Recenzje

„Szwedzi. Ciepło na północy” Katarzyna Molęda

Punktem wyjścia jest założenie: wierzymy, że obie strony mają dobre intencje. To założenie obowiązuje też przy budowie nowych osiedli: praktycznie nie ma osiedli “zamkniętych”, z ogrodzeniami i strażnikami. Za to wszędzie sporo jest kamer. Oszustwa, oczywiście, zdarzają się, jak wszędzie, ale o ileż lepiej żyje się w przekonaniu, że warto ufać innym, a inni ufają mnie. Na zaufaniu opiera się też podejście do przyrody – wpuszczam cię do mojego lasu, wierząc, że go nie zniszczysz i posprzątasz po sobie.

Ile znacie stereotypów na temat Szwedów i Szwecji?

Może Was to zdziwi, ale ja nie znam żadnych. Szwedzi to Szwedzi, co ja mogę o nich powiedzieć, jak nie znam żadnego. Ani nawet pół 😉 A ze szwedzkich kryminałów przecież niewiele można się dowiedzieć tak naprawdę o ludziach, bo to fikcja i rzadko traktuje o narodowych przywarach. Postanowiłam sprawdzić, jacy są w oczach Polki, Katarzyny Molędy, skandynawistki i byłej konsul RP w Sztokholmie.


Już we wstępie Szwedzi. Ciepło na Północy autorka dementuje, jakoby ta książka była pełną charakterystyką prawie dziesięciu milionów ludzi. Bo tak się nie da. Można wyodrębnić kilka najważniejszych cech, czy wad, które często się powtarzają, ale nie da się wrzucić wszystkich do jednego przysłowiowego worka. Katarzyna Molęda przedstawia czytelnikowi fakty już sprawdzone, a w książce często porównane z nami, Polakami. Uważam, że to bardzo dobry system, bo do nas, Polaków nic lepiej nie przemawia jak przyłożenie innych do naszej własnej miary J

Pai Molęda w Szwecji mieszka od 2007 roku, więc przez ten czas zdążyła dobrze poznać jej mieszkańców. Może ludzie z Północy nie różnią się aż tak bardzo do nas, a jednak zderzenie kultur w pewnych kwestiach widać bardzo wyraźnie. Weźmy na przykład pod lupę cierpliwość. Polaków, nawet lata PRL nie nauczyły czekać w kolejce bez “jojczenia”. Szwed zaś potrafi stać za tobą bez słowa, np. gdy tarasujesz wejście do sklepu i rozmawiasz z napotkaną osobą. Będzie tak długo stał, aż zorientujesz się sam i ustąpisz przejścia. I jeszcze się uśmiechnie. Nie śpieszno mu do powiedzenia: “Przepraszam, czy może mnie Pan/Pani przepuścić.” Woli zaczekać.

Albo uczciwość. To, co u nas jest pochwalane, jako zaradność, tam jest kombinatorstwem. A ufność w stosunku do państwa? Przecież w Polsce to nie do pomyślenia. Oczywiście, wszystkie te cechy maja swoją historię i często uzasadnione podłoże w obu przypadkach.

Polak wszystko wie najlepiej. Jest ekspertem w każdej sprawie i w każdej się wypowie, wykłócając się o własne racje (przykład: patrz, co się dzieje w komentarzach dotyczących uchodźców). Szwed, nawet będąc faktycznie ekspertem w danej dziedzinie, wysłucha swojego rozmówcy, potraktuje go z szacunkiem i uwagą. Bo zawsze dobrze wysłuchać innej strony i nie trzeba od razu wytykać błędów. Zamiast tego, kiedy będzie jego kolej do wypowiedzi (Szwed nie przerywa, kiedy ktoś inny mówi), wtedy może wyłuszczyć prawdę, bez obrażania rozmówcy i cieszenia się na głos z jego potknięć.

Podekscytowany Polak czy Amerykanin, którego język ledwie nadąża za myślą, łatwo sprawi na Szwedzie wrażenie, że wcale nie słucha lub czeka tylko na to, by powiedzieć swoje zdanie, o zdanie rozmówcy nie dbając (przyznajmy, to wrażenie czasem jest oparte na prawdzie). W najgorszym przypadku Szwed stwierdzi, że rozmówca po prostu jest niegrzeczny i przerywa! A przerywanie to w Szwecji szczyt złego wychowania. Agresja i brak szacunku w najczystszej postaci.

