Recenzje

“Gniew” (Teodor Szacki #3) Zygmunt Miłoszewski

Niby wszystko się zgadzało, niby wszystkie ich wersje były logiczne i sprawca musiał pasować do jednej z nich. Niby. Zbrodnia ma swój wewnętrzny porządek, swoją harmonię, którą można porównać do dobrze napisanej symfonii. Śledztwo przypominało odnajdywanie kolejnych muzyków i stawianie ich na scenie. Na początku jest tylko jeden flet odzywający się raz na pięć minut i nic z tego nie wynika. Potem dochodzi, dajmy na to, altówka, fagot i waltornia. Grają swoje partie, ale bardzo długo słychać tylko nieznośny hałas. W końcu pojawia się jakaś melodia, ale dopiero odkrycie wszystkich elementów, odnalezienie wszystkich stu muzyków i postawienie się w roli dyrygenta – dopiero to sprawia, że prawda wybrzmiewa tak, że słuchaczy przechodzą ciarki. Tutaj było dopiero kilka elementów, jakaś garstka muzyków gapiących się spode łba, a już coś nie grało. Już coś brzmiało źle, jakby fagocistę zastąpił jego brat bliźniak, z zawodu drwal, i teraz albo tylko udaje, że dmucha, albo fałszuje. Niby na tym etapie to i tak nie ma znaczenia, hałas i tyle, ale i tak coś w uszach boli.

Pamiętacie jak psioczyłam na prokuratora Teodora Szackiego w dwóch poprzednich częściach? Ku przypomnieniu obie recenzje TUTAJ. Luka z Przestrzeni tekstu obiecała, że “Gniew” będzie lepszy i… miała rację. Szackiego nadal nie lubię, ale…


Kilka lat po wydarzeniach w Sandomierzu Teodor Szacki przenosi się do Olsztyna. Tam związał się z Żenią i całkiem im razem dobrze. Przynajmniej na tyle, że stary podrywacz przestał się puszczać na prawo i lewo, (co mnie tak bardzo irytowało w poprzednich częściach). Dodatkiem rodzinnym jest 16-letna córka Teodora, Hela. Hela ma swoje typowe humorki charakterystyczne dla nastolatek i w obecności ojca średnio dogaduje się z “macochą”, (co ciekawe, gdy go nie ma, obie mają się świetnie w swoim towarzystwie ;)). Ale poza tym, nasz bohater nie ma większych stresów. Chyba, że wliczyć w to korki w Olsztynie. Autor w wypowiedziach swojego bohatera nie zostawił suchej nitki na osobach z zarządu miasta odpowiedzialnych za jego komunikację.

Można by nawet powiedzieć, że prokurator jest znudzony i marzy mu się jakiś interesujący trup.

Be careful, what you wish for…

Trup się znalazł, a i owszem. Początkowo wzięli go za ofiarę drugiej wojny światowej. Dopiero dokładne oględziny patologa doktora Frankensteina (cudowna postać!) przyniosły nieciekawe wieści. Ktoś bardzo się postarał żeby ogołocić ciało do samego nagiego szkieletu. Co gorsza: to szkielet złożony z kości kilku ofiar. Jak najbardziej współczesnych ofiar…

Profesor doktor habilitowany Ludwik Frankenstein czekał na niego u szczytu schodów, przy wejściu do Collegium Anatomicum. Cóż, zrobił wszystko, żeby upodobnić się do szalonego naukowca z powieści gotyckiej. Stał wyprostowany jak trzcina, wysoki, chudy, o długiej, szlachetnej, klasycznie przystojnej twarzy tego jedynego dobrego niemieckiego oficera z amerykańskich filmów wojennych. Stalowe spojrzenie, nos prosty jak odrysowany przy ekierce, krótka jasna broda, przystrzyżona à la Reymont. Do tego okrągłe okulary w bardzo cienkich drucianych oprawkach i przedziwny medyczny fartuch ze stójką, zapinany z boku na rząd guzików jak oficerski szynel. Żeby stylizacja była pełna, brakowało mu fajki z długim cybuchem i odciętych dłoni wystających z kieszeni fartucha. – Frankenstein – powiedział, wyciągając rękę na powitanie. Brakowało tylko, żeby na drugim planie huknęła błyskawica.

Tym razem mamy do czynienia z problemem przemocy w rodzinie. Zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Zygmunt Miłoszewski porusza temat bolesny, bo też mocno kulejący, jeśli chodzi o prewencję, czy nawet samą reakcje w świetle podejrzeń. Samego Szackiego ukazuje tu, jako ułomnego funkcjonariusza, który zlekceważył sprawę, zignorował oczywiste sygnały, (które rozpoznałby, gdyby nie był na tyle arogancki, by gardzić wszelkimi dostępnymi szkoleniami), czyli zwyczajnie spieprzył sprawę. Za to mu się oberwie nie tylko od przełożonych. Okaże się też, że Szacki jednak ma serce i troszkę żałuje swojego postepowania. Oczywiście, wybielić się go nie da, ale to przynajmniej już jakiś postęp.

Co do podobno kontrowersyjnego zakończenia to… ja chyba nie do końca je zrozumiałam, więc będę wdzięczna, jeśli ktoś mi wyjaśni o co chodzi, bom tępak niedouczony 😉 Mimo to, finałowa część trylogii o prokuratorze Szackim bardzo mi się podobała. O wiele bardziej od jej poprzedniczek. To bardzo dopracowany utwór z całą masą świetnych dialogów, specyficznego dowcipu i nieszablonowych bohaterów pobocznych.

