Biografia · Recenzje

“Uniewersalny ton. Historia mojego życia” Carlos Santana, Ashely Khan, Hal Miller

Muzyka Carlosa Santany towarzyszy mi od najmłodszych lat. Odkąd pamiętam, radio było pogłaśnianie na utworach takich jak “Oye Como Va”, czy “Europa”. Kiedy na imprezach dało się słyszeć pierwsze nuty przepięknej “Samby Pa Ti” (“Samba dla Ciebie”), moi rodzice od razu wychodzili na parkiet. To od zawsze jest ICH piosenka. To Mama jakiś czas temu wpadła na pomysł kupienia Tacie biografii muzyka i dzięki temu i ja dostałam ją w swoje ręce. Jeśli chodzi o piękną sambę, jest to utwór instrumentalny, ale pierwotnie, miał swój tekst.

Melodia może wpadać w jedno ucho, a wypadać drugim lub zostawać z tobą na dłużej. Samba Pa Ti nie jest muzyką, która szybko przemija. Jeśli chcesz coś zobaczyć z jadącego pociągu, musisz patrzeć na to, co znajduje się daleko, a nie na to, co przemyka ci przed nosem. Dla mnie tak samo jest z muzyką. Najlepsze utwory sięgają po ten daleki obraz i jadą szeroką drogą – są długimi pięknymi, niezapomnianymi melodiami.

Na każdym kroku odnajdujesz

Wolność swego serca

I jeśli umysł to pojmuje

Kobieto, kochaj męża

*

Wszyscy poszukują

Poszukują wiecznego spokoju

A on czeka tu na ciebie

Musisz tylko się podzielić

https://www.youtube.com/watch?v=j5AUm_xaE9A


“Uniwersalny ton. Historia mojego życia” dostarczy Wam wszystkiego, co powinniście wiedzieć na temat Carlosa Santany i jego zespołu. Napisana wspólnie z Ashley’em Khan i Halem Millerem stanowi nie tylko dokładny zbiór informacji na temat składu zespołu w poszczególnych latach, piosenek, czy współpracy z innymi artystami, ale daje coś więcej – znajdziecie tu bardzo osobiste przeżycia, duchowe wskazówki, a także zaraźliwą radość życia, którą muzyk dzieli się z wszystkimi naokoło.

Wierzysz w uniwersalny ton?

Wierzę – odparłem. – Uniwersalny ton oznacza, że istnieje jeden dźwięk, który potrafi połączyć alfę i omegę, niebo i ciało. Istnieje dźwięk, który można grać w każdym miejscu, o każdej porze i przemówić nim do wszystkich serc jednocześnie.

Pierwsze słowa książki to: “Mi historia comienza con un desfile”, czyli “Moja historia zaczyna się na pochodzie”. Rok 1938, Cihuatlan, Meksyk. Dziadek nienarodzonego jeszcze Carlosa wyzywa jego przyszłego ojca od diabłów. Bo José Santana właśnie przeprowadza przez miasteczko pochód roześmianych, roztańczony i zapewne pijanych prostytutek. To wtedy Josefina Barragán, obserwując wraz ze zdegustowanym ojcem rozbawiony pochód, postanowiła, że wyjdzie kiedyś za tego, który go prowadzi. I dopięła swego w kilka lat później.

Carlos urodził się jako czwarte dziecko despotycznej matki i charyzmatycznego, ale wiecznie nieobecnego ojca, który wyjeżdżał w poszukiwaniu zarobku jako muzyk. Carlos odkąd tylko nauczył się grać, sam w ten sposób zarabiał, by pomóc rodzinie. Jednak wieczne kłótnie z matką wypchnęły go szybko z domu rodzinnego. I choć matka bezkompromisowo sprowadzała go z powrotem, nigdy nie udało im się tak naprawdę naprawić relacji – już zawsze będzie od niej uciekał. Ale to właśnie jej zadedykował swoją autobiografię.


