Recenzje

“Pan Mercedes” (Bill Hodges #1) Stephen King

Większości ludzi w dzieciństwie zakłada się Ołowiane Buty i muszą je nosić przez całe życie. Te Ołowiane Buty to inaczej SUMIENIE. Ja go nie mam, więc mogę szybować wysoko ponad głowami Zwyczajnego Tłumu.


Kim jest Pan Mercedes? To człowiek (i tu zawahałam się, czy to rzeczywiście odpowiednie słowo), który pewnego ranka, wjechał w tłum ludzi w kolejce do wejścia na targi pracy. Zabił 8 osób, wielu ranił. I słuch po nim zaginał. Jak to możliwe, że dotąd nie udało się go złapać? To największa porażka detektywa Bila Hodges’a, który jest teraz na emeryturze i kompletnie nie wie, co z robić ze swoim życiem. A może decyzję pomoże podjąć mu broń ojca, którą czasem, w akcie desperacji przystawia sobie do skroni?

O Panu Mercedesie, jak okrzyknęła go prasa i telewizja, nie wiadomo prawie nic. Zniknął tak szybko, jak się pojawił, pozostawiając po sobie ból, żałobę, wściekłość i niezrozumienie. I maskę klauna, dobrze wcześniej wydezynfekowaną silnym wybielaczem. Sam nie mógł uwierzyć, że udało mu się uciec. Jego misterny plan zadziałał, mógł wrócić do codziennych zajęć, zwyczajnej pracy, matki alkoholiczki. Ale teraz był szczęśliwy. Z radością śledził, co mówią na jego temat w mediach, oglądał urywki z pogrzebów. Nie planował kolejnego zamachu, tamten mu wystarczył. Tym razem miał zamiar skupić się na jednostkach, a nie tłumach. Już wkrótce odezwał się do byłego detektywa Hodges’a i zaprosił go do chat-roomu Pod Niebieskim Parasolem Debbie.

Brady nigdy nie miał przyjaciół, posiadanie przyjaciół jest niebezpieczne, ale wie, czym są dla innych: protezami dla ego. Emocjonalnymi siatkami bezpieczeństwa. Kiedy jest ci źle, do kogo się zwracasz? Oczywiście do przyjaciół, a przyjaciele mówią rzeczy w rodzaju: “Ojej” i “Głowa do góry”, i “Jesteśmy z tobą”, i “Chodźmy na drinka”.

Jak możecie się domyślić, nasz emerytowany policjant zaraz zacznie węszyć i zaangażuje się w sprawę. Tak bardzo chciałby znaleźć tego zwyrodnialca, że posunie się do kilku mniej rozważnych kroków. Kto będzie musiał za nie zapłacić? Paradoksalnie to dzięki Panu Mercedesowi Bill odzyskał siły i przestał myśleć o samobójstwie.

Słyszałam wiele głosów, że Pan Mercedes to marna książka. Jak na Stephena Kinga, jedna z jego słabszych. Że szału nie robi, a to tylko taki sobie zwyczajny kryminał. Głosów było mnóstwo, ale ponieważ bardzo lubię Mistrza, nie zniechęciły mnie do przeczytania książki. Chciałam sama sprawdzić, o co chodzi. I cieszę się, że to zrobiłam, bo wyjątkowo, miło się zaskoczyłam. Powieść mocno wciągnęła i naprawdę bardzo mi się podobała. Z wielkim zaciekawieniem śledziłam losy wszystkich bohaterów, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Cieszyły mnie przemyślenia mordercy, bawiły sceny z Holly – lekko zwichrowaną starą panną, która na późniejszym etapie angażuje się w tropienie zbiega.

Zgrzyty? Były dwa.

  • Okropna scena łóżkowa i w ogóle jakaś taka absurdalna sytuacja z nową kochanką Billa, zachwyconą jego lekko podstarzałym ciałem.
  • Język, jakim posługuje się Jeremy. Okropny! Wiem, że to był celowe, że Jeremy w ten sposób sobie żartował, ale w polskim tłumaczeniu wyszło to wyjątkowo niezgrabnie i trochę żałowałam, że jednak nie przeczytałam wersji angielskiej. Zapewne trudno było przetłumaczyć ten dziwny dialekt, dlatego nie twierdzę, że tłumaczenie w ogóle było złe. Mam zastrzeżenia tylko wobec tych właśnie dialogów, w których występuje czarnuch Jeremiego.

