Pingerowy Klub Książki · Recenzje

„Bezsenność” Stephen King

Pomiędzy tymi, którzy mogą spać, a tymi, którzy spać nie mogą, rozciąga się przepaść. To jeden z najgłębszych podziałów ludzkości.

/Iris Murdoch: “Zakonnice i żołnierze”/

“Bezsenność” Stephena Kinga zaczęłam czytać akurat w okresie, kiedy sama miałam problemy ze spaniem. Przewracanie się z boku na bok i brak snu tym bardziej skłaniały mnie do sięgnięcia po tę książkę i pewnie bym to zrobiła, nawet gdyby nie była liście PKK. Trochę się początkowo obawiałam, bo Miss Attitude mnie wyprzedziła i już zdążyła oznajmić, że wyjątkowo ta książka to raczej lek na bezsenność. A ona uwielbia Kinga! Zmartwiłam się, ale cóż, jedna książka, wiele opinii, trzeba przekonać się samemu.


Ralph był już gotów oznajmić, że jedyną petycją, jaką bardzo pragnąłby podpisać, jest petycja do bogów snu z prośbą, by oddali te trzy godziny nocnego wypoczynku, które ostatnio raczyli mu ukraść.

Myślę, że dla kogoś, kto nigdy nie miał problemów ze snem i ich nie rozumie, ta książka rzeczywiście może być trochę, (hmmm, aż mi dziwnie, że to mówię o Kingu), nudnawa. Początek jest niespieszny, główną postacią jest stary człowiek, czyli mało atrakcyjny z punktu widzenia czytelnika, bohater. Ralphowi zmarła żona, a on w ponad miesiąc od jej śmierci zaczął mieć problemy ze snem. A dokładniej to z budzeniem się. Codziennie o kilka minut wcześniej. Dzień w dzień. Albo raczej noc w noc. Brak racjonalnego odpoczynku odbił się nie tylko na jego wyglądzie (worki pod oczami, matowa skóra, utrata wagi), ale też na zdrowiu psychicznym. Zaczęło się od zapominania drobnych, mało istotnych, ale uciążliwych szczegółów, jak np. numer telefoniczny kina, do którego dzwonił tyle razy, że od lat znal go na pamięć. Zwalicie to na wiek starczy? Może. Ale tego już nie da rady podprowadzić pod demencje: Ralph zaczął widzieć aury ludzi. Tak. Aury. (Zupełnie jak Phoebe z Przyjaciół, tylko w przeciwieństwie do niej, Ralph nie starał się ich czyścić ;)) Każdy miał inną. Jedni jasną świetlistą, inni ciemniejsze. Potem zaczął widzieć coś jakby wstążki, ciągnące się za nimi. Skąd wiedział, że charakteryzują one zdrowie człowieka?

Kiedy normalnie sen trzeciego stopnia (Ralph odkrył, że stare książki nazywały go czasem snem theta) przychodzi po jakichś czterdziestu pięciu minutach, w przypadku zakłóceń tego procesu zdarza się to czasami w godzinę lub dwie później… a w niektóre noce nie zdarza się w ogóle. Dotknięci tą przypadłością ludzie budzą się zmęczeni, czasami pamiętając jakieś oderwane fragmenty nieprzyjemnych marzeń sennych, czasami zaś z błędnym przekonaniem, że nie spali w ogóle.

Trudno jest mi określić w jednoznaczny sposób tę powieść, bo jednocześnie mi się podobała i nie podobała. Chociaż… nie, jednak z naciskiem na podobała. Dlaczego takie mieszane uczucia? Jak na mój gust było zbyt wiele powtórzeń tych samych aspektów, jakby King przestał wierzyć w swoich czytelników i postanowił powtarzać im do znudzenia pewne rzeczy aż zrozumieją, o co mu chodzi. Kiedy już wszystko mniej więcej staje się jasne, on dla pewności po raz kolejny tłumaczy jak to jest z tymi aurami, że są takie kolorowe. Przez te właśnie powtórzenia książka momentami nużyła, bo nikt nie chce czytać wciąż tego samego tylko ubranego w trochę inne słowa.

Ralph odsunął słuchawkę od ucha. Z jej dziurek wybiegały cienkie promyki chłodnego światła w kolorze błękitu lutowego nieba w mroźny dzień. Morderstwo jest błękitne.

Z drugiej jednak strony, widać było, że autor bawi się “Bezsennością”. Dodaje coraz to nowsze, charakterystyczne dla niektórych jego powieści kosmiczne wątki. Ja akurat nie jestem fanką tych “ufoków”, ale momentami zabawnie było za ich pomocą śledzić, jaką ścieżką biegnie umysł mistrza. Np. to jak nadaje swoim postaciom właściwości superbohaterów – odmładza ich i uposaża w umiejętności karate pochodzenia kosmicznego. Najlepiej oddadzą to chyba cytaty, których zamieściłam w tym wpisie naprawdę sporo. W sumie… ciekawie by było zobaczyć “Bezsenność” jako komiks.