Mnie ta szwedzka pokora chyba się po prostu podoba, pewnie dlatego, że zauważyłam, iż ułatwia dobrą rozmowę. Kiedy się ma świadomość, że nie wszystko się wie, a ktoś inny może mieć coś ważnego i ciekawego do powiedzenia, słucha się tej osoby z szacunkiem i zainteresowaniem.

Więcej szacunku i pokory! Czy jak nie opowiem swojej anegdotki, dowcipu, nie wyrażę swojego zdania, to czegoś mi ubędzie?

Oczywiście, to tylko kilka wyrwanych z kontekstu przykładów i to zupełnie jednostronnych po pokazujących Szwedów w lepszym świetle. A nie tylko takie znajdziecie w książce. Autorka, choć wiele razy porównuje dwie narodowości, opisuje też Szwecję pod innym kątem. Zajmuje się charakterystyka państwa, tego jak opiekuje się swoimi mieszkańcami, zwraca uwagę na dbałość o środowisko, uwypukla system służby zdrowia, czy system mieszkaniowy.

Jednym z ciekawszych aspektów tego ostatniego są wspólne pralnie, gdzie trzeba się zapisywać w kolejkę, żeby moc raz w tygodniu zrobić pranie. Przyznam się, że zupełnie sobie tego nie wyobrażam. Ta sama pralka dla wszystkich i niemożność zrobienia prania wtedy, kiedy się potrzebuje, albo po prostu chce? Jak to się ma np. do dzieci, które jak wiadomo, brudzą o wiele więcej? Ba! Nas jest w domu dwójka, a ja włączam pralkę przynajmniej, co dwa dni. Bo lubię mieć wszystko czyste na bieżąco.

Kiedyś, już tu, w Belfaście, przez kilka miesięcy mieszkałam w tzw. domu pielęgniarek, gdzie dzieliłam kuchnie, salon i łazienki z trzema dziewczynami. Żeby pójść do pralni, trzeba było wyjść z budynku i przejść do innego pomieszczenia. Pralki i suszarki (po dwie, albo trzy – nie pamiętam) były na żetony (tokens). Wrzucałam żeton, wstawiałam pranie, potem wracałam, żeby przerzucić rzeczy do przepastnej suszarki, lub część ciuchów zabierałam, żeby wyschły w mieszkaniu, bo suszarka mogłaby je zniszczyć. Takie pranie z suszeniem zabierało kilka godzin (szczególnie, jeśli dzieliło się je na białe, ciemne, delikatne etc.) i nie bardzo można było w tym czasie wyjść, bo trzeba przecież wyjąć pranie, gdyż ktoś inny może już czekać w kolejce, żeby uprać swoje ciuchy. Zapisów nie było.

Bardzo mi to przeszkadzało. Sam fakt prania własnej bielizny w pralce, w której pierze, co najmniej 60 innych osób obrzydzał mnie. Ale nie miałam innego wyjścia, bo nie było możliwości zamontowania własnego sprzętu w mieszkaniu. Ale dziewczyny, z którymi mieszkałam: Irlandka, Australijka i Nowozelandka, nie zgłaszały żadnych pretensji. Przyzwyczajone do częstego podróżowania nawykły do tego typu niewygód i “wspólnota pralkowa” zupełnie ich nie dziwiła.

Ale wróćmy do Szwedów J

Chyba najbardziej z wszystkich poruszanych tematów podobał mi się ten dotyczący tolerancji i otwartości. Zarówno w stosunku do innych nacji, płci, koloru skóry, jak i preferencji seksualnych. Nie dziwią już: kobieta ksiądz, czy strażak homoseksualista. I to jest bardzo piękne, i tak powinno być.

