John Irving · Recenzje

„Aleja tajemnic” John Irving

Ale brat Pepe nigdy nie był na miejscowym basurero. W tamtych czasach palono na wysypisku wszystko, co się dało, wszędzie płonęły ogniska. (Książki nadawały się na rozpałkę). Kiedy wysiadał ze swojego garbusa, smród basurero i żar ognisk dokładnie odpowiadały jego wyobrażeniom o piekle – nie uwzględnił w nich małoletniej siły roboczej.

Długo czekałam na tę książkę, bo John Irving wydaje nowe powieści co kilka lat. Pracuje nad nimi przez długie miesiące, dopieszcza, wygładza, a czasem znów zmierzwi i jeszcze raz pogłaszcze, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce. Jego bohaterowie żyją swoim własnym życiem. Owszem, on im je daje, ale dalej to już muszą radzić sobie sami, on tylko ich ukierunkowuje, lub wrzuca w pewne trudne sytuacje. Bohaterowie “Alei tajemnic” też nie mieli łatwo. Ba! To postacie, którym autor chyba już bardziej nie mógł utrudnić bytu. Ale oni się nie skarżą, brną w to, nie mając świadomości, kto bawi się w ich boga. Oj, dałaby mu Lupe do wiwatu, gdyby wiedziała, kto za tym wszystkim stoi.


Właśnie, Lupe, zacznijmy od niej, bo to moja ulubiona postać. Ona i jej brat urodzili się na wysypisku śmieci w Meksyku. Matka ich jest jednocześnie prostytutką i sprzątaczką w kościele, za co później została zabita przez Świętą Dziewicę (zwaną przez dzieci Świętą Zmorą), a ojciec… w sumie nieznany. Choć Esmeralda twierdzi, że ojcem jednego z nich jest el jefe Riviera, czyli właściciel śmietniska. Lupe ma wadę wymowy i rozumie ją tylko jej brat Juan Diego, który staje się jej tłumaczem. Dziewczynka kocha zwierzęta, a w szczególności psy, irytuje ją kult świętych i z wiekiem staje się coraz bardziej bezczelna, (czym trochę przypomina mi Franny z “Hotelu New Hampshire”), ale poza tym jest całkiem zwyczajną dziewczynką 😉 Ach, no i jeszcze potrafi czytać w myślach 😀

– Dziewice rządzą – przerwała im Lupe, ściskając puszkę po kawie. – Błogosławieństwa nikogo nie obchodzą. Nikt nie słucha Jezusa, on był tylko pionkiem. To dziewice pociągają za sznurki.

Niezwyczajny za to jest jej brat, Juan Diego. Ratując książki przed spaleniem na wysypisku nauczył się czytać po hiszpańsku i po angielsku. Jezuici, którzy postanowili podjąć się jego edukacji widzą w nim nie tylko tłumacza słów siostry, ale też prawdziwego zawodowego interpretatora, skoro nauka języków idzie mu tak łatwo. Los pokierował go jednak inaczej i już na początku książki dowiadujemy się, że Juan Diego to sławny amerykański pisarz. To z jego perspektywy widzimy całość wydarzeń. Już jako dorosły człowiek sukcesu, wraca myślami do tego, co działo się w Meksyku, kiedy on i Lupe byli dziećmi. Jednocześnie możemy obserwować “teraźniejszą” podróż Juana Diego. Zabierze nas ze sobą między innymi do Hongkongu i Manili. Będzie to podróż wspomnień i niezwykłych wydarzeń w typowym dla Irvinga stylu: trochę melancholijna, trochę zabawna.

Maryja nie stanowiła dzisiaj największego problemu (…) nigdzie na całym świecie nie eksponowano zwaśnionych panienek tak jarmarcznie, jak we wspomnianym sklepie na Independencia. Wśród nich znajdowały się dziewice naturalnej i nienaturalnej wielkości, w tym trzy występujące najczęściej w tanich, kiczowatych egzemplarzach, jakich w sklepie było na pęczki. (…) Sklep oferował też naturalnej wielkości (i większe) wersje Chrystusa Ukrzyżowanego; jeśli miałeś krzepę, mogłeś zataszczyć do domu wielkiego Krwawiącego Jezusa.(…) Na przekór powadze, z jaką Lupe podchodziła do tematu lokalnych dziewic, sklep z ozdobami stanowił dla niej i brata obiekt nieustających żartów. Sklep z dziewicami “Panienka”, tak go czasem nazywali, stał się dla nich miejscem, do którego chodzili się pośmiać. Tamte dziewice na sprzedaż nie były tak realistyczne jak prostytutki na ulicy Zaragoza; należały bardziej do kategorii dmuchanych lalek. A Krwawiący Jezusowie wyglądali po prostu groteskowo.

John Irving zawsze poruszał kontrowersyjne tematy i w “Alei tajemnic” nie mogło ich zabraknąć. Wielu Polakom może się ta książka nie spodobać, bo uderza on w ich świętość: Dziewicę Maryję oraz papieża Jana Pawła II. Irving obnaża wady wiary katolickiej i choć nie wyśmiewa, zwraca uwagę na to, co większość ludzi przyjmuje ślepo za pewnik. “Ten polski papież”, mówi słowami swoich bohaterów i denerwuje się, że tak uparcie zakazuje antykoncepcji .

