Stosiki

Ratujmy się, Książkoholicy!


Książki mają to do siebie, że lubią się rozmnażać. Może nie dokładnie tak, jak podejrzewałam w tym wpisie ;), ale każdy Książkoholik wie, że prędzej, czy później zabraknie mu na nie miejsca. W tajemniczy sposób stosy papierowych tomów powiększają się do niemożliwych rozmiarów, a my, Czytacze, znikamy w ich ilości, nie potrafiąc ogarnąć tej fali nawet wzrokiem. Jeśli jeszcze potrafisz się dokopać do pozycji, które kupiłeś, powiedzmy, dwa lata temu, a ze swojego stanowiska kanapowca widzisz drugi koniec pokoju, bez zasłaniających go stosów – jeszcze jest dla Ciebie szansa. Strzeż się zanim będzie za późno!

Mole książkowe ratują się na różne sposoby. Oto kilka przykładów:

  1. Głębokie półki, które skrywają, co najmniej po dwa rzędy tomów i jeszcze coś tam się wciśnie na górze każdego rzędu. Niech będą nawet na całą ścianę. Albo i wszystkie ściany. Ale niech to będzie jakiś wyznaczony limit.

     fe5f4f642227617537bc58ffba3c01f9

  2. Rozkładnie książek, gdzie się da, na podłodze, wszelkich półkach, szafkach, w każdym pomieszczeniu, nawet w łazience. (Choć w wielu domach książka łazienkowa to podstawa, u mnie np. zwykle leżą ze 2-3 obok wanny ;)) To nie jest najlepszy sposób. Stosy przewracają się i stanowią nie lada problem, gdy przychodzi do sprzątania.

  3. Obdarowywanie znajomych, sprzedawanie do antykwariatów lub na allegro tych mniej ukochanych tomów. Ale uwaga! Istnieje niebezpieczeństwo, że za każdą książkę, która wyjdzie z domu, wróci się z dwiema innymi. Takie przekleństwo.

     fa511d9fe75d84621ee207d042c0417f

  4. Ebooki! Kupowanie ebooków ma też taką wadę, że choć nie zabierają dużo miejsca, to w pewnym momencie również można się pogubić ile tego się już ma i zakopać się w niekończącej liście TBR. Ale, ale… książkoholik mimo zapchanego czytnika, nadal będzie chciał od czasu do czasu zakupić “prawdziwą” książkę, bo nie ma to jak fizyczna przyjemność z trzymania (i wąchania – dla koneserów ;)) pięknie oprawionego papieru z cieszącą oko okładką.

  5. Nie kupować! Tak, łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Tak całkiem zrezygnować chyba się nie da, ale można się ograniczyć. Proponuję wyznaczyć sobie jakiś limit miesięczny, a na dodatek przed zakupem każdej książki zadać sobie podstawowe pytanie: czy ja naprawdę potrzebuje tej książki? No dobra, powiesz, to było trochę głupie pytanie: oczywiście, że potrzebuję! Ale kiedy następnym razem odwiedzisz zupełnie przypadkowo napotkaną na drodze księgarnię (bezczelne! zwykle same wyrastają na trasie, nawet, gdy się idzie okrężną drogą ;)), zastanów się jeszcze raz i przemyśl:

  • Czy ktoś z domowników nie kupił już wcześniej tej książki? Może leży na półce (nawet w starszym wydaniu, ale treść przecież ta sama), tylko o tym zapomniałeś?
  • Czy nie lepiej w tym wypadku kupić ebooka? Taniej, wygodniej. (Oczywiście, inna sprawa przy specjalnych wydaniach, które kupuje się często właśnie dla wyglądu.)
  • A może Twoja przyjaciółka/przyjaciel posiada już tę książkę – przecież zawsze możesz pożyczyć.
  • Sprawdź dostępność w bibliotece. Nawet, jeśli nie ma jej w tej chwili akurat w Twojej filii, lub jest wypożyczona, możesz zarezerwować sobie kolejkę. Tudzież zasugerować ją na listę do kupienia przez bibliotekę.
  • Pomyśl o stosiku lektur na najbliższe tygodnie, jaki czeka na Ciebie w domu. Tym najbliższym, obok łóżka, z którego co najmniej 3 pozycję już zacząłeś czytać. Warto mu dokładać? Przecież się przewróci!
  • Jesteś pewna/pewien, że musisz ją przeczytać? Może to tylko reklama zasnuła ci oczy, bo okładka taka piękna, wszyscy o niej mówią i znajomy bloger polecał, ale tak naprawdę, to nie Twoja bajka i właściwie nie spieszy Ci się tak bardzo do tej tematyki.
  • Jeśli masz ograniczone fundusze, zastanów się, czy nie masz w planie kupna innej książki, która ma swoją premierę dopiero za parę dni. Może warto poczekać z szastaniem kasą?

6def47266eab45a2a69cf9ca9989d3dfTym sposobem zanim przemyślisz całą sprawę może się okazać, że już minąłeś księgarnię, albo zrobiło się tak późno, że spóźnisz się na obiad. Kiedy następnym razem będziesz przechodził przed witryną sklepu z wystawioną na niej pierwotnie najpotrzebniejszą książką – może już Ci przejdzie ta ogromna ochota na zakup.

