z rozrzewnieniem patrzę na mnie z liceum, czy z czasu studiów, to więcej czuję pobłażliwości i lekceważenia, (a czasem nawet wstydu), niż aprobaty. Choć wspomnienia nadal miłe… Cóż, mój Ex kiedyś mi powiedział, że ja się już urodziłam 40-latką, bo mam takie poglądy i zasady, których nie łamię, a powinnam, skoro mam lat o połowę mniej niż mój wiek mentalny (według niego). W sumie coś w tym jest, ale… przecież kiedyś też umiałam się cieszyć z błahostek, a jakbym się wcale nie zmieniała, to chyba dopiero wtedy miałabym to sobie za złe. Nie chcę stać w miejscu!


No, this is not a good town for psychedelic drugs. Reality itself is too twisted.

Fear nad Loathing in Las Vegas, czyli Lęk i odraza w Las Vegas Huntera S. Thompsona, znałam z adaptacji filmowej z 1998 roku pod tytułem Las Vegas Parano.

(Grają Johnny Deep, Benicio del Toro, Christina Ricci, Toby McGuire)

Kto widział kiedyś ten film, zapewne nie będzie zdziwiony, że kiedy dorwałam książkę, nie dało się inaczej, jak czytać tekst głosem Johny’ego Deepa 😀 Pierwsze strony: uśmiech. Przypominam sobie scenę z nietoperzami, arsenał dragów w bagażniku cadillaca i naprutych prawie do nieprzytomności Deepa i del Toro. Pamiętam biednego, przerażonego Toby’ego jako autostopowicza, psychozę, jaka ogarniała narratora, czyli Raula Duke’a.

The sporting editors had also given me $300 in cash, most of which was already spent on extremely dangerous drugs. The trunk of the car looked like a mobile police narcotics lab. We had two bags of grass, seventy-five pellets of mescaline, five sheets of high-powered blotter acid, a salt shaker half full of cocaine, and a whole galaxy of multi-colored uppers, downers, screamers, laughers . . . and also a quart of tequila, a quart of rum, a case of Budweiser, a pint of raw ether and two dozen amyls.

Myślałam, że jak zacznę czytać Fear and Loathing…, to będzie to wspomnień czar, chwilowy powrót do czasów studiów, kiedy to po perę razy całą ekipą oglądaliśmy film. Niestety po kilku stronach uśmiech zniknął z mojej twarzy. Dla mnie to była droga przez mękę psychodeli, jaka dopada głównych bohaterów. Nienawidzę narkotyków! Nie cierpię tracić kontroli nad własnym ciałem i umysłem, więc wczuwanie się w to, co się działo z Raul Duke i doktor Gonzo było dla mnie prawdziwą męczarnią. Ale przecież sama wybrałam tę książkę. Tylko siebie mogę obwiniać…

“Sympathy for the Devil.” That was the only tape we had, so we played it constantly, over and over, as a kind of demented counterpoint to the radio. And also to maintain our rhythm on the road.

Hunter S. Thompson to amerykański dziennikarz, znany z metody bezpośredniego udziału w wydarzeniach, jakie opisuje i nadużywaniu substancji psychoaktywnych. W Fear and Loathing… przybiera postać swego alter ego o nazwisku Raul Duke, a podobieństwo fizyczne do pisarza da się nawet zauważyć przy charakteryzacji aktora grającego jego postać (jeden z najmniej atrakcyjnych bohaterów granych przez mojego ukochanego Deepa).

Rok 1971. Raul i Doktor Gonzo (prawnik Raula) [“As your attorney, I advise you to tell me where you put the goddamn mescaline.” ], wybierają się w podróż do Las Vegas, samochodem pełnym narkotyków. Od początku podroży nadużywają tychże, z niezbyt przyjemnymi skutkami.

“Mister Duke! We’ve been looking for you!” I almost collapsed on the curb. Every cell in my brain and body sagged. No! I thought. I must be hallucinating. There’s nobody back there, nobody calling . . . it’s a paranoid delusion, amphetamine psychosis . . . just keep walking towards the car, always smiling. . . . “MISTER DUKE! Wait!”

Za mocną stronę powieści mogłabym uznać to, że napisana jest w taki sposób, że paranoja, jaką przezywali bohaterowie udzielała mi się przy czytaniu. Osiągniecie czegoś takiego, jest swego rodzaju sztuką, ale nie znaczy, że mi się to podobało. Autor wciąga czytelnika w swoje zwidy i nie do końca wiadomo, co jest halucynacją, a co nie. Thompson nadużywa tutaj nie tylko narkotyków, ale również wielokropka, który sprawia wrażenie niedomowień, wobec czego czytelnik często sam musi dośpiewać sobie prawdę. Albo i nie… 😉

Druga sprawa to humor. Choć nie chciałam, (bo już po kilku stronach byłam obrażona na książkę), to w kąciku ust, co i rusz pojawiał się uśmiech. Na przykład w takich momentach:

“Look outside,” I said.

“Why?”

“There’s a big . . . machine in the sky, . . . some kind of electric snake . . . coming straight at us.”

“Shoot it,” said my attorney.

“Not yet,” I said. “I want to study its habits.”

Po przeczytaniu książki, zniesmaczona własną reakcją, przerażona tym, jaka się zrobiłam stara, skoro już mnie to nie bawi, włączyłam na chwilę film. Chciałam się przekonać, że może film był o tyle lepszy, że i teraz mnie wciągnie. Niestety. Znudził mnie po kilku minutach L Jednych takie rzeczy będą bawić przez całe życie. Ja z tego wyrosłam…

A czy poleciłabym Wam Fear and Loathing in Las Vegas? Hmm, tylko tym, których nie przeraża ilość szalonych pomysłów Raula i Gonzo, stan wiecznego odurzenia i pewna doza obrzydliwości. Tylko dla odważnych, których nie ruszają zniekształcone twarze, potwory, paranoja i niemożność rozróżnienia gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.

Dodatek specjalny to ohydne, ale bardzo pasujące do całości ilustracje Ralpha Stedmana.

I had been asleep when the maid came in that morning. We’d forgotten to hang out the “Do Not Disturb” sign . . . so she wandered into the room and startled my attorney, who was kneeling, stark naked, in the closet, vomiting into his shoes . . . thinking he was actually in the bathroom, and then suddenly looking up to see a woman with a face like Mickey Rooney staring down at him, unable to speak, trembling with fear and confusion. “She was holding that mop like an axe-handle,” he said later. “So I came out of the closet in a kind of running crouch, still vomiting, and hit her right at the knees . . . it was pure instinct; I thought she was ready to kill me . . . and then, when she screamed, that’s when I put the icebag on her mouth.” Yes. I remembered that scream . . . one of the most terrifying sounds I’d ever heard.

Słownik do książki TUTAJ

Advertisements

12 thoughts on ““Fear and Loathing in Las Vegas” Hunter S. Thompson

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s