Recenzje

“Okup krwi” (Herbert Kruk #1) Marcin Jamiołkowski

To był mój drugi warsztat. O ile szycie było moim dość nietypowym hobby, o tyle magia była moją pasją. Wbrew pozorom oba zajęcia miały ze sobą wiele wspólnego: pierwsze pozwala mi łączyć ze sobą kawałki materiału, aby stworzyć coś potrzebnego, za to magia daje możliwość łączenia ze sobą fragmentów rzeczywistości.

Podkowa Leśna, niewielkie miasteczko pod Warszawą. To tu Herbert Kruk, mistrz krawiectwa ma swój zakład i tu mieszka. Nie ma zamiaru przenieść się do Warszawy, do swojej narzeczonej, bo tutaj mu dobrze, a w Warszawie… nie ma magii. Dawno temu magia uciekła z tego przeklętego miejsca. Dlaczego? Tego, oczywiście dowiecie się w z książki Marcina Jamiołkowskiego Okup krwi.

– Nazywam się Gerhard Schrödinger – powiedział gość.

Kim, u licha, jest ten typ zastanawiał się Herbert, kiedy dziwak pojawił się w jego progach. Mężczyzna nie kazał długo czekać na odpowiedź. Okazał się czarodziejem i to o wiele potężniejszym niż nasz bohater.

Zanim jednak się odezwałem, strzeliły czalarmy. Zawsze miałem problem z określeniem warunków brzegowych więc albo odpalały za późno, albo za wcześnie. Aby wyregulować je dokładnie, trzeba uwzględnić słowa kluczowe padające podczas rozmowy, określić nastrój osób w pobliżu, ich zachowanie. Tym razem najsilniejsze z nich walnęły prosto w mojego gościa. Przestraszyłem się – najsilniejsze mogły Gerharda spalić na popiół. Wyobraziłem sobie przez moment zwęglone zwłoki i siebie wrzucającego do rzeki dywan obciążony kamieniami.

Herbert znalazł się w potrzasku. Ktoś więził jego ukochaną i bestialsko ją oszpecił (Herbertowi przysłano jej ucho). W zamian za jej uwolnienie, mag miał dostarczyć do Warszawy pewną magiczną paczuszkę. Nawet, jeśli teraz wydaje się wam to trochę dziwne, uwierzcie, później wszystko nabierze sensu i poukłada się w jedną całość.

Ale to nie wszystko, co czeka naszego krawca. Gnany strachem o ukochaną Melanię, wyrusza, w wydawałoby się, niedaleką podróż do Warszawy (około 20 km). W normalnych warunkach, nie zajęłoby mu to dużo czasu, jednak ktoś bardzo nie chce, aby tam dotarł.

Akcja: Autor szybko przechodzi do rzeczy, nie bawiąc się w przydługie wstępy. Akcja rozwija się już po kilku stronach i nie zwalnia niemal do samego końca. Dużo się dzieje, jest sporo niespodziewanych zwrotów i kilka utartych schematów, które jednak nie wieją nudą, a raczej pozwalają na mały komfort czytelniczy.

Humor: Początkowo myślałam, że to będzie taki sobie lekki, subtelny dowcip wpleciony w treść. Myliłam się. Nie jest ani trochę subtelny. Okazało się jednak, że cała powieść jest wręcz nim usiana, co niektórych może odstraszyć, (ale nie mnie! ;)). Pamiętacie Myrona Bolitara, agenta sportowego i prywatnego detektywa z powieści Harlana Cobena? Przez błazenadę Herberta odniosłam wrażenie, że jest on całkiem niedalekim krewnym Myrona. Podobnie niewyparzony język, łatwość wpadania w największe kłopoty, a przy tym brak zdolności utraty ciętego dowcipu nawet w najtrudniejszej sytuacji.

Magia: Ta, w powieści Jamiołkowskiego przybiera pięknie skrojone na miarę ubranko (w końcu szyta przez krawca), a jednocześnie bywa brudna, ohyda, pełna krwi, zemsty i okrucieństwa. To bardzo dobra, choć skomplikowana mieszanka.

