Prywatnie

Klub książki – wersja północnoirlandzka


Biblioteczne kluby książki od zawsze owiane były jakąś tajemnicą. Co oni tam właściwie robią? Tylko gadają o książkach? Chleją wino (taki stereotyp)? Przychodzą same kobiety, znudzone życiem domowym, chcące oderwać się na chwilę od dzieciarni i marudnego męża? A może to rozmowy na wysokim poziomie? Ludzi niekoniecznie wykształconych, ale inteligentnych, z pasją, jaką jest miłość do książek.


Marzyły mi się spotkania w takim klubie. Wyobrażałam sobie, że jak już tam pójdę to poznam świetnych ludzi o podobnych zainteresowaniach, zabłysnę w czasie wymieniania uwag o książce…. Ale u mnie w Gdańsku nigdy o czymś takim nie słyszałam. Dlaczego? Czy w latach 1995 – 2000 istniał, w którejś z gdańskich bibliotek klub książki? Pewnie tak, tylko, że ja o żadnym nie wiedziałam. Co prawda nie wgłębiałam się za mocno w temat, ale przecież zauważyłabym informacje, plakat, ulotkę… Wtedy internet nie był taki popularny więc nie mogłam sobie sprawdzić np. na stronie biblioteki. Również na studiach w Toruniu nie trafiłam do klubu. No chyba, że percepcja była zaburzona, bo wtedy co innego było na głowie 😉

Dwa lata temu, kiedy usłyszałam o klubie książki w mojej lokalnej bibliotece, już tu, w Belfaście, postanowiłam się przełamać i wybrać na spotkanie. Czytali wtedy The Luminaries Eleanor Catton, które, jak wiecie, nie bardzo mi się podobało. Na spotkanie nie dotarłam, bo wróciłam tak zmęczona z pracy, że na nic nie maiłam już siły. I tak skończyła się moja przygoda z klubami (przynajmniej na pewien dłuższy czas), bo jakoś nie mogłam się zebrać w sobie, żeby znów się tam pojawić.

Dopiero teraz…


W poniedziałek, dwa tygodnie temu, zostałam poproszona przez moją managerkę, żeby wyjątkowo pójść do pracy do innej niż zwykle szkoły. Co mi szkodzi? – myślę – to tylko kawałek dalej od zwykłej trasy. Zmierzając do pracy mijałam budynek biblioteki, do której zawsze chciałam wejść, ale nigdy nie było mi po drodze. A tu nadarzyła się okazja. Zajrzałam tam wieczorem, kiedy już wracałam z pracy. Może i biblioteka jest niewielka, ale za to bardzo przytulna. A co najważniejsze: dużo się w niej dzieje. Zebrałam ulotki do (aż trzech!) klubów książki i poprosiłam o wypożyczenie jednej z książek przewidzianych na następny tydzień. Był to kryminał szkockiego pisarza Chrisa Brookmyre’a Flesh wound, a spotkanie, na które miałam przyjść by pomówić o tej książce nosi nazwę Crime Book Club.


Poniedziałek, tydzień później.

Tym razem, mimo zmęczenia, porannego kursu biznesowego i popołudniowej pracy, zebrałam się w sobie i trafiłam na spotkanie. Byłam nawet przed czasem. Pani bibliotekarka zaprowadziła mnie do dość sporej sali, gdzie spotykał się Crime Book Club. Na miejscu 4 panie, w wieku ok 45-60 lat i jedna przyjemna babcia, co najmniej 70, ale widać, że bardziej energiczna, niż niejedna młoda 😉 Siedzą w półkolu, obok wózek, na którym czekają: kawa, herbata, ciasteczka. Dementuję plotkę! Żadnego wina nie zauważyłam 😉


Pani bibliotekarka podała nam naklejki, na których każda z nas napisała swoje imię i przykleiła sobie na piersi, żebyśmy wiedziały, z kim mamy do czynienia, jak się do siebie zwracać. Myślałam, że bibliotekarka zostanie, będzie prowadzić spotkanie, przewodzić dyskusją, czy coś w tym stylu. Otóż nie. Wyszła, a my rozmawiałyśmy same, zbaczając z toru, kiedy nam się chciało, “dygresjując” na całego, by na koniec całkiem odbiec od tematyki książkowej, zajmując się najnowszymi lokalnymi ploteczkami.

W trakcie rozmowy, jedna z pań zapytała, co mnie tu przywiodło, dlaczego ten klub. Wyjaśniłam, że prowadzę bloga książkowego, ale po polsku. Chciałabym jednak nauczyć się lepiej pisać po angielsku i żeby się ośmielić, postanowiłam spróbować szczęścia w klubie.

– Prowadzisz bloga? Och nie, chyba się w nim nie pojawimy – zawołała jedna z nich i jak na komendę wszystkie panie, ze śmiechem złapały się za pierś, zakrywając w ten sposób karteczkę z imieniem, którą każda miała tam przyklejoną.