Muzyk wielokrotnie powtarza, że miał dużo szczęścia w życiu, że jest bardzo wdzięczny ludziom których napotkał na swojej drodze. Ceni sobie wszystkich nauczycieli, począwszy od pierwszego – swojego ojca, przez innych muzyków, z którymi dane mu było grać, lub na których się wzorował. Carlos powtarza, że jeśli się naprawdę coś kocha, trzeba się temu całkowicie poświęcić, dać z siebie sto procent, żeby było widać satysfakcjonujące efekty.

Wierzę, że wychowałem się wśród aniołów. Wierzę w niewidzialne królestwo. Nawet kiedy byłem sam, nigdy nie czułem się samotny. Moje życie zostało w ten sposób pobłogosławione. Zawsze ktoś był w pobliżu, obserwował mnie lub ze mną rozmawiał – w każdym razie robił coś we właściwym momencie. Miałem nauczycieli i przewodników. Niektórzy pomagali mi w pokonywaniu poszczególnych etapów. Niektórzy uratowali mi życie.

To, co mnie najbardziej zdziwiło podczas czytania biografii, to to, że Santana jest takim uduchowionym człowiekiem. Najpierw Jezus, potem medytacje – sprawia wrażenie głęboko wierzącego, niekoniecznie w Boga katolickiego, ale w istotę, która wszystkim kieruje. Modli się, i wierzy, że dobro przynosi więcej dobra. Lubi zaglądać w głąb siebie i rozważać swoje uczucia. Jest pogodzony ze sobą i światem.

Zwykle muzykom towarzyszy cała masa skandali, afer, które tylko podkręcają popularność, bo umówmy się – nic tak nie podbija popularności, jak seks afera, czy alkoholowo-narkotykowa wpadka. Santanie nic z tych rzeczy nie było potrzebne w budowaniu popularności. Wystarczyła muzyka – ten uniwersalny ton. Carlos przyznaje się do nadużywania zarówno alkoholu, jak i narkotyków, szczególnie w pierwszych latach działalności. Ba! Pierwszy, tak dla niego ważny Woodstock przeżył całkowicie napruty LSD. Jeśli widzieliście klip z tego koncertu (link tutaj), możecie zauważyć jakie miny robi Carlos podczas gry. Myślicie, że po prostu się tak wczuwał? Hmm, w swojej książce zwierzył się, że miał wizję, że jego gitara jest śmiercionośnym wężem. Cały koncert to tak naprawdę walka o przetrwanie z własną gitarą 😀 Na szczęście okazał się silniejszy 😉


“Uniwersalny ton. Historia mojego życia” to książka głównie dla fanów, ale nie tylko. Jeśli jesteście ciekawi, w jaki sposób muzyk wspiął się na szczyty list przebojów, jednocześnie zdobywając uznanie i przyjaźń najzdolniejszych muzyków, ta biografia będzie do tego idealna. Dla mnie samej najciekawsze były momenty, w których opisywał życie osobiste. Santana ma w zanadrzu mnóstwo anegdotek z czasu dzieciństwa i młodości, które pozwalają przybliżyć sylwetkę muzyka, tego, co go wykreowało. Według mnie trochę za mało było prywaty z jego późniejszych lat, mam na myśli małżeństwo i jego własne dzieci, ale rozumiem, że muzyk chciał chronić w ten sposób ich prywatność. Choć też nie pozostawia całkowicie pustej karty w tym temacie, o nich, też co nieco opowie.

Trochę meczący okazał się dla mnie natłok nazwisk, zmiany składu zespołu inspiracje i inne wariacje na temat. To już jest raczej gratka dla koneserów muzyki, jak mogę siebie nazwać tylko miłośniczką. Mimo tego, jeśli lubicie Santanę, nie będziecie zawiedzeni tą pozycją.

http-www-pixteller-com-pdata-t-l-574366

*Wszystkie zdjęcia i cytaty pochodzą z książki “Uniwersalny ton. Historia mojego życia” Carlos Santana, Ashley Kahn, Hal Miller, Bukowy Las 2015
Advertisements

5 thoughts on ““Uniewersalny ton. Historia mojego życia” Carlos Santana, Ashely Khan, Hal Miller

  1. O kurde! Moi rodzice mają dokładnie tak samo z Sambą! W ogóle to jestem przekonany, że Santana do mojego zaistnienia się przyczynił. Miło wiedzieć, że jest nas więcej w świecie.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s