Recenzje

“Me Before You” Jojo Moyes

Lubię sobie czasem wyjść z mojego czytelniczego kokonu i zabrać się za coś, po co normalnie bym nie sięgnęła, bo nie leży w zakresie moich zainteresowań. Bywa, że w takich przypadkach szybko odkładam książkę po kilku stronach, ale… czasem daję się też zaskoczyć pozytywnie, tak jak w tym przypadku.

O “Me Before You” Jojo Moyes (“Zanim się pojawiłeś”) było głośno już od dawna, a gdy w czerwcu tego roku odbyła się premiera filmu popularność książki wzrosła kilkakrotnie. Ja, początkowo jeszcze się opierałam, a nie było to łatwe, gdzyż moje koleżanki z pracy wciąż mówiły o tym fenomenie, wymieniały się książkami i namawiały, namawiały… Wreszcie i ja uległam, bo koleżanka, która tak jak i ja, jest raczej “thrillerowata” niż “romansowata” obiecała, że to nie jest taki sobie zwykły romans, a za to jest świetna historia i sporo dobrego humoru. To ostatnie mnie przekonało.


I rzeczywiście. Romansu tu właściwie jak na lekarstwo. W każdym razie nie przewodzi on treści, nie wtrynia się w każde wydarzenie, każdą wypowiedź bohaterów. Jest jakby na marginesie. To trochę tak, jakby był skutkiem ubocznym wydarzeń, a nie jego główną nicią, na której trzyma się cały ścieg. I to mi odpowiada. To mi się podoba.

Lou Clark prowadzi wzglednie nudne życie młodej dziewczyny z małego miasteczka. Od lat jest w stałym zwiążku z Patrickiem, oszalałym na punkcie sportu i zdrowego odżywiania. Sama do zbytnio aktywnych nie należy, a swoją osobowość wyraża poprzez zabawne i oryginalne stroje. Można by powiedzieć, że jest szarą myszką, jeśli chodzi o życie, ale na pewno nie z powodu wyglądu – ten raczej odstaje od tłumu. Lou lubi swoją pracę w kawiarni. Chętnie rozmawia z klientami, przyjemnie jej przygotowywać zwykłą herbatę, serwować ciastka. Nic nadzwyczajnego, ale jej taki tryb wystarcza. Do czasu…

How could I explain to this man how much I wanted to work? Did he have the slightest idea how much I missed my old job? Unemployment had been a concept, something droningly referred to on the news in relation to shipyards or car factories. I had never considered that you might miss a job like you missed a limb – a constant, reflexive thing. I hadn’t thought that as well as the obvious fears about money, and your future, losing your job would make you feel inadequate, and a bit useless. That it would be harder to get up in the morning than when you were rudely shocked into consciousness by the alarm. That you might miss the people you worked with, no matter how little you had in common with them.

Kawiarnia zostaje zamknieta, Lou zostaje bez pracy, w akcie desperacji przyjmuje posadę opiekunki pewnego gburowatego, młodego mężczyzny. Will Traynor przykuty jest na zmianę do łóżka lub wózka inwalidzkiego, ma paraliż wszystkich czterech kończyn (zostało mu słabe czucie w dłoniach). Lou probuje w jakis sposób dotrzeć do mężczyzny, pomóc mu w tej okropnej sytuacji, choć przecież od początku nie miała serca do tej pracy i nienawidziła każdego dnia spędzonego w domu pracodawcy.


Choć powieść momentami jest mocno przewidywalna, czyta się ją bardzo przyjemnie i szybko. A może właśnie dlatego? Mocną stroną jest humor, którego jest tu sporo, mimo jakże ciężkiej w odbiorze tematyki. Jojo Moyes udało się przedstawić problemy osób niepełnosprawnych, a przede wszystkim reakcji otoczenia, przy akompaniamencie niezłego dowcipu. Swoim stylem pisania sprawiła, że ciężkość zniknęła i powieść czyta się przyjemnie, choć jednocześnie otwiera oczy na pewne zagadnienia. Ale nie bojcie się, kiedy trzeba trochę spoważnieć, nie będzie zasypywać czytelnika całą masą dowcipów, tylko pozwoli się mu wyciszyć.

‘Good to meet you, Patrick,’ Will said. ‘And thank you for the … advice.’

