Recenzje

„Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzata Halber

A ja byłam taka ciężka od wstydu i od tego, że nosiłam w sobie sto kilo kamieni, bo wiedziałam, że jestem najgorszym człowiekiem na świecie, że jestem człowiekiem, który nie potrafi przestać.

Nie piję.

Bo nie mogę.

Nie, nie jestem alkoholiczką, ale mam inne problemy zdrowotne, które skutecznie oduczyły mnie pić. Ale zawsze lubiłam alkohol, więc nie tak  łatwo było z niego zrezygnować. Czytając Najgorszy człowiek na świecie potrafiłam się wczuć się w sytuację bohaterki książki, Krystyny. Wydaje mi się, że wiem co to walka z nałogiem, bo przez wiele lat próbowałam rzucić papierosy, (co wreszcie udało mi się dwa lata temu, yuhoo! 😉 )Rozumiem mechanizmy działające naszym umysłem pod wpływem ukochanej używki. Wiem, jak działa powrót do narkotyku i ile heroicznego wysiłku oraz wyrzeczeń kosztuje, nawet nie całkowite zerwanie z nałogiem, ale odmówienie sobie tego jednego jedynego. Za każdym razem! Ten “tylko jeden” (papieros/joint/kieliszek), który jest dla Ciebie w tym momencie całym światem, bogiem rozgrzeszającym chwilę słabości, cudem nieskończonym. Który w rezultacie może cię zabić. Ale o tym ostatnim przypominasz sobie dopiero po fakcie. To prawie tak, jakby na moment “tylko jednego” zamykały się wszystkie inne klapki (i klepki), a na świecie istniał tylko przedmiot uzależnienia. Nic innego nie jest ważne. Fiksacja totalna. Chcę! Muszę! Mam gdzieś cały świat!

Dodatkowo, skończyłam pedagogikę i przez pewien czas interesował mnie temat narkomanii i wychodzenia z uzależnienia. Raz nawet udało mi się dostać na spotkanie AA – niezwykłe doświadczenie, dla kogoś “z boku”. Na pewno, ktoś, kto sam ma problem z alkoholem, albo pochodzi z rodziny alkoholowej odebrał tę książkę trochę inaczej niż ja. Ale o tym możemy podyskutować z komentarzach, natomiast teraz Wam powiem, na co zwróciłam uwagę, co mi się podobało, a co nie.

“Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber* to próba opisania problemu alkoholowego od wewnątrz, w czym pomaga przede wszystkim, narracja pierwszoosobowa – tak! to działa w przypadku podobnych publikacji. Myślę, że jakby autorka pisała o głównej bohaterce “Ona”, książka straciłaby na wiarygodności. A tak mamy formę pamiętnika, wspomnienie prawdziwych uczuć, walki wewnętrznej, jakby pisała o sobie samej. Bo częściowo pisała. Małgorzata Halber oficjalnie przyznała się do problemu alkoholowego, nie zdradza jednak, jak wiele jej samej jest w głównej bohaterce, Krystynie.

Jak to się zaczęło? Zwyczajnie, jak u większości ludzi. Częste imprezy, ciągłe zakrapiane wypady, niemożność odmowy, bo… przecież wszyscy piją. Nie jest łatwo powiedzieć nie, kiedy co i rusz napada na ciebie jeden z drugim: No weź, napij się! Ze mną się nie napijesz?! (Oesssu, jak ja tego nie znoszę. Dajcie ludziom wybór! Nie każdy chce skończyć imprezę pod stołem.) Ale Krystyna nikogo nie obwinia. Poza sobą samą. Bo przecież nikt jej tego alkoholu do gardła nie wlewał. A kiedy chciała z tym skończyć i ktoś zaproponował: to może “maszka” zamiast drinka?, uznała, że to idealne rozwiązanie. I tak w gratisie dostała drugie uzależnienie – trawkę.

