Książka vs. Film

„Szkarłatna litera” Nathaniel Howthorne

A słyszała pani o tej lafiryndzie z Kościuszki? No tej, co to w Biedronce pracuje i włosy ma takie kolorowe…. No! Tak, ta właśnie. Czerrrwone!!! Wie pani, ona w ciąży jest! … Ano tak, tak, a męża to nie ma. Chłopaka nawet! Puszcza się musi! … A miała jakiegoś tam, ale już dawno nie przychodzi. Bo co będzie do takiej wywłoki łaził. Ja też bym nie łaziła… Nie, nie, nowego nie ma…. No jak to skąd? A co to Maryja dziewca i niepokalane poczęcie? (Ojcze Rydzyku, wybacz wymawianie imienia Twego radia nadaremno!) To jasne, że poszła z jakimś… Nie wiem, z kim. Nie pojawia się. Uciekł pewnie… Aż mnie cholera bierze, jak pomyślę, że ona z moją Edytką do jednej klasy kiedyś… A bo to taki przykład daje. Widziała pani, jak ona się ubiera? Kolorowe takie szmatki, a jakie drogie na pewno. Ciekawe skąd to ma, bo przecież ojciec na zasiłku, matka chora… No wiem, że pełnoletnia i pracuje, ale w tej Biedronce to chyba nie zarobi na markowe. Pewnie sponsora ma. Ale pani, z tym dzieckiem, to co? Kto to wychowa? Ona? I co, następne pokolenie puszczalskich? … Nie, no wiem, że matka bogobojna i komunię, co tydzień przyjmuje, ale córkę to se wychowała…



Niemniej jednak na tych samych ludziach, co o owych sprawach opowiadali, szkarłatna litera wywierała takie wrażenie, jak krzyż na piersi siostry zakonnej: uświęcała tę, co ją nosiła, i pozwalała jej chodzić bezpiecznie wśród wszelkich niebezpieczeństw. Gdyby dostała się między złodziei, nic by jej się nie stało. Opowiadano – Able (ang.) – zdolna, ta, co wszystko potrafi i wielu w to wierzyło – że pewien Indianin wypuścił strzałę wprost na tę odznakę. Strzała trafiła w cel, po czym spadła na ziemię, nie czyniąc jej żadnej krzywdy.

http://booklips.pl/galeria/grafiki-wykonane-z-tresci-slynnych-ksiazek/

Do “Szkarłatnej litery” Nathaniela Howthorne’a podchodziłam jak przysłowiowy pies do jeża. Tysiąc razy obiecałam sobie ją przeczytać i najmniej 10 razy już, już zaczynałam, ale za każdym razem poległam na przydługim nudnawym wstępie, którego, uważałam, nie można pominąć, skoro już zabieramy się za klasykę. Tym razem przebrnęłam przez wstęp i oznajmiam – dalej już jest dobrze J

Mamy rok 1622. Hester Prynne – kobieta oskarżona o cudzołóstwo, a nawet kontakty z diabłem. W purytańskiej społeczności rzecz nie do wybaczenia, karana nawet śmiercią. Można powiedzieć, że Hester “się upiekło”, gdyż za swe czyny ukarana została “jedynie” napiętnowaniem szkarłatną literą, którą miała nosić do o końca swoich dni. A for Adulterer – cudzołożnica.

Lecz szczegółem, który przyciągnął wszystkie oczy i jakby odmienił osobę, co go nosiła – tak dalece, że nawet dobrzy znajomi Hester Prynne mieli wrażenie, jakby zobaczyli ją po raz pierwszy – szczegółem tym była SZKARŁATNA LITERA, cudownie wyhaftowana i świecąca na jej piersi. Miała ona jakby moc zaklęcia: usuwała Hester Prynne poza nawias zwyczajnych ludzkich więzów i zamykała we własnym, odrębnym świecie.

Ale najpierw, kobieta musiała stać trzy godziny pod pręgierzem. Tak zarządził sąd. Hester, siedząc w więzieniu przygotowywała się na ten moment. Spodziewała się wrzasków, obelżywych słów rzucanych jej prosto w twarz, a także obrzucenia zgniłymi warzywami, nawet kamieniami. Nie była przygotowana na całkowitą ciszę, jaka opanowała rynek w tym czasie. I te oskarżycielskie spojrzenia, nienawiść, która zionęła z oczu zwykłych grzesznych ludzi. Czy tylko ona ulega słabościom w tym mieście?

