Recenzje

„The Round House” Louise Erdrich

Przez ostatnie miesiące opuściłam się mocno z uczesnictwem w lokalnym klubie książki. Zniechęcił mnie brak czasu, ale też słabsze książki wybierane ostatnio dla naszej grupy. Wolałam poczytać coś z własnego zakresu, skoro i tak tego czasu na czytanie wciąż mało (pełny etat i zmęczenie robią swoje). Zrobiłam sobie przerwę z myślą, że chyba już tam nie wrócę. Zapomniałam jednak, że zapisałam się na listę emailową do biblioteki w razie jakiś ważniejszych wydarzeń i… no cóż, skusiłam się. Email od bibliotekarki dotyczył The Red Line Book Festival, który odbędzie się w Dublinie w październiku. W związku z nim, moja biblioteka organizuje wyjazd dla klubowiczów. No pewnie, że jadę! Pożyczyłam dwie książki autorów, których mamy tam spotkać, a na dokładkę wzięłam bieżącą powieść klubu książki, którą jest “The Round House” Louise Erdrich. I jak dobrze, że wróciłam do klubu na czas, bo żałowałabym, że ominęłam taką cudowną książkę!


Rok 1988. Rezerwat Indian, Północna Dakota

Joe Coutts ma 13 lat i wakacje. Rozrabia z kolegami, jak przystało na nastolatków. Jeżdżą na rowerach, kąpią się w jeziorze, cichcem popalają lub piją piwo, zaczynają oglądać się za dziewczynami. Życie w rezerwacie Indian nie różniłoby się od życia każdego innego amerykańskiego nastolatka, gdyby nie pewne wydarzenie: matka Joe została brutalnie zgwałcona, a oprawca próbował ją zabić. Udało jej się uciec. Geraldine jest pod opieką męża i syna, i choć zamknięta w sobie, wycofana, nie wstaje z łóżka i nie chce jeść, to żyje. A gwałciciel jest na wolności. Joe postanawia dowiedzieć się za wszelką cenę, co tak naprawdę stało się w tytułowym Round House. Nie boi się szczegółów, chroni go młodzieńcza odwaga. I koledzy. Razem prowadzą dochodzenie, by odnaleźć gwałciciela. Musi zostać ukarany. Joe nie chce się już dłużej bać o życie mamy.

“The Round House” Louise Erdrich to książka o zemście i sprawiedliwości, o tym, jak niedoskonałe jest prawo (szczególny probem w rezerwatach). O życiu w rezerwacie, dorastaniu, cierpieniu. O poznawaniu świata, a często brutlanej prawdy o życiu. Wprowadzenie w dorosłość nie może być łatwe.

There are Indian grandmas who get too much church and Indian grandmas where the church doesn’t take, and who are let loose in their old age to shock the young. Zack had one of those last sort. Grandma Ignatia Thunder. She had been to Catholic boarding school but it just hardened her, she said, the way it hardened the priests. She spoke Indian and talked about men’s secrets. When she and Mooshum got together to reminisce about the old days, my father said they talked so dirty the air around them turned blue.

Na wyróżnienie zasługują opowieści poboczne, które autorka idealnie wplotła w fabułę. Są to najczęściej historie starszyzny, pół-legendy, pół-prawdy, nasiąknięte magią i duchowością, uwydatniające kulturę i wierzenia Indian.

There was an occasional ghost, that’s what. Ghosts were there. Sometimes they walked in, looking just like people. I could recognize one occasionally as a person I had buried, but on the whole they didn’t much resemble their old selves. My old boss told me how to pick them out. They would look more faded out then living people, and listless, too, yet irritable. They’d walk around, nodding at the graves, stating at trees and stones until they found their own grave. Then they’d stand there, confused maybe. I never approached them.

Sceny spotkań Joe z przyjaciółmi mocno przypominają te z “Ciała” (“Stand by me”) Stephena Kinga. Klimat jest podobny: beztroska dojrzewających chłopców, ich rozmowy, aktywność oraz zderzenie z rzeczywistoscią dorosłych. Przyjemnie się czyta o ich zabawach, wygłupach, ciężko zaś patrzeć, gdy zmuszeni są wejść w buty dorosłości.

Drugim skojarzeniem był “Długi wrześniowy weekend” Joyce Maynard, ze względu na dorastającego chłopca opiekującego się matką z depresją oraz mocnym męskim wzorze dla chłopaka (tu Bazil – ojciec Joe, tam – Frank, nieznajomy).

I jeszcze niespodzianka dla fanow Algernona Blackwooda – będzie też o wiindigoo i o tym jak się go pozbyć, kiedy nas dopadnie.


Zdradzę Wam też, że niektórych bohaterów można poznać już wcześniej w powieści “The Plague of Doves”, więc może to od niej zechcielibyście zacząć znajomość z Louise Erdrich. Akcja dzieje się w tym samym miejscu i dotyczy podobnej tematyki. Co do książek przetłumaczonych na polski, portal Lubimy czytać podopowiada wielokrotnie nagradzaną powieść “Leki na miłość” oraz drugą z cudnym tytułem “Klub śpiewających rzeźników” 😀


Louise Erdrich

Na okładce “The Round House”: winner of the National Book Award (2012). Z notki biograficznej w środku dowiaduję się między innym, że za “Leki na miłość” autorka wygrała National Book Critics Circle Award, była również finalistką nagrody Pulizera. Autorka jest także właścicielką niezależnej księgarni Birchbark Books (ech, marzenie). Dlaczego nigdy wcześniej o niej nie słyszałam? Louise Erdrich to moje odkrycie roku. Już planuję zakup/wypożyczenie kolejnych jej powieści, a i Wam polecam zrobić to samo.

Advertisements

4 thoughts on “„The Round House” Louise Erdrich

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s