Książka vs. Film · Pingerowy Klub Książki · Recenzje

„Anna Karenina” Lew Tołstoj

Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Można posłuchać w czasie czytania J

Może wam się to wydać dziwne, ale szczerze nie miałam pojęcia, o czym jest “Anna Karenina” Lwa Tołstoja. Jasne, wiadomo, Tołstoj, klasyk…, ale nigdy nawet nie czytałam recenzji, żeby głębiej zapoznać si z tematem. Również teraz, przed samym zabraniem się do lektury nie chciałam sobie psuć odbioru jakimikolwiek oczekiwaniami wobec niej, więc zdecydowałam nie czytać nawet krótkich opisów “z okładki”. To był całkiem dobry pomysł, dzięki temu, powieść była dla mnie sporą niespodzianką.


Annę poznajemy, gdy przyjeżdża do Moskwy w odwiedziny do brata. Obłoński zdradził żonę, która teraz jest w wielkiej rozpaczy. Dolly nie wie, jak odnaleźć się w tej sytuacji i chyba najbardziej na świecie pragnie w tej chwili zostawić męża, wyjechać z dziećmi, z dala od niego. Anna, której żal oboje małżonków, przekonuje bratową, by wybaczyła mężowi. Czy słusznie?

Stiepan Arkadjicz Obłoński był człowiekiem wobec siebie szczerym: nie potrafił się okłamywać ani wmawiać sobie, że żałuje swego postępku. Nie mógł na zawołanie odczuwać skruchy, że w trzydziestym piątym roku życia, przystojny i kochliwy, nie kocha się we własnej o rok tylko młodszej żonie, matce pięciorga żyjących i dwojga zmarłych dzieci. Żałował jedynie, że nie potrafił lepiej ukryć przed nią zdrady. Rozumiał jednak całą trudność swej sytuacji i żal mu było żony, dzieci i samego siebie. Może byłby potrafił lepiej zataić swe grzechy przed żoną, gdyby się był spodziewał, że ich odkrycie tak na nią podziała. Dokładniej nigdy nie zastanawiał się nad tym zagadnieniem, miał tylko niejasne wrażenie, że żona od dawna domyśla się jego niewierności i patrzy na to przez palce. Zdawało mu się nawet, że wyniszczona, postarzała, nieładna już kobieta, zwykła, niczym się nie wyróżniająca, tyle że dobra matka i żona, powinna być pobłażliwa, chociażby z poczucia sprawiedliwości. Okazało się, że było wprost przeciwnie.

Nie mija wiele czasu a Anna sama wikła się w związek hrabią Wrońskim. Jest stateczną żoną i matką, szanowaną w towarzystwie, piękną kobietą. Nie jest szczęśliwa w związku. Pan Karenin jest sporo starszym, poważnym, oschłym mężczyzną. Kiedy Anna przy Wrońskim poznaje, co to czułość, zaczyna nienawidzić męża, a nawet się go brzydzić. Przed opuszczaniem go, broni jej utrata wysokiej pozycji w społeczeństwie i strach o utratę 8-letniego synka. Ale namiętność pochłania ją coraz bardziej.


“Kocha? — pomyślała. — Czyż on potrafi kochać? Gdyby nie znał miłości ze słyszenia, nigdy by nawet nie używał tego wyrazu. On nie wie, co to jest miłość.”

Zanim zabrałam się za czytanie, najbardziej obawiałam się, że będzie za dużo o polityce. Na początku powieści prawie tego nie było, były za to całkiem przyjemne i zabawne rozmowy. Znalazło się nawet kilka “złotych myśli”. Więcej można było się dowiedzieć o obyczajach carskiej Rosji, uszczknąć trochę historii… polityka była, ale nie przytłaczała. Na początku. Bo druga połowa tak była nią przesączona, na dodatek okraszona filozoficznymi dywagacjami bohaterów, że książka zaczęła mnie mocno nużyc. Ostatnie strony już tylko kartkowałam, zatrzymując się, przy co ciekawszych zagadnieniach. Lubię grube książki. Lubię wsiąknąć w powieść, czerpać z niej całymi garściami, ale musi to być powieść, w której dużo się dzieje, lub też zawiera wyjątkowo interesujące mnie zagadnienia, inaczej po pewnym czasie zaczynam się nudzić.


Otóż takie kobiety istnieją i na jawie… i są niebezpieczne. Kobieta, uważasz, to jest taki przedmiot, że choćbyś go nie wiem jak długo studiował, zawsze wszystko w nim będzie dla ciebie nowe.