W idealnym ze szwedzkiego punktu widzenia świecie dziewczynki i chłopcy nie powinni być ograniczeni płcią w swoich wyborach życiowych. W krajowym programie wychowawczym dla przedszkoli stoi jak byk: Sposób, w jaki dorośli traktują chłopców i dziewczynki, wymagania, jakie im stawiają, i oczekiwania wobec nich wpływają na to, jak dzieci postrzegają męskość i kobiecość. Wychowanie przedszkolne ma przeciwdziałać tradycyjnym rolom płciowym. I chłopcy, i dziewczynki powinni mieć takie same możliwości rozwijania swoich zainteresowań i talentów, bez ograniczeń związanych ze stereotypowym postrzeganiem płci.

Stosunek Szwedów i państwa szwedzkiego do mniejszości seksualnych różni się diametralnie od polskiego. Prawa osób homoseksualnych, transseksualnych i interseksualnych – do związków uznawanych przez państwo, adopcji dzieci, poradnictwa psychologicznego i procedury medycznej zmiany płci – uznawane są za oczywiste, nie podważa ich żadne ugrupowanie polityczne; dyskusje mogą się toczyć ewentualnie o tym, jak te prawa powinny być ukształtowane.

Czytając to zrobiło mi się ciepło z radości i miałam ochotę wstać i iść uściskać Szwecję. Bo to my robimy z homoseksualności nienormalność, w innych krajach nie walczy się o ograniczanie praw ludzkich skazując mniejszości na bycie “wyróżnionym” i napiętnowanym. A przecież jeszcze do 1944 roku homoseksualizm był tam zakazany, zaś do 1979 widniał na liście chorób. I to jest właśnie państwo rozwojowe. Ale to chyba temat na zupełnie inny wpis. A może i na całą książkę 😉

Szwedzi to książka subiektywna, przedstawiająca naród okiem Polki, ale nie bez podstaw, bo po wieloletnim mieszkaniu w Szwecji, obcowaniu z ich kulturą. Autorka miała szansę poznać Szwedów bardzo dobrze i wyciągnąć z tego jak najwięcej. Czytało się świetnie i bardzo szybko, nie było nawet momentu, żebym stwierdziła, że książka mnie nudzi. Do tego dochodzi lekkość pisania, z humorem, a nie na sztywno i podręcznikowo, za to z osobistymi dygresjami, które nadawały książce ciepły, jak w tytule klimat.

Czy po tej lekturze polubiłam Szwedów? O tak. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to nie jest raj na Ziemi, ale jest zdecydowanie lepiej niż w wielu innych krajach europejskich. Mimo kilku spraw, które mi się nie podobały (wspólne pralki, brak toalet w miejscach publicznych, bezgotówkowość, a co za tym idzie – brak bankomatów, powszechna dostępność danych osobowych itp., itd.) to i tak, najchętniej zaraz bym się spakowała i tam przeprowadziła.

New Imagea

Katarzyna Molęda nie tylko ciekawie opisała Szwedów, ale przy okazji, w swoich porównaniach przedstawiła też obraz typowego Polaka. Nie tego stereotypowego z wąsem pod nosem i reklamówką w ręku, ale takiego zwyczajnego, którego cechy znajdziemy również u siebie samych. Muszę przyznać, że mi w czasie czytania mieszały się uczucia dumy i wstydu z tego, jacy jesteśmy. Bo nie oszukujmy się: nie jesteśmy idealni. Ale kto jest?

101015_1220_PanMercedes3.png

Szwedzi. Ciepło na Północy Katarzyny Molędy wydało wydawnictwo Czarna Owca w październiku tego roku. Recenzję napisałam we współpracy z Polacy nie Gęsi i swoich autorów mają.

Wywiad z autorką: http://www.rdc.pl/tag/katarzyna-moleda/

Advertisements

15 thoughts on “„Szwedzi. Ciepło na północy” Katarzyna Molęda

  1. Hmm, po lekturze szwedzkich kryminałów to można stwierdzić, że Szwedzi często popełniają samobójstwa i dużo chleją 😛 Ale wiadomo, że uogólnienia zawsze są krzywdzące.

