Recenzje · Reportaż

“Zakonnice odchodzą po cichu” Marta Abramowicz

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze chodziłam do kościoła i angażowałam się w jego życie chciałam zostać zakonnicą. Nie, moim marzeniem nie był welon ślubny, ale zakonny. Zakonnice z mojej parafii podziwiałam przede wszystkim za cierpliwość i łagodność. Chciałam służyć Bogu i ludziom, być potrzebna, pomagać, uczyć dzieci. Z nikim o tym nie rozmawiałam, bo nie wierzyłam, że ktokolwiek mnie zrozumie. Zwierzyłam się tylko raz, mojemu przyjacielowi, Sebie, który o wiele lepiej niż ja znał środowisko, a który szybko wybił mi to z głowy. Znał mnie na tyle dobrze, że zdawał sobie sprawę, że nie nadawałabym się – nienawidziłam wszelkich rozkazów. Przeszło mi.

Zakony psują dobrych ludzi, idealistów, którzy chcą czegoś więcej. Jesteś zachęcana, by ślepo wierzyć, nawet jeśli się nie zgadzasz. Czarne jest białe, białe czarne. Masz to przyjąć w imię świętego posłuszeństwa. Ja tak robiłam. To był gwałt na umyśle.


Marcie Abramowicz, autorce książki “Zakonnice odchodzą po cichu” bardzo trudno było dotrzeć do byłych zakonnic, żeby przeprowadzić z nimi wywiady. Byłe siostry niechętnie mówią o swoim życiu w instytucji, w niektórych przypadkach było to w ogóle niemożliwe. Dlaczego tak jest? Czy to trauma wyniesiona ze złego traktowania? Czy to przymus wewnętrzny? A może rozmawianie o tych sprawach jest surowo zabronione, a zakaz obowiązuje nawet po wyjściu? Autorce udało się przeprowadzić wywiad z kilkoma byłymi zakonnicami i to ich wypowiedzi znajdują się na kartach książki. Jedne bardziej nieśmiałe, inne odważne. Jedne mają jedynie cichy żal do swoich przełożonych, inne są na nie wściekłe. Nie ma ani jednej, która dobrze by wspominała pobyt w placówce.

Religia nie zostawia żadnej przestrzeni na twoje myśli, decyzje, na twoją wolność. Jeśli masz wątpliwości, zawsze wytłumaczą ci: “Oto wielka tajemnica wiary”. Oddajesz mózg wspólnocie parafialnej i dostosowujesz się do listów, kazań, czytań. Mówią ci, w co masz wierzyć, kiedy masz się smucić, a kiedy cieszyć. To jest tak uproszczone i infantylne, jak kolędy.*

Okazuje się, że najważniejszą cechą zakonnicy wcale nie jest pobożność, to podporządkowanie. Jeśli nie jesteś w stanie ślepo wykonywać poleceń, nie potrafisz nie kwestionować celowości wykonywanego zadania to nie dasz rady przetrwać w zakonie. Tam należy założyć klapki na oczy, takie, żeby ograniczały widoczność tylko do wyznaczonych czynności. Nie pytać – wykonywać. Bardzo wczesne wstawanie, modlitwa, śniadanie, praca, praca, praca, modlitwa, posiłek, modlitwa, praca, praca, modlitwa, posiłek, modlitwa, sen. Tak mniej więcej wyglądają paciorki różańca dziennego. Nie ma przyjaźni, nie ma czasu na naukę (chyba, że ściśle wyznaczony dla tych sióstr, którym przełożona pozwoliła się uczyć – oczywiście tylko na wyznaczonym przez nią kierunku), nie można mieć zainteresowań, a o czasie dla siebie w ogóle zapomnij. A przecież człowiek potrzebuje tych rzeczy żeby nie zwariować, żeby funkcjonować normalnie, bez popadania w depresję. Zakonnica też człowiek, a zdaje się, że polskie zakony chcą wyhodować sobie roboty – niewolnice.

