Recenzje

“Emilka ze Srebrnego Nowiu” Lucy Maud Montgomery

Uwierzycie, że kiedyś byłam małą dziewczynką? Tak, tak, to prawda, choć trudna do wyobrażenia. Miałam blond loczki, rzęsy długie jak firanki (podobno), oczęta niebieskie, często zapłakane, gdy kazano mi jeść takie obrzydliwości jak czernina, albo wątróbka, a sukienkę zwykle utytłaną, bo lubiłam piec pączki z piasku. Z większości tych rzeczy nawet nie wyrosłam, jeno włosy posiwiały, tfu!, zafarbowały się na ciemno, bo mi po prostu lepiej w tym kolorze 😉 I taką dziewczynką małą, sympatyczną będąc wpadłam w nałóg czytania. Mogłam czytać od rana do wieczora, z przerwą tylko na jedzenie (o ile nie były to wątróbki, oczywiście, bo wtedy była przerwa na płacz, a nie jedzenie ;)) i jeszcze mi było mało. W czasie jednej z takich posiadówek w moje ręce wpadła powieść, opiewanej przez wielu autorki, Lucy Maud Montgomery. “Anię z Zielonego Wzgórza” znali wtedy chyba wszyscy, ale ja akurat zaczęłam od pierwszej serii pisarki, przecudnej trylogii o Emilce ze Srebrnego Nowiu.

Ciotka Ruth patrzyła na Emilkę.

– Kiedy ja byłam małą dziewczynką – rzekła – nigdy nie odzywałam się, gdy mnie nie pytano.

– Gdyby nikt się nie odzywał, dopóki go nie pytają, to w ogóle nie byłoby rozmowy – odparła Emilka logicznie.

– Nigdy się nie upierałam przy swoim zdaniu – ciągnęła dalej ciotka Ruth surowo. – Za moich czasów małe dziewczynki były odpowiednio wychowywane. Byłyśmy grzeczne i posłuszne starszym. Uczono nas, jak się zachowywać i byłyśmy zawsze “na swoim miejscu”.

– Nie sądzę, żebyście się dobrze bawiły – rzekła Emilka i wtem zastygła w przerażeniu. Nie miała zamiaru wypowiedzieć tego głośno, ona to tylko pomyślała. Ale tak już przywykła przy ojcu do myślenia na głos!

– Bawiły! – powtórzyła ciotka Ruth ze zgorszeniem. – Nie myślałam o zabawie, gdy byłam małą dziewczynką.

– Nie, wiem o tym – rzekła Emilka odważnie. Głos jej i postawa były teraz pełne szacunku, gdyż pragnęła okupić swoje mimowolne wykroczenie. Niemniej ciotka Ruth patrzyła na nią wciąż, jakby chciała wytargać ją za uszy. To dziecko urągało jej starości swą idealną, doskonałą dziecięcością. To było nie do zniesienia, zwłaszcza u córki Starra. A ten wstrętny Jimmy śmieje się znowu! Elżbieta powinna przyprowadzić go do porządku.


Emilka to rezolutna dziesięciolatka, która najpierw, w wieku 4 lat traci matkę, a potem, ukochanego ojca. Los rzuca ją na Wyspę Księcia Edwarda, do domu dumnych Murrayów, rodziny ze strony matki. Tam, dziewczynka uczy się pokory, dojrzewa, a także przeżywa wiele ciekawych przygód.

Dla mnie książka ta jest najcudowniejszym wspomnieniem dzieciństwa. Czytając ja teraz, po wielu, wielu latach zdałam sobie sprawę, że ta powieść mnie kształtowała, nadawała kierunek moim poczynaniom i planom na przyszłość. Podobnie jak Emilka, chciałam w przyszłości zostać pisarką i tak dobrze ją rozumiałam, gdy wstrętna ciotka Elżbieta zmusiła dziewczynkę do spalenia jej ukochanego żółtego zeszytu, w którym opisywała wszystkie swoje myśli.

Co prawda, ja nie miałam w domu tyrana, który wyśmiewałby moje starania; wręcz przeciwnie, cała rodzina bardzo wspierała moją pasję, a pierwszym recenzentem była Siostra. Jednak dzięki wyobraźni, nadal udawało mi się identyfikować z małą, biedną Emilką. Cierpiałam srodze razem z nią z braku własnego pokoju, choć cieszyłam się, że nie muszę spać w jednym łóżku z kościstą ciotką Elżbietą. Jakże ja marzyłam, żeby mieć własny kąt, żeby moc wstać nawet w środku nocy, i pisać przy biureczku i świetle świec, kiedy tylko dopadnie mnie natchnienie. Czasem, po kryjomu, pisałam pod kołdrą. Bez latarki, po ciemku, bo rodzice zabraniali czytać przy świetle latarki, twierdząc, że od tego psuje się wzrok. Analogicznie, przedłożyłam zakaz również na rzecz pisania, ale… Rodzice nie wiedzieli jednak, że potrafię obejść się bez latarki, co zapewne było jeszcze gorsze dla oczu. Ale dawałam radę 😉 Tyle, że potem trochę ciężko było rozczytać te nocne zapiski 😉 I Siostra czasem marudziła: Co ty tam robisz po nocach!?, gdy wybudzałam ją podczas przewracania stron i skrobania piórem po papierze 😉

“Emilkę” charakteryzuje poetyckość, bo sama główna bohaterka pisze wiersze, towarzyszy jej w tym kuzyn Jimmy, który upadł na głowę i od tej pory jest podobno “nieteges”. (Nieprawda! Kuzyn Jimmy jest kochany, a pisanie wierszy nie kwalifikuje nikogo do bycia głupawym!) Na dodatek jej najlepsza przyjaciółka, Ilsa, chce zostać deklamatorką tychże wierszy, więc również wspiera dziewczynkę w jej poczynaniach. Większy problem stanowi nauczycielka przyjaciółek, która wyśmiewa okrutnie jej twórczość przed całą klasą. Na szczęście, Emilka nie poddaje się. A zresztą, nie mogłaby inaczej. Potrzeba pisania jest tak silna, że nie da się jej zwalczyć jakimkolwiek postanowieniem, zakazem, ani nawet brakiem papieru i pióra. Jak ktoś już się urodzi z tą “ułomnością”, nie ma większego wyboru, jak doskonalić zdolności, bo cofnąć się tego po prostu nie da.