Jeśli jednak nie uda ci się powstrzymać (co często deklarują beznadziejne przypadki książkoholizmu), podziel się zdjęciem stosu na blogu lub fejsie 😉 Przecież to prawie taka sama przyjemność jak czytanie zakupionych tomisk 😉

Advertisements

44 thoughts on “Ratujmy się, Książkoholicy!

  1. Z księgarniami nie jest jeszcze tak źle, patrzę i się ślinię, ale kupno książki trwa tyle, że jest czas, żebym odzyskała rozsądek. Ale księgarnie internetowe, zwłaszcza te z ebookami to jest największe zło i pokusa. Nie ma na nich mocnych! Pastwią sie nad biedną Ekrudą, perfidnie robią promocje! Powinni tego zakazać! 😉

    Like

      1. Hahaha! Kartki na książki! 😀 Toś wymyśliła 😀 Ale może to rzeczywiście jakiś sposób na ograniczenie. I zawsze można przehandlować od nieczytających, jak ewentualnie zbraknie 😉 Np. oddam nerkę za dwie kartki na powieści 😀
        Ale nie, w bibliotekach to już nie. To już za duży zamach na wolność czytelnika.

        Like

      2. To może działać na zasadzie buntu. Zakazany owoc zawsze lepiej smakuje i jak się ograniczy, lub zabroni czytania, to wzrośnie czytelnictwo.

        Wyobraź sobie te kryminały spod lady 😀 Romanse przemycane pod pazuchą, zawinięte w szary papier…

        Like

      3. Nerka za dwie kartki 😀 Przestań, mam tylko dwie nerki! Jedna kartka = jedna książka? I bum, pojutrze nie mam nerek 😦 Przecież ja już mam cztery książki które absolutnie muszę kupić! I trzysta, które chcę przeczytać i jak się trafi promocja, to i wątroby uszczknę.

        Like

    1. I to chyba dobre podejście: mało miejsca – mniej książek.
      Choć naprawdę kocham patrzeć te papierowe i są one prawie, że jedyną ozdobą mieszkania (nie cierpię wszelkich bibelotów i pierdół zbierających kurz), to zdaję sobie jednak sprawę, że muszę uważać, żeby nie przegiąć.

      Liked by 2 people

  2. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie da się nie utonąć 🙂
    Wobec powyższego ja oddałem część księgozbioru do biblioteki, kupuję mniej nowości (za to więcej nowości wypożyczam) i ponadto- co druga książka, którą nabywam, jest teraz w wersji elektronicznej.

    Like

  3. Świetny tekst! 😀 Część książek oddawałam kiedyś falami do biblioteki, więc pozostałe teraz nawet jakoś zmieściły mi się na regale (choć wcześniej były poupychane to tu, to tam). Tylko stwierdzenie, że “półki uginają się pod książkami” nabrało dla mnie ostatnio dosłownego znaczenia. I gdyby nie podparcie ich innymi książkami mogłoby być różnie. 😉

    Liked by 1 person

    1. Dziękuję :*
      Haha! Czyli nadmiar książek przydaje się do czegoś jeszcze 😀
      U mnie część leżała na krześle w jadalni, miałam oddać, ale kiedy przyszła nowa półka postanowiłam dać im jeszcze trochę u mnie pomieszkać. Oddam, jak znów zabraknie miejsca 😉

      Like

  4. Fajna notka 😀 Jak już kilkukrotnie chyba pisałam, ja ostatnio ostrożnie podchodzę do zakupów książek papierowych, bo niebezpiecznie zmniejsza mi się miejsce na regale, a nie mam przestrzeni na dodanie jeszcze choćby jednego, malutkiego regaliku 😉

    Od jakiegoś czasu nie kuszą mnie tanie książki w księgarniach. To znaczy jasne – jeśli zobaczyłabym tam coś, co od dawna chciałam przeczytać albo co zachwalał zaufany bloger, to pewnie bym kupiła. Ale już nie kupuję książek z koszy za 5 zł tylko dlatego, że są tanie, a opis brzmi w miarę ciekawie. W 90% przypadków to nie będzie fajna książka. Gdyby była taka super, to sprzedałaby się w cenie okładkowej albo gdy dali na nią -30%.

    Nawet, gdy zdarzy mi się nabyć za dużo książek (kupne, recenzenckie, z wymianki etc.), to potem co najmniej 1/3 (jak nie więcej) podaję dalej. Dużo jest takich rzeczy, które albo specjalnie nie zachwyciły albo całkiem się podobały, ale nie wrócę do nich drugi raz… Z tego powodu nie kupuję papierowych kryminałów. Albo je pożyczam z biblioteki albo wybieram e-booki. Choć nie powiem, jak zobaczyłam u Mroza takie ładne wydanie Nesbo, cyklu o Holem (w popielatych okładkach) to serducho mi drgnęło 😀

    Ogólnie – ostatnio zdecydowanie stawiam na jakość, a nie na ilość!

