Recenzje · Uncategorized

„Aleja samobójców” Marek Krajewski, Mariusz Czubaj

Pamięta pan, graliśmy trzy tygodnie temu niedaleko hotelu “Grand”. Potem usłyszałem od kolegi prawnika, że to miejsce z tradycjami. Przed wojną te piękne secesyjne wnętrza były jaskinią hazardu. Ale najciekawsze jest to, że obok “Grandu”, w kierunku Wejherowa, ciągnęła się aleja samobójców. Wieszali się niemieccy rybacy, polscy inżynierowie, żydowscy sklepikarze i rosyjscy arystokraci, którzy przegrywali tu majątki. Podobno nad ranem właściciel hotelu miał zwyczaj, że przychodził do kasyna, wskazywał głową w stronę alei i pytał: “Ilu?” “Dwóch”, odpowiadał krupier. Wspaniała historia, nieprawdaż?

Jak do tej pory nie czytałam jeszcze żadnej książki ani Marka Krajewskiego, ani Mariusza Czubaja, więc była to moja pierwsza próba. Zachęcona krótką recenzją M-Ortycji i faktem, że rzecz dzieje się moim rodzinnym mieście i jego okolicach, postanowiłam sprawdzić, jak się spełni ten duet. Żeby nie było wątpliwości – bardzo udany.


Zdecydowanie najmocniejszym punktem “Alei samobójców” jest główny bohater. Nadkomisarz Jarosław Pater to były polonista, który uwielbia poprawiać słownictwo wszystkich wokół siebie, hazardzista i samotnik. Mieszka w osławionym falowcu na Przymorzu z grupką karaluchów, więc nic dziwnego, że niezbyt lubi swoje życie. Jest sympatycznie zgorzkniały jak mój ulubieniec Jakub Mortka i choć momentami może przypominać też Szackiego, na pewno daleko mu do gburowatości tego ostatniego (i dzięki Bogu!).

Pater nie poszedł w biznes na początku lat dziewięćdziesiątych, jak jego koledzy ze studiów, nie zrobił kariery w dyplomacji, chociaż znajomi na stanowiskach rysowali przed nim świetlane perspektywy. Ostatecznie wszystko zawaliło się w dniu, gdy Jarosław Pater postanowił podjąć pracę w Komendzie Wojewódzkiej. Coraz rzadziej wspominał go ktoś w rozmowach jako młodego i zdolnego. W końcu przestał być młody. I z każdym dniem rozumiał coraz lepiej, że ludzie są rzeczywiście zdolni. Zdolni do wszystkiego.

Co się dzieje: W ekskluzywnym domu opieki Eden na Rozewiu znaleziono martwego mieszkańca. Mężczyzna miał 70 lat i jeździł na wózku inwalidzkim, świadkowie zastali go na podłodze ze palcami u rąk sklejonymi, w coś jakby symbol rombu. Ale nie to jest najdziwniejsze. Otóż, mężczyzna został oskalpowany! Kto mógł dopuścić się tak ohydnej zbrodni i to w dodatku na pensjonariuszu? W tym samym czasie znika inny pensjonariusz, a wkrótce okazuje się, że wcześniej w dość dziwnych okolicznościach nastąpiła śmierć jeszcze jednej sparaliżowanej mieszkanki Edenu. Kto zabija w domu starców?

To zadanie do rozwiązania dla Patera, ale on… wkrótce zostaje odsunięty od sprawy i wysłany na przymusowy urlop. Jak się pewnie domyślacie, były polonista nie da tak łatwo za wygraną, bo szczególnie w życiu ceni sobie prawdę (a cóż innego mu jeszcze pozostało?)

Poza świetnym głównym bohaterem podobało mi się kilka innych rzeczy. Fabuła jest tak skonstruowana, że nie zdradza za szybko szczegółów zbrodni, ale dawkuje powoli, pozwalając czytelnikowi na zabawę w zgadywanki. Motyw życia osobistego nadkomisarza jest ładnie wpleciony w całość, bez niepotrzebnego odrywania się na zbyt długo od bieżących wydarzeń. Dodatkowo, książka zawiera mnóstwo ciekawostek, co w moich oczach jeszcze bardziej ją uatrakcyjniło. Przykład:

Wie pan, wyraz angielski scalp – wywodził doktor – który znaczy “skalp” lub “skalpować”, jest spokrewniony ze szwedzkim słowem skal, które znaczy “na zdrowie” i używane jest podczas spełniania toastów. Dziwi to pewnie pana. Co ma wspólnego skalpowanie z toastem? Otóż bardzo wiele. Wikingowie pili miód, wino lub piwo z czaszek pokonanych wrogów. Czaszki to były ich kielichy. O tym samym może świadczyć pokrewieństwo polskich słów czaszka, czasza i podczaszy, który, jak pan wie, był osobą napełniającą kielichy.

