Prywatnie · Recenzje · Uncategorized

Nie cierpię nie cierpieć :/


Tych, co zajrzeli tutaj tylko po radę jak schudnąć bez diety, niestety, rozczaruję: nie wiem jak to się robi. Idźcie szukać dalej 😉 A jak znajdziecie to dajcie mi znać 😉

Nienawidzę poradników!
Naprawdę nie cierpię i stronię od nich jak tylko mogę. Moja alergia objawia się tym, że gdy widzę takie pomocne tytuły zaczynające się od słowa “jak”, automatycznie wykrzywia mi się brzydko twarz w wyrazie obrzydzenia i nawet nie raczę dotknąć, w obawie, że się jeszcze się zarażę.

Nie wiem, skąd mi się to wzięło.

Takie irracjonalne przeświadczenie, że jeśli będę czytać poradniki to zgłupieję, bo tam zamieszczają same bzdury. Wrażenie, że jak przeczytam, choć jeden, to magicznie sprawię, że odpadnie mi głowa od nadmiaru idiotyzmów, jakie czasem wypisywane są w tego typu publikacjach. I od razu skojarzenie z głupiutką Bridget Jones, która zaczytywała się w książkach self-help i nie potrafiła bez nich żyć – tak, od tego też można się uzależnić i totalnie zapętlić.

A jak książce na dodatek towarzyszy cała ta otoczka w postaci: płyt CD, plików mp3, dodatkowych “interesujących” stron, tysięcy bonusów, a przede wszystkim podekscytowanego Amerykanina, który robi sobie z nas jaja na filmikach, to już jest totalna masakra. Od takiego chłamu uciekam gdzie pieprz rośnie i nawet się nie oglądam, tylko śmieję się z tych, którzy dają się złapać na sztuczną, typowo amerykańską reklamę niczego.

No i masz ci los! Sama porwałam się na american dream, w trochę innej wersji 😉

Źródło zdjęcia: klik w obrazek

Jestem w takim okresie życia, kiedy chcę wszystko zmieniać. Pewne traumatyczne przeżycia plus choroba, z którą zmagam się od prawie dwóch lat (nie bójcie się, nic poważnego, tylko bardzo, bardzo utrudniającego życie) sprawiły, że chcę coś zmienić, żeby poczuć się lepiej, dowartościować, sprawić, by moje życie było lepsze, bardziej satysfakcjonujące. Żeby to się udało trzeba zacząć od siebie samego, od zmiany wewnętrznej, zaakceptowania tego, co jest teraz, żeby iść do przodu. Ma to sens?

Przed chorobą żyłam dość aktywnie, uczęszczałam na zajęcia sportowe, takie jak zumba, boxercise, yoga…, często wychodziłam z przyjaciółmi potańczyć, albo na zwyczajne plotki przy piwku. Uwielbiałam długie, wielokilometrowe spacery, podróże, zwiedzanie… To wszystko zostało mi odebrane w jeden dzień, kiedy dostałam pierwszego ataku bólu głowy (było tak źle, że myślałam, że to wylew). Do zajęć sportowych nie wróciłam, bo niemal każdy ruch pogarszał sprawę. Ale staram się, czasem pcham się ponad limit, jak np. ostatnio, kiedy pożyczyłam od koleżanki rower na 3 tygodnie (niestety, to nie zdało egzaminu). I tak wracam znów na drogę “lenia” i obrastam w tłuszczyk, który odkłada się przy braku ruchu. Jeszcze tylko basen mi został…

But the more we fight and resist our negative thoughts, the more they pop up. This is because we are rewarding them with negative attention. If we reward children with negative attention whenever they do something wrong, they’ll continue to behave badly because negative attention is better than no attention at all. It’s the same with our thoughts. But according to Wilber, the answer is to acknowledge these thoughts as a part of ourselves and to integrate them instead of alienating them. By doing so, the thoughts are satisfied, they feel loved, and they stop behaving like naughty children.

