Recenzje

„Angole” Ewa Winnicka

Najpierw byłam niezadowolona. Eee, takie to nieprawdziwe. Bo jak może być prawdziwe, kiedy Angole okazali się kulturalni, zadbani, chłodni i niedostępni. Zupełnie inaczej niż u mnie. Choć u mnie to jest raczej mieszanka brytyjsko-irlandzka, więc też zupełnie inny przekrój charakterów. A ja niepotrzebnie wrzuciłam wszystkich do tego samego worka 😉

Bo wiecie, ja chciałam, żeby było więcej narzekania, a pierwsze dwa rozdziały mówią tak pozytywnie o emigracji. Bo to emigracja w wyższe sfery, a nie te całkiem szarego człowieka. A kiedy już dostałam do czytania gorsze przypadki, denerwowałam się, że tak strasznie marudzą. Ech, babie nie dogodzisz 😉 Więc jak to z nimi jest tak naprawdę?

23312598

Ewa Winnicka “Angolach” posłużyła się bezpośrednio słowami swoich współrozmówców. Sprawiło to, że reportaż jest wiarygodny, ale też momentami ciężki w zrozumieniu. Użycie języka tzw. Pol-English nie sprawiło mi trudności, gdyż jest to język, który słyszę, na co dzień i niestety, sama również używam w rozmowie z tutejszymi polskimi znajomymi (wiem, że to nieładnie, ale to jest silniejsze, gdy inni też mówią w ten sposób). Gorzej z tym, że rozmówcy nie zawsze ładnie się wypowiadają, przekręcają szyk zdania, używają wulgaryzmów, udowadniając, że niemal każdy Polak używa “kurwy” za przecinek. (No dobra, przesadziłam – chciałam udramatyzować. ;))

Przekrój osobowości i pochodzenia interlokutorów jest bardzo duży, co znów daje adekwatną grupę testową. Mamy ludzi sukcesu – w nich denerwowało mnie patrzenie na innych z góry, mamy zwykłych ludzi, którym się wiedzie – te rozmowy najbardziej mi się podobały, oraz takich, dla których emigracja była zupełną pomyłką – te są najciekawsze, ale też najbardziej bolą.

Czego JA się spodziewałam, to relacji typu: przyjechałem bez grosza, mieszkaliśmy w 10 na dwóch pokojach, robiłem od rana do wieczora, a w weekend chlańsko. Bo niestety, takie wersje wydarzeń bardzo często się słyszy. I to tutaj też było. Ale na szczęście nie tylko – autorka dobrze wyważyła relacje pozytywne i negatywne.

Pierwsze różnice, jakie wyłapałam pokazały się już w pierwszym rozdziale. Tutaj Angole są jakby z innej gliny ulepieni niż “moi” mieszkańcy Irlandii Północnej. Przykład:

Bo Angol to jest człowiek pracy, a więc nie ma czasu na sprzątanie. Pracuje po osiemdziesiąt–siedemdziesiąt godzin tygodniowo. Angol nie skończy pracy, dopóki nie zrobi swojego zadania. To nie tak jak Polak, co odkłada długopis i idzie, to kompletnie inny styl. Więc on nie ma czasu na robienie koło siebie. Zresztą on nie umie. Jak jest specjalistą od komputera, to nie wkręci żarówki, jak jest hydraulikiem, to nie wbije gwoździa do ściany. Student w ogóle nie sprząta, on jest brudas z natury.

To dla mnie jakaś bajka jest 😀 Myślałam, że mieszkańcy tej większej wyspy będą bardziej podobni do tych z Irlandii Północnej, choć ci częściowo pochodzą z Irlandii, a tylko częściowo ze Szkocji, Anglii, czy Walii. Bo moi są raczej leniwi, unikają pracy jak ognia, jak się da to zrzucą ją na kogoś innego, a z pracy wychodzą później tylko dlatego, że przez ostatnie parę minut jeszcze muszą poplotkować z kolegami. Ale wiadomo, to wszystko na pewno też zależy od środowiska, w jakie się trafi. Ja trafiłam do opieki nad starszymi, a potem do biura, gdzie było nieco lepiej, ale niestety też bez wielkiej poprawy. Moja wersja leniwych pracowników powtarza się również w opowieściach z pracy Narzeczonego.

