Pingerowy Klub Książki · Recenzje

“Dallas ‘63” Stephen King

Żyć w przeszłości to trochę tak, jakby żyć pod wodą i oddychać przez rurkę.

Zalecane wprowadzenie w nastrój za pomocą tego fragmentu:

Niech już na wstępie rekomendacją będzie, że “Dallas ’63” Stephena Kinga (oryginalny tytuł: “11/22/63”) została drugą, (po absolutnie prze-genialnym “To”) moją ulubioną książką mistrza. Wydana w 2011 przenosi czytelnika do lat ’50-’60 dwudziestego wieku i sprawia, że czuje się on tam doskonale. Nagrodzona m.in.: 2011 Los Angeles Times Book Prize for Best Mystery/Thriller, the 2012 British Fantasy Award for Best Novel, the 2012 Locus Award for Best Science Fiction Novel.*


Jake Epping jest 35-letnim nauczycielem w szkole średniej i wiedzie całkiem spokojne, pozbawione większych emocji życie. Może właśnie dlatego, że nigdy nie było mu dane zaznać wielkich przygód, zgodził się na szaloną wyprawę – podróż w czasie. Właściwie, to został “wrobiony” w sytuację bez wyjścia przez umierającego przyjaciela. Obiecał mu, że spróbuje przedostać się przez portal zwany Króliczą Norą, do 1958 roku, by zapobiec zabójstwu JFK. Dlaczego do tego roku? Bo tylko tam, do tego czasu i miejsca może go przenieść portal, w spiżarni starego baru na kółkach Ala. Al sam próbował zmienić bieg historii, ale przeszłość jest uparta i nie lubi być zmieniana. Nie udało mu się, a na dodatek zapadł na śmiertelną chorobę i teraz już nic nie może zrobić. Plus, (a jednocześnie minus) jest taki, że każda podróż przez portal kasuje to, co wcześniej się osiągnęło lub schrzaniło. Teraz kolej na Jake’a.

Kliknij w zdjęcie po źródło

Ale Jake nie ma zamiaru siedzieć od 1958 do ’63 w oczekiwaniu na moment zagrożenia dla byłego prezydenta. Postanawia uratować jeszcze kilka innych żyć, nawet kosztem tego, że sam zostanie mordercą. Nie będzie łatwo, bo przeszłość jest naprawdę mocno przywiązania do wymyślonych przez siebie rozwiązań i bardzo nie lubi, kiedy ktoś jej bruździ. Zwłaszcza ktoś z przyszłości, kto zna skutki pierwotnych wydarzeń.

Nie oglądaj się za siebie, nigdy nie oglądaj się za siebie. Jak często ludzie mówią to sobie po doświadczeniu, które jest wyjątkowo dobre (albo wyjątkowo złe)? Często, jak sądzę. I rada ta zwykle jest ignorowana. Ludzie są stworzeni do tego, żeby oglądać się za siebie; po to mamy ten staw obrotowy w szyi. Przeszedłem pół przecznicy i odwróciłem się, przekonany, że będą za mną patrzeć. Ale nie. Wciąż tańczyli. I dobrze.

Co do sprawy Johna F. Kennedy’ego to Jake będzie miał sporo czasu by przyjrzeć się jego mordercy Lee Oswaldowi. A może któraś z wielu teorii spiskowych jest prawdą i to nie Oswald zabił prezydenta? Może był tylko pionkiem, kozłem ofiarnym, jak twierdził sam Oswald. Jake, teraz pod przybranym imieniem – George Amberson, musi dokładnie prześwietlić Lee i jego otoczenie, by mieć pewność, że nie zlikwiduje niewłaściwej osoby.

Stephen King bawi się umysłem czytelnika rozciągając go na wszystkie strony, sprawdzając, jak bardzo jest elastyczny. Przyznam, że taka gimnastyka bardzo dobrze mi zrobiła, otworzyła oczy na pewne sprawy, uwrażliwiła na inne, sprawiła nawet, że zapłakałam ze trzy razy, co przy czytaniu książek niezbyt często mi się zdarza (bardziej wzruszała jestem na filmach, bo działają na mnie obrazy innych, plączących ludzi).

Czytając książki, których akcja toczy się przeszłości, sami przenosimy się w tamte odległe miejsca. Jednak tu jest inaczej. Tutaj mamy opisaną ze szczegółami, (choć bez fajerwerków) prawdziwą podróż do Ameryki lat sześćdziesiątych. Jeszcze żadna książka, podejmująca tematykę przenoszenia się w czasie nie sprawiła, że czułam się naprawdę jakbym wsiadła w wehikuł i nagle znalazła się w poprzednim wieku. King opisał Amerykę lat ’50 i ’60 w taki sposób, w jaki jeszcze nie udało się żadnemu z czytanych przeze mnie autorów. Według mnie zawdzięcza to porównaniom z teraźniejszością, doświadczeniem i oczytaniem głównego bohatera oraz obyczajowym charakterem powieści. Jake nie pojawia się w ’58 na chwilę, by tylko podziwiać, jak żyło się kiedyś, ale staje się jego częścią. Zamieszkuje w kilku mniejszych i większych miastach, poznaje ludzi, zaprzyjaźnia się, a nawet zakochuje. Wiedzie zwyczajne życie, tyle, że w przeszłości, z wiedzą z wieku XXI, oraz z bardzo ważną misja, na której musi oprzeć swoją egzystencję w nowym-starym świecie. Ale zupełnie nie odczuwa się tu tymczasowości i to chyba jest największy sukces Kinga w tym wypadku. Stworzył powieść fantastyczną, historyczną, obyczajową i sensacyjną w jednym. Nic dziwnego, że takie przybrała rozmiary (684 strony).