Trzeba przyznać, że pomoc specjalisty bardzo była potrzebna, nie tylko dla samej Hester, lecz jeszcze pilniej dla jej dziecka. Czerpiąc soki żywotne z piersi matki wypiło ono, jak widać, wszelkie rozterki, cierpienie i rozpacz, jakimi przepojona była jej dusza i ciało. Teraz wiło się w konwulsjach bólu, a jego drobne ciałko stało się z musu odbiciem tortur moralnych, jakie Hester Prynne znosiła przez cały ten dzień.

Hester wraca do domu i próbuje żyć jak każdy inny. Tyle, że napiętnowana. Z wielką szkarłatną literą A na piersi, która, jako zdolna szwaczka, pięknie obszyła i nosiła niemal z dumą, jeszcze bardziej obrażając tym mieszkańców purytańskiego Bostonu. Dziecko, które urodziło się z nieprawego łoża, również ubierała jaskrawo i strojnie, jakby chciała podkreślić, że nie ma się czego wstydzić. Ale Hester wstydziła się mimo wszystko. Targały nią sprzeczne emocje: z jednej strony, kochała ojca dziecka na tyle by nie wyjawić zgromadzeniu jego imienia, była też dumna z ich córki, a z drugiej, potępiana przez ogół społeczeństwa, w którym żyła, walczyła z poczuciem winy.

Gdy nieznajomi patrzyli z ciekawością na szkarłatną literę – a żaden z nich nie omieszkał tego zrobić – wydawało jej się, jakby na nowo piętnowano jej duszę, tak że częstokroć powstrzymywała się z trudem – choć zawsze się powstrzymywała – aby nie zakryć tego znaku ręką. Lecz z drugiej strony oczy znajome też zadawały cierpienie, tyle że innego rodzaju. To zimne spojrzenie rozpoznania było nie do zniesienia. Krótko mówiąc, od początku do końca Hester Prynne znosiła męki, gdy czuła czyjś wzrok skierowany na swą literę. To miejsce nigdy nie utraciło wrażliwości; przeciwnie, zdawało się coraz bardziej bolesne wskutek codziennej udręki. A jednak czasem, raz na wiele, wiele dni, a czasem i miesięcy, napotykała spojrzenie pewnej pary oczu, utkwionych w haniebny znak, które przynosiło jej chwilową ulgę, tak jakby ktoś dzielił jej mękę na równi z nią. I zaraz potem uczucie ulgi odbiegało, pozostawiając jeszcze głębszy skurcz bólu, gdy przychodziła świadomość, że w tej krótkiej chwili na nowo zgrzeszyła! Czy grzeszyła tylko sama Hester?

Wielką radością, ale i troską była dla Hester mała Pearl. Matka z obawą doszukiwała się w niej jakiegoś znaku złych skłonności, ale nic takiego nie nastąpiło. Dziecko rozwijało się prawidłowo. Dziewczynka była jak mały chochlik, którego żywiołem jest powietrze. Niezwykle inteligentna, żywiołowa, ale bywała też złośliwa, lubiła psocić. To tylko purytanie nazywali ją diabelskim nasieniem, wierząc, że zrodziła się z grzechu, a może nawet z samego szatana.

…mówili, że biedna mała Pearl musi być diabelskim nasieniem. Takie pochodzenie przypisywano już od dawnych, katolickich czasów ludziom zrodzonym na ziemi z grzechu swych matek. Mieli oni szerzyć zło i wszelkie plugastwa. Wedle pogłosek rozsiewanych przez wrogich mu mnichów Luter miał być bękartem diabelskiego rodu. Pearl nie była więc bynajmniej jedynym dzieckiem, któremu purytanie Nowej Anglii przypisywali to niefortunne pochodzenie.

Kim był ojciec małej Pearl dowiecie się, lecz nie tak od razu. Książka bardziej skupia się na dziewczynce niż na związku jej rodziców. Jest to piękna poetycka opowieść o małym duszku zrodzonym z rzekomego grzechu. Ale także odzwierciedlenie ludzkiego zakłamania, hipokryzji i okrucieństwa. Pokazuje jak zaledwie kilka osób u władzy może sprawnie kierować zaślepionym tłumem, tak, by wszyscy myśleli na jedną modlę i nie dopuszczali alternatywnej opinii.

