Recenzje

“Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit” Suki Kim

Z każdym mijającym dniem my, wykładowcy, zastanawialiśmy się, dlaczego jesteśmy tacy zmęczeni. Ja spałam tak twardo, że niemal traciłam czucie w całym ciele. Katie twierdziła, że to dlatego, że cały czas jesteśmy tacy czujni. Co wieczór wracałam myślami do rozmów, które odbyłam danego dnia przy każdym z posiłków, próbując określić, czy powiedziałam coś, czego nie powinnam. Taka bezustanna autocenzura, konieczność, w pewnym sensie, ciągłego kłamania, pochłania ogromną ilość energii.

Życie pod ciągłą obserwacją, kontrola wypowiedzi, ograniczenie swobody poruszania się nawet na terenie kampusu uniwersyteckiego, dyktowanie ścisłych reguł w każdym aspekcie życia – z tym wszystkim musiała zmierzyć się Suki Kim, kiedy na własne życzenie wyjechała do Korei Północnej.


Suki Kim, autorka książki Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit urodziła się w Seulu, w wieku 13 lat wyemigrowałam wraz z rodzicami i na stałe zamieszkała w Nowym Jorku. Jest pisarką i dziennikarką, a do Korei Północnej wróciła w charakterze nauczycielki angielskiego. Została zatrudniona w elitarnej szkole Pjongjańskim Uniwersytecie Naukowo-Technicznym (PUST), jako wykładowca 19-letnich synów wysoko postawionych obywateli kraju.

Została zakwaterowana wraz z grupą nauczycieli na terenie kampusu studenckiego, którego nie mogli opuszczać bez wiedzy tzw. odpowiedników, którzy kontrolowali niemal każdy ruch przyjezdnych. Wszelkie wyjazdy, zwiedzanie, a nawet wyjście do sklepu były dla nich organizowane, tak by na pewno nie zobaczyli niczego, niepożądanego dla ich oczu.

Chciałbym po prostu wsiąść do swojego samochodu i pojechać do sklepu wtedy, kiedy mi się podoba. To wydaje się takim luksusem.

Suki uczyła grupkę młodych mężczyzn, z których każdy wydawał się idealnie nieruchomy, jakby skrojony na miarę. Nauczyciele wypowiadali się później, że nauka w Korei Północnej to jednocześnie wielka radość i przekleństwo: uczniowie stosują się do wszelkich zaleceń, odrabiają zadane lekcje, są bardzo obowiązkowi; jednocześnie jednak brak im kreatywności, własnej inicjatywy, a o ochotnikach do odpowiedzi można tylko pomarzyć.

Było zdumiewające, jak szybko przystosowałam się do tych reguł, które, kiedy je po raz pierwszy spisałam, wydawały mi się absurdalne. Teraz, o ósmej rano, kiedy weszłam do sali wykładowej, miałam nadzieję, że będę pamiętać o unikaniu wszystkich zakazanych tematów. Wzięłam głęboki wdech i stanęłam przed dwudziestoma sześcioma młodymi ludźmi, z których wszyscy byli schludnie ubrani i siedzieli wyprostowani jak struna. Dziwna rzecz, ale słowem, które mi wtedy przyszło do głowy, było “piękno”. Było w tym pierwszym momencie po wejściu do sali coś czystego i spokojnego. Czułam się tak, jakby wszystko ucichło i jakbym w tej ciszy wchodziła na pole białego, dziewiczego śniegu. Byli młodzi, a ja pamiętam ich jako pięknych, chociaż w tej chwili nie mogę być tego pewna, bo szybko zaczęłam patrzeć na nich, jakby byli moimi dziećmi, i nie przypominam już sobie, jak to było, kiedy jeszcze nie budzili we mnie takich uczuć.

PUST to uczelnia techniczna, a uczęszczający na nią dziewiętnastolatkowie nie maja dostępu do Internetu. Maja intranet (sieć wewnętrzną), ale to przecież nie to samo. Nie mogli pojąć, że nauczycielka może wyszukać w sieci cokolwiek i na pewno znajdzie jakieś informacje. Ograniczony dostęp do Internetu przysługiwał dopiero studentom podyplomowym, a i ten był ścisłe kontrolowany przez pracowników dydaktycznych. Suki Kim starała się przemycać pewne informacje, nowości technologiczne, ale jak sama przyznała, było to ryzykowne.