Jeśli wcale tak nie jest, a Marta Abramowicz się myli: dlaczego inne siostry nie opowiedziały o swoim życiu? Dlaczego nie zdementowały tego co, na podstawie wywiadu dzieje się w zakonach? Dlatego, że im zabroniono… Wiele jednak mają do powiedzenia zakonnicy, którzy znają dobrze środowisko, choć męskie zakony bardzo różnią się od tych żeńskich. Ale to już temat na inną książkę…

I dalej tłumaczy, że na drodze do posłuszeństwa nie mogą stać nasze emocje. Człowiek jest słaby i może błądzić. I jeśli Nikodema mówi do siostry jako przełożona, jako istota Boska, to tamta ma po prostu wykonać polecenie. Nie musi wiedzieć po co. Musi wykonać dla Jezusa. I powinna się z tego cieszyć. I nawet jeśli przełożona nakaże siostrze posadzić drzewko korzeniami do góry albo umyć okna w deszczu, to ona ma to zrobić. Jeśli uważa, że to bez sensu, niech lepiej odejdzie.

Ale tak naprawdę, czy mamy prawo zgłębiać to, jak żyją zakonnice, pytać, jak im jest teraz, a jak było? Jeśli chcą zachować to dla siebie, może jest ku temu przyczyna inna niż tylko złe traktowanie przez przełożone, czy z powodu takich, a nie innych zasad zgromadzenia. Z jednej strony chce się powiedzieć: ceńmy ludzką prywatność, a z drugiej zjada nas ciekawość. Może, choć na jakiś czas zaspokoi ją książka Marty Abramowicz.


*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Marta Abramowicz “Zakonnice odchodzą po cichu” wydawnictwa Krytyki Politycznej 2016.

Advertisements

11 thoughts on ““Zakonnice odchodzą po cichu” Marta Abramowicz

      1. Masz rację. po odejściu z klasztoru już w sumie żadna, ale pewnie trudno było im o tym opowiadać. I bo ja wiem… może, gdyby siostry przełożone domyśliłyby się, kto to opowiada, wyżyłyby się na tych siostrach, które zostały w zakonie?

        Like

      2. Bardziej, wydaje mi sie, to po prostu siedzi w nich jeszcze, ciężko im opowiadać, a na dodatek jest to wyuczona przez lata dyskrecja, którą siostry nakazywały młodszym zakonnicom.

        Liked by 1 person

  1. Ja miałam (i chyba nadal mam) z tą książką poważny problem – z jednej strony podobnie jak Ty byłam wstrząśnięta takim obrazem życia zakonnego, z drugiej sama konstrukcja książki jakoś mi nie odpowiadała. W którymś momencie pojawia się zdanie, że autorka rozmawiała jeszcze z kilkoma zakonnicami, i ich opowieści “są podobne” – a ja bym jako czytelniczka cholernie chciała poznać jeszcze każdą z nich. I jakoś tak nie współgra mi z tym okrucieństwem właśnie takie potraktowanie tych kilku historii “po macoszemu”, zwłaszcza że cały reportaż jest bardzo krótki. Co nie zmienia faktu, że warto po niego sięgnąć (nawet jeśli nie realizuje w pełni swojego potencjału), bo potrafi siedzieć w głowie jeszcze długo po zakończeniu lektury.

    Like

    1. Wstrząśnięta to ja raczej nie byłam, bardziej było mi żal tych dziewczyn, które, wed ług mnie, niepotrzebnie wikłają się w coś, co dla mnie jest kolejną sektą niszczącą jakikolwiek indywidualizm.

      Like

      1. Hm, wstrząśnięta w tym sensie, że nigdy nie mogę zrozumieć, jak można z własnej woli dać się tak traktować i nie walczyć o swoje. Z sektą masz rację – o ile według tej książki zakony męskie wyglądają jeszcze okej, to te żeńskie przypominają sekty właśnie.

        Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s