Książka vs. Film · Recenzje

„Amerykańscy bogowie” Neil Gaiman

Powieść “Amerykańscy bogowie” Neila Gaimana czytałam po raz pierwszy trzy lata temu, w ramach listy Pingerowego Klubu Książki (była to nasza trzecia wspólna książka). Nie zachwyciła mnie wtedy zbytnio, choć na pewno zwróciła moją uwagę kilkoma motywami i nie pozostała bez echa. Na tyle, że gdy usłyszałam o planowanej ekranizacji, zapragnęłam ponownie ją przeczytać.

Słowa pływały w jego umyśle niczym mydlane bańki, gdy je czytał, by po sekundzie zniknąć bez śladu.

Jestem zwolenniczką czytania książek po raz drugi, trzeci, a nawet dziesiąty. Nie uważam takiej aktywności za stratę czasu. Owszem, czasem tego czasu mi żal, bo przecież jest na świecie tyle wspaniałych książek, które chiałabym jeszcze przeczytać, więc po co czytać te same po raz kolejny? A jednak… Według mnie, książka, czytana po raz drugi pozwala więcej w niej odkryć. Bywa, że czytam dość pospiesznie, bo tak bardzo chcę się dowiedzieć, co będzie się działo dalej, że umyka mi wiele istotnych treści, przemyślenia odstawiam na bok, refleksje rozmazują się w tle kolejnych wydarzeń. Ponowne czytanie, to drugie spojrzenie, może pod innym kątem, a może z tej samej perspektywy, za to z jaśniejszym umysłem, już bez takiego pośpiechu, jaki zwykle mi towarzyszy. Poza tym, ja sama zmieniam się, a wraz ze mną, może zmieniać się i treść książki, którą czytam po latach. Przykładowo: inaczej widziałam Emilkę ze Srebrnego Nowiu, gdyż czytałam ją dziesiętki razy jako dziecko, a inaczej teraz, jako dorosła osoba, która nie tylko widzi naiwność wykreowanej przez Lucy Maud Montgomery postaci, ale też błędy niedopatrzone przez wydawnictwo. Poza tym przy ponownym czytaniu tych samych książek dochodzi przyjemność powrotu w ukochane miejsca i spotkanie z literackimi przyjaciółmi. A to zawsze w cenie.

“Amerykańskich bogów” chciałam odświeżyć, bo niewiele pamietałam (mimo tego, że przecież czytałam całkiem niedawno), a na pewno będę chciała obejrzeć ekranizację. Lubię znać treść książki, zanim zobaczę ją na ekranie.


Jak było tym razem? Niestety, muszę przyznać, że znów nie zrobiła na mnie zbyt wielkiego wrażenia, (co nie oznacza, że mi się nie podobała), ale na pewno nie mogę też stwierdzić, że powtórne czytanie poszło na marne. Co to, to nie. Bardzo cenię sobie Neila Gaimana jako pisarza, a to, że “Amerykańscy bogowie” mnie nie zachwycili, nie zniechęca mnie do dalszego czytania. Już nawet planuję lekturę drugiej części, czyli “Anansi Boys”. Problem z bogami Ameryki polega w moim przypadku chyba na tym, że ja nie do końca ich rozumiem. Choć ta kultura nie jest mi obca, to według mnie, zbyt słabo znam wszelkie mitologie, żeby do końca zrozumieć co Gaiman miał na myśli, czrpiąc z nich garściami. Autor bardzo dużo pozostawia do interpretacji, a to sprawia, że czułam się jeszcze bardziej zagubiona. Powtórna lektura na pewno pomogła mi w pewnym stopniu zrozumieć niektóre wątki, ale to nadal nie było to, bo ja lubię wiedzieć więcej. Cóż,winić mogę tylko siebie – czas na naukę o bogach.

Przyznaję, że trochę czasu zajęło mi zrozumienie, kto ma się bić z kim. Nie podobało mi się za to, że cała wyprawa, już po tym, jak autor przedstawił dlugaśną listę bogów biorących w niej udział, tak naprawdą była na marne. Nie skończyła się niczym ekscytujacym, a tylko zmęczyła, zdaje się, zarówno bogów, jak i mnie samą (nadmiar informacji). Jestem jednak pewna, że tym, którzy rozumieją trochę wiecej ode mnie, skąd się biorą bogowie i jakie są ich atrybuty, będą mieli tutaj sporo frajdy.