I choć na początku książka bardzo mi się podobała, z biegiem traciła na atrakcyjności przytłaczając mnie polityką, której zwyczajnie nie lubię. Jeśli chodzi o samą fabułę, jest ona niespieszna, ale interesująca. Przedstawia życie Anny, jej troski i dylematy wynikłe ze związku z Wrońskim. Pokazuje jak ciężko odnaleźć się w towarzystwie kobiecie “wyklętej”, która opuściła męża i została zmuszona do zostawienia mu dziecka. Nie mnie ją oceniać, jej czyny, jej myśli, jej miłość. Czytanie o losach Anny to była jednocześnie przyjemność kunsztu pisarskiego i męka z powodu tego, co jej się przydarzyło. Bo Tołstoj o miłości pisze tak, że człowiek bezwiednie się uśmiecha w niejakim błogostanie uczuć przezywanych przez bohatera. Ale jednocześnie, gdy postacią targają gniew, czy zazdrość, podobnie odczuwa je czytelnik.

Bardzo podobały mi się fragmenty dotyczące Lewina i jego życia na wsi oraz opisy obyczajów panujących w carskiej Rosji, problemy ziemian i chłopów.

Tymczasem, nie uwierzy pan, co za pijaństwo, co za rozpusta! Podzielili wszystko tak, że teraz nie mają ani nawet marnego konika, ani nędznej krowiny. Zdycha toto z głodu, a jeśli się go najmie jako robotnika, tylko szuka okazji, żeby coś popsuć, a potem jeszcze ciąga człowieka po sądach pokoju.

— Może pan się odwzajemnić i jego również zaskarżyć przed sędzią pokoju.

— Ja miałbym skarżyć?! Za nic na świecie! To wywołałoby tyle gadania, że człowiek żałowałby potem, że z tym zaczął! Ot, na przykład w fabryce robotnicy pobrali — zadatki, a potem poszli sobie. I cóż robi sędzia pokoju? Uniewinnia ich. Wszystko trzyma się już tylko na sądzie gminnym i na władzy wójta: ten wychłosta takiego na starą modłę, i już. Gdyby tego nie było — to trzeba by wszystko rzucić i uciekać na koniec świata!

Bo to właśnie Lewin był mi najbliższy. Wiele jego poglądów zgadzało się z moimi. Podobał mi się jednocześnie taki nieśmiały i męski, ale też szanujący siebie samego i innych ludzi, niezależnie od ich pozycji społecznej.

Szkoda, że końcówka tak mocno mnie zmęczyła. Ostatni strony kartkowałam, bo rozmowy straciły błyskotliwość, a opisy przyrody przestały mnie interesować. Nawet wydarzenia zwolniły i fabuła jakby zmierzała donikąd, bo tak była rozwleczona, że zdążyłam zapomnieć, o czym czytałam wcześniej.


Adaptacji filmowych oraz teatralnych “Anny Karniny” Tołstoja było bardzo wiele. Na dowód, zajrzyjcie TU). Poniżej zamieściłam trailer ostatniego filmu na podstawie powieści, który to obejrzałam parę dni temu:

Film w reżyserii Joe Wright’a (Pokuta, Duma i uprzedzenie, Solista), o tym samym tytule, co książka miał swoją premierę w 2012 roku. Już sama obsada zapowiada dobre widowisko:

  • Anna Karenina – Keira Knightley (Piraci z Karaibów, Duma i uprzedzenie, Pokuta)
  • Aleksiej Karenin – Jude Law (Sherlock Holmes, Aviator, Holiday)
  • Hrabia Wroński – Aaron Taylor-Johnson (Kick-Ass, Chatroom, Godzilla)
  • Dolly – Kelly Macdonald (To nie jest kraj dla starych ludzi, Trainspotting)
  • Obłoński – Matthew Macfadyen (Trzej muszkieterowie, Filary ziemi, Robin Hood, Duma i uprzedzenie)
  • Konstantyn Lewin – Domhnall Gleeson (Bill Weasley z Harry Potter i Insygnia Śmierci)
  • Kitty – Alicia Vikander (Kochanek królowej, Klejnoty koronne)

Film zachwycił mnie przede wszystkim formą teatralną. Genialnym pomysłem było wykorzystanie scenografii teatralnych, stylizacja a la spektakl na żywo, nie tylko ze sceną, ale też z jej zapleczem. Wspaniale kostiumy, świetna gra aktorska, cudownie wykreowane postacie – to wszystko sprawiło, że dzieło Tołstoja można było odebrać trochę inaczej, niż podczas czytania, jednocześnie nie zatracając głównej idei i zamysłów pisarza. Ciekawie było spojrzeć na bohaterw oczami reżysera i aktorów. Tak np. Kiara Kinigtly ze swoją uroda porwała mnie jako Anna. (I ta stylizacja, gdy Anna była chora – z obłędem w oczach, która skojarzyła mi się z mitologiczną meduzą!)