Nie jestem grubasem, ale parę kilo przybyło mi w ostatnim czasie i bardzo źle się z tym czuje. Chce znów polubić siebie, a w tym stanie nie jest to do końca możliwe, więc szukam jakiś innych rozwiązań niż wyniszczające organizm diety z efektem jo-jo w bonusie. Bo przy okazji cudowni lekarze rozwalili mi żołądek lekami i moja pula produktów nadających się do spożycia jest bardzo ograniczona. Właściwie, to chcąc – nie chcąc i tak jestem na wiecznej diecie. Przypadkiem trafiłam na “The Gabriel Method” Jona Gabriela*, czyli “Metoda Gabriela” – poradnik jak schudnąć bez diety. Wiedziałam, że metoda ta opiera się głównie na medytacji i “przeprogramowaniu” mózgu, więc postanowiłam spróbować. Tak! Ja chcę pranie mózgu! Mój mózg musi się oczyścić z tych wszystkich negatywnych myśli i stresów, jakie spotkały mnie w ostatnim czasie. Chce się przeprogramować!

Beliefs have a much greater control over our physical bodies than we give them credit for. There are hundreds of documented examples of terminally ill individuals who believed that they would be healed and then were. There are also examples of people who believed they would get sick and then became ill. There are even examples of people who believed that they were going to die, and for no other reason, they died.

Oczywiście podeszłam do tematu lekko sceptycznie. Takiego nastawienia do poradników, jakie mam nie wyłącza się, ot tak, jednym kliknięciem. Ale daj szanse Jonowi, mówię sobie. I może wszystko byłoby okej, gdybym nie weszła na jego stronę internetową w celu obejrzenia sobie tego pana oraz ściągnięcia programów wizualizacji i medytacji. Rany! Jon reklamuje niemal jak z tele-shopping! 😀 To dlatego nazwałam to american dream, bo wszystko jest takie idealne, fantastyczne i wszyscy się kochają. Ta sztuczna ekscytacja! I jeszcze te doklejone zdjęcia do fotek ekspertów, że niby z każdym się spotkał i zaprzyjaźnił. Uśmiałam się, ale co tam, brniemy dalej.

Jon w swoim poradniku pisze o tym, że ciała osób otyłych chcą być grube, bo tak czują się bezpieczne. Trick z chudnięciem polega na tym, że musisz przeprogramować swoje ciało i umysł tak, by przestało się czuć bezpieczne w tłuszczu, a zaczęło doceniać chudość. Kiedy to się uda, będziesz w stanie jeść niemal wszystko, bez stosowania żadnych diet. Ale, ale… za łatwo być nie może. Przede wszystkim musisz dostarczać ciału podstawowych składników. Bez nich, ciało wróci do starych przyzwyczajeń i będzie spalać nie to, co trzeba, pozbawiając cię zapasów niezbędnych do życia mikroelementów.

Ma to sens? Dla mnie ma. Ale to nadal jest dieta!

If dieting doesn’t work, what’s the answer? Simple: eat more real foods! What does this mean? Real foods are anything we ate prior to so-called civilization—before we learned how to “improve food” by processing it and packaging it to last forever. This includes live fruit, raw nuts and seeds, vegetables, salads (preferably organic), organic grass-fed meats, free-range chicken, and fish.

Kiedy Jon wymienił szczegółowo, co powinnam brać, stosować i podjadać codziennie, złapałam się za głowę: i jak jeszcze o tym wszystkim pamiętać? Nie, nie jest to niemożliwe, ale wymaga dużej systematyczności. I pieniędzy w sumie trochę też. Ale stosowanie pewnych produktów w dziennym pożywieniu to nadal jest dieta. Dieta, to nie jest tylko odejmowanie, ograniczanie i zabranianie. Dla niedowiarków: dieta «system odżywiania się polegający na dostosowaniu ilości i rodzaju pokarmu do potrzeb organizmu; też: w ogóle sposób odżywiania się» [słownikiem PWN]. Wychodzi na to, że pan Jon Gabriel zrobił wszystkich w bambuko 😀

Skuteczne przeprogramowanie nie polega tylko na odpowiednim sposobie odżywiania. Jego podstawą jest harmonia wewnętrzna i jakkolwiek new age to brzmi, jest to niezbędne, tak jak reset komputera od czasu do czasu. Trzeba zafundować sobie podobny reset od stresów i negatywnych myśli, czyli wirusów, Trojanów i ciasteczek (nomen omen! :D). Od tego właśnie mamy medytacje i wizualizacje, które proponuje “autor”.**

Jon zapewnia, że jeśli będziemy codziennie stosować jego trzy zasady, na pewno uda nam się schudnąć bez efektu jo-jo, a przy tym będziemy spokojniejsi i bardziej szczęśliwi. Te trzy elementy to:

  1. Never go a single day without adding the nutrients your body is starving for.
  2. Listen to my evening visualization or spend at least ten minutes a day practicing the visualization techniques I talk about in this book.
  3. Listen to your heart and to your body.

