Recenzje

„Dzieci drzewa jakarandy” Sahar Delijani

Była teraz obca, otoczona ludźmi widzącymi w niej wroga, którego należy ujarzmić i pokonać. Samo jej istnienie wydawało im się zagrożeniem dla ich władzy, dla ich zrozumienia, co dobre, a co złe, moralne i niemoralne. Ci ludzie pogardzali nią, bo nie chciała uznać ich racji za własne, te, o które walczyła. Była dla nich nieprzyjacielem, bo nie wierzyła, że ich Bóg ma odpowiedzi na wszystkie pytania.

Ta piękna kobieta na zdjęciu to Sahar Delijani, autorka Dzieci drzewa jakarandy
– debiutanckiej powieści opartej na prawdziwych historiach, z których jedna należy również do niej samej. Rodzice Sahar spędzili kilka lat w irańskim więzieniu, za opór przeciwko reżimowi islamskiemu. Kiedy tam trafili, matka Sahar była w ciąży. To właśnie w teherańskim więzieniu, w roku 1983 urodziła się autorka książki.

Dzieci drzewa jakarandy rozpoczyna się podobną sceną, jaka przydarzyła się matce Sahar. Azar, główna bohaterka pierwszej części, gdy zaczyna rodzić, przetransportowana zostaje do więziennego szpitala. Tam jej jednak nie chcą, i w bólach, pod kuratelą tzw. siostry (strażniczki więziennej) musi udać się dalej, do innego szpitala. Tam też nikt nie przychodzi jej z pomocą, bo najpierw przesłuchanie…


Przesłuchujący ją mężczyzna wierzy, że w tym bólu i strachu Azar “wyrwie się” coś, czego wcześniej nie powiedziała. Kobieta ostatnim wysiłkiem pilnuje, by nie zmienić ani jednego szczegółu swoich zeznań, co do swoich wcześniejszych wypowiedzi. Każda maleńka choćby zmiana może prowadzić do dalszych pytań, tortur, a nawet śmierci niewinnych ludzi.

Poród był bardzo ciężki, a Azar krwawi wewnętrznie. Lekarka próbuje zatrzymać kobietę przynajmniej na dwa dni w szpitalu, w obawie o infekcje, jednak siostra jest bezlitosna i natychmiast zabiera matkę i dziecko z powrotem do więzienia.

To nie było miejsce dla dzieci, ale idealne, by trzymać w nim matki. Żeby pokazać im, jak niewiele znaczą. Bo trudno być kimś, kiedy nie ma nieba, w które można patrzeć.

W celi wielkie święto. Współwięźniarki w miarę swoich możliwości wyczyściły pomieszczenie, same odziały się schludniej niż zwykle i z wielkimi uśmiechami na twarzy przywitały koleżankę i maleństwo. Każda chciała dotknąć małej Nedy, powdychać ten niezwykły zapach, jaki mają niemowlaki, potrzymać, przytulić, choćby przez chwilę. Promyk nadziei w tym strasznym, przepełnionym bólem i krzykiem miejscu.

Neda najbardziej lubiła historię o swoich narodzinach, którą matka przedstawiała z emfazą, gestykulując dużymi dłońmi, opisując Nedzie jej śmieszne nastroszone włoski, wielkie czarne oczy, którymi lustrowała wszystko przenikliwie niczym dyrektorka szkoły. Mówiła, że swoją ciemną karnacją przypominała biedroneczkę. Neda wyobrażała sobie siebie troskliwie opatuloną, otoczoną kobietami wyciągającymi do niej ręce i otwierającymi przed nią swoje stęsknione serca.

– Nie miałaś jednej matki – mawiała Azar – ale trzydzieści.

I Neda czuła, że robi jej się przyjemnie ciepło w środku na myśl, jak bardzo była kochana, jaka potrzebna. Myślała, że jako dziecko miała szczęście. Co za urocza historia przyjścia na świat!

Jednak w miarę jak dzieci rosły, opowieści więzienne robiły się powoli mniej barwne i wesołe, tak jakby matka zdecydowała, że teraz dzieci muszą poznać prawdę albo przynajmniej drugą stronę medalu.

– Bo wszystkie tamte historie to też prawda – podkreślała Azur – ale nie cała.

