Prywatnie · Recenzje

„The Nameless Dead” Brian McGilloway + spotkanie autorskie

Republika Irlandii i Irlandia Północna, mają mnóstwo ciekawych autorów kryminałów, a ja znam naprawdę niewielu z nich. Od zeszłego roku postanowiłam zacząć to nadrabiać, bo przecież: tak się nie godzi. I zupełnie niespodziewanie, na spotkaniu Crime Book Club w mojej lokalnej bibliotece, zaproponowano nam książkę Briana McGilloway’a “The Nameless Dead z dodatkową ofertą: zapraszamy na spotkanie autorskie z Brianem do biblioteki w sąsiednim miasteczku. Biorę! – pomyślałam od razu. Ale nie było mi dane zabrać się za książkę do zaledwie tydzień przed spotkaniem w sobotę.


Wszystko zaczęło się od tego, że znaleziono ciało niemowlaka. Jego malutka twarzyczka miała zdeformowane kości z jednej strony, a badanie patologicznie wykazało, że nie była to śmierć naturalna. Inspektor Devlin, wbrew zaleceniom przełożonych i radom kolegów, rozpoczyna dochodzenie w tej sprawie. Uważa, że dziecko ma prawo posiadać imię i Ben właśnie ten fragment życia stara się ustalić. Śledztwo, a jakże by inaczej, prowadzi do zaskakujących odkryć.

Muszę przyznać, że Brian McGilloway potrafi zaciekawić czytelnika. Poza zwykłym kryminalnym dochodzeniem, mamy tu mnóstwo innych zagadnień, wokół których autor buduje fabułę. Dodatkowo, mamy świetnie zbalansowaną relację: praca – prywata. I uwaga! Devlin nie jest alkoholikiem, ani nie ma żadnych wydumanych problemów, które policjant rzekomo powinien mieć. Ba! On nawet jest wierny żonie i ma całkiem zwyczajne życie rodzinne. Cóż za powiew świeżości! I właśnie jedną z historii pobocznych powieści jest to, co dzieje się u Devlina w domu, jego problemy z dorastającymi dziećmi, ich zderzenie ze współczesnym światem, to jak radzą sobie z nim one same, ale także ich rodzice.

Ciekawym wątkiem jest współpraca (tudzież jej brak) Garda, czyli policji z Irlandii i PSNI (z Irlandii Północnej). Jak wiadomo nie od dziś istnieje tutaj konflikt i nie jest łatwo zażegnać spory na tle polityczno – religijnym. A jak radzą sobie z tym funkcjonariusze tropiący kryminalistów?

Dla niektórych problemem może być mnogość postaci oraz rzecz istotna dla zrozumienia całości: po której stronie “granicy” mieszkają. Dla ułatwienia, bo mam słabą pamięć do imion, spisywałam je sobie na boku z krótkimi adnotacjami, co do ich relacji z innymi bohaterami.


“The Nameless Dead” to piąta część serii o inspektorze Benedykcie Devlinie, ale to, że nie znałam poprzednich czterech odcinków zupełnie mi nie przeszkadzało. Powieść czytałam płynnie, z ciekawością, od czasu do czasu sprawdzając tylko interesując mnie głębiej zagadnienia, np. tłumaczenie słowa cillin, detale dotyczące zespołu Goldenhara, czy co to takiego ten retinoid. Już w połowie książki wiedziałam, że pojadę na spotkanie z autorem J



Nie jestem wielka fanką wizyt autorskich, bo jestem raczej nieśmiała, a spotkania z osobami znanymi jeszcze bardziej mnie onieśmielają. Nie zbieram też autografów, więc nie mam tego parcia, by koniecznie dopaść pisarza i wcisnąć mu pióro do ręki. Dlaczego zgodziłam się pójść na to spotkanie? Z ciekawości, co autor ma do powiedzenia, z chęci odmiany i dlatego, że dzień wcześniej miałam urodziny, a chciałam zrobić dla siebie, wyrwać się na chwilę.


Było dość wcześnie, kiedy dotarłam do Holywood, niewielkiego miasteczka pod Belfastem, gdzie w lokalnej bibliotece zorganizowano wizytę Briana McGillowaya. Ledwie wieczór wcześniej skończyłam czytać “The Nameless Dead”, więc z chęcią usiadłam sobie w kawiarni, by uporządkować myśli. Byłam podekscytowana samym pomysłem przyjazdu w sobotę rano, gdy powinnam była może pospać odrobinę dłużej, a potem zabrać się za sprzątanie i gotowanie na przyjście gości, tym, że zrobiłam coś dla siebie, nie myśląc ciągle o wszystkich naokoło. O 10-ej odważyłam się wyściubić nosa z kawiarni i przyjrzeć się bliżej interesującemu budynkowi biblioteki (dawna szkoła Sullivana).


Na miejscu każdy dostał naklejkę ze swoim imieniem, żebyśmy mogli się lepiej poznać i posadzono nas w grupach 5-10 osobowych. Muszę przyznać, że ludzi było dość sporo. Początek to kawa, herbata na rozgrzanie (zimno i pada, jak to zwykle w Irlandii) i rozmowy grupach. Dlaczego tak? Bo wydarzenie było głownie orgaznizowane dla klubów książki oraz kreatywnego pisania w bibliotekach na terenie hrabstwa Down i Antrim. Rozpoznałam trzy osoby z naszych klubów bibliotecznych, więc nie czułam się już tak całkiem sama.