Bo komu by się chciało zamieniać upojne noce w Jadłodajni Filozoficznej, gdzie każdy może zostać menadżerem twojego zespołu, na spotkania w przychodni NFZ z tym państwem, co mają kuratora, wyrok i rozwód w toku. Kiedy wskoczyłam tam za pierwszym razem w swoich zielonych baletkach, czułam się, jakby mnie ktoś wyciął z innego magazynu lajfstajlowego.

Tak wielu ludzi nie potrafi się już bawić bez używek. Alkohol i narkotyki stanowią tak nieodłączną cześć ich życia, że bez nich nie wiedzą, jak się zachować. Idą na imprezę, są sztywni jak kołki, zapominają języka w gębie, nie potrafią się zrelaksować, cieszyć obecnością innych osób. A kiedy te osoby są już mocno pijane/naćpane, trzeźwy często traci do nich wszelki szacunek i woli wrócić do domu, miast patrzyć na ich upodlenie.

Najważniejsze jest to, że nie umiałam się za bardzo bawić na trzeźwo. Po kieliszku czerwonego wina w romantycznej knajpce stawałam się czarująca i wesoła, bez tego przypominałam papę skrzyżowaną z europaletą. (…) Myślałam sobie tak: Nie chcę być trzeźwa. Trzeźwość kojarzy mi się z nieustającą czujnością i napięciem, podczas gdy życzyłabym sobie z rozmachem mieć wszystko w dupie.

Małgorzata Halber porównała picie do złotej kredki. Każdy w podstawówce chciał mieć taką, pamiętacie? Więc tą kredką możesz wszystko pomalować i robi się pięknie złote. A co, jak pod nią giną inne kolory? Nie podoba ci się. Za dużo złotego! Zapominasz jak wygląda świat bez tego świecącego gówna.

Bo, zastanów się, masz darmową złotą kredkę, którą malujesz sobie świat, jak chcesz, i nie musisz się niczym przejmować za bardzo. I przychodzi kolega z koleżanką, i mówią, weź, Stefan, już odłóż tę kredkę, bo przecież nie jest wszystko złote i nie wszystko złoto, co się świeci, pobądź trochę z nami w świecie black & white. Nawet jeśli lubisz kolegę z koleżanką, lubisz bardzo, to jednak rezygnacja ze złotej kredki jest jakimś kretyństwem, nie uważasz? Masz prostą substancję chemiczną, która sprawia, że jesteś zadowolony. Że się nie boisz. Nie jąkasz. Nie wstydzisz.

Myślę, że to trafne porównanie. Najgorzej jednak, że nie każdy potrafi znów żyć w szarościach dnia codziennego, lub nie potrafi dostrzec innych kolorów, jakie ono oferuje. I dlatego wciąż od nowa sięga po złotą kredkę, żeby nadać mu koloryt. Nie zdaje sobie sprawy, że kiedy wszystko nabierze blasku złotej kredki, może go oślepić…

Każdy ma jakiś wstydliwy epizod w życiu, ale nie rozpowiada o nim na prawo i lewo, właśnie dlatego, że się wstydzi. Podziwiam osoby uczestniczące w terapii grupowej. Zdaję sobie sprawę, jaki to wszystko ma cel, identyfikacja z innymi uzależnionymi, porównanie, wsparcie, zdanie sobie sprawy, że nie jest się samemu z problemem. A jednocześnie jest to tak intymna sprawa, że ja bym się chyba nie zdecydowała. Mówić obcym ludziom o tym wszystkim? A w przypadku bohaterki książki, Krystyny – przecież była osobą medialną, rozpoznawalną. Wiadomo, jak szybko rozchodzą się plotki. Kto zagwarantuje, że pewne informacje nie wyjdą poza grupę? Ludzie lubią mówić, a szczególnie o celebrytach. I oczywiście o cudzych porażkach. Taka na przykład, pani Zosia powie mężowi, (w zaufaniu – to jasne!) o takim jednym Zenku, co to okradł sklep po pijaku. Okaże się, że mąż zna Zenka z widzenia i też w zaufaniu, w ramach drobnych ploteczek, opowie o nim w pracy itd. itd. Sami wiecie jak to działa. Dlatego ja bym się nie zdecydowała na coś takiego. Prędzej grupa internetowa, na forum, gdzie mogę pozostać osobą anonimową, wymyślić nick, po którym nikt by mnie nie skojarzył. Tak, w takich warunkach już mogłabym się otworzyć.

