Recenzje

„Studium w szkarłacie” (Sherlock Holmes #1) Arthur Conan Doyle

Muszę panu podziękować: gdyby nie pan, nie zająłbym się tą sprawą i straciłbym okazję do najwspanialszego studium, jakie dotąd mi się trafiało. “Studium w szkarłacie”, co? Czemu nie mielibyśmy sobie pozwolić na artystyczny żargon. W bezbarwnym kłębku życia przewija się szkarłatna nić morderstwa. Do nas należy wysupłać ją, oddzielić cal po calu.

Sherlock Holmes “chodził” za mną już od ładnych kilku lat. Bo jakże to, nie znać oryginalnej historii najsłynniejszego literackiego detektywa? To, że każde dziecko wie, kim jest Sherlock i Watson nie zwalnia go z zapoznaniem się w przyszłości z dziełem twórcy tej genialnej pary, Arthura Conan Doyle’a.

“Studium w szkarłacie” to pierwsza część przygód detektywa, jak również pierwsza książka Doyle’a, jaką przeczytałam. A przestałam się mu opierać dzięki bookathonowej akcji zorganizowanej w zeszłym miesiącu (czytaj TUTAJ).


Książka dzieli się na dwie części. Pierwsza to dziennik dr. Watsona, który poturbowany, wraca z wojny w Afganistanie do Londynu, by znów nabrać sił. Jego gaża żołnierska na niewiele jednak wystarcza, dlatego postanawia poszukać współlokatora, by ograniczyć nieco wydatki. Tak poznaje Sherlocka Holmesa.

W Anglii nie miałem nikogo bliskiego, byłem więc wolny jak ptak lub raczej jak człowiek z dziennym dochodem jedenastu szylingów i sześciu pensów. W tych warunkach oczywiście ciągnęło mnie do Londynu, tego wielkiego śmietniska, które z nieodpartą siłą ciągnie do siebie wszystkich włóczęgów i nierobów z całego Imperium.

Holmes pracował w laboratorium i już od pierwszego momentu wydał się ekscentrykiem. Ale pomógł chyba fakt, że kolega, który poznał obu panów ze sobą, uprzedził Watsona, co do dziwacznego zachowania naukowca. W każdym razie panowie szybko się dogadali i postanowili zamieszkać razem na Baker Street.

– Gdyby pan znał Sherlocka Holmesa – zaczął – może nie uważałby go pan za przyjemnego towarzysza na codzień.

– Dlaczego? Co mu można zarzucić?

– Nie powiedziałem, że można mu coś konkretnie zarzucić. Nie powiedziałbym, że w ogóle można mu coś zarzucić. Tylko jest trochę dziwak… entuzjazmuje się pewnymi gałęziami wiedzy. Ale to człowiek przyzwoity.

– Studiuje medycynę? – zapytałem.

– Nie… właściwie nie wiem, jaki obrał kierunek. Dobrze zna anatomię i jest pierwszorzędnym chemikiem. Ale nigdy chyba systematycznie nie pracował nad medycyną. Jego studia są chaotyczne i dziwaczne; zebrał olbrzymi zapas oderwanych wiadomości, którymi mógłby zadziwić swych profesorów.

Na temat Watsona dowiemy się o wiele mniej, gdyż to on jest narratorem i niechętnie opowiada o sobie samym. To Holmes jest tu postacią kluczową. Dzięki narracji doktora mamy dokładny opis wyglądu jego nowego przyjaciela oraz szczegółowe notatki dotyczące jego osobowości i wydarzeń pierwszych wspólnych tygodni razem.

Wysoki ponad sześć stóp, wydawał się jeszcze wyższy przez swą niezwykłą chudość. Spojrzenie, ostre i przenikliwe, zmieniało się tylko w okresie wspomnianych napadów apatii. Cienki orli nos nadawał jego twarzy wyraz czujny i stanowczy. Podbródek miał wystający i kwadratowy, typowy dla ludzi o mocnym charakterze. Ręce stale splamione były atramentem i chemikaliami, a przecież – jak nieraz mogłem to zauważyć, gdy manipulował przy swych kruchych naukowych narzędziach – dotyk miał czuły i delikatny.

