Podsumowanie · Uncategorized

Bookathon dzień po dniu – na półmetku

Aż do ostatniej chwili nie podejrzewałam, że będę brała udział w tym szaleństwie J Ale skoro już się zdecydowałam, to trzeba się za to zabrać porządnie. Przypominam, że akcje organizowały: Olga z Wielkiego Buka, Anita z Book Reviews i Ewelina z Ewelina Mierzwińska.

Poczynania bookathonowiczów możecie śledzić na stronie bookathonu, fejsie i instagramie. Z okazji Bookathonu ja również odblokowałam swoje konto na instagramie na które zapraszam J


Akcja polega na przeczytaniu jak najwięcej stron z książek według klucza.

Nigdy nie czytałam na wyścigi, ale tym razem postanowiłam włączyć się do zabawy i zobaczyć, co z tego wyniknie. Zaskoczenie roku: nie wiedziałam, że potrafię przeczytać takie ilości, zrozumieć, co czytam i jeszcze mieć przy tym radość z lektury. Kto nie próbował ten nie będzie wiedział, choć rozumiem, że to nie jest zabawa dla każdego, ja sama ze zdziwieniem stwierdzam, że się w tym całkiem odnalazłam.

O moich wybranych lekturach (według wyzwań) mówiłam już we wpisie TUTAJ, a były to:

  1. Dokończ książkę, której nie skończyłeś – “Portret Doriana Graya” Oscara Wilde (304s.)
  2. Przeczytaj książkę, która czeka na Ciebie już kilka lat – “Studium w szkarłacie” (Sherlock Holmes #1) Arthur Conan Doyle (179s.)
  3. Przeczytaj książkę z gatunku, po który sięgasz najrzadziej – “The Wasted Years” Mary A. Larkin (400s.)
  4. Książka, którą wybrała dla Ciebie inna osoba – “Zaginiona księga z Salem” Katherine Howe (416s.)
  5. Przeczytaj książkę i obejrzyj jej filmową adaptację – “Szkarłatna litera” Nathaniel Howthorne (220s.)
  6. Bestseller, którego jeszcze nie przeczytałeś – “Dziewczynka w zielonym sweterku” Krystyna Chiger (248s.)
  7. Przeczytaj w czasie BookAThonu co najmniej 1500 stron – 1767 – tyle wynosi ilość stron wszystkich 6 wybranych przeze mnie książek

Dzień pierwszy (niedziela 21.06)

Zabrałam się za ukończenie Portretu Doriana Graya O. Wilde. Miałam wcześniej przeczytane ok 30 stron, więc uczciwie tyle odliczam z 304 oficjalnych. To i tak nie jest zbyt gruba książka, więc z przerwami, ale dałam radę 😉 Mimo wszystko, to i tak dużo do przeczytania w jeden dzień. Książka może mnie nie zachwyciła jak wielu, ale gdyby nudna, to na pewno nie dałabym rady jej skończyć tak szybko – zamęczyłabym się. Była już północ, gdy postanowiłam uszczknąć jeszcze coś z drugiej książki z listy. Znów niewielkich rozmiarów: Studium w szkarłacie Arthura Conan Doyla. Ooo! To dopiero coś dla mnie! Trudno mi się było oderwać i dopiero głos rozsądku w postaci Narzeczonego, który musiał wcześnie wstać do pracy nakazał mi odłożyć książkę i iść spać.

Dzień drugi (poniedziałek 22.06)

Zaczęło się dobrze, parę stron Sherlocka doczytanych do śniadania, ale potem nastały komplikacje w stylu “papierkowa robota”, której nie cierpię, więc automatycznie stres już do końca dnia. Hasło: relaks z książka w poniedziałek jednak nie zdał u mnie egzaminu L Za to wieczorem już się udało. Nie tylko skończyłam drugie wyzwanie, czyli

-“Studium w szkarłacie” Arthura Conan Doyla (książka, która czkała na ciebie latami), ale też zaczęłam dwa kolejne wyzwania:

– “The Wasted Years” Mary A. Larkin (książka z gatunku, po które najrzadziej czytasz)

– “Zaginiona księga z Salem” Katherine Howe (książka wybrana przez kogoś)

Dzień trzeci (wtorek 23.06)

Oj, marniutko L Większość czasu spędzałam przed komputerem, podczytując tylko “Szkarłatną literę” do posiłków, a wieczorem tak mnie oczy bolały, że też nie dałam rady zbyt wiele. Żadna z książek nie wkręciła mnie na tyle, żeby wpaść w rytm. Choć wieczorem dość dobrze mi się czytało “Zaginioną księgę z Salem”.

