Recenzje

“Oscar Wilde and the Vatican Murders” Gyles Brandreth

Jak tylko zobaczyłam okładkę tej książki, stwierdziłam: nieeee, to nie dla mnie. Co to za kolory? I takie “naciapane” wszystkim. Estetycznie mi to w ogóle nie pasuje, a na dodatek ten tytuł: Oscar Wilde and the Vatican Murders. Serio? Teraz Oscar Wilde ma się zajmować morderstwami? Nie ma, co robić? Żadne terminy go nie gonią, żeby wywiązać się z obiecanych sztuk, czy tomików poezji?

Ale wzięłam. No co miałam zrobić? 😉 Tę książkę wybrała bibliotekarka na kolejne spotkanie Crime Book Club, a ja nie chciałam już na pierwszym spotkaniu klubu wyrażać swojego niezadowolenia. Poza tym, trzeba próbować różnych rzeczy, czasem można się zaskoczyć 😉

Life’s aim, if it has one. Is to be always looking for temptations – and there are not nearly enough of them, I find. I sometimes pass the whole day without coming across a single one. It makes one so nervous about the future.


Gyles Brandreth w Wielkiej Brytanii znany jest z programu telewizyjnego dla dzieci Puzzle Party, paneli dyskusyjnych BBC oraz z radia. Wydał już kilka biografii (głównie rodziny królewskiej) oraz ostatnio popularną serię o Oskarze Wilde w roli detektywa. Oscar Wilde and the Vatican Murders to 5 z kolei część przygód sławnego pisarza.

Wszystko zaczyna się od tego, że Arthur Conan Doyle, prześwietny pisarz i twórca słynnego Sherlocka Holmes’a, zmęczony popularnością wyjeżdża na urlop do Homburga (Niemcy). Nie do końca jednak wolno mu odpocząć, bowiem zabrał ze sobą całą stertę poczty, jaka przychodzi bezpośrednio do niego, lub na nieistniejący adres, który sam wymyślił, jako siedzibę słynnego detektywa (221 Baker Street). Wieloletni przyjaciel Arthura, Oskar Wilde, którego spotkał w hotelu w Homburgu postanowił pomoc koledze w szybszym uporaniu się z pocztą od fanów. Panowie, bardzo szybko trafiają na, rzekłabym, “lekko niepokojącą” przesyłkę: amputowaną i zabalsamowaną ludzką rękę… Dalsze wskazówki prowadzą mężczyzn do Rzymu i to tam przenosi się opowieść.

‘I have exauste my supplies and in this godforsaken town [Homburg] there’s not a tobacconist to be found.’

‘I believe I have some pipe tobacco,’ I said laughing.

He seized the tobacco pouch from my hands and kissed it reverently. ‘You are my salvation, Arthur. There’s a Lutheran bible in my room – a poor translation but printed on the most delicate rice paper. I shall use its pages to roll my own cigarettes.’

Powiem szczerze i najprościej jak potrafię: szału nie ma i niczego nie urywa. Ale przeczytać można 😉 Najpierw się zachwyciłam, bo początek był całkiem przyjemny. Ciekawie było obserwować sławnych pisarzy przy pracy, czytać o tym jak wyglądali, jakie mieli przywary, nałogi i myśli. To Oskar zdominował całość swoją wybujałą osobowością, krzykliwością, hałaśliwością, a także humorem. To właśnie dzięki jego poczuciu humoru postanowiłam, że jednak przeczytam tę książkę. Szkoda, że po pierwszych 100 stronach Oskar okazał się taki męczący, że zastanawiałam się, czy rzeczywiście było warto. Ale mimo wszystko dobrnęłam do końca, więc z czystym sumieniem, mogę Wam, co nieco opowiedzieć.

And over dinner you’ll tell me why you’re here.’

‘I’m escaping Sherlock Holmes,’ I said.

‘you’ll never do that, Arthur. You cannot deny your destiny. No man can. Besides, we may need Holmes’s counsel over dinner. We must discuss the sorry business of the murder of the pastry chef.’

I stood amazed. ‘The hotel pastry chef has been murdered?’

‘Not yet,’ smiled Oscar, holding the tabacco pouch above his head as he made his way towards the stairs, but it’s quite inevitable. When you see the dessert trolley you will know why.’

Z opowieści sherlokowych przeczytałam tylko jedną, pierwszą nowele, czyli Studium w szkarłacie, ale nie czuję się jakoś wybrakowana, bo oczywiście znam Sherlocka i Watsona z adaptacji filmowych 😉 Na półce czeka też wielkie tomisko z ilustracjami, zawierające wszystkie części przygód najsłynniejszego detektywa. Może nie czuję się ekspertem, ale też uważam, że mam prawo wypowiadać się na ten temat opierając o pewną już wiedzę.

Wybór Arthura Conan Doyle’a, jako sidekick Oskara Wilde nie był najlepszym pomysłem. Było to wręcz obraźliwe, według mnie. Przez cały czas miałam wrażenie, że autor chce umniejszyć Doyle’a, wyolbrzymiając mądrość Oskara. To Oskar był tym wspaniałym obserwatorem, wiedział wszystko, co i jak, posiadał ogromną wiedzę w każdym zakresie i żadna zagadka nie była mu straszna. W mig łączył fakty, a przy tym był tak rubaszny i irytujący, że co chwilę miałam ochotę krzyczeć: Arthur! Uciekaj! Oscar to nie twój przyjaciel, tylko jakiś pozer.

Arthur wypowiada się o nim w ten sposób:

…there could be no better companion then Oscar Wilde. He set every room he ever entered on a roar. I never knew a witter man, and he was wise as well as witty. And his wit sparkled and soared: it was never mean or cruel, never excersised at a lesser man’s expense. But Oscar Wilde was not a quite person. He was Irish and he would not – could not – stop talking. He was a talent to amuse, excite, delight and stimulate, not to soothe. He had genius and charm, and in the years that I first knew him, before his terrible downfall, he was, at all times a perfect gentlemen. But he was not restful company.

Podobało mi się, że autor przemycił fakty z życiorysów obu panów i że jest to powieść umiejscowiona w realiach historycznych, czyli po śmierci papieża Piusa IX. Nie miały jednak miejsca wydarzeń, bo bardzo niewiele z ich charakteru zostało przelane na karty powieści. Drażniła mnie natomiast powtarzalność. Było kilka motywów, które przytaczane były po kilka razy, bez wyraźnej przyczyny. Podobnie, Oskar niepotrzebnie po kilka razy tłumaczył zawiłości śledztwa, jakby przez te ledwo ponad 300 stron powieści, czytelnik miał zdążyć zapomnieć o nich, co najmniej 5 razy, toteż pisarz służył pomocą – przypominajką.


Czy poleciłabym komuś tę książkę? Tak, owszem. Przede wszystkim miłośnikom Oscara Wilde. Jak się pewnie domyślacie, fani Arthura Conan Doyle’a będą raczej zawiedzeni. Polecam książkę jako ciekawostkę, bardziej niż kryminał historyczny i ostrzegam przed absorbującą osobowością tytułowego bohatera – może łatwiej będzie Wam go znieść pod koniec powieści 😉

P.S. Słownik do książki znajdziecie TUTAJ.

Advertisements

8 thoughts on ““Oscar Wilde and the Vatican Murders” Gyles Brandreth

  1. umiarkowana ocena 😛 okładka nadawałaby by się do starego wydanictwa Phanotom Press chyba hehehe zapisuje aczkolwiek z ciekawości niż bardziej z chęci przeczytania bo Sherlocków to Doyle’owskich mam do nadrobienia hehehe

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s