Recenzje

„Szczury Wrocławia. Chaos” Robert J. Szmidt

Ten słoń nazywa się zombie,

Ma trąbę, lecz na niej nie trąbi.

Dlaczego? Tu puenta fraszki:

Bo mózg nią wysysa z czaszki.

Do “Szczurów Wrocławia. Chaos” przyciągnęła mnie nietypowa promocja. Autor postanowił dać szansę zwykłym szaraczkom na zaistnienie w jego powieści. W tym celu ogłosił na fejsbukowym fanpejdżu, że spośród zgłoszeń wylosuje ponad 200 osób, które uśmierci w swojej książce. Muszę przyznać, że pomysł przedni i na pewno przysporzył mu wielu fanów (ok. 3 tysiące zgłoszeń). A jak wyszło? Zaraz Wam opowiem.


Czego można się spodziewać po książce o zombie?

  • Na pewno zombie J
  • Zapewne też wartkiej akcji
  • Krwi i flaków na wierzchu
  • Bijatyki

“Szczury Wrocławia” spełniły oczekiwane warunki, ale też wyszły poza ramy, bo mamy:

  • Ciekawą promocję
  • Całe armie trupów, a nie jakieś tam pojedyncze sztuki
  • Malowniczo przedstawione rozszarpywanie ludzkich członków, jelita na widoku, a nawet wystające połamane kości (Mniam! ;))
  • Nietypowe realia (lata 60)

Bardzo byłam ciekawa jak panu Szmidtowi uda się zabić tak wielką ilość osób nie popadając w bezduszną wyliczankę – odpadankę. Kurczę, no, trzeba być naprawdę dobrym pisarzem by czemuś takiemu podołać, nie zagubić się w tym i jeszcze okrasić świetną fabułą. Już od pierwszej strony jest rzeźnia J Bo rzeźnia w tego typu publikacjach musi być, czyli jest dobrze. Trzon opowieści wtórny, bo jakże inny ma być, skoro to opowieść o zombie? Jesteśmy we Wrocławiu 1963 roku, gdzie wybucha zupełnie nieznana dotąd zaraza. Ci, którzy na nią zmarli powstają z martwych i zaczynają zabijać, albo lepiej by było powiedzieć: zjadać i rozszarpywać innych ludzi. Do walki z zarazą wezwane zostało ZOMO, NOMO i KBW i wszystkie inne możliwe oddziały.

Początek epidemii ma miejsce na Psim Polu, czyli, jak sam autor pisze: na zadupiu. Wydawałoby się, że w takich warunkach zaraza będzie łatwa do opanowania. Niestety, nikt nie wie, jak to g… się rozprzestrzenia, więc nic dziwnego, że wkrótce we Wrocławiu zabraknie czystych od zarazków miejsc.

W pierwszych dniach epidemii ludzie bali się izolatoriów jak przysłowiowy diabeł święconej wody – wyjaśnił kapitan. – Chcieliśmy wysłać tam ochotników, ale mimo wielu apeli nikt się nie zgłosił. Wtedy komendant kazał wyznaczyć podpadniętych. Nie było czasu na przemyślaną selekcję. Poza tym Psie Pole to jedno wielkie zadupie. Wokół same nieużytki i łąki. Nikt nie przypuszczał, że meliniarzom będzie się chciało przemycać gorzałę na teren izolatoriów…

Akcja powieści to w większości pogonie i ucieczki, a bohaterowie non stop gdzieś się przemieszczają. Poza tym ogniska epidemii wybuchają w różnych zakątkach Wrocławia. Dużym plusem, z mojego punktu widzenia, było zamieszczenie mapki Wrocławia z 1963 roku (choć w wersji ebookowaj jest dość mała i nie da się jej powiększyć – ale jest!). Nigdy nie byłam w tym mieście i mam zerowe pojęcie o rozmieszczeniu poszczególnych ulic i ważniejszych miejsc, więc dla mnie było dość przydatne. W dodatku jestem wzrokowcem i KOCHAM MAPY, więc dodatkowa radość z wirtualnego łażenia po uliczkach miasta 😉


Kolejny plus należy się za przemyślane, często dowcipne dialogi ludzi z różnych środowisk. Mamy rozmowy wojaków, gwarę śląska, czy gadkę lekko podchmielonego bimbrownika i jego żony oraz wiele, wiele innych. Brak tylko rozmów zombie 😉 Ale to chyba zrozumiałe 😀

Akcja książki przypomina czasem sceny z amerykańskich filmów sensacyjnych. Jeśli marzy Wam się literacki rollercoaster, to “Szczury” na pewno spełnią Wasze oczekiwania.

Ziemia za wałem gorzała. Płomienie paliły się tak gęsto, że z daleka sprawiały wrażenie jednolitej ściany ognia. Tu i ówdzie sterczały z gruntu porozrywane i powyginane w fantastyczne kształty szczątki cysterny. Dwa z trzech taśmociągów leżały przewrócone i mocno uszkodzone, trzeci stał na swoim miejscu, ale jego gumowy pas transmisyjny płonął niemal na całej długości.