Dla mnie te mityngi to jest trochę jak Fight Club. Gdzieś w tych piwnicach, które trzeba wyszukać w internecie, i one są w różnych odmianach, dla żarłoków, dla żon i dzieci alkoholików, dla wciągaczy, palaczy, pracowników agencji reklamowych, którzy naprawdę wydają wszystko na koks, i brudnych dwudziestolatków z Pragi, co chcą uwierzyć w boga, żeby im pomógł – w tych piwnicach toczy się podziemne życie, o którym nikt nie wie.

Według mnie w książce było trochę za dużo powtarzania o mityngach dla uzależnionych/grupach wsparcia, jakby autorka chciała nam udowodnić, że to rzeczywiście już za nią. Słynne 12 kroków wyjścia z uzależnienia wydało mi się dziwne. Generalnie programy terapii, czy to grupowej, czy indywidualnej mają według mnie za dużo informacji i oparcia w Bogu, ale Krystynie, bohaterce Najgorszego człowieka… zdawało się to nie przeszkadzać za mocno. Adnotacja “jakkolwiek go pojmujesz” (Boga), nadal według mnie brzmi jak sekta. I owszem, wzmianki o Bogu na pewno pomagają osobom wierzącym, ale jednocześnie jest to narzucanie wiary (jakkolwiek ją pojmujesz) wszystkim uczestnikom. Czyli co? Jak ktoś nie wierzy w żadnego Boga, to nie może uczestniczyć w terapii?

Plusem zaś były autentyczne “prace domowe” do przemyślenia zadawane przez prowadzących grupy, co uwiarygodniało całość, a także sprawiło, że poczułam się ‘wtajemniczona”.

Podobało mi się też zamieszczenie w książce spojrzenia różnych terapeutów. Okazuje się, że każdy ma inne metody, nastawienie do pacjenta i naprawdę bardzo wiele od nich zależy. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważny jest dobór odpowiedniego terapeuty. I jest mi trochę żal, bo terapia NFZ-tu, przedstawiona oczami Krystyny, nie daje wiele szans na wyjście z nałogu. Trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby jej podołać i nie poddać się po kilku pierwszych spotkaniach.

Czego mi brakowało to rozwinięcia tematu o powrotach do nałogu. Ale może o to chodziło, żeby nie skupiać się na porażkach, tylko na sukcesach, żeby też dać jakaś nadzieję innym ludziom z podobnym problemem. Choć z drugiej strony, to może dawać trochę niepełny obraz i przekłamanie.

Jestem trochę zła, bo wydaje mi się, że to nie z alkoholem mam problem, tylko z tym, że jestem pusta w środku, a jak będę się uczyć o mechanizmach iluzji i zaprzeczeń, to nie wiem, czy się dowiem, kto we mnie tak naprawdę mieszka, kim jest ten sopel lodu, ta wielka biała glista, która żeruje w kącie i wymyśla sobie światy tylko po to, żeby z nikim nie rozmawiać.

***

Nałóg bierze się z braku. Z tego, że jesteś pusty w środku. Pusty i zaniepokojony. Nałóg bierze się stąd, że mimo tego, co jest na zewnątrz i w dowodzie osobistym, i w CV, w środku jesteś smutną grubaską. I cokolwiek by się działo – jesteś smutną grubaską. Jesteś rudym konusem, którego przezywali w podstawówce. Jesteś brzydki. Jesteś gorszy. Nikt nie chce z tobą spędzać czasu.

Oswoić alkoholizm

Halber mówi sporo o przełamywaniu stereotypu, co jest ważne, gdyż społeczeństwo najczęściej kojarzy alkoholika z żulem spod monopola, a nie ze zwykłymi ludźmi. A przecież to nieprawda! Ludzie z problemem alkoholowym są wśród nas i to bardzo blisko, tylko często nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo wyglądają zupełnie zwyczajnie. Może tylko częściej od innych urywa im się film na imprezie. A może nawet i nie to, bo “dopijają” dopiero w domu, kiedy nikt nie widzi.