Najbardziej niezrozumiały wydał mi się kult wodza. Kim Dżong Il był dla Koreańczyków bogiem wszechmogącym, a jednocześnie ukochanym ojcem, dla którego zrobiliby wszystko. Studenci stali nieruchomo w czasie sześciogodzinnych wart pod świątynią wielkiego “Słońca XXI wieku”. Na mrozie, chłodzie, deszczu czy, nomen omen, słońcu. Północnokoreańczycy od dziecka uczeni miłości do wodza przyjmowali to nie tylko, jako swój obowiązek, ale też zaszczyt.

Ich kultura była przesiąknięta komunikatami o zabijaniu Koreańczyków z Południa i Amerykanów oraz odniesieniami do przerażająco makabrycznych czynów. Najwyraźniej bezmyślnie powielali ten cały przekaz, być może tak samo, jak młodzi Amerykanie naśladują zachowania oglądane w pełnych przemocy filmach i grach komputerowych. Przeprowadzanie dyskusji o różnych rodzajach miłości nie miało właściwie sensu, skoro wszyscy się zgadzali, że jedyną prawdziwą miłością jest miłość do ojczyzny.

New Imagev

Autorka spędziła w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD) dwa semestry w roku 2011. Poznała kulturę Korei Północnej od środka, ale tak naprawdę nie poznała jej do końca. Bo Korea ma swoja własną prawdę, którą skrzętnie skrywa przed obcymi wpływami i oczami. Nie tylko władza, ale też sami studenci mają pewną łatwość kłamania prosto w oczy, w najbardziej błahych sprawach.

A ile prawdy jest w relacji Suki Kim?

Nie chodzi o to okropne jedzenie ani o materialny brak wszystkiego. Tylko o elementarne człowieczeństwo. Brakuje go tutaj.

Advertisements

10 thoughts on ““Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit” Suki Kim

    1. Oj, sporo było. Choć wiesz, ja czytałam “na zimno”. Dla mnie to było trochę jak książka z kategorii fantastycznej: trudne do uwierzenia. Dlatego też to pytanie na końcu 😉
      W każdym razie polecam, bardzo ciekawa pozycja.

      Liked by 1 person

  1. Dla mnie już sam pomysł pojechania do Korei Północnej z własnej woli, i to do pracy przy nauczaniu dzieci tamtejszych szych, brzmi mega abstrakcyjnie. Tyle się właśnie słyszy o ograniczeniach, cenzurze itp itd, a mimo to są tacy, którzy muszą się o tym przekonać na własnej skórze. A potem “biadolą”, jak to źle jest. Mam nadzieję, że to nie jest kolejna książka tego typu. Choć tak czy siak brzmi ciekawie. 😉

    Like

    1. Suki Kim właśnie po to pojechała, żeby się przekonać jak jest i napisać o tym książkę. Niektórzy ludzie lubią takie przygody. Ja do nich nie należę, ale doceniam, że ktoś “poświęca się”, żeby napisać dobry artykuł. A już, czy to wszystko prawda, czy trochę naciągane, to trudno zgadnąć. Nikt z nasz tego nie zweryfikuje.

      Like

  2. przyznam że mam pare książek o tym reżimie w Korei ale jakoś nie mogę się zabrać.. beleterystyki mam tyle, że jakoś odkładam tę literaturę faktu.. a widzę, że autorka zrobiła kawał dobrej roboty tą relacją.. 😀

    Like

    1. Ty już od dłuższego czasu mijasz się z literaturą faktu. Z jednej strony powiem: nic na siłę, a z drugiej… może warto się przemóc i wybrać jakiś najbliższy Ci temat, to potem już łatwiej pójdzie. Ja lubię sobie przeplatać fikcje z faktem, bo wtedy jakoś do obu podchodzi się z lekkim dystansem. Mi to pasuje w każdym razie 🙂

      Liked by 1 person

  3. Mocno polecam Ci “Światu nie mamy czego zazdrościć” Barbary Demick. Niesamowita i trudna do ogarnięcia naszymi zachodnimi głowami książka.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s