Cytaty · Recenzje

Nabokoviada: “W stronę Swanna” Marcel Proust

A oto i kolejny klasyk, który od wieków obiecałam sobie przeczytać: “W stronę Swanna”, pierwszy tom słynnego “W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Książkę, przeczytałam dzięki wolnelektury.pl oraz dzięki dziewczynom: Nai z bloga Literackie skarby świata całego oraz Pyzie z bloga Pierogi pruskie, które zorganizowały bardzo sprytną akcję, czyli Nabokoviadę. W skrócie, Nabokoviada dzieje się od prawie roku, a podczas jej trwania dziewczyny zachęcają do czytania utworów, które Vladimir Nabokov omówił w “Wykładach o literaturze”. Wskazane jest by następnie podzielić się wrażeniami z lektury oraz skonfrontować opinie z uwagami Nabokova 😉 Więcej na ten temat dowiecie się od autorek tej niezwykłej akcji (Nabokoviada u Nai + Nabokoviada u Pyzy).


Dlaczego chciałam przeczytać przynajmniej pierwszy tom? Choćby dlatego, że miliony zachwyconych czytelników chyba nie mogą się aż tak bardzo mylić – pragnęłam sama się przekonać, co takiego pisze Proust, że zbiera taki nienaganny feedback. Dlaczego zabranie się za lekturę zajęło mi to aż tyle czasu? Bo zawsze jest obawa, że nie podołam klasykowi, że książka będzie za mądra, albo przez zmęczenie nie dam rady się wciągnąć na tyle, by faktycznie lektura sprawiła mi radość. Na szczęście, tak się nie stało i mimo natłoku zajęć udało mi się znaleźć kilka wieczorów w miesiącu, które mogłam poświecić Proustowi. Odwdzięczył się pięknie.

Jedyną moją pociechą, kiedy szedłem się kłaść, była nadzieja, że mama przyjdzie mnie uściskać, skoro będę w łóżku. Ale to dobranoc trwało tak krótko, mama wracała tak prędko na dół, że chwila, w której słyszałem, jak lekki szelest jej niebieskiej muślinowej sukni zbliża się do mnie, potem mija korytarz z podwójnymi drzwiami, był dla mnie chwilą bolesną.

I jak wrażenia? Cóż, potwierdziło się wiele, co sobie o Prouście wyobrażałam, ale było też zaskoczenie. Zgodziło się to, że Proust jest dobrym obserwatorem, wnikliwym i nieszczędzącym szczegółów. Że potrafi pisać – oo, jak najbardziej! Że świetnie radzi sobie z przyciąganiem czytelnika, że umie zająć jego uwagę na dłuższy czas, nawet jeśli jest to ktoś kto rozprasza się tak łatwo jak ja. (Tego bardzo mi brakowało u Dostojewskiego.)

Zaskoczeniem było to, że książkę czytało się dosyć lekko. Spodziewałam się ciężkiego pióra ociekającego kwiecistymi opisami, aż uginającymi się pod ciężarem epitetów, dygresji, niezrozumiałej poezji. Okazało się, że opisy, owszem są, ale zrozumiałe oraz, że czyta się je z przyjemnością, bez nieustannego: “gdzietennastępnyakapit” i “czytozdaniekiedyśsięskończydodiaska?!”

Co mi się podobało najbardziej? Przede wszystkim cała seria zwykłych-niezwykłych postaci. Każdy z charakterem, każdy wyjątkowy. Moją ulubioną postacią jest nigdy niesypiająca ciotka Leonia, wiecznie schorowana i pełna dobrych rad. Miałam Wam zilustrować ten wpis słynnymi magdalenkami cioci Leonii, jednak zabrakło czasu na zbytki i musicie się zadowolić kawałkiem maszyny do pisania i kwiatka 😉


Opowieści jakie snuje narrator nie da się nie identyfikować z autorem. Znając kilka drobnych szczegółów z jego biografii, a jednocześnie doceniając narrację pierwszoosobową, świadomość, że autor pisze o własnym życiu nie opuszczała mnie ani na chwilę. Najbardziej lubiłam właśnie te fragmenty, kiedy pisał o sobie i rodzinie, a nie o dalszych znajomych, mieście, społeczeństwie. To one ze względu na intymność wyznań są wisienką na torcie “W drogę Swanna”.