Bardzo trudno jest wyjść z domu, do ludzi, kiedy już się przestało pić i chce się zachować abstynencje. To jak wyjście z ukrycia.

Najgorsze jest to, że wstyd przyznania się, że rezygnujesz i idziesz się leczyć, jest większy niż wstyd nałogu.(…)Bolało tak bardzo, że rano zdałam sobie sprawę, że nie zniosę więcej takich sytuacji. Więc moim jedynym wyjściem jest zrobić coming out jak homoseksualiści i lesbijki. I nie wstydzić się, kurwa.

Nagroda poranka

Pierwszą moją lekcją nowego życia było, że może i rezygnuję z występności nocy i wieczora, ale za to dostaję w prezencie krystaliczny, świeży, miły jak bawełna poranek. Byłam z siebie dumna, czułam się lepsza od tych wszystkich osób, które spały w etanolowym śnie. Czułam się lepsza od siebie.

Z rzeczy, które mi się nie podobały to promowanie programów Drzyzgi z jej wydumanymi gośćmi z kosmosu. Odrobinę przeszkadzał mi też wulgarny język. Rozumiem, że miało być na luzie, (przecież ja sama też dziś użyłam bardziej luźnego języka), ale wulgaryzmy w niektórych momentach były zupełnie niepotrzebne, jakby wciśnięte w tekst na siłę.

Niemniej jednak styl mi odpowiadał, czytało się szybko i z zaciekawieniem. Najgorszy człowiek na świecie Małgorzaty Halber to swego rodzaju terapia, mająca wspierać autorkę, ale też czytelników, którzy sami mają problem z uzależnieniem. Myślę, że mogłaby też pomóc zrozumieć pewne rzeczy, osobom uwikłanym w związki, należącym do rodzin alkoholowych, lub mających alkoholików wśród przyjaciół. To też swego rodzaju ostrzeżenie, szczególnie dla młodych ludzi, przestroga, by nie pójść za daleko, bo bardzo łatwo zgubić drogę.

Na grupie ktoś kiedyś zapytał: “a jak właściwie definiuje się uzależnienie?”. Pani psycholog powiedziała, że jest wiele definicji, ale do niej najbardziej przemawia ta, że życie uzależnionego ogniskuje się na jednej rzeczy. Na tym, żeby zapalić, żeby się napić, na tym, ile kalorii zjadł, na tym, czy wygra czy przegra. Że to jest sens jego życia i najważniejsze w ciągu dnia. Często jest tak, że to nagroda za coś, dlatego najgorsze ssanie łapie nie wtedy, kiedy jest źle, ale kiedy właśnie jest sukces i nie można go podlać szampanem.

*Małgorzata Halber – dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Pisze dla kwartalnika muzycznego “M/i”, Codziennika Feministycznego. Karierę rozpoczęła w programie 5-10-15, a potem Halo-gramy, Viva Polska, VH1.

Wszystkie zamieszczone cytaty pochodzą z książki “Najgorszy człowiek na świecie” M. Halber.

Advertisements

34 thoughts on “„Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzata Halber

  1. kojarzę tą Panią z 5-10-15 hehe to były czasy widzę, że poszła w stronę interesującą… aczkolwiek nie wiem czy dla mnie.. choć o uzależnieniach dobrze wiedzieć jak najwięcej… 😀

    Like

    1. Ja czytałam książkę, nie wiedząc, o kogo chodzi 🙂 Dopiero po jej skończeniu zaczęłam grzebać, o kogo chodzi. I to chyba dobrze, bo źle bym się nastawiła, że ech, kolejna książka celebryty, to nawet palcem nie tknę. To, że była dla mnie anonimowa, pozwoliło mi spojrzeć bardziej obiektywnie.