Jako bonus przeczytałam (dla pewności dwa razy, żeby nic nie ominąć 😉 opowiadanie Jamesa R. Kitney’a, które ma wziąć udział w konkursie, a autor prosił czytelników o ewentualne uwagi 🙂

Dzień czwarty ( środa 23.06)

Wygrzebałam kilka książek z półek i okazało się, że zrobił się przy tym taki bałagan, że musiałam poukładać od nowa wszystkie książki. Dobra rzecz taki remanent, bo znalazłam sporo tomów, które już czekają nawet 5 lat na czytanie, a przy okazji odłożyłam te, które chciałabym oddać w dobre ręce, (ale o tym innym razem, może zrobię jakiś kiermasz, choć nie wiem, czy będzie dużo chętnych na książki anglojęzyczne. Będzie? Dajcie znać.).

I jak to ja, jak zaczęłam sprzątać, to przy okazji osunęłam pustą już półkę. A że z braku miejsca w innych pomieszczeniach półka jest obok lodówki (mamy kuchnię połączoną z jadalnią i salonem), to wypadało odsunąć i lodówkę, bo druga taka okazja nie trafi się jeszcze przez jakiś czas. Na tle idealnie ułożonych książek kilka innych miejsc w pokoju wyglądało nieładnie, więc trzeba było posprzątać i resztę pomieszczenia. Takie łańcuszki są u mnie bardzo częste. Nie tylko przy sprzątaniu 😉

Ale, ale! Wróćmy do Bookathonu, bo mi się tu robi relacja z prac domowych, a nie czytania 😉 Tylko… no właśnie, jak widać czasu na czytanie niewiele mi pozostało, a dodając do tego, że nie czuję się najlepiej ostatnio… ale daję radę, nie rezygnuję. Posapię trochę i pobiegnę, tfu! poczytam dalej 😉

Podsumowując, na półmetku mam przeczytane:

  1. 304/całość, czyli dokończone 275 stron
  2. 179/179 (całość)
  3. 400/40
  4. 416/217
  5. 220/50
  6. 248/5 (uszczknęłam tylko 😉

    Na “wymagane” 1500 stron w czwartym dniu Bookathonu przeczytałam tylko 766, ale i tak uważam to za nie lada wynik. Nic to, nie poddaję się jeszcze J

Advertisements

12 thoughts on “Bookathon dzień po dniu – na półmetku

  1. Przyglądam się tym Waszym Bookathonom i podziwiam, choć też trochę dziwię… Wiem, że stawiacie głównie na przyjemność czytania i dobrą zabawę, ale czytanie na czas? Lektury wybrane przez innych? Mnie to nie przekonuje. Może też dlatego, że mam tak mało czasu i szkoda by mi go było na podobne akcje. Wolę sobie… ot…poczytać 😉 Ale Ci kibicuję 😀

    Like

    1. A widzisz, ja też myślałam, że to nie dla mnie, bo na czas to sie nie czyta, tu nie wyścigi 😀 Ale okazuje się, że jak tylko czlowiek troszkę przeorganizuje dzień, by wyjatlkowo w tym jednym tygodniu postawić czytanie na pierwszym miejscu, to okazuje siż, że to wcale nie jest takie ściganie się z czasem.
      Wybrana przez kogoś książka jest tylko jeda, a wzięłam tą którą już wcześniej pożyczyła mi Olga, więc też bez spiny 🙂

      Like

  2. Ach! Jak przegodnie! 😀 Twoja półkowa relacja kuchenna ❤ Trzymam kciuki, bo pięknie szalejesz – ja już czuję niestety, że nie dam chyba rady pochłonąć dzisiaj "Aniołów…", ale trzymaj mocno kciuki! :*

    Like

    1. Haha, ja tak mam ze wszystkim, nie tylko ze sprzątaniem. Jak widzisz z pisaniem czasem też. Takie łańcuszki się tworzą, z czytaniem nawet, wystarczy jedno zdanie w książce i ja już myślę po kolejnych 5 lekturach, które przychodzą mi w związku z nim na myśl 😉
      Kończę “Zaginioną księgę Salem” – początek mnie wkurzał, ale ogólnie mi się podoba, choć wkręciłam się dopiero tuż przed połową.
      Trzymam kciuki za “Anioły, ale przecież nie musisz dziś kończyć. Tym bardziej, że z tego co pamiętam, to dość gruba książka. Będziesz mieć sobotę na kończenie dzisiejszej i jutrzejszej książki 🙂

      Like

    1. No właśnie widziałam, że miał wysokie oceny, od Ciebie , Tanayah i kilku innych znajomych. Mi się podobał, ale nie porwał mnie na tyle, by się w nim zaczytywać.

      Głosu rozsądku się słucha, albo i nie, czasem warto poeksperymentować z rezultatami 😉

      Liked by 1 person

      1. Tak mi się spodobało, że szybko rzuciłam się też na “Upiora rodu Canterville’ów”, ale ta jest bardzo krótka i nie zdążyła mnie aż tak nadzwyczajnie zachwycić. 🙂

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s