Jedyne, co się zgadza to brudzenie. W cytacie mowa jest o studentach. Tutaj brudzą wszyscy. Przerażające jest to, że wszystko rzucają pod siebie. Starzy i młodzi. Jedni trochę się z tym ukrywają, bo można dostać mandat, a inni otwarcie: otwierają paczkę fajek i folię z niej rzucają pod nogi, nieważny bilet w autobusie zaraz idzie pod krzesło, dziecko w wózku je chipsy, a opakowanie wyrzuca na zewnątrz. Mama patrzy na to z rozczuleniem i po chwili robi to samo ze sreberkiem po czekoladce. Boże, jakie to smutne!

Pracuję jako pomoc w domu dla niepełnosprawnych, zarówno umysłowo, jak i fizycznie. Moi podopieczni dali mi pogląd na to, kim jestem i czego w życiu oczekuję. W skrócie: oczekuję zbyt wiele.

Zaczynamy na czysto, z Angolami w City, biznesmenami, zadbanymi, ale obojętnymi i nietykalnymi. Potem mamy zadowolonych emigrantów, którzy znaleźli przyjaźń, miłość i swoje miejsce na ziemi. Są szczęśliwi, zarzekają się, że nigdy nie wrócą do Polski, bo tu jest im dobrze, państwo o nich dba, sąsiedzi są bardzo przyjemni. Im dalej w las, tym robi się ciekawiej, ale też obrzydliwiej. Poznajemy gorsze sfery zarówno strony polskiej, jak i wyspiarskiej. Pojawia się dyskryminacja, wykorzystywanie, otwarta lub zawoalowana niechęć do emigrantów. Widzimy Polaków niewykształconych, który chcieli się odnaleźć w obcym kraju, a okazało się, że i tu nie mogą sobie poradzić z życiem. Ledwo wiążą koniec z końcem, lub lądują w przytułkach, na ulicy.

Niektóre relacje to jak słuchanie osiedlowych plotkar, które całymi dniami przesiadują w oknach i komentują życie wszystkich dookoła. Czasem ma się wrażenie, że nie wszyscy rozmówcy są zdrowi na umyśle, innym razem uśmiechasz się z pobłażaniem, bo znasz takie historie – opowiadał je Mietek spod szóstki, ale jemu to nie do końca trzeba wierzyć.

Naciąganie, rzecz jasna, podpada pod paragraf, ale jak Polacy mają skorzystać z paragrafu, kiedy się boją zadzwonić do przyjaznego councilu? Jesteśmy narodem zastraszonym i niedouczonym.

Polacy na obczyźnie potrafią nieźle sobie dopiec, szczególnie jeśli chodzi o walkę o prace, nadgodziny, pieniądze. Przykre, ale prawdziwe. Nie traćcie jednak wiary w człowieczeństwo, bo są i tacy, którzy chcą pomagać. Ewa Winnicka przeprowadziła wywiad z Polakami, którzy podjęli się trudnego zdania doradztwa emigrantom, zakładają fundacje, organizują prawników, pomagają w trudnej sytuacji. Tu trzeba mieć wyjątkowo dużo siły, bo okazuje się, że potrzeby są o wiele większe, niż się początkowo wydawało, a wiele problemów i negatywnych opinii emigrantów o tytułowych Angolach wynika zwyczajnie z niewiedzy.


Czytając “Angoli” Ewy Winnickiej nie potrafiłam powstrzymać się od oceniania, dlatego ten wpis ma charakter bardzo osobisty. Celowo jednak nie podaję konkretnych imion wypowiadających się osób, żeby nikogo nie piętnować, ani nie wyróżniać. Zostawiam to Waszej opinii.

Advertisements

16 thoughts on “„Angole” Ewa Winnicka

  1. Książkę przeczytałem już jakiś czas temu i pamiętam część historii. To nierzadko były potrety słodko-gorzkie, i – tak jak napisałaś – najsmutniejsze jest to, jak Polak Polakowi może zajść za skórę, nawet na obcej ziemii..