      Liked by 1 person

  2. Doskonały tekst Kochana! Jeśli miałam jeszcze jakieś wahania względem tej książki, to teraz nie mam już żadnych – dziękuję :*
    Również udało mi się rzucić papierosy, to już chyba 7 lat (po ośmiu latach palenia)! A ja wciąż, kiedy np. w filmie jakiś bohater odpala, to czuję zapach i dym w mojej głowie… Zawsze pozostaje uzależnienie, niestety. Jestem ciekawa emocji po tej powieści – na pewno przeczytam 😀

    Liked by 1 person

    1. Dziękuję, kochana :* Cieszę się bardzo.
      Z uzależnieniem, to jest chyba jednak tak, że to już na całe życie, więc gratuluje samozaparcia i trzymania się w niepaleniu, bo wiem, że to nie jest łatwe.
      Jak widzisz, było kilka rzeczy, które mi się nie podobały, ale mimo wszystko polecam zapoznać się, jak najbardziej warto.

      Liked by 1 person

  3. Czytałem różne opinie o tej książce, Twoja chyba jednak najdłuższa 😉 Co do meritum – zgodzę się w ocenie mityngów, akurat tego nie lubię w AA, tej wiary nadmiernie rozbudowanej, a niektórzy neofici są gorsi od papieża. Polecam terapię behawioralną, tutaj nie ma problemów większych, skupiasz się na mechanizmach w psychice a nie na budowaniu pozytywnego myślenia jedynie. Pracowałem kiedyś wolontarystycznie w branży,choć głównie z osobami uzależnionymi od substancji prawnie zakazanych.
    Co do literatury – na pewno godny jest polecenia Tomasz Piątek i jego “Heroina”, warto też (chyba) rozejrzeć się za nową powieścią Vargi, bo porównują ją do Pilchowych uniesień z mocnymi aniołami. Jeśli ktoś chce zgłębić temat, oczywiście.

    Like

    1. Oj, długa 😀 już wcześniej na fejsie ostrzegałam, że mam problem z kolosem 😀 Za dużo chcę powiedzieć na raz i czasem nie potrafię odfiltrować. (choć i tak sporo wywaliłam).

      Plichowe Anioły do mnie nie przemawiają, więc chyba Vargę w takim razie też sobie odpuszczę (przynajmniej na razie :)). Nie jest to zresztą temat szczególnie mnie w tej chwili interesujący. Po Halber sięgnęłam z ciekawości i na jakiś czas mi pewnie wystarczy 🙂

      Liked by 1 person

  4. Fajna taka długa recenzja, podobała mi się 😀 Ale książka chyba jednak nie dla mnie, nie wiem, jakoś mnie nie ciekawi…

    Co do uzależnienia – wiem, o czym pisze Olga, bo też paliłam papierosy, co prawda krótko, coś ponad 2 lata, ale i tak był potem problem rzucić. W końcu mi się udało z jakimiś paskudnymi gumami antynikotynowymi, po których miałam taką zgagę, że stwierdziłam, że nigdy więcej nie chcę przez to przechodzić. No i od tego czasu już nie zapaliłam – ani na imprezie, przy piwku ani nic. Boję się, że na jednym by się nie skończyło… Ale też mam tak jak Olga, jak widzę kogoś, kogo pali, to prawie czuję ten dym na języku. I często mi się śni, że palę i jest mi wtedy tak dobrze… Ale potem sobie przypominam wiele minusów palenia (zła kondycja, gorsza cera, kaszel, brak pieniędzy na coś innego) i raczej mi się odechciewa 😛

    Liked by 1 person

    1. Dziękuję :* Co do chętki na dymka, to ja mam jeden sposób: staję na ulicy, czy gdziekolwiek obok kogoś kto akurat pali – te osoby tak śmierdzą, że bardzo szybko mi się odechciewa złamać nikotynową abstynencję i odchodzę hamując mdłości. Jednak nie na wszystkich to działa, to niektórym wręcz jeszcze bardziej chce się palić. Ale ja sobie dodatkowo tłumaczę to tym, że nie chcę śmierdzieć jak oni.
      Zresztą, rzucałam wiele razy przez wiele lat i próbowałam chyba wszystkiego poza hipnozą. Najdalej po 2 miesiacach znow paliłam, bo pozwoliłam sobie na chwilkę zapomnienia na imprezie (jak to? piwo bez papierosa?). A potem postanowiłam, że dopóki nie na nauczę się pic bez fajki to żadnych imprez nie będzie. Na trzy miesiące zrezygnowałam z alkoholu i wyjść towarzyskich, ale dzięki temu udało mi się rzucić fajki.