Szmidt nie był pierwszym, który wpadł na taki pomysł promocji, bo wcześniej podobne ogłoszenie dał miedzy innymi George R. R. Martin. Zdaje się jednak, że pierwszy w Polsce, pierwszy na taką skalę, a na dodatek ja też po raz pierwszy przeczytałam książkę opartą na mordzie czytelników. Nie jestem jakąś wielką fanką zombiaków (właściwie to jeszcze raczkuję w temacie), więc nie ukrywam, że duże znaczenie przy tym, że w ogóle sięgnęłam po ten tytuł, miał fakt, iż jednym z zabitych był kolega Krzysiek z bloga Książki z klimatem i to od niego dowiedziałam się o całej akcji. Cóż, jak widać, w moim przypadku nietypowa forma reklamy zdała egzamin. I o to chyba chodziło J

Dodatkowo wydawnictwo Insignis postarało się i w zestawach kolekcjonerskich można było nabyć specjalne wydanie książki w twardej oprawie, plakat, mapę oraz koszulkę z nadrukiem (a także akt zgonu dla tych, co zginęli w powieści), co przecież nie jest standardową procedurą przy wydawaniu książek, a to czyni “Szczury” bardziej oryginalne.

Z ciekawostek:

Doktor Bogumił Arendzikowski występujący w powieści to nieżyjący już chrzestny autora, lekarz, który pierwszy zdiagnozował we Wrocławiu czarną ospę. Dzięki niemu już przed laty wiedziałem o tamtej epidemii znacznie więcej niż przeciętny człowiek. – opowiada Szmidt w wywiadzie dla wp.pl*

Minusy? Tylko dwa niewielkie:

  • Mnogość bohaterów sprawiła, że nie potrafiłam się przywiązać do żadnego z nich, oczekując rychłej śmierci każdej poznanej osoby. (Jak na wojnie ;))
  • Książka mogłaby być odrobinę krótsza, bo te trupy zaczynały mnie trochę nużyć. Myślę, że skrócenie wyszłoby jej na dobre – czytelnik kończyłby czytanie z lekkim niedosytem i wielką ochotą na kolejne danie w niedalekiej przyszłości.

Te minusy nie miały jednak aż tak wielkiego wpływu na moją ocenę, bo nadal uważam “Szczury Wrocławia. Chaos” za bardzo dobrą lekturę. Autor już zapowiada kontynuację, a ja wcale bym się nie zdziwiła, gdyby na podstawie powieści powstała również gra komputerowa.


* http://ksiazki.wp.pl/gid,17519662,page,2,tytul,Usmiercil-ponad-200-osob-Kolejne-czekaja-w-kolejce,galeria.html

Poczytajcie też tu: http://kultura.gazeta.pl/kultura/1,114528,17796362,Fani_zglaszali_sie__by_zabil_ich_w_swojej_ksiazce_.html#BoxKultImg

http://szczurywroclawia.pl/

Advertisements

17 thoughts on “„Szczury Wrocławia. Chaos” Robert J. Szmidt

  1. Ha, brzmi dobrze 😀 Ja sobie na nią już ostrzę pazury, tylko sama nie wiem kiedy przyjdzie kolej na Szmidta, bo recenzenckie czekają, a do tego biblioteczne, no ale… Przeczytam na pewno 😀

    Like

  2. Ależ Ty to świetnie wszystko opisałaś!:) Cieszę się, że książka Ci się spodobała:) O kolekcjonerce nie pisałem, ale to fakt jest rzadkością wydawniczą i smakowitym kąskiem dla kolekcjonerów. Ja mam swoją koszulkę z nadrukiem i akt zgonu:) Jednak sam nie wiem czy akt zgonu jest dla mnie odpowiedni bo ja tam właściwie nie ginę, tylko już jestem martwy:D Jeszcze raz brawa za świetną recenzje!:)

    Like

    1. Dziękuję bardzo! 🙂 Zarumieniłam się 🙂 Ale wiesz, w sumie to nie wiem, czy sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie rekomendacja w postaci Twojego trupa 😀 Zazdroszczę udziału w przedsięwzięciu i aktu zgonu 🙂

      Like

  3. rzeczywiście można by książkę skompensować do mniejszej ale trzeba było tyle ludzi zabić no to grubsza cegła się zrobiła 😀 ale ciekawe jak będzie dalej 😀

    Like

    1. Tak, właśnie czytałam o tym w wywiadach i bardzo podoba mi się ten pomysł 🙂 Sama jak jeszcze kiedyś pisałam opowiadania to z tego korzystałam, ale żadnego z nich nie odważyłam się zabić 😀 Ma pan odwagę!
      Dziękuję za świetną zabawę przy lekturze 🙂

      Like

  4. O! To może jednak sprawię w prezencie siostrze? Jest wielbicielką książkowych zombie-klimatów, ale taką dosyć wybredną, „Duma i uprzedzenie i zombie” jej się podobało, ale „Opowieść zombilijna” już nie 🙂 Podesłałam jej newsa o tej książce jak tylko się o niej dowiedziałam, cośtam kręciła nosem jak zwykle, ale jak jej wcisnę jako prezent (urodziny za trzy miesiące) to już może przeczyta.

    Swoją drogą z książkami to ona ma to samo co ja z filmami, wiecznie „coś bym przeczytała”, ale przejrzy wszystkie 24384 książek na moich półkach i i tak stwierdzi, że nic tam nie mam. Mnie takie zniechęcenie przy wyborze filmu dopada, niby bym obejrzała, ale myśl o spędzeniu dwóch godzin na oglądaniu choćby najbardziej pasjonującego filmu jakoś strasznie mnie męczy 🙂

    Like

    1. Haha! To ciekawe jesteście. Ja mam inaczej, mnie jakby te książki goniły i wciąż mam dylemat, którą wybrać jako następną. Aż mam wyrzut jak każę którejś czekać zbyt długo 😉
      A pomysł na prezent rzeczywiście dobry, bo to spora rozrywka, no i zombie w polskim wydaniu nie jest chyba aż tak popularne, więc może być miła odmiana 🙂

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s