A teraz wróćcie na chwilę do początku i przeczytajcie jeszcze raz krótki tekst, który napisałam na potrzeby tej recenzji. Ile razy słyszeliście strzępki podobnych rozmów? Czy naprawdę tak wiele się zmieniło na świecie?*


“Szkarłatnej litery” nie czyta się może jak najlepsze współczesne bestsellery, ale na pewno stylem wyprzedza swoje czasy i jest to bardzo interesująca pozycja. Napisana w 1850 roku, jako powieść psychologiczno-romantyczna, sprzedawała się jak świeże bułeczki, nowość, skandal, coś niemal zakazanego.


Adaptacji filmowych “Szkarłatnej litery” Nathaniela Howthorne’a było mnóstwo.** Ja obejrzałam tą najbardziej popularną w ostatnich latach, ale też luźno opartą na książce, z 1995 roku.

Podstawowe różnice zauważyłam takie, że reżyser Roland Joffé bardziej skupił się na historii miłosnej niż na psychologicznym aspekcie. Tak jak w książce istotną role pełniła Pearl, tak w filmie zepchnięta została na dalszy plan, jako malutkie dziecko, bez prawa głosu. W książce jest postać była o wiele bardziej uwypuklona, wciąż przewijała się przez scenerię, rozmawiała z matką, robiła psikusy. W filmie ogranicza się tylko do… bycia, jako owoc grzechu jej rodziców.

Czy film mi się podobał? Przyznam, że za pierwszym razem, (a było to bardzo dawno temu) – tak. Teraz – średnio. Przede wszystkim nie rozumiem, jakim cudem mogłam się kiedyś tak zachwycać Demi Moore. Jeszcze z czasów “Ducha” z Patrickiem Swayze była ona jedną z moich ulubionych aktorek. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że w Szkarłatnej literze okropnie mnie irytowała swoim chropowatym, nieprzyjemnym głosem (może kariera wokalistki rockowej byłaby tu bardziej na miejscu) oraz opuszczoną wargą i wyrazem tępoty na twarzy. Wybaczcie mi te ostre słowa, jeśli uwielbiacie tę aktorkę, ale ja sama się zdziwiłam, że tak bardzo teraz mi się ona nie podoba L

Co do filmowej wersji jej kochanka… Aaach, Gary Oldman, tu już można się zachwycać. Świetny aktor, miły dla oka, a na dodatek ciekawa postać. Tylko te brudne ręce i paznokcie mnie trochę obrzydzały. Przecież w ziemi nie robił i choć wiem, że powoził i zajmował się końmi to zdecydowanie sympatyczniej by było, jakby umył ręce, zanim położył je na nieskazitelnie białej szyi Hester. Tak, właśnie na to zwróciłam uwagę. Nie śmiejcie się! 😛

Oczywiście rozumiem, że było to celowe i miało też nadać trochę wiarygodności. Tak sobie tylko marudzę, w końcu to moje subiektywne odczucia dotyczące książki i filmu, przecież nie musicie się ze mną zgadzać.

I najgorsze na koniec: scena seksu w stodole, czy innej oborze. Była okropna! Skojarzyła mi się ze starym Harlequinem. I jeszcze te ziarna zbóż! No ludzie! Nie powłaziło im to tam, gdzie nie trzeba? Mało autentyczne. Nie wierzę, że w szale pożądania, nawet nie zauważyli jak im się ziarna wbijają w ciało.

Aha, jeszcze muszę wspomnieć postać byłego, rzekomo zaginionego męża Hester, który pojawia się już po sądzie na niej. Grany przez Roberta Duvalla jest chyba najbardziej interesującą kreacją tej adaptacji. Już choćby dla niego samego warto obejrzeć.

