Biografia · Książka vs. Film · Recenzje

Beksińscy – wersja podwójna

Zaczęło się od zwykłego aparatu fotograficznego, gramofonu, magnetofonu szpulowego. Potem doszły kamery, wszystkie najnowsze modele. Musiał je mieć, rozpracować, wykorzystać ich wszystkie możliwości. I komputery. Pod koniec wiele z jego dzieł tworzył za pomocą różnych technik komputerowych. Zdzisław Beksiński potrafił zrozumieć działanie każdego najnowszego gadżetu na rynku, nigdy jednak nie zdołał zrozumieć własnej rodziny.


Zdzisław. Ukończył architekturę, ale najpierw zajął się fotografią. Miał fioła na punkcie rejestrowania okiem aparatu, wszystkiego wokół siebie. Nagrywał audiodzienniki, rozmowy z przyjaciółmi (czasem bez ich wiedzy), strzelał fotkę za fotką, a później też filmował. Dokumentował w ten sposób życie codzienne, jak np. obieranie ziemniaków przez żonę, snujące się po domu matkę i teściową, awantury z synem, czy nawet śmierć.

W trakcie pracy czuję się raczej sługą obrazu, który rozrasta się zgodnie ze swymi prawami, niż sługą koncepcji, która stała u jego poczęcia.

Zaczął malować w latach 50. i jego obrazy od razu zaczęły wzbudzać zainteresowanie. Niekoniecznie pozytywne, bo ludzie doszukiwali się w nich, (a czasem wcale nie musieli daleko szukać) wielu kontrowersji. W wywiadach Beksiński często zdawał się być zdziwiony, tym, jak inni reagują na jego dzieła i co w nich widza. Bywało, że mylnie ich naprowadzał, na zupełnie inną myśl przewodnią obrazu.

Ten wiecznie zestresowany pedantyczny człowiek, z zespołem wielu natręctw miał specyficzne poczucie humoru. Choć nie był typem towarzyskim to brak mu było asertywności, co skutkowało całą masą gości pragnących poznać mistrza.

Czy i Ty odważyłbyś się wejść do tego klaustrofobicznego mieszkania, pełnego dziwnie niepokojących obrazów?

Umarł ostatni. Śmierć nastąpiła w wyniku wykrwawienia, po tym, jak syn jego pomocnika zadźgał go nożem. Wielokrotnie. Brutalnie. We własnym domu Beksińskiego.

Tomek. Wychowywany zupełnie bezstresowo (bezstresowo tylko dla niego, rzecz jasna) już “od pieluszek” robił, co tylko chciał. Zarówno rodziców, jak i obie babcie owinął sobie wokół małego palca, dyrygował nimi, wyżywał się nich, nawet powiedziałabym, eksperymentował, chcąc się dowiedzieć jak zareagują. Zafiksowany jedynie sobie i swoich potrzebach doprowadzał rodzinę do rozpaczy kolejnymi próbami samobójczymi, a pomiędzy nimi, obietnicami, że i tak się wreszcie zabije. Otoczenie jednak go nie rozpieszczało, szybko poznali się na jego wybrykach i egoizmie. Nie miał wielu przyjaciół. Jedna z niewielu osób, które go rozumiały była Anja Ortodox z Closterkeller.

Miał dwie twarze, Dr. Jekylla i Mr. Hyde’a. Prywatnie był jak Wojciech Cejrowski. Zionął nienawiścią, zjadliwy. Zgorzknienie miał wypisane na twarzy. Wstawał rano i nienawidził. /słowa Nadkobiety/

Relacja z ojcem polegała na wymianie płyt, matkę wykorzystywał w celach kulinarnych, traktował jak sprzątaczkę. Od dziecka przyzwyczajony, że dostanie wszystko, czego zażąda od rodziców, nie potrafił wpisać się w społeczeństwo, które tych wymagań nie spełniało.

Jego wiedza w zakresie muzyki była imponująca. To tak naprawdę chyba jedyne, co kochał i co sprawiało mu radość. Zdobywał najnowsze płyty, nowinki, przedstawiał je później na antenie trojki. Słuchacze uwielbiali jego audycje, a jego przekłady dialogów filmów anglojęzycznych robiły furorę.

Umarł, bo chciał. Świat nie był na niego gotowy, czy on na świat?