      Liked by 1 person

      1. Mnie teraz już też papierosy śmierdzą, no chyba że byłyby jakieś Djarumy czy Black Devile, to wtedy nie wiem… Ale najbardziej nie lubię smrodu tanich fajek w zamkniętym pomieszczeniu :/ Ja nawet jak paliłam, to potem jak dzika wietrzyłam pokój, bo taki stary, zastany dym to jest masakra.

        Like

      2. Wiesz co, jeśli chodzi o smród, to te ‘smakowe” chyba nawet bardziej mi śmierdzą 😀 A mi brzydki zapach, tak jak Tobie, przeszkadzał również, kiedy byłam paląca. Szczególnie na ciuchach.

        Like

      3. Mnie śmierdzą okrutnie te waniliowe czy miętowe, te które wymieniłam – nie 😛
        Ale w ogóle zapomniałam jeszcze napisać, że mimo tego, że teraz smród fajek mnie brzydzi, lubię widok przystojnego faceta z papierosem. Tylko gorzej całować się z takim 😛

        Like

  5. Rozpisałaś się, moja droga. 🙂 Widać, że książka zrobiła na Tobie duże wrażenie. Ze mną byłoby chyba podobnie.

    Gratuluję rzucenia palenia. Nie wracaj do tego dziadostwa. 🙂
    A program Drzyzgi na samym poczatku miał czasem sens. 😛 Czasem były tam poruszane ważne i głebokie tematy, ale to odeszlo w siną dal. Teraz chodzi w nim o tanią sensację.

    Like

    1. Dla mnie programy Drzyzgi to nic nie wnoszące programy wlaśnie, jak mówisz, tania sensacja.
      No rozpisałam się, ale przecież ostrzegałam, że kolos hehehe. Muszę się nauczyć więcej wyrzucać z tekstu, ale jakoś tak… za dużo chciałam powiedzieć 🙂
      Do palenia nie wrócę – za bardzo mi śmierdzi 😀

      Like

  6. M. Halber kojarzę doskonale w końcu program 5-10-15 to moje pokolenie 🙂 Też jestem pedagogiem i takie publikacje zawsze mnie interesowały, muszę w końcu przeczytać tę książkę, poznałam już tak wiele recenzji na jej temat i jedne są dobre, inne bardzo krytykują książkę p. Małgorzaty… Przyznam, że jestem jej bardzo ciekawa… muszę w końcu sama się przekonać… Twoja recenzja bardzo mnie zaintrygowała 🙂 Pozdrawiam

    Like

    1. Fakt, nie przekonasz sie, puki sama nie przeczytasz. Tym bardziej w przypadku publikacji takiej jak “Najgorszy…”, bo jest dosyć specyficzna, i jak widząc po różnych głosach – każdy odbiera trochę inaczej, w zależności zapewne od indywidualnych doświadczeń.
      Czytaj, myślę, że Cię zaciekawi, nawet jeśli nie zachwyci. Ja dałam 3,5 na 5 gwiazdek, więc może nie tak aż najlepiej, ale polecam, bo to książka obok której nie przechodzi się obojętnie.
      A ja po nazwisku w ogóle nie skojarzyłam autorki z 5-10-15 i to chyba dobre dla mnie było, że nie wiedziałam kim jest zanim nie zaczęłam szperać (już po przeczytaniu) 🙂

      Jaką specjalność pedagogiczną skończyłaś?