    Liked by 1 person

    1. Dziękuję :*
      Masz bardzo dobre podejście, ale do tego chyba dochodzi się dopiero po latach kolekcjonowania, prawda?
      Ja też staram się “nie zaśmiecać” biblioteczki, ale zdarza mi się kupić coś używanego, tylko dlatego, że przyciągnęła mnie okładka, a autora w ogóle nie znam. No ale w antykwariatach to już tak jet, że można trafić perełkę (patrz: “S” JJ. Abramsa i D. Dorst), jak i nic nie wartego Harlekina.

      Liked by 1 person

      1. Tak, chyba faktycznie takie podejście przychodzi z czasem 🙂 Kiedyś brałam prawie wszystko, co było tanie i z opisu wydawało się fajne, ale zawiodłam się tyle razy, że teraz jestem już sceptyczna i jak czegoś nie znam, to długo się waham, czy to brać. Niewykluczone, że straciłam przez to jakąś perełkę, no ale niestety trzeba się z tym liczyć.

        A antykwariaty to magiczne miejsca!

        Like

  5. Te dwa rzędy na półkach to pomysł z gruntu niefajny. Tak przynajmniej stwierdziły moje półki i teraz po jednym rzędzie książek szwęda się po całym mieszkaniu. I chyba też się w końcu wybiorę do najbliższej biblioteki. Z torbami. I tylko co zrobić z wygranymi książkami z autografem? Jakoś tak nagród nie potrafię się pozbywać.
    A księgarnię to ja mogę mijać w Oszołomie – tak duża, że uznaję, że nie mam czasu, bo do dom kiedyś wrócić trzeba. Ale te kilka książeczek w Lidlu czy Biedroni to można przejrzeć… i z którąś wrócić.
    A newsletter na Woblinku to też głupi pomysł. Nie ma tygodnia, żeby coś ciekawego się nie trafiło. I czasem przeglądam swoją półkę woblinkową i myślę – przecież ja już tę książkę kupowałam. Na pewno. Pamiętam… Rzeczywiście, tylko w innej księarni 😉

    Like

    1. Nagród z autografem o rzeczywiśc trochę szkoda. Ale nie mówię, że trzeba się wszystgo pozbywać 😉
      Z tymi dublami książek… Ja ostatnio kupiłam Kinga po raz drugi, bo zapomniałam, że kupiłam parę miesięcy wcześniej. Na szczęście na ngo zawsze znajdzie się ktoś ctny, więc się nie zmarnował 🙂

      Like

  6. Ja mam głęboki i wielki regał, robiony na zamówienie. Miejsca jeszcze jest trochę.
    Książek do przeczytania czeka tyle, że mogliby mnie zamknąć w domu na rok i nawet przy Twoim tempie czytania książek, nie przeczytałabym wszystkiego.
    Poza tym biblioteka! I jeszcze do tego tam, o zgrozo!, pracuję.
    Uzależnienie pełną parą, ale tak sobie tłumaczę, że to zawsze lepiej być uzależnionym od książek niż od innych środków odurzających. 🙂

    Like

    1. Ja myślę, że one się czają, na początku zamaskowane. Przyklejają sobie jakieś gałęzie, ubierają się na czarno… w zależności od otoczenia, a kiedy wyczują książkoholika (oczywiście, że one to wyczuwają! śmierdzi drukiem i papierem na kilometr!) to wkomponowują się miedzy budynki, jak gdyby nigdy nic. Ewentualnie tylko szyld wystawią, dla pewności, że nie przegapisz 😉

      Like

  7. Ooo, jakbyś pisała o mnie 🙂 Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyną osobą, która w księgarni dostaje podobnego świra jak wiele kobiet w czasie wyprzedaży w sklepach z ciuchami.

    Mój ‘problem’ pogłębia bliska znajomość z pracownikami księgarni w miejscu pracy. Często do nich wpadam, mam zniżki. Do tego świetnie wiedzą, co mnie interesuje i wystawiają “przypadkiem” nowości w witrynie lub innym widocznym miejscu, a gdy pytam, czy coś mają, to od razu zamawiają. No i jak się oprzeć? A już rabaty na Dzień Książki – koniec świata!

    Ostatnio, gdy tylko pojawi się coś ciekawego lub przeczytam zachęcającą recenzję, zapisuję sobie w telefonie i jakiś czas później sprawdzam, czy jest w bibliotece. Na szczęście mieszkam w dużym mieście, więc właściwie większość pozycji łatwo dostać. Poza tym wypożyczanie mobilizuje do czytania zamiast odkładania na półkę.

    Moja selekcja przed kupnem jest właśnie taka:
    1. czy można wypożyczyć
    2. czy ktoś ją przeczyta poza mną (często z mamą wymieniamy się książkami)
    3. ile razy zamierzam ją przeczytać

    Są takie pozycje jak albumy, przewodniki, książki o górach i architekturze – nigdy ich sobie nie mogę odmówić 😀

    Like

    1. Albumy są drogie, ale zdecydowanie warto mieć, bo to też jak pamaiątka, do której wraca się wielokrotnie później, czyli też inwestycja na stare lata. I na pewno nie tylko Ty skorzystasz.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s