    Powiem Ci, że czytasz ostatnio same ciekawe książki 😀

    Like

    1. Tak, chlanie i morderstwa 😀 I sami zwyrodnialcy 🙂

      A dziękuję 🙂 Zauważyłam, że bardzo zmienił mi się repertuar. Obwiniam za to Ekrudę, Przestrzenie Tekstu, (a od niedawna też Lubię bardziej ksiazki), bo to przez nie coraz więcej mam chętki na literaturę faktu. Z powieści jednak nie zrezygnuję – nie ma obawy 🙂

      Liked by 1 person

      1. I z tą zmianą repertuaru bardzo do twarzy Twojemu blogowi 🙂 Miło, że i ja trochę Cię inspiruję. Ale i Ty mnie – już jestem w drugiej połowie “Białegostoku” 😀

        Like

      2. Dziękuję :*
        I dlatego kocham blogowanie 🙂 Choć to trochę takie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, to zobacz ile inspiracji 🙂
        Czekam na notkę o Białymstoku, ciekawa jestem, na co Ty zwrócisz uwagę.

        Like

  2. niestety Szwedzi w swej tolerancji poszli za daleko.. bo doprowadzi to do zaniku tego narodu.. no bo jak może być inaczej jeśli w niektórych szkołach na 1000 uczniów rodzimych Szwedów jest od 2 do 10…

    Like

  3. Reblogged this on Prawie robi różnicę and commented:
    “Podekscytowany Polak czy Amerykanin, którego język ledwie nadąża za myślą, łatwo sprawi na Szwedzie wrażenie, że wcale nie słucha lub czeka tylko na to, by powiedzieć swoje zdanie” – pisze Katarzyna Molęda, charakteryzując Szwedów w swojej książce.
    Mnie z czymś się ta pierwsza część zdania kojarzy, z czymś mało północnym … Wiem!

    My, Polacy, jesteśmy Włochami mieszkającymi w warunkach skandynawskich
    🙂

    Liked by 1 person

  4. Ciekawie się zapowiada 🙂 Znam Szwecję z relacji moich rodziców, którzy wiele razy wyjeżdżali tam do pracy na całe wakacje. Mam także kilka znajomych skandynawistek i mieszkałam przez pewien czas ze Szwedką w akademiku. Nigdy nie byłam na półwyspie skandynawskim, mimo że w sumie mam blisko (co tam Bałtyk). Szwecja kojarzy mi się z “Cudowną Podróżą” Selmy Lagerloff. Z opowieści wiem, że Szwedzi mają hyzia na punkcie higieny i ekologii (ciekawe, czy w książce jest to poruszone?) Koleżanka Szwedka z podróży do innych krajów przywoziła np. flamastry, bo w jej kraju nie były sprzedawane ze względu na toksyczność. No i wychodziła uprawiac jogging przy ujemnych temperaturach, gdy wszyscy zawijali się w swetry 😉

    Jeśli chciałabyś przenieść się bardziej na południe i dowiedzieć czegoś na temat nowego państwa Unii, gorąco polecam Macieja Kuczewskiego “Rumunia. Koniec złotej epoki”. Bardzo wiele się dowiedziałam o tym cieszącym się u nas w sumie niezbyt dobrą sławą kraju. Pan Kuczewski także spędził wiele lat w opisywanym przez siebie kraju, poznał go więc od podszewki, w najdramatyczniejszym dla niego okresie, czyli za panowania Ceaucescu. Pokazuje, jak przyjazną i nowoczesną Rumunię sprzed dyktatury poznał, i jak zdegradowaną i upodloną opuścił. Wnikliwe spojrzenie na zmiany, wyjaśnione przyczyny szaleństwa dyktatora i jego rodziny, bez zbędnego zarzucania faktami, czyta się jak powieść, w dodatku okraszoną fantastycznym czarnym poczuciem humoru, zahaczającym o felietony Clarksona. Po tej lekturze miałam wrażenie, że właśnie wróciłam z Bukaresztu. 🙂

    Like

    1. Tak, jest zarówno o ekologii, jak i czystości, choć o tym ostatnim niewiele. Za to sportu dużo.
      To ciekawe, co piszesz o Rumunii, muszę się przyjrzeć lepiej tematowi. Do tej pory niewiele czytałam, tylko “Burying the Typewriter”, ale to o reżimie właśnie.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s