Siły. W Derry działają siły, o których z pewnością wolałbyś nie wiedzieć. Są tu… no, powiedzmy, że są to istoty. Na razie jeszcze cię nie zauważyły, ale jeśli nie przestaniesz wchodzić mi w drogę, to na pewno zauważą. A tego byś nie chciał. Uwierz mi, na pewno byś nie chciał. Siły. Istoty.

BONUS! 😉

Podczas czytania miałam takie oto książkowe skojarzenia:

  1. Regulamin tłoczni win Johna Irvinga – tematyka aborcji, kto za, a kto przeciw. (Niestety nie mam tu dla Was recenzji, bo czytałam wiele lat temu, zanim zaczęłam pisać bloga, ale może kiedyś przeczytam jeszcze raz, bo książka jest wspaniała!)
  2. Rose Madder Stephena Kinga – maltretowana żona, ośrodek pomocy kobietom. (Książka której nie skończyłam, bo niestety, trochę mnie znudziła w połowie)
  3. Prawo do życia Jack Ketchum – znów aborcja, protesty przeciwko niej, ataki na ośrodek, w którym przeprowadzany jest zabieg. (moja recenzja TUTAJ)
  4. Rudy Jack Ketchum – bohaterem jest starszy pan, a Bezsenność charakteryzuje się podobnym spokojnym rytmem, przemyśleniami głównego bohatera, choć problematyka trochę inna. (moja recenzja j.w.)
  5. To Stephena Kinga występuje tu Mike Hanlon, bibliotekarz (Mike Hanlon, szczupły i wyglądający na nie więcej niż trzydzieści lat mimo szopy gęstych siwych włosów, zmaterializował się nagle w drzwiach.) oraz wspomniane jest morderstwo homoseksualisty z tej samej książki. I oczywiście wszystko dzieje się też w Derry. Możliwe, że było więcej nawiązań do powieści, których akcja umiejscowiona jest w Derry, niestety, ja ich nie wyłapałam, gdyż niewiele więcej ich czytałam.
  6. Pod Kopułą Stephena Kingaw pewnym momencie mamy do czynienia z kopuła utworzoną z aur, nad ośrodkiem Centrum Obywatelstwa. Plus kosmiczna strona powieści…
  7. Nomen Omen Marty Kisiel to skojarzenie z powodu trzech sióstr przędących ludzkie życie i kończących je, kiedy wymaga tego sytuacja. “Tak. Wstążki. Nie pamiętam imion dwóch sióstr, ale nigdy nie zapomnę imienia trzeciej: Atropos. Jej zadaniem było przecinanie nici, którą ta pierwsza uprzędła, a druga nawinęła. Mogłeś ją prosić i błagać, ale pozostawała nieugięta. Kiedy zdecydowała, że pora ciąć, cięła.”

Jak widać, “Bezsenność” to czytelniczy misz-masz. Jest tam wszystko i nic, i może właśnie, dlatego książka zbiera średnie opinie, a często również złe, (bo co za dużo to nie zdrowo). Ja jednak doczytałam do końca, a to grubasek, więc o czymś to świadczy 😉 Warto przeczytać mimo wszystko, ale nastawić się na zabawę, nie oczekiwać górnolotnych przesłań, pogodzić się z tym, że początkowo będzie spokojnie i dopiero pod koniec książka nabierze tempa.


Dodatkowo zapraszam do tekstu o miasteczku Derry z książek Stepehena KInga

Advertisements

8 thoughts on “„Bezsenność” Stephen King

  1. “Bezsenność” zakupiłam całe wieki temu i do dziś stoi nieprzeczytana… Nie wiem czemu… Może dlatatego właśnie, że temat mi trochę nieznany (w sensie, że nigdy na bezsenność nie cierpiałam) 😀 A do tego jeszcze kilka miesięcy temu przeczytałam, że sam King nie lubi tej powieści, bo wydaje mu sie po latach… zbyt rozwlekła 😀 Ale teraz mnie zmobilizowałaś, bo widzę, że warto 😀

    Like

    1. Oo! To się zdziwiłam, bo na goodreads masz 5 gwiazdek 😀 Pewnie przez pomyłkę 😉
      Wiesz, to trochę dziwna książka, ale jak najbardziej polecam się zapoznać, potraktować rozrywkowo, poobserować aury, poznać ciekawych “łysych doktorków” i zobaczyć, co z tego wszystkiego wyniknie 🙂

      Like

  2. Książka jest dobra- ale jak na Kinga ‘tylko dobra’. Plusem są dobrze wykreowane postaci, natomiast połączenie różnego rodzaju wątków (społeczne, kosmiczne itp.) nie do końca wyszło książce na zdrowie.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s