Pan Gabriel już w książce stara się przeprogramować ci mózg, po tysiąckroć powtarzając te same słowa. Tak, to chyba najbardziej irytująca wada tego poradnika. Podobnie jest z medytacjami, które proponuje się czytelnikowi. Powtarzane w nagraniu do znudzenia “I radiate love” może doprowadzić słuchacza do szewskiej pasji, zapominając zupełnie o harmonii, którą starał się osiągnąć. Ale może właśnie o to chodzi, żeby pracować nad tym, by nie doprowadzało do wściekłości? Trzeba się zresetować, przestać patrzeć na wszystko tak negatywnie, jak to ma miejsce w moim przypadku i… “promieniować miłość” 😀 😉 Nie śmiejcie się, ale… to chyba działa. Kiedy trzeciego dnia słuchałam o promieniowaniu miłością, już przecież wiedziałam, że usłyszę to zdanie 50 razy i nie denerwowało mnie to aż tak mocno. Nie, żebym w 3 dni osiągnęła zen, ale jakaś tam poprawa jest J Zaakceptowałam coś, co normalnie by mnie wściekało.

Z tym poradnikiem… Stek bzdur, powiadacie? Z jednej strony ja też tak myślę, ale… chyba dam tej metodzie szansę, choćby po to, żeby uspokoić własny zabałaganiony umysł. Nie wierzę, że dzięki tym zasadom uda mi się schudnąć, ale może chociaż podziała w kierunku relaksacyjnym i przeprogramuje mnie na pozytyw. Ciekawe, czy to pranie mózgu zda u mnie egzamin na dłuższą metę…

Stripping the essential nutrients from the foods we eat and then having someone sell them back to us piece by piece in tablet form is sad and ironic.


Podsumowując. Nie namawiam nikogo do zakupienia książki, stosowania metody Gabriela i uwierzenia we wszystko, co mówi Jon, ale jeśli chcecie się w to bawić to:

– czytajcie tylko książkę, bez zaglądania na stronę, bo może zniechęcić,

– nie oglądajcie filmików z Jonem, bo to już nie zniechęca, ale wręcz odrzuca (no chyba, że lubicie styl tele-shopping ;))

– możecie ściągnąć medytacje i wizualizacje Jona, ale ciężko będzie Wam to zrobić, bez wchodzenia na stronę, więc lepiej według mnie ściągnąć sobie jakiekolwiek inne pliki z medytacjami, tudzież słuchać bezpośrednio z youtube – efekt będzie ten sam – relaksacja i przeprogramowanie na pozytywne nastawienie.


A co Wy sadzicie o poradnikach? Czytujecie, lubicie, czy raczej stronicie od nich, tak jak ja?

Dalibyście szansę metodzie Gabriela?


*Pełny tytuł: “The Revolutionary DIET-FREE Way to Totally Transform Your Body” + link do polskiej wersji na lubimyczytac.pl: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/258102/jak-schudnac-bez-diety-metoda-gabriela-rewolucyjny-sposob-ktory-odmieni-twoje-cialo-bez-diety

**Autor występuje w cudzysłowie, bo nie jestem pewna ile tak naprawdę on sam napisał, a ile zostało stworzone przez zespół do trzepania kasy.

Advertisements

21 thoughts on “Nie cierpię nie cierpieć :/

  1. Jestem tak samo sceptycznie nastawiona do poradników jak Ty. Może gdyby jakieś zdarzenie w życiu popchnęło mnie do działania, to bym się przełamała, ale tak ogólnie… Nie. Sama myśl o medytacjach doprowadza mnie do wścieku 😛 Zaraz mi się też przypomina jak w gimnazjum mama chciała, bym spróbowała afirmacji i powtarzała sobie, że “rozumiem matematykę, umiem rozwiązać to zadanie” (gdy się bezskutecznie nad czymś z matmy głowiłam). Efekt był taki, że wkurzałam się jeszcze bardziej czując, że robię z siebie idiotkę wmawianiem nieprawdy 😛

    Ja jestem widać poradnikoodporna, ale nie zmienia to faktu, że Tobie życzę powodzenia i osiągnięcia równowagi w życiu 🙂 Z całego serducha!