Oczywiście Kościół jest szczery wobec swojej do biednych, jak zawsze podkreślał Clark – Juan Diego nie miał tutaj nic do powiedzenia. Dlaczego Kościół niby miałby kochać biednych? Ale co z antykoncepcją? Co z aborcją? To “postawa społeczna” Kościoła katolickiego doprowadzała Juana Diego do szału. Polityka Kościoła – sprzeciw wobec aborcji, nawet antykoncepcji! – nie tylko “podporządkowała” kobiety rodzeniu, jak to nazywał, ale przyczyniała do pogorszenia sytuacji biedoty. Biedni ludzie nadal się rozmnażają, prawda?

Tłumaczenie “Alei tajemnic” na pewno nie było łatwe. Zajęła się tym Magdalena Moltzan – Malkowska. Musiało być to o tyle trudne, że autor często używał słów hiszpańskich i choć owszem, były one wyjaśnione w tekście, to przekład mógł sprawić większy problem. Osobiście cieszę się, że jednak zdecydowałam się na polską wersję językową, bo jestem pewna, że z angielską mocno bym się umęczyła, zgubiłabym wiele wątków i sporo istotnych rzeczy by mi umknęło. Książkę czytałam bardzo dokładnie z zaznaczaniem tysięcy fragmentów i interesujących mnie tematów, ale nie jestem w stanie wszystkich ich tutaj przytoczyć, dlatego skupiłam się tylko na kilku wzmiankach.

Na pewno również warte wspomnienia jest to, że Irving popełnił “plagiat samego siebie” (o ile coś takiego jest możliwe ;)). Sam, jeszcze przed premierą przyznał się, że początkowo basurero, czyli opowieść o dwójce dzieci z wysypiska pisał w formie scenariusza filmu. Potem pomysł padł, a Irving niektóre wątki wykorzystał w genialnej powieści “Syn cyrku”, ( o którym pisałam TUTAJ). W tej wcześniejszej powieści też mamy dzieci, w tym jedno kalekie, ale żyją one w indyjskich slumsach, a nie meksykańskim wysypisku. Powtarza się też wątek z jezuitami oraz cyrkiem. Autor, wszystkie te motywy ponownie wykorzystał w “Alei tajemnic”. I choć jest to zupełnie odrębna opowieść, czytelnik czuje się po części jakby wracał, hmm, adekwatnym wyrażeniem będzie tutaj: na stare śmieci 😉

Czy to sam autor chce się rozliczyć z przeszłością, ze swoim pisarstwem? W najnowszej powieści Johna Irvinga znajdziemy jeszcze wiele innych nawiązań do poprzednich jego dzieł. Mamy wzmianki z “Metody wodnej”, wspomnienie “Hotelu New Hampshire”, czy “Regulaminu tłoczni win”. Uważny czytelnik wynotuje mnóstwo innych powtarzających się motywów, a każdy fan będzie przyklaskiwał tym wzmiankom z radością. Jedni powiedzą, że taka powtarzalność ich nudzi, mnie bawiła. Ale to nie jest łatwa książka z lekką fabułą, dlatego niekoniecznie polecam ją jako pierwszą z powieści Irvinga.

Juan Diego nie sądził, że czytelniczki przyciąga tematyka jego powieści; zawsze powtarzał, że to kobiety są największymi miłośniczkami prozy, a nie mężczyźni. Nie popierał tego żadną teorią, jedynie stwierdzał fakt.


Advertisements

26 thoughts on “„Aleja tajemnic” John Irving

    1. Była dziwaczna, to prawda – zakręcenie z tabletkami, dziwne postacie Miriam i Dorothy – ale mnie to bawiło, ciekawa byłam, co będzie dalej. Nie do końca tylko zrozumiałam podróż do Manilii – pretekst był trochę słaby.

      Like

  1. Muszę przyznać, że nie do końca byłam przekonana, czy chcę sięgnąć po tę książkę. Teraz chcę i nie wiem,czy Ci za to dziękować, czy Cię za to przeklinać. 😉 PS A taki ‘plagiat samego siebie’ – jak to nazwałaś – krytycy literatury nazwaliby pewnie intertekstualnością. 🙂

    Like

    1. O, dziękuję za podpowiedź 🙂
      Wiesz co, to ja teraz też nie wiem, czy się cieszyć, czy bać, że Ci się nie spodoba 😀
      Bardzo jestem ciekawa, czy spodobają Ci się dialogi między Lupe i Juanem Diego 😀

      Like

  2. Irvinga nie czytałem nigdy.. kiedyś kolega coś mi podrzucał jak rehabilitowałem się w szpitalu.. ale to bardziej jego żona… i tak przeleżało u mnie ustawowe parę tygodni i zdecydowałem oddać.. po Twojej recenzji mam mieszane uczucia czy zabierać się akurat za tę książkę..

    Like

  3. To był cały Irving – zabawny, lekko ironiczny i całkiem zakręcony. Religia, transseksualiści, pisarze i oczywiście cyrk! Bawiłam się doskonale czytając tę powieść, chociaż mam wrażenie, że Irving trochę zjada własny ogon. Owszem, nawiązania do swoich powieści były świetne dla każdego czytelnika, który zna jego twórczość, ale jeśli następna jego powieść będzie tak wyglądać, to nie wiem czy zareaguję tak samo pozytywnie, jak na “Aleję tajemnic”

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s