Dopiero po tych wstępach przyszła gwiazda wydarzenia – Brian McGilloway. Bez problemu, śmiało zaczął opowiadać o sobie, swojej rodzinie, zmaganiach z pisaniem i ekranizacją. Okazał się bardzo sympatycznym facetem, który nie boi się trudnych pytań. Miał w zanadrzu mnóstwo ciekawych anegdot, często zabawnych i potrafił je odpowiednio “sprzedać”. Czytelnicy, ośmieleni jego przystępną osobowością zaczęli zadawać pytania i spotkanie przedłużyło się o pół godziny ponad plan.

Czego się dowiedziałam? Że Brian jest nauczycielem, ma czwórkę dzieci, a parę lat temu zrezygnował na jakiś czas z pracy, żeby się nimi zająć. Zrobił to dla zdrowia psychicznego małżonki – zdecydowała, że czas zacząć rozmawiać z dorosłymi 😉 Teraz znów oboje pracują. Jak godzi sprawy rodzinne i pisanie? Ma żelazną zasadę: pisze codziennie. Przynajmniej tę jedną godzinę musi gdzieś wcisnąć miedzy zajęciami w szkole a opieką nad dziećmi, żeby opowieść była płynna, a on sam żeby nie zapomniał, o czym pisał tydzień temu i nie zaczął wszystkiego nagle poprawiać w trakcie przypominania. Pisze całość, a dopiero potem zajmuje się edytowaniem tekstu. Jedna książka na raz, nie pisze kilku równolegle. Jak się zmęczył Devlinem to wymyślił DS. Lucy Black – chciał mieć policjanta również po drugiej stronie, czyli tu “u nas” w Irl. Północnej i stąd właśnie pomysł na Lucy.

Opowiadał trochę o perypetiach z wydawaniem książek, z tytułami, a także ekranizacją. Seria o Devlinie miałaby już swój początek na małym ekranie, ale BBC ją odrzuciło. Obecnie jednak trwa praca nad tą serią, ale już z inna firmą. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie J

Spotkanie bardzo mi się podobało, ciekawie było poznać autora od tej odrobinę bardziej prywatnej strony, nie tylko z kart powieści i stron internetowych. Na pewno też zachęciło mnie to do przeczytania kolejnych jego książek i już mam wielka chrapkę na serię o Lucy. Czyli wygrana z każdej strony J Jak dobrze, że zdecydowałam się pojechać do Holywood 😉



Advertisements

22 thoughts on “„The Nameless Dead” Brian McGilloway + spotkanie autorskie

  1. Super, że zrobiłaś coś dla siebie 🙂 No i wysyłam spóźnione życzenia urodzinowe i serdecznie uściski :*

    Widzisz, a ja bardzo lubię spotkania autorskie, choć zwykle się na nich nie odzywam, również z powodu nieśmiałości. Lubię za to zbierać autografy w moich książkach, więc na koniec podchodzę do pisarzy i tu następuje problem, bo zawsze się zastanawiam, co powiedzieć przy okazji wręczania książki do podpisu, bo jakoś tak głupio dawać ją bez słowa 😛 No i zwykle w związku z tym plotę jakieś straszne głupoty, o których później usiłuję zapomnieć 😉 Jedynie co, to super mi się gadało z Remigiuszem Mrozem i z Ignacym Karpowiczem 🙂

    Like

    1. To nic, że spóźnione 🙂 Nikt nie wiedział, poza najbliższymi, ale okazało się, że mam urodziny tego samego dnia co Katarzyna Pużyńska. Nic dziwnego, że podobają mi się jej książki, skoro jest moją “siostrą astralną” 😉
      Karolina, Ty jesteś dla mnie wzorem, jeśli chodzi o spotkania i to w sumie po części, dzięki Tobie się na nie wybrałam. Bo tyle razy czytałam u Ciebie relacje, że stwierdziłam, że to nie może być nic strasznego, a nawet jak nie podejdę porozmawiać, to nic takiego się nie stanie 😉

      Liked by 1 person

    1. Dziękuję 🙂
      Na lubimyczytac ma dość dobre opinie, ale wiesz co, może to Akapit za słabą reklamę zrobił, plus nazwisko mało znane, okładki mało atrakcyjne… Nie ręczę, że książki będą super, bo przecież sama nie czytałam nic poza tą jedną, piątą częścią, ale już po tej jednej widać, że dobrze się zapowiada. Sama jestem ciekawa 🙂

      Liked by 1 person

      1. Ja już nawet nic nie ładuję (staram się) i dzielnie wyczytuję to co mam, plus biblioteczne. Coś jednak podejrzewam, że zbyt długo to nie potrwa, bo znów coś ściągnęłam z gutenberga i amazona 😀

        Liked by 1 person

      2. A nie pamiętam, bo ja słuchałam 🙂
        A nie! Przecież ostatnio chciałam w antykwariacie w PL kupić papierową! Tylko, że rozsądek wyjątkowo tym razem wygrał tę potyczkę 😉 Ale nie był jakoś szalenie grubaśny.

        Liked by 1 person

  2. Jak wiesz – zazdroszczę spotkania 🙂 naprawdę super, że poszłaś!
    I narobiłaś mi apetytu na powrót do Devlina.. Tylko normalnie aż głupio kupić kolejnego ebooka, jak tyyyyle jeszcze czeka na przeczytanie 😉

    Like

    1. A DC Lucy też niezła. Tam dużą rolę odgrywa przeszłość bohaterki – traumatyczne przeżycia katolickiej rodziny (ojciec też policjant) w Derry.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s