Obłoński, był przesympatyczny, a rudzielec Lewin, bardzo zyskał samym faktem, że kiedyś grał Billa Weasley’a w Harrym Potterze J (plus na wstępie).

Karenin był dla mnie najtrudniejsza postacią, bo już w książce nie do końca byłam pewna, czy lubię tego zimnego, rozumnego człowieka. Z jednej strony było mi go żal, a z drugiej – czułam, że on jednak na swój dziwny sposób kocha Annę i dlatego sprawia jej tyle trudności, a nie dlatego, że boi się stracić twarz w towarzystwie. W filmie nielubienie go było dodatkowo utrudnione tym, że był grany przez świetnego Jude Law. Okazuje się, że jednak mam do niego lekką słabość 😉

Zupełnie natomiast nie podobał mi się Wroński. Już i tak w książce irytował mnie niemiłosiernie i żal mi było Anny, że musiała się zakochać akurat w nim. W adaptacji filmowej natomiast zniechęcił mnie do siebie kompletnie. Wystarczył do tego sam aktor i jego charakteryzacja. Tak bardzo mi się nie podobał, że wręcz się wzdrygałam, gdy tylko pojawiał się na ekranie (a rzecz jasna, zdarzało się to dość często). Wroński kojarzył mi się z Robertem Pattisonem, którego też nie cierpię oglądać i może to właśnie potęgowało moją niechęć do niego. I te blond loczki! Fuj! L

Niemniej jednak postać ta nie zepsuła efektu całości i film bardzo przyjemnie mi się oglądało. Polecam!


Jeszcze tylko na koniec filmik porównujący sceny z innych adaptacji powieści Tołstoja: “Love” z 1927 roku z Gretą Garbo oraz “Anna Karenina” z 1948 z Vivien Leigh.

Dodatkowo korzystałam ze stron:

Advertisements

14 thoughts on “„Anna Karenina” Lew Tołstoj

  1. Polityka? Naprawdę? Kurcze, a ja jakoś w ogóle nie pamiętam polityki, a czytałam „Kareninę” dwa razy :). Uwielbiam bezkrytycznie, a Anna to jedna z moich ulubionych literackich bohaterek. Choć większość czytelników irytuje, ja tam dostrzegam w niej kogoś, kim sama mogłabym się stać. Zresztą z czasem zupełnie zmieniło mi się podejście, dziś nawet za Flaubertem mogłabym powtórzyć „Madame Bovary, c’est moi”, choć przy pierwszej lekturze z dziesięć lat temu wydawało mi się, że nie ma gorszej kreatury niż ta nieszczęsna Emma. Pozwolę sobie podrzucić Ci dyskretnie moje wrażenia z powtórnej lektury Tołstoja: http://literackie-skarby.blogspot.com/2012/05/o-kareninie-czyli-powrot-do-rozkoszy.html

    A co do filmu – zgadzam się z Tobą, teatralne aranżacje świetne, dobry pomysł i pięknie zrealizowany, a Wroński to zupełnie „nie to”. Nie ta uroda, zupełnie nie ten typ, no i dla mnie Wroński zawsze będzie brunetem, i basta! Poza tym też Keira w tej roli niespecjalnie mnie przekonała. Mam wrażenie, że koncepcja była taka, by przedstawić Annę trochę bardziej „rozbrykaną”, dziewczęcą, ale to nie jest zupełnie sposób, w jaki ja osobiście widzę Kareninę. Ale scena finałowa piękna. Więc trochę na plus, trochę na minus.

    Like

    1. Bo to chyba tak jest, że jak się książka mocno podoba, to nie widzi się niekorzystnych aspektów. Poza tym, może ciebie to interesowało, wtedy też się inaczej odbiera 😉
      Film ma plusy i minusy, mi akurat Kiera bardzo się podobała w tej wersji, mimo, że zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałam – bardziej stonowaną, stateczną i też nie do końca okazującą uczucia w towarzystwie, a tu była chyba bardziej otwarta.
      Dzięki za link 🙂

      Like

  2. widziałem kiedyś jakąś ekranizację.. mam to w wersji elektronicznej i w sumie najbardziej chyba by mi się z książki podobało, to co Tobie nie przypadło do gusty czyli aspekt polityczny 😀

    Like

  3. Jak mówiłam – idealnie się zgrałyśmy, u mnie w głośnikach wersja audiobookowa, ale pewnie jeszcze chwilę mi zajmie… na razie jedno wiem: najbardziej lubię Lewina, a Wrońskiego nie cierpię.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s