Ale to tylko jedna z historii okresu irańskiej rewolucji islamskiej, w książce znajdziecie ich więcej. Opowieści robią spore wrażenie, jednak nie martwicie się, nie ma tu mocno drastycznych szczegółów, które co wrażliwszych odciągnęłyby od lektury. Wspomnienia przytaczane są między innymi przez dorosłe już dzieci osób, wobec których stosowane były represje w tym czasie. Często półsieroty, lub po prostu sieroty społeczne, pozostawione pod opieką krewnych, gdyż ich rodzice odbywali karę w więzieniach. Nie wszyscy z nich wrócili… A ci, co wrócili…

Nie jest łatwo matce, której dziecko odsuwa się od niej i płacze, bo przecież nie zna tej pani. I szybko wtula się w ramiona babci, lub cioci, bo to one stanowią dla niego dom i bezpieczeństwo.

Jak wiele mogą zdradzić z pobytu w więzieniu? Czy już jest bezpiecznie? Czy dzieci zrozumieją?

W tej opowieści nie można też zapomnieć o krewnych, którzy zaopiekowali się nimi. Bywało tak, że poświęcali dla nich własne szczęście i przyszłość. Tak było z Lejlą, która porzuciła narzeczonego, bo musiała pomóc matce zająć się trojką siostrzeńców. Pokochała te dzieci szczerze, jak swoje. A co jej pozostało, gdy wrócili ich rodzice?

Życie w więziennych murach nie było inne od tego na zewnątrz. Wszyscy nosili w sobie lęk, jak kajdany, wlekli go za sobą ulicami, w cieniu smutnych, cudownych gór. I już nawet o tym nie wspominali. Strach stał się czymś nieuchwytnym, niewysłowionym. I rządził nimi, niewidzialny, wszechwładny.

W książce zaznaczyłam mnóstwo cytatów, ale jakbym chciała wszystkie przytoczyć, zabrakłoby miejsca na jakikolwiek inny tekst. A może właśnie tak powinnam była zrobić? Bo te fragmenty mówią same za siebie. I tak Was z tym zostawię. Sami zdecydujcie, czy warto sięgnąć po Dzieci drzewa jakarandy.

Za książkę bardzo dziękuję Tommy’emu z bloga samotnia1981.blox.pl J

Advertisements

17 thoughts on “„Dzieci drzewa jakarandy” Sahar Delijani

  1. Przypomniałaś mi tą recenzją o “Uśpionym głosie”. Inne czasy, inny kraj, inne oskarżenia, ale w pewnym sensie podobna sytuacja kobiet w więzieniu i dzieci, które tam przyszły na świat. Chyba podobnie mnie poruszyła jak Ciebie książka Sahar Delijani.

    Like

    1. Wygooglałam sobie i kojarzę okładkę, ale zupełnie nie kojarzy się z taką historią według mnie. Muszę się temu bliżej przyjrzeć. Tym bardziej, że Hiszpania… 🙂

      P.S. Obejrzałam Bosaków. Miałaś rację 🙂

      Like

      1. no wlasnie mi te Hunger Games jakoś średnio podeszły.. tzn pierwszą część przeczytałem ale później już dałem sobie spokój.. nie pamietam juz dlaczego.. tak z Niezgodną Roth też było.. ale tam dwie części przeczytałem.. przy czym pierwsza była super 😀

        Like

      2. Niezgodnej nie czytałam, jakoś czułam, że to ie dla mnie. A już sam tytuł! Blee 😦
        Do Harrego zaś mogę wracać cały czas, a Hunger Games całość przeczytałam dwa razy 🙂

        Liked by 1 person

      3. Ja całość pochłonęłam w moment po tym jak kolega przyniósł książki na jakiejś imprezie u nas w domu i nakazał przeczytanie 🙂 A potem ten kolega sprezentował mi całą trylogię po polsku, własną, bo sam sobie kupił po angielsku 🙂 Więc przeczytałam jeszcze raz, bo akurat drugi film się zbliżał, a ja chciałam sobie przypomnieć. Przed następnym filmem raczej nie przeczytam, bo to już chyba teraz, niedługo, ale na pewno to zestaw, którego raczej się nie pozbędę i będę do niego wracać zarówno książkowo, jak i filmowo.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s