Z listu Emilki do nieżyjącego ojca:
Nieznośnik miewa się bardzo dobrze, ale nie ma kociąt, a ja tego pojąć nie mogę. Dlaczego?… Pytałam o to ciotkę Elżbietę, a ona odrzekła, że małe dziewczynki nie powinny o tym mówić, ale ja nie pojmuję, dlaczego kocięta są czymś nieprzyzwoitym. Kiedy ciotka Elżbieta jest nieobecna, ciotka Laura i ja przemycamy Nieznośnika do pokojów, ale gdy ciotka wraca, czuję się winną i zawsze sobie mówię, że lepiej by było tego nie robić. A następnym razem robię to znowu. To bardzo dziwne. Nic nie wiem o ukochanej Kici. Pisałam do Heleny Greene i pytałam ją o Kicię, ale ona w swojej odpowiedzi nie wspomniała o Kici, tylko opowiadała mi o swoim reumatyzmie. Co mnie to obchodzi!

W trakcie czytania podziw dla wytrwałości i wyobraźni dziewczynki miesza się z częstymi wybuchami śmiechu. Autorka tak cudnie wplotła elementy humorystyczne, że nie da się tego czytać z marsową miną, nawet przy najsmutniejszych momentach, jak np. pogrzeb Kici II. Emilka sama w sobie jest nieumyślnie przezabawna, co połechtane piórem L.M. Montgomery uwypukla też inne cechy jej charakteru (jak np. skłonność do nadmiernego dramatyzowania) i koloruje wydarzenia mające miejsce w pierwszych latach w posiadłości Srebrny Nów.

Seria “Emilka ze Srebrnego Nowiu” będzie mnie bawić do końca życia. A ja polecam ją szczególnie dziewczynkom w wieku Emilki – to najcudowniejsza proza, z jaką mogłyby dorastać, więc nie wahajcie się podsuwać jej waszym dzieciom.


P.S. Jak już zaczęłam czytać serię, to nie mogłam poprzestać na pierwszym tomie i przeczytałam również Emilka dojrzewa i Emilka na falach życia. Pani bibliotekarka zwróciła mi uwagę, że czytam zbyt poważne jak na swój wiek książki (nie mogłam mieć więcej jak 9-10 lat), bo w zeszycie lektur, który prowadziłam pod jej okiem zilustrowałam Emilkę na falach życia w momencie odrzucenia przez bohaterkę niechcianych oświadczyn 😀 Może i było to trochę na wyrost, jak na moje wtedy lata, ale nie uważam, by uczyniło mi jakąś krzywdę 😉


Za egzemplarz Emilki i cudownie wzruszająca dedykację dziękuję Uli z Pełen Zlew.

Tę oraz inne książki L.M. Montgomery można pobrać w oryginale z domeny publicznej, w kilku formatach przez Feedbooks.

Lucy Maud Montgomery napisała Emilkę w 1923 roku. Książka ta podobno zawiera sporo wątków autobiograficznych. Powieść została również zaadaptowana na małym ekranie – w 1998 roku powstał cztero-sezonowy serial telewizyjny z Marthą Maclsaac w roli głównej. W 2007 powstała japońska animacja w 26 odcinkach, o tytule Emily, The Wind Girl.

Advertisements

13 thoughts on ““Emilka ze Srebrnego Nowiu” Lucy Maud Montgomery

  1. O widzisz, a ja Emilki nie czytałam. Przeczytałam wszystkie Anie i Rille, ale tego nie… Czas to nadrobić, bo takie urocze książki dla dzieci się częstokroć nie starzeją i można je czytać z przyjemnością również będąc dorosłą 😀

    Like

    1. Tam jest kupa śmiechu z tych wynurzeń Emilki. Zresztą, jeśli pamiętasz Anię, to wiesz, znasz przecudny styl pani Montgomery 🙂
      A ja z kolei Ań przeczytałam ze cztery najdalej, a Rilli to już w ogóle nie tknęłam. Nie wykluczam, że do nich wrócę 🙂

      Liked by 1 person

      1. Ja swego czasu z Anią leciałam po kolei z miejskiej biblioteki, tak mnie to wciągnęło 😀 Jak przeczytam Emilkę, to dam Ci znać, jak mi się podobało 😀

        Like

  2. W podstawowce zaczytywalam sie w ksiazkach Lucy Montgomery i marzylam, ze kiedys wszystkie serie bede miala na wlasnosc w domu 😉 Z czasem zaped minal, ale zakladam, ze gdybym sie rozmnozyla na pewno wrocilabym do lektury z moja hipotetyczna corka 😉 Przy okazji pamietacie te kasety? http://www.youtube.com/watch?v=PdINWk3WBt4
    Sluchalam namietnie, cale fragmenty do dzis znam na pamiec 😉

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s