Zofia. Zawsze w cieniu, zawsze na uboczu. Nie ingerowała, obserwowała. Czasem starała się coś doradzić, ale tak naprawdę nikt jej nie słuchał. Kucharka, sprzątaczka, pielęgniarka, Matka Polka. Do końca opiekowała się matką i teściową. Nigdy nie narzekała jak jej ciężko i nikt tego nie zauważał.

Sekret w Sanoku. Pomocnik, fotograf i jego żona zamykają się w piwnicy. Żona fotografa rozbiera się. Pomocnik obiecuje nie patrzeć i rozwiesza prześcieradła, które posłużą za tło. Fotograf ustawia światła i aparat. Potem sięga po szpagat i owija żonę jak baleron. Ściska jej ramiona, krępuje pośladki, tworzy sieć na plecach. Modelka staje tyłem do obiektywu, jej głowa jest poza kadrem. (…) Beksiński tytułuje pracę Gorset sadysty. W związanej kobiecie nikt nie rozpozna Zofii.

Była muzą własnego męża. Pozowała mu do wielu zdjęć i obrazów, robiła za manekina. Nie skarżyła się. Syna ubóstwiała, choć sprawiał jej ból. Wydaje mi się, że nigdy nie zrozumiała ile błędów wychowawczych popełnili wraz z mężem pozwalając synowi na wszystko. Ale to jaki był, to nie była oczywiście wyłącznie ich wina.

Zmarła na tętniaka aorty. Tomek, kiedy się dowiedział o chorobie, obiecał ojcu, że nic sobie nie zrobi, póki matka żyje. Dotrzymał słowa.

“Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej skupia się na mężczyznach w rodzinie, ale nie pozostawia ich towarzyszki całkiem na uboczu. To ona była spoiwem tej rodziny, bez niej nie byłoby Beksińskich. Grzebałkowska opisała ich tak, że potrafiła zainteresować nawet kogoś, kto niewiele wiedział na ich temat. Zdzisława znałam z jego obrazów, ale bardzo słabo. O Tomku nie wiedziałam właściwie nic, o istnieniu Zofii nie miałam pojęcia. Poznawałam ich właściwie od punktu zero. Czy spodobał mi się ten portret? Grzebałkowska pisze wspaniale, jednak rodziny, o której pisze nie sposób, według mnie, polubić. Nawet wychwalanie obrazów Zdzisława, czy wiedzy muzycznej Tomka nie skłoniło mnie wyciśnięcia krzty sympatii dla tych dwojga. A już szczególnie do Tomka. Dla mnie to był rozpieszczony, zepsuty egoista. Żal mi było jedynie Zofii, wykorzystywanej przez wszystkich, choć z drugiej strony… przecież dawała się wykorzystywać. Może inaczej nie umiała? A może taką sobie obrała misję, Matki Polki.

Grzebałkowska swoją książkę bogato opatrzyła cytatami z wielu wywiadów, opracowań, widać do jak wielu źródeł udało jej się dotrzeć. Nie wszyscy chcieli o nich mówić, nie wszyscy kochali mistrza. “Beksińscy. Portret podwójny” momentami sprawia wrażenie karykatury, bo wiadomo, uwydatnia się to, co w jakiś sposób wyróżnia. A Beksińscy różnili się od zwyczajnych rodzin niemal pod każdym względem.

Na “Ostatnią rodzinę” w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego wybrałam się w dniu premiery dla kin w Wielkiej Brytanii i Irlandii, czyli 4 listopada. Bardzo się cieszę, że Odeon umożliwił seans Polakom na wyspach, bo jak wiecie, bardzo lubię porównywać słowo pisane z tym ekranowym. “Ostatnia rodzina” nie jest oczywiście kropka w kropkę ekranizacją książki Grzebałkowkiej, wolę, żeby było to jasne. Ale na pewno reżyser czerpał garściami z tej publikacji.

Przez cały seans siedziałam jak na szpilkach, bo choć znałam historię Beksińskich, więc suspensu tu raczej ni było, to cały czas zastanawiałam się jak pewne sceny zostaną przedstawione, co się pojawi, a co zostanie wyrzucone. To bardzo dobry dramat, jednak nie dla każdego. Na pewno jest to obraz ciekawy dla zagranicznego widza, choćby z racji realistycznego odzwierciedlenia Polski lat 80. i 90. Nie chciałabym jednak, żeby na jej podstawie wyrysował się szkic typowego Polaka, utalentowanego, ale zupełnie aspołecznego. Cieszę się, że najpierw przeczytałam książkę Grzebałkowkiej, bo bez tego, seans pozostawiłby wiele luk, albo przynajmniej niedopowiedzeń. A tak, przynajmniej mogłam sobie dograć to, czego inni widzowie mogli się tylko domyślać.