Kierowca odwrócił się do mnie i wreszcie zobaczyłem jego twarz. Najzupełniej normalną twarz. To znaczy, byłaby normalna, gdyby miał oczy. W ich miejscu wiły się robaki.

– Pan Schrödinger p-pyta, czy będzie p-pan o czasie. To znowu nie zabrzmiało jak pytanie. Rzuciłem się na niego. Złapałem za szyję, ale nie natrafiłem na żaden opór. Palce zapadły się, poczułem pod nimi coś oślizgłego, wijącego się pękającego pod naciskiem. Kierowca rozpadał się w rękach. Na tysiące, miliony robaków. Tłuste czerwie wypełzły z ust, głowa pochyliła się i kiedy szyja nie mogła już jej utrzymać, roztrzaskała się o kierownicę. Na podłogę wysypały się pająki o grubych odwłokach i włochatych odnóżach. Cofnąłem ręce, ale miałem wrażenie, jakbym zanurzył je w mazi. Jego ciało zaczęło się zapadać. Dłonie jeszcze chwilę wcześniej trzymające kierownicę zgniły w oczach. Fetor był nie do wytrzymania.

Romans: I jest, i go nie ma 😉 Herbert opowiada o swojej Melanii, ale nie narzuca nam swoich wielce romantycznych, różem zabarwionych wizji. Daje się wyczuć lekki flirt z inną bohaterką, ale nie będzie to ani przesłodzona historyjka, ani “szybkie hop do łóżka”, czyli jest pełna akceptacja z mojej strony 😉

Narracja: Pierwszoosobowa, co pozwala na lepsze poznanie bohatera i zgłębienie nie tylko jego czynów, ale też tego, co myśli i czuje. Herbert Kruk opowiada o wydarzeniach na bieżąco, od czasu do czasu wracając myślami do przeszłości.

Gapiłem się to na pudełko, to na Schrödingera, niepewny, co mam zrobić. – Śmiało – rzucił drwiąco – proszę zajrzeć. Jego początkowa grzeczność ulotniła się. Teraz siedział przede mną mały, okrutny chłopiec, który planował właśnie znakomitą zabawę w wyrywanie skrzydełek. Bałem się. To ja byłem muchą.

Retrospekcje: Tych jest sporo. To z nich dowiadujemy się o przeszłości głównego bohatera, o jego rodzinie, próbie akceptacji swoich zdolności, a także relacji z Melanią. Wspomnienia rozsiane są w różnych miejscach tekstu, ale nie przypadkowo – wszystko ma swoje miejsce.

Zabrałem mapę miasta, szkło powiększające, czarną świecę i jeszcze parę drobiazgów. Pewnie szybciej znalazłbym Zezela przez skype’a. Gdybym miał komputer. No i skype’a. Wiedziałem jedynie, że Zezel lubi na nim siedzieć, cokolwiek to znaczy.


Jeśli macie ochotę na polską wersję zderzenia dwóch światów, realnego i magicznego oraz klasyczną walkę dobra ze złem, to będzie to książka dla Was. Okup krwi może i jest trochę surowy w stylu, nie przeszkadza to w zgłębianiu się w przesiąkniętą magią i humorem opowieść. Czekam na drugą część przygód Herberta Kruka “Order”, która również zostanie wydana przez wydawnictwo Genius Creations, już w listopadzie 2015.

Recenzja powstała we współpracy z Polacy nie gęsi i swoich autorów mają.


Advertisements

5 thoughts on ““Okup krwi” (Herbert Kruk #1) Marcin Jamiołkowski

    1. Czy Ty już poznałeś Myrona, bo mi się zapomniało 😉 Humor jest specyficzny, ale jeśli potrafisz zdzierżyć durne teksty pana błazna Bolitara, to i tu może Ci się spodobać 🙂

      Like

      1. oo widzisz a jęśli chodzi o Cobena, to ten rozdział z mojej strony jest jeszcze w poczekalni.. ale lubie mało znanych polskich autorów… więc może od tej zacznę..

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s