    Like

    1. Powoli, powoli… może uda się przeprogramować moje nastawienie 🙂 Nie do poradników, to raczej nie zadziała i jest mi to niepotrzebne, ale do świata ogólnie, bo za dużo tych negatywnych emocji w moim życiu.
      Ale rozumiem doskonale co czujesz 😀

      Liked by 1 person

  2. Ja z tych sceptycznych, poradniki w takim entuzjastycznym amerykańskim stylu raczej mnie śmieszą, nie wkurzają. To chyba coś podobnego do tego, co ty miałaś: podejrzenie, że koleś robi sobie z nas jaja. Ale gdyby trafiła na poradnik z dziedziny, nad którą chciałabym popracować i byłby merytoryczny (nie tylko tele-shopping), chętnie bym spróbowała coś dla siebie z tego wyciągnąć. Bo to chyba jest kwestia targetu. Jeśli czujesz, że to coś dla ciebie, pójdziesz w to i będziesz zadowolona. Jeśli temat cię nie dotyczy, zaczniesz wietrzyć w tym tylko skok na kasę i pranie mózgu 🙂

    Liked by 1 person

    1. Ale tu też skok na kasę – ewidentny. I ja tego nie biorę – nie jestem szalona 😉 Ale kilka dobrych rad można z tego całego burdelu wyłuskać 😉
      Nadal nie cierpię poradników 😀

      Like

  3. Kolejna sceptyczka się zgłasza. 😉 Nie czytuję poradników, a cytaty/fragmenty, które widuję na blogach, często mnie bawią. Co nie znaczy, że się śmieję z odbiorców takich pozycji – przeciwnie: bardzo się cieszę, że to komuś pomaga i że w ogóle ludzie chcą pomagać innym. Na mnie niestety żadne rady nie działają. 😉 Poradników odchudzających akurat nie potrzebuję, bo choć jestem krępa (ten epitet chyba najlepiej oddaje mój wygląd, “pulchna” nie pasuje), podoba mi się to, jak wyglądam. 🙂

    Like

    1. Ja bym tu jeszcze dodała, że tego typu książki okropnie mnie nudzą.
      Fajnie masz, że lubisz to jak wyglądasz. Ja nie mogę się pogodzić ze zmianą i stąd te poszukiwania. Ale nie, nie mam zamiaru teraz rzucić się w stos książek o dietach, co to to nie 🙂 Jeden poradnik mi wystarczył, zapewne na kolejne 20 lat 😉

      Like

  4. Z poradnikami jest jak z filozofią – czytasz, cały wywód jest logiczny i sensowny, tyle że potem sięgasz po inny i zauważasz, że też się wszystko zgadza, choć teza przeczy tej zamieszczonej w pierwszej. A już amerykański styl jest nie do przejścia. Choć z drugiej strony nie przeczę, że czytuję od czasu do czasu, głównie te branżowe jednak, z dziedziny reklamy i marketingu, odchudzających nie muszę jako osoba cierpiąca na chroniczną niedowagę.

    Like

  5. Z poradnikami różnie bywa, lepiej zdać się na cudze opinie.. fakt, że w tym przypadku może być trudniej znaleźć doświadczone pod tym względem osoby…dlatego poradniki są czasem wyznacznikiem dobrej drogi…

    Like

  6. Poradniki trzeba po prostu czytać selektywnie i wyciaągać z nich tylko to, co jest nam potrzebne. Nie jestem wielką fanką poradników, ale myślę, że w wielu znajdzie się jakieś ziarenko prawdy. A to, że czasem sobie wzajemnie przeczą zupełnie mnie nie dziwi. Nie ma złotej metody – jednej dla wszystkich, więc musi być ich kilka, żeby każdy mógł sobie dobrać coś do własnych potrzeb.
    Pozytywne nastawienie do świata to zawsze coś dobrego. Trzymam kciuki, żeby się udało. 🙂

    Like

      1. Ja co prawda zasypiam dość szybko, za to w nocy budzę się wielokrotnie i mam koszmary. Za to odpowiada chyba stres, który sama sobie w głowę nabijam (nerwus jestem).
        Wyciszenie się tuż przed snem sporo pomaga, a nie potrzeba na to wiele czasu – 20 minut wystarczy. Jak chcesz to poszukam fragmentu na ten temat i Ci prześlę, tylko emaila podaj 🙂

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s