Podsumowując, zarówno książka jak i film zrobiły na mnie spore wrażenie i polecam Wam, ale raczej, właśnie w tej kolejności. Jeszcze wiele można by mówić na ten temat, szczególnie teraz na świeżo, ale nie będę się bawić w niekończącą się notkę J

Przeczytałeś, widziałeś? Podziel się wrażeniami. Ciekawa jestem jak odebraliście postacie. Czy dużo wiedzieliście rodzinie zanim przeczytaliście książkę? Jaki to miało wpływ na Wasze o niej poglądy? Czy czytaliście, zanim wybraliście się na film? Jaki był was odbiór i porównanie tych dwóch dzieł? Bo wierzę, że nie każdy miał takie odczucia jak ja: bardzo pozytywne, jeśli chodzi o książkę i film, a bardzo negatywne, jeśli chodzi o samych Beksińskich.

http-www-pixteller-com-pdata-t-l-567265

Advertisements

9 thoughts on “Beksińscy – wersja podwójna

  1. Czytałam książkę (bardzo, bardzo dobra, ale pozostawiła mnie w stanie dziwnego odrętwienia), a filmu jeszcze nie widziałam. Wybieram się w tę środę, bo jeszcze gdzieniegdzie u nas w kinach go puszczają, a muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa “Ostatniej rodziny”. Ciekawa też jestem, jak sobie poradzili Andrzej Seweryn i Dawid Ogrodnik. Prace Zbigniewa Beksińskiego mnie bardzo poruszają. Świetna wystawa jego dzieł jest w jego rodzinnym Sanoku, a w październiku, przy okazji wizyty w Krakowie na Targach Książki, obejrzałam małą wystawę z kolekcji prywatnej, którą można odwiedzać w Nowohuckim Centrum Kultury. Robi wrażenie.

    Like

    1. Oo, zazdroszczę wystawy, choć przypuszczam, że ta właśnie zostawiłaby mnie w stanie odrętwienia.
      Seweryn rewelacja. Ogrodnika nie do końca jestem pewna. W każdym razie po filmie pogłębiło się przekonanie, że Tomka mogłabym się bać, dlatego nie wiem, czy kreacja nie była lekko przerysowana.

      Liked by 1 person

      1. Rozumiem. Ja Tomka nie znałam za życia, nie słuchałam jego audycji w Trójce. Zdzisława też zresztą “odkryłam” po jego śmierci. Ale te jego obrazy robią mi coś… gdzieś tam w środku 😉 I myślę, że tak właśnie powinna oddziaływać na odbiorę Sztuka przez duże SZ 🙂

        Like

  2. Nie czytałam, nie oglądałam ale zamierzam. Dokładnie w takiej kolejności. Tomka znałam jako legendę, ale choć słuchałam trójki, to jego audycje mnie ominęły. W pracach Zdzisława zakochałam się dzięki okładce Roku 1984, właśnie z reprodukcją jednego z obrazów, więc kiedy dowiedziałam się, że został zamordowany, to była dla mnie informacja, że nie żyje jeden z moich ulubionych malarzy (wszyscy pozostali nie żyją od dawna). Tylko o matce nic nie wiedziałam… ale o takich kobietach na ogół się nie mówi.

    Like

      1. Nie wiem czy była szczęśliwa, ale przynajmniej Zdzisław doceniał to jej poświęcenie i (chyba) dawał jej to odczuć. Z tego co wiem to niewielu ludziom skłonnym do tak daleko idących poświęceń to się zdarza. I w sumie dobrze dla niej się stało, że zmarła pierwsza. Tomek miał muzykę, Zdzisław – obrazy i elektronikę a ona tylko ich, więc jej bez nich byłoby gorzej niż im bez niej.
        Filmu nadal nie widziałam, muszę poczekać aż wyjdzie na DVD.

        Like

  3. planuje poczytać i też obejrzeć.. jakiś czas temu widziałem jakiś dokument o Tomaszu i taki dziwnie się oglądało.. dość specyficzny był.. patrząc na prace jego ojca szkoda, że nie został nikt o tych genach, choć z drugiej Tomasz nie malował… w każdym razie mam chyba ebooka więc w niedalekiej przyszłości zapoznam się z nimi 😀

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s