Panowie, dogadują się ze sobą doskonale i już wkrótce dostają swoją pierwszą wspólną sprawę – studium w szkarłacie, jak nazwał ją słynny detektyw (właściwie to sprawa Holmesa, ale niechętnie się za nią zabierał i tylko dzięki Watsonowi postanowił przyjrzeć się jej bliżej). Dochodzenie w sprawie morderstwa prowadzą niezbyt bystrzy inspektorzy ze Scotland Yardu: Gregson i Lestrade. Jak można przypuszczać, średnio radzą sobie z rozwiązaniem zagadki. Niekonwencjonalne metody Sherlocka, choć nie spotykają się z wielkim entuzjazmem, okazują się być skuteczne i już wkrótce z pomocą doktora tajemnica zostaje odkryta. Tantiemy za jej rozwiązanie przypadają jednak Gregsonowi i Lastrade.

Większość ludzi, wysłuchawszy biegu wydarzeń, powie panu, co z nich wynikło. Połączą je sobie w umyśle i wywnioskują, co się dalej stać mogło. Ale niewielu znajdziemy takich, którzy z końcowego wyniku zdołają odtworzyć bieg wypadków, jakie do niego doprowadziły. O takiej właśnie zdolności myślenia mówiłem wspominając o rozumowaniu “wstecz”, czyli – analitycznym.

Kiedy zaczniecie czytać drugą część, pomyślicie, że to zupełnie inne opowiadanie. Inni bohaterowie, kompletnie różne od pierwszej części miejsce wydarzeń. Jest to opowieść sprawcy morderstw z Londynu. Wyjaśnia on tam, dlaczego zabił, co go do tego doprowadziło. Jest to też swego rodzaju historia miłosna, ale nie obawiajcie się – wcale nie wielce romantyczna.


“Studium w szkarłacie” napisane jest naprawdę świetnie. Zaczęłam czytać już późno wieczorem, tylko kilka stron i to był błąd, bo chciałam więcej i więcej. W głowie powstało pytanie: dlaczego ja tyle zwlekałam?! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że to takie genialne?! No dobra, niektórzy wspominali, ale ja ich chyba za dobrze nie słuchałam. Niemniej, pierwsze spotkanie z Arthurem Conan Doyle’m uważam za niezwykle udane.

Co prawda, Sherlock i Watson w trakcie czytania wyglądali i mieli glosy Roberta Downey’a Jr. i Jude Law, ale w sumie… to nawet im wyszło na korzyść, bo ja bardzo lubię tę adaptację.


Jako ciekawostkę podpowiadam opowiadanie Neila Gaimana, nawiązujące do słynnej pary. “Study in Emerald” (“Studium w szmaragdzie”) możecie przeczytać w tym ciekawym oryginalnym wydaniu pdf w sieci lub w polskim przekładzie w zbiorze “Rzeczy ulotne. Cuda i zmyślenia”. (Edit: na publio możecie pobrać darmowy fragment książki, gdzie “Studium…” jest pierwszym opowiadaniem dostępnym w całości)

Advertisements

13 thoughts on “„Studium w szkarłacie” (Sherlock Holmes #1) Arthur Conan Doyle

  1. Pierwszy raz czytałan Conan Doyla ponad 15 lat temu i od tego czasu kilkukrotnie już wracałam do jego książek. Pewnie widziałaś (a może nie?) Sherlocka BBC? Jeśli nie to koniecznie obejrzyj 🙂

    Like

  2. A wiesz, że za mną też Sherlock chodzi, a jeszcze jakoś nie sięgnęłam? A przecież to legenda jest! Zachęciłaś mnie strasznie, dziękuję ❤

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s