Ewelina z Czytam – jestem po drugiej stronie lustra byłaby prze-szczęśliwa czytając tę powieść, gdyż jest tam mnóstwo odniesień: filmowych, książkowych, muzycznych – od wyboru do koloru. Niemal każda strona jest nimi usiana, od czego można dostać miłego oczopląsu, a które jednocześnie uruchomiają całą falę skojarzeń i osobistych wrażeń.

Do tego dochodzi nienachalny dowcip, np. tu: Największe wrażenie na Paterze wywarły jednak rzęsy. Były mocno pociągnięte, niemal sklejone tuszem. Nadkomisarzowi wydawało się, że rzęsy są uwalane mazutem albo że spotkała je jakaś inna ekologiczna katastrofa.

Już wiadomo, że to nie ostatnie spotkanie z Paterem, co bardzo mnie cieszy, bo szkoda by było zmarnować tak doskonale skleconego bohatera, jeśli autorzy nie mieliby zamiaru stworzyć całej serii. Właśnie odkryłam, że jest i druga część o wdzięcznym tytule “Róże cmentarne” J I choć widzę, że opinie nie są może zbyt zachęcające, mam zamiar dać szanse także drugiej części.

 aleja


Advertisements

16 thoughts on “„Aleja samobójców” Marek Krajewski, Mariusz Czubaj

  1. “jest tam mnóstwo odniesień: filmowych, książkowych, muzycznych – od wyboru do koloru. Niemal każda strona jest nimi usiana, od czego można dostać miłego oczopląsu, a które jednocześnie uruchomiają całą falę skojarzeń i osobistych wrażeń.” Brzmi zachęcająco. Lubie nawiązania popkulturowe w książkach:)

    Like

    1. To będziesz zadowolony. Ja zaczęłam zwracać na to uwagę właśnie przez Ewelinę, bo ona często wypisuje te nawiązania pod recenzją. A tu jest tego cała mnogość, więc człowiek co chwilę ma ochotę wykrzyknąć: o! To też znam! A przy tym to wydarzyło się to, czy tamto 🙂

      Liked by 1 person

      1. no to w najbliższej nieokreślonej przyszłości sprawdzę to 😛 w bibliotece są ich książki więc z dostępem nie ma problemu (poza tym mam ebooki :P)

        Like

  2. Czy ktoś wypowiedział magiczne słowo: Szacki? 😀 wiem, wiem (nie bij!). Ja Krajewskiego zaczęłam od innej strony, bo kiedyś mi ta “Aleja” czymś podpadła; już nie pamiętam czym. Ale chyba dam jej jeszcze szansę, skoro chwalisz 🙂

    Like

  3. Ależ sobie u Ciebie ten Szacki nagrabił 😀 A ja lubię takich drani 😉 Właśnie na dniach mam zamiar czytać “Ziarno prawdy”.

    Krajewskiego czytałam kilka książek z serii o Eberhardzie Mocku, a Czubaja jeszcze nic, ale jest w planach na bliżej nieokreśloną przyszłość 😀

    Like

    1. Ja Krajewskiego od dawna miałam na oku, a o Czubaja oko mi zahaczyło zupełnie niedawno 🙂 Będę nadrabiać.
      Ale i reszty Miłoszewskiego sobie też nie odmówię. Właśnie zbieram siły na “Gniew” 😉

      Liked by 1 person

  4. A mnie ta powieść wynudziła niemożebie. Pytałam też zaprzyjaźnionego prokuratora i koleżankę, żonę policjanta, czy w policji uchowałby się ktoś, kto nie dość, że nie przeklina to i nie toleruje tego u innych. Nie uchowałby się. Czyli Pater jest dla mnie postacią zupełnie niewiarygodną. I ten jego puryzm językowy działa mi na nerwy. A w Różach cmentarnych Pater irytował mnie jeszcze bardziej niż w Alei.
    Za to Krajewskiego solo cenię, choć przy którymś tomie serii o Breslau czułam już przesty. Ale zdecydowanie wolę od Krajewskiego w duecie z Czubajem.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s