Nie każdy jest kowalem własnego losu. A nawet jeśli, to dużo zależy od tego, czy na początku dostaje nowocześnie wyposażoną kuźnię, czy musi ukraść pierwszy młotek.

Advertisements

21 thoughts on ““Gniew” (Teodor Szacki #3) Zygmunt Miłoszewski

  1. Ha, intryga kryminalna zdaje się bardzo mroczna i ciekawa, więc już się nie mogę doczekać, aż dostanę w swoje ręce egzemplarz biblioteczny tej książki 😀

    Like

  2. Jak na Szackiego psioczyłaś nigdy Ci nie zapomnę 😀 Ale w sumie się nie… gniewam 😉 Cieszę się, że podobał Ci się “Gniew” (i odwiedziłaś mój rodzinny Olsztyn), bo to naprawdę dobra część tej trylogii. A co do zakończenia… jak wiesz, słuchałam audiobooka i musiałam przesłuchać je dwa razy i chyba też nie do końca załapałam sens. Tzn. niby wszystko jasne, ale…? Ale co? No właśnie 😉

    Like

  3. O prosze, a ja właśnie skończyłam powtórne czytanie tej książki, więc mam ją na świeżo 🙂

    Doktor Ludwik Frankenstein to jedno, a Jan Paweł Bierut?? Jeszcze z tą fizjonomią 🙂

    Moje ulubione fragmenty, które sobie zaznaczyłam to te, w których opisywany jest Olsztyn ( z chęcią się wybiorę jak tommyknocker) i ogólne psioczenie na stan nie tylko polskich dróg:

    “Powiedz mi, co jest w tym cholernym kraju nie tak. Co to w ogóle za błotoland [uwielbiam to słowo!!!] jest, że pozwalają ludziom budowac domy, podłączają prąd i wodę, a droga zawsze jest dekadę później. To jakiś spisek? Biora łapówki od firm produkujących samochody terenowe? Od warsztatów remontujących zawieszenia?”

    Spojrzenie Szackiego na rzeczywistość przypomina mi bardzo, żeby nie powiedzieć “zalatuje” mi stylem Filipa Springera, który od lat tropi m.in. przejawy brzydoty w kraju.

    Like

  4. A co do zakończe4nia i zakończeń w ogóle: ostatnio podczas spotkania z czytelnikami Miłoszewski przyznał, że w “Uwikłaniu” kilka razy pod koniec zmieniał koncepcję głównego mordercy, dlatego jest to takie zagmatwane. “Gniew” pozostawił celowo otwarty, bo może ktoś będzie chciał sobie podywagować literacko. I zdradził, że powstanie ciąg dalszy trylogii z Szanckim, ale juz nie w formie powieści (może komiks?).

    Like

    1. Oooo, a to ciekawa jestem, jak on chce to kontynuować. Pewnie jeszcze raz nas zaskoczy.
      Z tym zmienianiem koncepcji to nie taka zła myśl, bo skoro nawet autor nie jest pewien, jak się skończy książka, to jak miałby to zrobić czytelnik? Tylko trzeba uważać, żeby to wszystko miało ręce i nogi i nie rozpadło się gdzieś po drodze :).

      Like

  5. Wszystkie trzy książki bardzo mi się podobały.
    W “Gniewie” są takie sceny, przy których parskałam śmiechem w autobusie i takie, że musiałam przestać czytać bo mi się oczy szkliły i istniało poważne niebezpieczeństwo, że się porycze publicznie 😉

    Co do zakończenia, to mam podobnie, niech mnie ktoś proszę oświeci. Wracałam do niego 3 razy i jakoś tak za bardzo przekombinowane (jako rozwiązanie fabularne bardziej pasuje mi to do czegoś, co mogłoby się znaleźć bez problemu np w “Bezcennym” tego samego autora), chyba sporo czytelników miało podobne odczucia. Na Targach Książki w Krakowie Miłoszewski zapowiedział, że ma w planach napisanie alternatywnego bądź wyjaśniającego epilogu do całej historii. Na razie nic o tym nie słychać, więc czekam.

    Jak dla mnie książka mogłaby się skończyć w momencie, gdy UWAGA SPOILER!!!
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Sz. pakuje się do więzienia.

    Like

    1. I należałoby mu się 😀

      Niedługo zabieram się za Domofon, a potem Bezcenny. Liczę na to, że spodobają mi się bardziej niż seria z Szackim. Bo Miłoszewski świetnie pisze, tylko ja nie zapałałam miłością do jego bohatera :/ Ale humor jest rzeczywiście przedni. I bardzo podoba mi się pomysł z prasówką przed każdym rozdziałem.

      Like

      1. “Domofon” bardzo polecam 🙂 Miałam potem problem wejść do bloku w biały dzień i na mikrofalówkę też jakoś tak patrzę nieufnie, ale warto było 🙂 “Bezcenny” też dobrze się czytało, tutaj już Miłoszewski miał pełną dowolność i dużo jest takich “hollywoodskich” scen i “fajerwerków”, ale tematyka zaginionych dzieł sztyuki bardzo ciekawa i książka trzyma w napięciu, szczególnie sceny na Kasprowym Wierchu.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s