Za to za największą zaletę tej powieści uważam postać tytułowego Pana Marcedesa. King genialnie opisał ten czarny charakter, uwzględniając jego przemyślenia na temat zbrodni, sumienia, czy konsekwencji. To, jak działa zwyrodniały umysł, co nim kieruje, co zachwyca, a co odrzuca. Jeśli lubicie takie psychologiczne smaczki z wejściem do wnętrza skażonego umysły, to będzie to książka dla Was.

Opiera największy nabytek o ścianę garażu. Potem wchodzi do domu, na krótko przystaje w kuchni, żeby powęszyć (jeszcze nie czuć smrodu rozkładu, przynajmniej na razie), i schodzi do centrum kontroli. Wypowiada magiczne słowo, które uruchamia rząd komputerów, ale tylko z przyzwyczajenia. Nie czuje potrzeby, żeby zajrzeć Pod Niebieski Parasol Debbie, bo nie ma nic nowego do przekazania tłustemu eksgliniarzowi. Ta część jego życia również się skończyła. Spogląda na zegarek, widzi, że jest wpół do czwartej po południu, i oblicza, że tłustemu eksgliniarzowi zostało mniej więcej dwadzieścia godzin życia. Jeśli naprawdę ją posuwasz, detektywie Hodges, myśli Brady, radzę zamoczyć knota, dopóki jeszcze możesz.


Pogoń za mordercą trochę mi się kojarzyła z Bezsennością, gdzie też mamy starszego pana (dużo starszego od Hodgesa), ale nie policjanta, tylko takiego sobie zwyczajnego mieszkańca. Analogicznie, jest tu też romans, który pobudza do życia oraz wspomniana pogoń za czymś, która staje się “być, albo nie być” głównego bohatera. Po pełną recenzję Bezsenności zapraszam TUTAJ.


Jestem gdańszczanką, kocham Trójmiasto, więc również Sopot jest mi bliski i mocno wstrząsnęło mną, gdy usłyszałam o tym, co stało się na sopockim Monciaku w zeszłym roku. Podobnie, jak w powieści Kinga, szaleniec wjechał samochodem w tłum ludzi. Na szczęście nie było żadnych ofiar śmiertelnych, za to wiele osób zostało rannych. Mężczyznę udało się złapać, ale… szybko załatwił sobie tzw. żółte papiery.

Czasem trudno stwierdzić, czy lepszy jest real, czy fikcja L

Advertisements

16 thoughts on ““Pan Mercedes” (Bill Hodges #1) Stephen King

  1. Pan mercedes zapowiada się ciekawie, ale przyznam Ci się, że mam wielką chęć poczytać starsze tytuły Kinga i nawet poczyniłem już ku temu odpowiednie kroki zaopatrując się w kilka tytułów:) A na Pana Mercedesa chyba musi przyjść u mnie odpowiedni czas:)

    Like

      1. Hehe, no akurat tego tytułu nie wziąłem pod uwagę w pierwszym powrocie do literatury Kinga:) Ale na pewno “To” się znajdzie gdyż King otrzymał u mnie zielone światło na jeśli nie wszystkie to praktycznie na większość tytułów, które będę stopniowo czytał:)

        Liked by 1 person

  2. Nie wiem o co chodzi z tą “ogólną opinią” (chyba o to, jakie kto opinie czyta), bo ja zetknęłam się raczej z dobrymi, a osobiście książka bardzo mi się podobała. Jeden z lepszych kryminałów. Co komu leży…

    Like

  3. Musze nadrobić, bo czytałam “Znalezionie nie kradzionie”, tam też było troszkę języka Jeremiego, ale boję się tej pierwszej części! Wszędzie naczytałam się niepochlebnych opinii, więc nie wiem, czy warto tracić czas. 😦

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s