    Like

  2. Trudno by mi było ocenić prawdziwość tej książki, ale i tak chętnie bym przeczytała. No i zmierzyła się z pol-englishem (jakkolwiek to się pisze). 😉

    Like

    1. Ja właśnie napisałam z małej, ale edytor poprawił ma na wielką i bez myślnika (bez myślnika mi się nie podoba :P), bo to niby z angielska 😉 Bo przecież pisze się English 🙂

      Like

  3. już jakiś czas temu się przymierzałem do tej ksiażki.. zobaczymy, choć z emigracją nie mam zbyt wiele wspólnego, tzn nie byłem.. ale dużo osób co znam jest gdzieś daleko… brat ostatnio do Bristolu wyjechał.. kuzyn już chyba z dekade w Edynburgu pracuje w Royal Mail… wujek to Manchester… ktoś tam jeszcze gdzieś jest.. ale też w Austrii, Holandii i Szwajcarii.. masakra jakaś.. ale co do książki to zaciekawił mnie fragment o tym brudzeni przez nich.. myślałem, ze bardziej są kulturalni.. ale z pracą na pół gwizdka, to słyszałem, kuzyn w Edynburgu też już tak ma..

    Like

    1. Chyba każdy teraz kogo ma na emigracji – tak się porobiło 🙂 Akurat o brudzeniu to tam tylko wzmianka jest, ale o tutejszych zwyczajach to sama mogłabym Ci wiele opowiedzieć, niestety. Syf w jakim trzeba było jeść lunch odbierał apetyt, nikt sie nie poczuwa do sprzątania, a syfią wszyscy. Ja na moim oddziale cały czas latałam ze szmatą, ale jeśli inni tego nie szanują to jest to syzyfowa praca. Nie raz płakać mi się chciało, jak zrobiłam idealny porządek w szafie na bieliznę pościelową itp, a na drugi dzień rano był rozpiździel. Z czasem zaczęłam odpuszczać i robiłam tyle, żeby się nie przewracać plus raz w tygodniu porządnie kuchnię myłam.
      Na ulicach jest bardzo dużo sprzątaczy, żeby za tym wszystkim nadążyć. Jak są parady to po ich skończeniu można pływać w butelkach po napojach i opakowaniach po żarciu.
      Ale to tutaj. Jeśli w Edynburgu są bardziej cywilizowani ludzie, którzy nie syfią to ja się tam chyba przeniosę 😉 Zazdroszczę kuzynowi 😉

      Like

      1. współczuje z tym sprzątaniem, ja to bym się chyba pochlastał, albo wpadł w dziki szał i zrobił rozpiździel większy hehe aczkolwiek, pewnie koniec końców bym to olał hehe z tym Edynburgiem to bardziej chodziło mi o pracę na pół gwizdka, kuzyn pracował na jakiś ułamek etatu i się nie przejmował, a później jak wyjeżdżał do PL, to kogoś wynajmował (Chinki głównie), aby robiły za niego robotę hehe

        Like

      2. Wiesz co, to była walka z wiatrakami. Potem jak dziewczyny się przyzwyczaiły to był tylko komentarz: Ooo, widać, że Marta wczoraj pracowała. Jedna babcia, żona mojego podopiecznego doceniała moje co-piątkowe pucowanie kuchni i czasem nawet sama przychodziła z bleechem, żeby mi pomóc wyczyścić kubki z ohydnych zacieków z herbaty – jak można w czymś takim pić! Fuj!

        Jak to wynajmował Chinki do robienia jego roboty? Nie za bardzo kumam :/

        Like

      3. z Chinkami szczegółów nie znam, ale ponoć coś tam za niego robiły jak go nie było.. nie wiem czy tak można.. ale ponoć tak było… a ze sprzątaniem nic nie zrobisz.. wiesz.. jak ktoś nie jest nauczony, to trudno go będzie przekonać..

        Like

  4. Dobrze, że taka ksiązka trafiła na Ciebie – z pewnością masz sporo do powiedzenia (i porównania), ja bym potraktowała ją jednotorowo… jak ciekawostkę… Choć mam ją w dalekich planach 🙂

    Like

    1. Ciekawe dlaczego 😦 Podkreślenie przynależności? Ja nie mówię, że czasem nie przeklnę, ale nigdy jako przecinka. I zawsze jak mi się zdarzy w zdenerwowaniu to mam potem “kaca”.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s