Opór wobec zmiany jest proporcjonalny do tego, jak bardzo przyszłość może się zmienić wskutek danego czynu.

Moje ulubione fragmenty to te, gdy Jake przeprowadził się do niewielkiego, sympatycznego miasteczka – Jodie. Tam dostaje posadę nauczyciela, prowadzi kolko teatralne i wiedzie względnie normalnie życie. Można by powiedzieć, że nawet “zapuszcza korzenie”, gdyby nie świadomość, że będzie musiał popełnić morderstwo, a potem najprawdopodobniej wrócić do 2011 roku, choćby z obawy przed więzieniem. A co, jeśli tu mu się naprawdę spodoba?

Jedyne zastrzeżenie, jakie miałam to: a co z moralnością? Jak wiecie, Jake ma zabić. Jako normalną osobę ze zwyczajną przeciętną moralnością, (jeśli moralność może być przeciętna ;)), powinny nim targać wyrzuty sumienia. Jake przez chwilę zastanawia się, czy to zrobić, ale stawia na szali dobro i zło tego świata i na tej podstawie wychodzi mu dość prosty rachunek: jeśli dowiedzie, że Oswald jest winny – zabije go. Na tym właściwie kończy się dyskusja o odczuciach głównego bohatera i to jest to, czego mi odrobinę brakowało. To jedyne zastrzeżenie, jakie mam do tej genialnej powieści. Co prawda niektórzy mogliby powiedzieć, że jest trochę przegadana, jednak dla mnie było bardzo dobrze i nic a nic się nie nudziło. Po raz kolejny King udowodnił, że jest mistrzem w swoim fachu.


Fanów autora ucieszy na pewno fakt, że główny bohater “Dallas ’63” zawita na trochę w Derry. Spotkamy tam kilka znajomych osób, usłyszymy historię Pennywise’a, zwiedzimy miejsca z “To” i innych książek, których fabuła umiejscowiona jest w tym niewielkim miasteczku w stanie Maine, (o którym pisałam tutaj: DERRY). Pojawi się też Plymouth Fury z 1958, ale na szczęście nie tak krwiożerczy jak moja ukochana, pamiętna “Christine”. Znawcy twórczości Kinga na pewno znajdą więcej nawiązań do innych jego utworów. W końcu ja przeczytałam ich dopiero nie więcej jak 15 J

Ku mej radości trwają prace nad adaptacją “Dallas ’63”. Będzie to mini serial, w którym główną rolę zagra James Franco.

Proszę, och, proszę, nie spieprzcie tego tak jak “Under the Dome” L

Dodatkowo, King zainspirował powstanie tego wpisu: EFEKT MOTYLA.

Advertisements

29 thoughts on ““Dallas ‘63” Stephen King

  1. O tak, King kocha nawiązywać do swoich powieści w kolejnych książkach 🙂 Taki fajny myk, jeśli ktoś lepiej zna jego twórczość. Też nieraz coś wychwycę, ale na pewno wielu takich wstawek jeszcze nie ogarniam, w końcu tyle dzieł Króla przede mną! I wiesz co? Cieszę się, że tak jest 🙂 A “Dallas ’63” to, póki co, również moje TOP 3, jeśli chodzi o tego autora.

    Liked by 1 person

  2. Mnie się chyba najbardziej podobał “Sklepik z marzeniami” z tego co czytałam, ale widzę, że po “Dallas 63′” Muszę sięgnąć – i to jak najszybciej, bo już od dawna o tym myślałam, a Twoja recenzja tylko mnie upewniła 😀

    Like

  3. “Christine” to również jedna z moich ulubionych książek Kinga. Ilekroć czytam Kinga, próbuję uchwycić ten moment, w którym zatracam się w fabule i nie pamiętam o niczym. Chciałabym się dowiedzieć, jak On to robi, ale przegapiam ten moment. Orientuję się zawsze po fakcie, gdy jestem już “wciągnięta” 😉

    Like

  4. Już nieraz słyszałam, że Dallas to jedna z najlepszych książek mistrza. Tylko taki wielki klocek, że kiedy ja mam to przeczytać? Dobrze, że idzie jesień, wtedy zawsze jakoś wpadam w czytelniczy nastrój 😉

    Like

      1. Dallas ’63 daje wskazówkę, gdzie leży Derry. Pierwszą dość dokładną wskazówkę. Kiedy Amberson/Epping jedzie pierwszy raz do Derry, po przejechaniu przez Newport jedzie jakieś 30 km, czyli 20 mil, na północ drogą numer 7. Wg GoogleMaps trafiłem do… Dexter, Maine. Nie ma strumienia Kenduskeag, i leży nad jeziorem, ale…
        Rewelacyjna książka, mimo kilku błędów. To zaczytadło – jestem w stanie zdjąć ją z półki i otworzyć na dowolnej stronie, tak, jakbym skończył na niej czytać parę minut wcześniej.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s