‘Oh, just trying to help my girlfriend get the best out of her job,’ he said. ‘That’s all.’

There was a definite emphasis on the word my.

‘Well, you’re a lucky man,’ Will said, as Nathan began to steer him out. ‘She certainly gives a good bed bath.’

He said it so quickly that the door was closed before Patrick even realized what he had said.

‘You never told me you were giving him bed baths. (…) What does that mean – you wash his dick?’

‘I don’t wash his dick.’

‘He just said you did.’

‘He’s teasing you. And after you going on and on about how he used to be an action man, I don’t blame him.’

To nie romans jest najważniejszym tematem tej książki tylko niepełnosprawność. Autorka przedstawia zwyczajne codzienne życie młodego mężczyzny, który tak aktywny przed wypadkiem, teraz nie może robić prawie nic z tego, co kiedyś sprawiało mu przyjemność. Wraz ze zdolnoscią poruszania się o własnych siłach odebrana została mu chęć do życia.

Tak, to kolejny niełatwy temat, który narzuca nam autorka: samobójstwo wspomagane. W katolickim kraju temat niemal niezauważalny, nie poruszany, ale na pewno nie nieistniejacy. Warto przyjrzeć się mu bliżej, choć tutaj nie jest to perspektywa Polski, bo bohaterowie mieszkają pod Londynem.


Niech dla Was zachętą do przeczytania tej niezwykłej powieści będzie to, że zaraz po przeczytaniu “Me Before You” zabrałam się za kontynuację, czyli “After You”. Obiecuję, że i na jej temat coś napiszę.


Dawno nie widziany odcinek słownika do książki TUTAJ TUTAJ :)

Advertisements

16 thoughts on ““Me Before You” Jojo Moyes

  1. Mnie jakoś nie ciągnie do tej książki, bo wszyscy o niej piszą i się zachwycają, mam już alergię 😛 Poza tym nie przepadam za takimi historiami 😉 Ale cieszę się, że Tobie się podobała i miło spędziłaś czas 🙂

    Like

  2. Ja już jestem po lekturze dwóch części. Obie są urzekające. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że równie dobrze mogłyby to być dwie odrębne historie. Pierwsza wzrusza i porusza, zaś druga chyba powstała trochę ku pokrzepieniu, daje nadzieję i pokazuje jak długa droga jest, aby wypuścić z rąk utraconą miłość. Niemniej warto przeczytać. Jeśli odpowiadał Ci, Lolanto humor “Zanim się pojawiłeś”, to w “Kiedy odszedłeś” jest go chyba jeszcze więcej. 🙂

    Like

    1. Ola! A dla mnie zupełnie odwrotnie. Mam wrażenie, że “Kiedy odszedłeś” jest o wiele bardziej przygnębiające i tego humoru jest sporo mniej. A mimo to, książka mi się podoba. Zostało mi jeszcze jakięś 60-70 stron.
      I tak, masz rację – to zupełnie inne historie. Will, mimo, że się przewija to jest właściwie nieobecny i może to właśnie dlatego.

      Like

      1. Wiesz, Lolanto, może mój punkt oglądu jest obecnie inny. 😛 Gdy czytałam pierwszą część byłam w zaawansowanej ciąży, ciężar fizyczny przekładał się na ten duchowy i może właśnie dlatego tamta historia tak bardzo pogruchotała mi serce. 😉 Dziś, gdy z mojej twarzy nie znika uśmiech – oczywiście za sprawą maleńkiej istotki, “Kiedy odszedłeś” jawi mi się bardzo optymistycznie, mimo ciężkiego tematu, jakim jest żałoba.

        Like

  3. Kupiłam koleżance (z tych nieczytających) na urodziny i po kilku dniach mi napisała, że książkę skończyła i jest ZACH-WY-CO-NA i dosłownie pochłonęła książkę. Chyba w takim razie i ja ją przeczytam – rzeczona koleżanka chętnie mi pożyczy 🙂

    Like

    1. Czasem przyjemnie jest poczytać coś takiego dla odmiany. Bo, powiem Ci, mimo ciężkiej tematyki, książka okazuje się wyjątkowo odprężająca. O ile oczywiście nie zafiksujesz się za mocno na problemie wspomaganego samobójstwa.

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s