Ale, ale! Właśnie się dowiedziałam, że szykuje się nowa adaptacja, więc biegnijcie, czym prędzej do biblioteki i czytajcie zanim wejdzie do kin. Ja już oczywiście przy samym trailerze mam kilka krytycznych uwag, nie spodziewam się, że będzie to wybitne dzieło, ale.. i tak nie omieszkam obejrzeć, żeby potem ewentualnie ponarzekać na blogu 😉 A może film mnie pozytywnie zaskoczy?***

Advertisements

18 thoughts on “„Szkarłatna litera” Nathaniel Howthorne

  1. chyba widziałem ekranizację tę z Oldmanem.. coś kojarze.. moja żonka lubi takie klimaty więc czasem na coś takiego jak się natkniemy to ogląda… więc ja też 🙂 fabuła ciekawa.. aczkolwiek bardziej dla mej żony chyba 😉

    Like

      1. To znaczy? Autorów poproszę 🙂 Nie to, żebym się na wojenne rzucała, bo nie moja bajka, ale thrillery już prędzej. A poza tym: ciekawość 🙂

        Like

      2. Ludluma chciałem ruszyć ‘Mozaika Parsifala’ i Bourne’a bo film kilka razy widziałem.. a z książek czytałem pierwszą część i czwartą juz pośmiertną dopisywaną przez innego autora, do tego ‘Helikopter w ogniu’ Bowdena i jeszcze ‘Psy wojny’ Forsytha.. takie tam.. Baldacii też ma dużo.. poza tym Nesbo i Gerittsen jeszcze eh.. masakra tyle tego…

        Like

  2. Haha! 😀 Ale mnie ucieszyłaś! 😀 Klasyka plotkarska zaszła!
    Widziałam ekranizację – kocham Demi – ale widzę, że już czas na powieść! Tym bardziej, że widzę remake na horyzoncie 😀 Zostawiam sobie na jesień 🙂

    Like

  3. Przyznaję się – obejrzałam film i wiedziałam, że jest książka. Tyle że po filmie jakoś mnie do niej nie ciągnęło i nie miałam zamiaru czytać. Ale przez to, że napisałaś o różnicy między nimi, o tym, że w książce to nie romans gra pierwsze skrzypce, a dziecko, poważnie się zastanawiam, czy jednak nie zmienić zdania i nie pokusić się o przeczytanie. Jak się skuszę, to wiedz, że będzie to dzięki Tobie (:

    Like

    1. Jak się skusisz, będę zaszczycona 🙂 Nie zrażaj się nudnawym wstępem. Od biedy, możesz go nawet ominąć 😉 A książkę ja właśnie tak odebrałam. Ktos inny moze bardziej zwroci uwage na zycie w spoleczenstwie purytańskim, czy problem winy i grzechu. I owszem, ja też ich nie ominęłam, ale dla mnie najważniejsza była tam Pearl – mały chochlik – owoc “grzesznej” miłości.

      Co do filmu to wiedz, że dostał Złotą Malinę w kategorii Najgorszy remake lub sequel 😀

      Liked by 1 person

  4. Co ciekawe już po wstępie domyślałam się, co może być dalej. Swoją drogą bardzo nie lubię takiego gadania… Więc postawa w książce a’la “(…)wszyscy myśleli na jedną modlę i nie dopuszczali alternatywnej opinii” mogłaby mnie zirytować. Ale nie mówię stanowczego nie, bo mnie rzeczywiście zaciekawiłaś! ;D

    Like

    1. Książka może irytować, bo przecież Hester nic straszego nie zrobiła, a wszyscy ją potępiają. I dlaczego mała też ma cierpieć, skoro nic nie zrobiła. Oczywiście, znajdą się jakieś jednostki, które myślą inaczej, ale… weź się wychyl to cię powsza 😉
      Spróbuj, może Ci się spodoba. Na pewno znajdziesz w każdej bibliotece. Tylko nie zrażaj się początkiem, bo to może naprawdę znudzić. Potem już się robi ciekawiej 🙂

      Like

  5. wiem, że notka sprzed kilku miesięcy, ale nie mogę się powstrzymać od dodania czegoś 😉

    jest jeszcze jeden film inspirowany “Szkarłatną literą”, mianowicie “Easy A” (“Łatwa dziewczyna”) z, jak zwykle wspaniałą, Emmą Stone w roli głównej. Dosyć ciekawa i zabawna wariacja na temat klasycznej powieści w nowoczesnym stylu – czyli Amerykanie znowu adaptują klasyki na grunt typowej szkoły średniej ;P

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s