      Like

  7. Faktycznie, napisałaś jedną z dłuższych (i ciekawszych!) opinii na temat tej książki. Moim jedynym nałogiem są książki (no dobra, i internety), więc chyba po “Najgorszego człowieka…” niezbyt prędko sięgnę, bo czuję, że niekoniecznie w kręgu moich zainteresowań jest 🙂

    Like

    1. Dziekuję 😉 To specyficzny temat, więc nie każdemu pasuje i może być trochę przygnębiający. A wiesz, ja też tak sobie myślałam, że odkąd rzuciłam palenie to już tylko książki z nałogów mi zostały 😀 Ale to “zdrowy” nałóg jest 😉

      Like

  8. Jaka by ta książka nie była, dobrze że powstała, bo stała się tematem do dyskusji o nałogach i chociaż trochę rozwiała otoczkę tabu wokół tego zagadnienia. Nawet tutaj u Ciebie wytworzyła się pod tym tekstem taka fajna familiarna atmosfera – każdy się spowiada ze swoich mniejszych i większych grzeszków 🙂

    Ja się przyznam, że to co piszesz i cytaty trochę mnie zaniepokoiły, bo we fragmentach o pustce, o braku pewności siebie i o metamorfozie, jaką się przechodzi we własnych oczach po alkoholu rozpoznaję siebie. Mieszkając w akademiku piłam często i gęsto, jak wszyscy tam. Teraz trochę się to zmieniło, zwierzem imprezowym ogólnie rzecz biorąc nie jestem, więc okazji do picia za dużo nie ma. I pewnie dobrze. Papierosa za to nie wypaliłam w życiu ani jednego i nawet mnie do tego nie ciągnie.

    Co do samego Twojego tekstu – czemu wyrzucasz sobie jego długość? Czyta się go świetnie, a w takim wypadku im dłuższy tym lepszy! Wiem, że żyjemy w dobie smsów i krótkich postów na fb, ale nie widzę powodu, dla którego miałabyś się ograniczać objętościowo, w końcu nie piszesz dla analfabetów, których teksty dłuższe niż kilkaset znaków przyprawiają o ból głowy, ale dla ludzi, którzy czytać kochają 🙂

    Like

    1. Dziękuję Ci, Naia, wezmę to pod uwagę następnym razem. Tylko tak sobie myślałam, że zbyt długie teksty na blogu mogą trochę męczyć, w końcu to nie powieść 😉
      Co do niepokoju, jaki odczuwałaś, to powiem Ci, że miałam podobnie. Dlatego też taki wybór cytatów i zagadnień. Dlatego ostrzezenie dla młodych, ale wiesz, oni i tak pewnie nic sobie z takich ostrzeżeń nie robią. I ten wstyd – każdy miałby pewnie coś do powiedzenia na ten temat, bo wszyscy kiedyś studiowaliśmy, czy wyjeżdżaliśmy na wakacje z grupą rówieśników, gdzie główną atrakcja było wieczorne picie.

      Like

  9. Książka nie dla mnie. Alkohol mnie denerwuje, choć to może trochę nieprezyzyjne stwierdzenie… denerwują mnie ludzie pod jego wpływem. Im więcej promili wokół, tym bardziej mam ochotę opuscić towarzystwo. Nie to, że sama nie piję przy jakiejś okazji (choć przez 2 lata byłam kompletną abstynentką, nawet żadnego szampana na Nowy Rok itd.), ale zawsze denerwowało mnie tłumaczenie, że “Nie, nie chcę pić”, wtedy zwykle padało słynne “Ze mną/z nami się nie napijesz”… “Nie” … i spojrzenie jakbym była ufoludkiem ^^. Jeśli w danym momencie czegoś nie chcę, nikt mnie nie przekona. Dlatego nawet się na książkę nie porywam, zbyt bardzo by mnie irytowała. Ale recenzja bardzo mi się podobała 😉

    Like

    1. Dziękuję 🙂
      No właśnie, skąd się bierze ta “ufoludkowość”? Dlaczego wszyscy MUSZĄ pić? Ja czasem mam ochotę powiedzieć, że jestem w AA, bo to chyba jedyna odpowiedź jaką się respektuje 😉

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s