Obiecałam, że ich nie obsmaruję 😉


Panie podpowiedziały mi, że raz w miesiącu w tej samej bibliotece prowadzone są zajęcia z kreatywnego pisania i powinnam sprawdzić, czy to by mi pomogło. Uważam, że to cudowny pomysł i jeśli nie padnę jutro po kursie i pracy to udam się znów do tejże biblioteki na próbę Creative Writing Class.

Na koniec każda z uczestniczek zapisała swoją krótką ocenę w specjalnie przeznaczonym do tego zeszycie oraz wzięła egzemplarz książki na następne spotkanie. Na stoliku były też trzy inne książki, które bibliotekarka zostawiła, jako propozycje do wyboru na spotkanie za dwa miesiące. Panie obejrzały pozycje i stwierdziły, że w sumie wszystkie są interesujące i wybór pozostawią bibliotekarce.


Podsumowując: wypad do klubu książki to był bardzo dobry pomysł. Zobaczyłam jak to działa, spodobało mi się, zainspirowałam się, wzięłam dodatkową książkę, by pojawić się tam za miesiąc oraz jeszcze jedną do drugiego klubu. Drugi klub będzie też próbny, chciałabym znaleźć jednak taki z mieszanym przedziałem wiekowym, żeby spotkać kogoś bardziej zbliżonego mi wiekiem, a także dla różnorodności opinii o lekturze.

101015_1220_PanMercedes3.png

Na koniec chciałabym jeszcze przypomnieć, że ktoś tu obiecał mi wpisy na temat klubów książek 🙂 Tanayah i Diana? Liczę na Was  🙂 A tymczasem zapraszam do naszego wirtualnego klubu, ktory prowadzę razem z Miss Attitude. Już za tydzień na Pingerowym Klubie Książki będziemy mówić o Motylku Katarzyny Puzyńkiej.

[wszystkie obrazki pochodzą z pinterest.com]

Advertisements

27 thoughts on “Klub książki – wersja północnoirlandzka

  1. Hej, pierwsze słyszę, że na klubach książki się ponoć pije wino 😀 Może powinnam się dokształcić, czy coś? U nas są tylko ciasteczka i kawa i herbata, haha 😀

    Pamiętam, że mam opisać swój klub książki – może uda mi się to zrobić w trakcie urlopu 🙂 U mnie też więcej jest starszych osób (ale chciałabym być w takiej formie jak oni, gdy będę w ich wieku!), chyba wynika to z tego, że osoby na emeryturze mają więcej czasu 🙂 Nasz DKK spotyka się w czwartki o 17.00, a jak ktoś pracuje, to niekoniecznie może wtedy wpaść… Ogólnie mam dwie panie emerytki, dwie w wieku 40+, jednego pana 40+ – no i miałam dwie młodsze osoby (30+), ale obie wyjechały za pracą do Niemiec… Teraz chcę zrobić ulotki klubu, żeby przyciągnąć nowych czytelników, bo coś mi się klub kurczy…

    Liked by 1 person

      1. I jeden z argumentów za udziałem w klubie odpadł, ech 😉

        A tak poważnie to nigdy nie myślałam o tym, żeby wybrać się na takie spotkanie, ale miałyśmy kiedyś taki pomysł ze znajomymi, żeby sobie taki prywatny klub w babskim gronie zorganizować. Skoro i tak się spotykamy i polecamy sobie książki, dlaczego nie przeczytać czegoś razem. Pomysł umarł, koleżanki porozjeżdżały się po świecie i możemy sobie co najwyżej e-klub założyć 😉 Wtedy każda może sobie odpowiedni napój przygotować, a jak się ktoś uprze, to i klub z winem będzie miał 😉

        Liked by 1 person

      2. No właśnie dlatego też pomysł z PKK, żeby sobie razem poczytać to samo w tym samym czasie, by móc porównać opinie 🙂
        Na takim prywatnym nadal możesz sobie wino przynieść 😉

        Like

      3. A pomysł z zajęciami z kreatywnego pisania jest doskonały. Podobno między innymi powszechność takich warsztatów w Skandynawii jest przyczyną sukcesu kryminałów z tamtych stron 🙂

        Like

  2. Kluby książki są super! Ja co prawda do bibliotecznego nie należę, ale razem w dwoma znajomymi umawiamy się i rozmawiamy o książkach. W ten sposób nie tylko poznajesz lepiej zdanie innego człowieka, ale dostrzegasz wiele szczegółów, które Ci umknęły. 🙂 Na spotkania innych klubów się wybierasz? 🙂

    Liked by 1 person

    1. Ooo, jak fajnie 🙂 Chciałabym mieć tutaj znajomych z którymi udałoby się coś takiego zorganizować 🙂
      Tak, za parę tygodni w tej samej bibliotece jest spotkanie. Może spróbuję też w innych filiach i wtedy sobie wybiorę ten, który najbardziej mi odpowiada.