Poza wymienionym wyżej fragmentem (długim), który sprawił mi trudność, lektura “Amerykańskich bogów” należała do tych przyjemnych. Zaczyna się opisem życia Cienia (Shadow) w więzieniu i powodu, dla którego wypuszczaja go kilka dni wcześniej. Z wielkiej radości, że wreszczie, po 3 latach będzie mógł wyjść na wolność i wrócić do domu, do ukochanej żony, pozostał tylko, nomen omen, cień. Nie rozpacza, wpada w pustkę. Cień, mężczyzna silny, zarówno psychicznie, jak i fizycznie, wpada swego rodzaju letarg, a to prowadzi do kilku niespodziewanych zwrotów akcji. W tym stanie poznaje Wednesdeya, tajemniczego osobnika, który oferuje mu pracę…

Deszcz bębnił o ścianę samolotu. Cień wyobrażał sobie małe dzieci, ciskające z nieba garściami wysuszony groszek.

Swietne pióro Gaimana dostarcza czytelnikowi wielu atrakcji. Ja, na nowo odkrywałam arcyciekawe cytaty, które umknęły mi podczas pierwszego czytania. I choćby dlatego polecam powtórki niektórych lektur. Autor, balansuje prozą między jawą a snem, a w sam środek tej niepewności wrzuca swojego głównego bohatera i resztę towarzyszacym mu postaci. Nie spodziewajacie się, że będziecie potrafili jednoznacznie określić, gdzie w tej chwili znajduje się Cień – ale właśnie w tym cała zabawa.

Już dawno uznał, że wszystkie lotniska w gruncie rzeczy wyglądają tak samo – nieważne gdzie jesteś, jesteś na lotnisku. Kafelki, korytarze, toalety, bramki, kioski z gazetami, jarzeniówki. To lotnisko także wyglądało typowo; niestety, jednak nie było miejscem, do którego zmierzał. Było stanowczo za duże. Zbyt wiele ludzi, zdecydowanie zbyt wiele bramek. Twarze mijanych osób miały zmęczony, otępiały wyraz, widywany jedynie na lotniskach i w więzieniach. Jeśli piekło, to inni, pomyślał Cień, to lotniska są czyśćcem.



Wersja filmowa, a dokładniej to serialowa, planowana była już od 2011 roku. Ekranizacją miała się zająć wytwornia HBO, jednak od tamtej pory wiele się zmieniło i w rezultacie wyzwanie podjęła telewizja STARZ. Premiera zapowiadana jest na początek 2017 roku, więc jeszcze trochę trzeba poczekać. Daje to jednak szanse na nadrobienie książki, tym, co jeszcze nie mieli takiej okazji.

Spójrzcie na pierwsze klipy z planu filmowego (Link dzięki Kawerna.pl):

https://www.facebook.com/AmericanGodsSTARZ/videos/610821062428741/

Do mnie ten trailer przemawia. Bardzo głośno nawet przemawia J Zapowiada się fantastycznie i już nie mogę się doczekać.

W rolach głównych zobaczymy:

Cień – Ricky Whittle

Laura (żona Cienia) – Emily Browning

Wednesday – Ian McShane

Tak naprawdę, liczę, że ekranizacja pomoże mi zrozumieć pewne kwestie zawarte w książce i wreszcie będę mogła ładnie sobie to wszystko poukładać w głowie, bez obawy, że znów zapomnę co się działo, zanim jeszcze zabiorę się za drugi tom J


Po więcej informacji zajrzyjcie do linków poniżej:

http://www.ew.com/article/2016/06/16/american-gods-first-look

http://www.ew.com/article/2016/07/14/american-gods-technical-boy

http://www.kawerna.pl/aktualnosci/seriale/item/13602-amerykanscy-bogowie-zdjecia-promocyjne.html

Advertisements

4 thoughts on “„Amerykańscy bogowie” Neil Gaiman

    1. Powiadasz? No to cieszę się w takim razie, że “Chłopaki Anansiego” jeszcze przede mną. I dobrze, że mój egzemplarz nie ma takiego brzydkiego pająka na okładce, bo chyba nie dałabym rady patrzeć na to przez kilka dni z rzędu 😉

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s