Recenzje

„The Wasted Years” Mary A. Larkin

Mary A. Larkin poznałam około 5 lat temu, dzięki córce mojej podopiecznej. Kilka razy widziała mnie z książką na przerwie i zagadnęła, czy czytam po angielsku. Kiedy dowiedziała się, że tak, spytała, czy jestem zainteresowana historią miasta, w którym obecnie mieszkam. Oczywiście! Uwielbiam historię! I tak w moje ręce wpadła pierwsza książka autorki. Ivonne podarowała mi “Playing with Fire“. Z ciekawości sama zaczęłam kolekcjonować książki Mary A. Larkin.


Who are these faceless guys that everyone’s afraid of?

“The Wasted Years” Mary A. Larkin niewiele różni się od poprzednich czytanych przeze mnie książek autorki. To typowy romans z jego wszystkimi wadami 😀 Bo ja jednak od paru lat już średnio chętna jestem powieściom romantycznym – irytują mnie i śmieszą, więc niezbyt często po nie sięgam. W tym przypadku, przyciąga mnie do nich historia regionu – Belfast Troubles, bo to o tym jest w nich mowa, mimo przerażenia, jakie może wywołać, nadaje wspaniałe tło romantycznym historiom.

They felt very daring going to the dance at the present time, because since De Valera, the Prime Minister of Southern Ireland, had drawn up a constitution laying claim to the six counties, there had been trouble. The Protestants did not want a united Ireland, and Lord Craigavon had challenged De Valera, by calling a general election a few months earlier. The campaign was low key in most places but in Belfast it was bitterly fought and the troubles which had been dormant for a time were rekindled. The country had gone to the polls on February 9th and it was a day of bitter violence. Cars were wrecked and burned, and windows broken. Republican and Nationalist women had fought each other in the street and the hated ‘B’ Specials were on full alert, their prominently displayed.

1938 rok. Zaczyna się banalnie, Rosaleen, młoda, piękna, pożądana na dzielni, zakochuje się w Seanie, bracie swojej koleżanki. Sean namawia ją na randkę, bo dziewczyna tak urodziwa nie mogłaby mu się nie spodobać. Problem w tym, że Rosaleen jest już zaręczona. Jej narzeczony, Joe, to dobry chłopak, katolik. Ma swoją firmę, o co w tych czasach wcale nie było tak łatwo, kupił im dom i planuje wspaniałą przyszłość razem. Sean jest jednak uparty, bo z miejsca zakochał się w pannie i za nic ma fakt, że to cudza kobieta. Na tydzień przed ślubem udaje mu się ją uwieść, co skutkuje niepożądaną ciążą. Ale Sean jest marynarzem, zaraz wypłyną w morze, nieświadomy. I oczywiście, nie dowie się o ciąży, bo Rosaleen szybciutko wmówiła wszystkim, że to dziecko Joe. To już nieważne, że Joe jest praktycznie impotentem, mąż jest na tyle naiwny, że uwierzył żonie, iż jest jednak zdolny począć dziecko.

Możecie sobie wyobrazić jakie męki przechodziłam czytając tak idiotycznie skomplikowaną fabułę, (bo ten początek to pikuś, dalej jest jeszcze gorzej! 😀 :D) Ale co tam fabuła, gorsza była główna bohaterka. O matko, co to za głupie stworzenie! Piękna idiotka! Jej infantylne myślenie doprowadzało mnie do szewskiej pasji i kilka razy miałam ochotę rzucić książką i do niej nie wracać. Jednak nadal ciekawa byłam tła historycznego i wydarzeń mu towarzyszących.

Bo zbliża się wojna. Wszyscy mają wielką nadzieję, że Hitler zapomni o małym Belfaście na niewielkiej wyspie. Przecież w wojnie ’14-’18 nikt nie interesował się Irlandią i pozostała właściwie nietknięta. Niestety, przeliczyli się. Przecież w Belfaście jest dobrze prosperująca stocznia Harland and Wolff, fabryka samolotów Short i inne fabryki, gdzie trwała żywa produkcja części do samolotów bojowych, czołgów i amunicji. Naiwnością było myśleć, że Niemcy ominą tym razem miasto. Rząd nie był zupełnie przygotowany na ataki, których w sumie było 4. Ludność chowała się w zaledwie 200 publicznych schronach oraz prywatnych piwnicach. Zginęło około 900 osób. Szpitale i kostnice nie nadążały z pracami związanymi z przechowywaniem zwłok. Z braku miejsca zmarli przechowywani byli w basenie w Falls Baths, a następnie, jeśli nierozpoznane, chowane we wspólnym grobie.

To był chyba jedyny czas, kiedy protestanci i katolicy potrafili w jakiś sposób współpracować. Smutne, że dopiero ogromna tragedia pozwoliła im zbliżyć się w jakiś sposób do siebie, zobaczyć, że w obliczu śmierci wszyscy są tacy sami i nieważna jest religia czy przekonania polityczne. Niestety nie trwało to zbyt długo. Wkrótce po wojnie, konflikt podżegany przez przywódców obu stron wybuchł na nowo i tak naprawdę trwa do dziś.

One good thing emerged from all this desolation and trouble. A new affinity was created between Catholics and Protestants. As they gathered together night after night and listened to each others’ tales of woe and sometimes even joy, like when child was born or a beloved relative thought dead was discovered alive, they realised that they were all the same under the skin. They had the same aspirations for their children – better homes and jobs, a better start in life then they themselves had known – and many firm friendships were made that to stand the test of time. (…) Disenchantment with the government and fear of Hitler brought to Catholics and Protestants a closeness they had never achieved before.

Roseleen mieszka w wyznaczonej dla katolików dzielnicy Falls, w zachodnim Belfaście. Tam może swobodnie praktykować swoją religię, chodzić do pracy, kina, kawiarni. Broń Boże, żeby poszła na słynną Shankill! Dziewczyna, jak wielu innych, boi się chodzić do tej dzielnicy, bo to miejsce protestantów. Przełamuje się dopiero, gdy zamieszka tam jej przyjaciółka, May, która porzuca wiarę i wychodzi za protestanta i rozwodnika. Za tę zuchwałość May została wykluczona ze społeczeństwa katolików, a jej rodzina doświadcza wielu nieprzyjemności, jak choćby wybite szyby w oknach, na znak nieakceptacji. Obie dziewczyny ze zdziwieniem zauważają, że mieszkańcy Shankill wcale nie gryzą, mają te same potrzeby, co rezydenci Falls i potrafią być równie sympatyczni.

‘They’re just like us. Honest to goodness, Roseleen. Listening to them is just like listening to the ones on the Falls Road.

Roseleen found it hard to believe. She remembered the few times she had gone shopping on the Shankill Road. She had imagined everyone knew she was Catholic. Hadn’t she been lead to believe that they could smell Catholics?


Choć Mary A. Larkin na główne bohaterki swoich powieści wybiera niezbyt lotnych umysłów dziewoje, często egoistki, niedouczone i zapatrzone w siebie, to nadrabia wspaniałym tłem historycznym. Autorka cudownie potrafi ukazać życie zwykłego człowieka w obliczu konfliktu polityczno-religijnego, tego jak sobie radzili z codziennymi problemami i jak reagowali na kolejne bomby podkładane przez organizacje paramilitarne, czy inne towarzyszące konfliktowi działania. Czyta się to z ogromnym zaciekawieniem, szkoda tylko, że fabuła i postacie kuleją.


Korzystałam ze stron:

Advertisements

One thought on “„The Wasted Years” Mary A. Larkin

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s