      Like

  3. Powiem Ci, że co jakiś czas wpada mi do głowy pomysł wybrania się na spotkanie DKK, ale jakoś nigdy go nie zrealizowałam. Zawsze znajdę jakąś wymówkę: termin nie pasuje, nie mam czasu przeczytać danej książki, albo stwierdzam, że się boję i wolę się zabunkrować z książką w fotelu 😉

    Like

  4. Raju, Pingerowy Klub nadal żyje, chociaż na wordpressie 🙂 W gruncie rzeczy nie przypominam sobie żadnego prawdziwego książkowego klubu (za to filmowych całe mnóstwo heh). Często w ogóle ciężko jest mi się dzielić subiektywnymi spostrzeżeniami na temat literatury. W jakiś sposób słowo pisane wydaje mi się bardziej podatne na interpretacje, ugniatanie przez naszą własną wrażliwość i formowanie przez nastrój niż właśnie film, który albo chwyta albo nie i tyle w temacie 😀

    PS Czy można spytać na jakim kierunku studiowałaś w moim kochanym Piernikowie?

    Like

    1. Ależ żyje, żyje, ma nawet fanpejdza, hehe. Podawałyśmy linki na pingu, ale Ty już pewnie też tam raczej nie zaglądasz.
      Z książkami właśnie to jest fajne, że ile ludzi tyle opinii. A czasem też czytana w innym czasie przez tą samą osobę może być odbierana inaczej. Dlatego lubię czasem wracać do książek z dzieciństwa, żeby sprawdzić co wtedy przeoczyłam 😉

      A studiowałam pedagogikę.

      Like

  5. Chciałam się kiedyś wybrać na takie pogaduszki o książkach, ale w mojej bibliotece jeżeli już się coś odbywa, to tylko dla dzieci (ostatnio były urodziny Kubusia Puchatka).
    To na pewno fajnie spotkać ludzi z którymi można porozmawiać o literaturze, zważywszy na fakt, że normalnie nie zawsze jest z kim, bo ktoś albo czyta takie książki, których my nie czytamy, albo zwyczajnie nie czyta wcale.

    Like

  6. Fantastyczne spotkanie, zazdroszczę. Jeszcze w dodatku moja ukochana Anglia… wiesz, kilka dni temu w mojej dzielnicy odkryłam nową czytelnię – zabunkrowali ją między budynkami, przykleili do pleców garaży i ot tak otworzyli … nie było żadnej informacji lokalnej ani nic, jeśli nie trafisz przypadkiem, to nie będziesz wiedziała, że mieszkasz drzwi w drzwi z czytelnią 🙂 też obiecałam sobie, że zajrzę tam przy okazji. Napisz jak Ci poszło na kursie kreatywnego pisania 🙂

    Like

    1. Nie jestem w Anglii tylko w Irlandii Północnej 🙂 Takiej czytelni, jak opisujesz, jeszcze nie widziałam, ale wcale bym się nie pogniewała, jakbym na jakąś tutaj wpadła 🙂

      Like

  7. Tak, tak pamiętam 🙂 Już jest nawet szkic napisany 🙂 Ja swój Klub uwielbiam, więc muszę się pilnować, żeby nie piszczeć z zachwytu 😉 I uwaga – od Klubu Książki i takich spotkań można się naprawdę uzależnić! 🙂

    Like

      1. Bardzo dobry, bym nawet powiedziała 😉 Pamiętam, jak jedna z klubowiczek powiedziała, że ona datę spotkania wpisuje sobie w kalendarz, uprzedza męża i dzieci, i co by się nie działo, ona wychodzi z domu 😀

        Like

  8. z kolegami mieliśmy taki pomysł aby stworzyć klub literacki, ale to z takiego powodu, że piliśmy alkohol literatkami 😛 wiem wiem suchar, ale inicjatywa Twojego kluby bardzo fajna i rzeczywiście najlepiej jakby były to zebrania osób zbliżonych wiekowo 😀 ja póki co chodzę z córką na różne imprezy w bibliotece.. a to jest Pani Biedronka, a to znowu jakiś pajacyk.. ale ogólnie na tym etapie dziecinnym to jest to jakiś klub książkowy hehe choć raczej bardziej coś z cyklu ‘z dziećmi wśród książek’ ale sam moze bym sie przeszedł na jakieś takie spotkanie musze poszukać 😀

    Like

    1. U mnie w Gdańsku przyjaciółka też prowadzi takie zajęcia dla dzieci, teatrzyki, wspólne czytanie, zajęcia plastyczne… Zobacz, może dla tych “dużych” też jest coś. Mogłoby być ciekawie. Poza tym pójście na jedno nie spotkanie nie zobowiązuje Cię do abonamentu 😉

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s