Recenzje · Uncategorized

„Dom na skraju nocy” Catherine Banner”

Zdawało się, że kwadratowy budynek o barwie spłowiałego bursztynu balansuje na zboczu pomiędzy światłami piazzy a mrokiem urwiska i morza. Taras oplotła w wielkiej obfitości bugenwilla. Przy małych stolikach wśród kwiatów miejscowi popijali limoncello i arancello, spierali się i przeklinali przy grze w karty, kołysali w rytm wirujących dźwięków organetto. Szyld ozdobnym pismem głosił: Casa al Bordo della Notte, czyli Dom na Skraju Nocy.

Powieść “Dom na skraju nocy” Catherine Banner zajęła moje myśli na dobrych kilka dni. Książkę zaczęłam w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek od rana myślałam już tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu, kontynuować czytanie, by dowiedzieć się, co będzie się działo dalej. Niestety, realny świat rozczarowuje, bo czytać mogę tylko wieczorami i czasem na przerwie w pracy.


Samo miasteczko miało w sobie niemy bezruch miejsca nieprzywykłego do przyjezdnych. (…) Nie wpasował się zatem od razu, lecz mimo to czuł, że – w jakiś niejasny, istotny sposób – tu przynależy.

Za tę moją tęsknotę za książką odpowiedzialna jest chyba atmosfera wyspy, na której toczą się wydarzenia. Choć nie zawsze charakteryzują ją cechy pozytywne, to ma w sobie to coś, co ja nazywam nierzeczywistą rzeczywistością, czyli wierzę w jej istnienie, mimo, że momentami wydaje się mało prawdziwa. Małomiasteczkowość, włoskie klimaty, zacieśnianie więzi międzyludzkich nie tylko z sympatii, ale z konieczności – braku kontaktu ze stałym lądem. Zbyt daleko od włoskiego “buta” mieszkańcy zdani tylko na siebie, musieli nauczyć się polegać na sobie nawzajem. Wiedzą o sąsiadach wszystko. Z prostotą i szczerością okazują zarówno sympatię, jak i niezadowolenie. Tak naprawdę Castellamare to cały ich świat.

Amadeo jest podrzutkiem. Matka zostawiła go na progu szpitala i nigdy nie wróciła. Mimo niezbyt zachęcającego startu i wrodzonej niezgrabności Amadeo udało się zdobyć kwalifikacje doktora medycyny. Właśnie dostał swoją pierwszą stałą pracę – został lekarzem na niewielkiej włoskiej wyspie Castellamare. Bardzo szybko się na niej zadomowił i już nie wyobrażał sobie, że miałby żyć gdzie indziej.

Amedeo jednak, który całe życie miał wrażenie, że jest nieważki, jak gdyby groziło mu, że zupełnie oderwie się od ziemi, z radością witał solidny ciężar tego miejsca, ciasnotę jego granic. Bawiło go, że pacjenci znają wszelkie jego zamierzenia na godzinę przed nim; nie irytowały go wdowy obserwujące go z drewnianych krzeseł wystawionych przed domy zmrużonymi, szacującymi oczami; czerpał pociechę z faktu, że z okien domu każdego z jego pacjentów widać tę samą niebieską kreskę morza. Wyspa miała długość pięciu mil i w swych codziennych wędrówkach przemierzył ją całą.

Tak zaczyna się saga rodu Esposito, którą czytelnik będzie mógł śledzić na bieżąco. Poznamy jego żonę, dzieci, wnuki. Razem z nim będziemy przeżywać radości i rodzinne tragedie. W dalszej części zaprzyjaźnimy się z jego wnuczką i będziemy jej kibicować w ułożeniu sobie życia rodzinnego i zawodowego. A wszystko to nie może się obyć bez towarzystwa mieszkańców wyspy, którzy wtrącają się do wszystkiego, ale też w większości serdecznie odnoszą się do rodziny Espositów.


Autorka, Catherine Banner, urodziła się w Wielkiej Brytanii, a na stałe mieszka w Turynie. Czytając jej najnowszą powieść odniosłam wrażenie, że bardzo dobrze poznała zwyczaje i mentalność Włochów, gdyż według mnie, świetnie udało jej się odzwierciedlić je w “Domu na skraju nocy”. Podobał mi się styl, czytało się wyśmienicie. Dla mnie ważne jest też to, że dość łatwo udawało się “wejść” w skórę bohaterów, przeżywać to co oni, a tym samym pokochać Castellamare. Bo to ona – wyspa, jest głównym bohaterem tej książki.

To książka idealna na długie jesienno – zimowe wieczory pod kocem i z kubkiem czegoś ciepłego w ręku. Będzie się podobać miłośnikom sag rodzinnych, opowieści na skraju baśni, historii z elementami podań ludowych. Polecam głównie kobietom, ale i mężczyźni mogą znaleźć tu coś dla siebie.

http-www-pixteller-com-pdata-t-l-552722


Czytanie “Domu na skraju nocy” Catherine Banner przyniosło ze sobą dodakowe skojarzenia.

  1. Motyw wyspy spotykany jest dość często, bo to wdzięczny temat na powieść, ale mi skojarzył się z “Coastliners” Joanne Harris, choć muszę przyznać, ze Harris nie uwiodła mnie swoją opowieścią, tak jak zrobiła to Catherine Banner.

  2. Skoro Joanna Harris, to mogłabym podsunąć jeszcze jedno skojarzenie. Choć nie czytałam “Czekolady”(czeka na półce), to widziałam i uwielbiam film. Atmosfera “Domu na skraju nocy” momentami mocno przypominała mi tą z filmu o najsmaczniejszych słodkich wyrobach.

  3. Na Castellamare króluje kult świętej Agaty. Wszystko kreci się wokół niej, raz do roku organizowany jest odpust (to wtedy Amadeo pojawia się na wyspie), a na co dzień wierni proszą o pomoc właśnie ją. Po wyspie krąży też figura świętej. Nie umiałam się powstrzymać przed porównaniami kultu Agaty i meksykańskiej Świętej Dziewicy (przez niektórych zwanej Świętą Zmorą ;)) z “Alei tajemnic” mojego najukochańszego pisarza, Johna Irvinga.


Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka 🙂

Advertisements

One thought on “„Dom na skraju nocy” Catherine Banner”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s