Przy tym, żyjąc w absolutnej bezczynności, użyczała najlżejszym wrażeniom nadzwyczajnej wagi; wyposażała je ruchliwością, wskutek której trudno jej było zachować coś dla siebie i w braku powiernika, zwierzała się samej sobie w ustawicznym monologu, który był jedyną formą jej żywotności. Nieszczęściem, przywykłszy myśleć głośno, nie zawsze uważała, czy nie ma kogo w pokoju obok, toteż często słyszałem, jak mówi sama do siebie: “Muszę sobie dobrze zapamiętać, że nie spałam” (bo nigdy nie spać, było jej wielką ambicją, której pełen szacunku ślad zachował nasz wspólny język: rano, Franciszka nie szła jej “budzić”, ale “zachodziła” do niej; kiedy ciocia chciała się zdrzemnąć w ciągu dnia, mówiono, że chce “pomyśleć trochę”, albo “odpocząć”; a kiedy się jej zdarzyło zapomnieć i powiedzieć w rozmowie: “to mnie obudziło”, albo “śniło mi się, że…”, czerwieniła się i poprawiała się szybko).

No tak, ja tu gadu-gadu, a przecież na literaturze się nie znam i niewiele umiem przytoczyć, czy udowodnić. Głos oddaję, więc profesjonalistkom – organizatorkom, Nai i Pyzie. W bonusie Olga z Wielkiego Buka, która również dołączyła w tym odcinku do akcji.

Advertisements

8 thoughts on “Nabokoviada: “W stronę Swanna” Marcel Proust

  1. Wydaje mi się, że przez swoją legendę Proust bardzo onieśmiela i może zniechęcać, więc naprawdę warto do niego zajrzeć, żeby się przekonać, jak wciąga i jak szalenie jest dowcipny :-).

    Przyznaję, że dla mnie też taką wisienką są opisy zwłaszcza rodziny narratora, domowników w Combray, kiedy schodzi na Swanna doceniam konstrukcję, ale już nie wpadam w takie dzikie zachwyty. Masz rację, że to kwestia poziomu intymności opisu — może też tego, że to wskrzeszanie duchów najbliższych?

    Like

    1. Możliwe, bo wtedy spojrzenie jest odrobinę inne, może nawet wyidealizowane, choć, jak wiadomo, postacie te nie są nieskalane, ale za to patrzy się na ich wady jakimś takim przychylniejszym okiem. I takie spojrzenie przekazuje Marcel, któy tęskni za tym wszystkim.

      Like

  2. Opisy są niesamowite. Nabokov mówi, że są logiczne i poetyckie. Wydaje mi się, że to właśnie ich logika sprawia, że Prousta czyta się przyjemnie mimo rozbudowanych zdań. Niby metafory są piętrowe ale wynikają z siebie bardzo naturalnie. Trochę jak tok dygresji nieobcy każdemu człowiekowi. Czasem miałam ochotę zakrzyknąć: “tak, dokładnie takie mogłoby być moje następne skojarzenie”.

    Like

    1. I okazuje się, że myślimy podobnie jak wielki pisarz 😀 Ach, co za przyjemne spostrzeżenie 🙂
      Muszę sobie kupić te wykłady Nabokova, Naia i Pyza bardzo mnie nimi zaciekawiły. Aż szkoda, że nie wpadłam na pomysł towarzyszenia im w Nabokoviadzie od początku.

      Like

      1. I to jaki wielki pisarz! Od razu lepiej się czuję. 😉

        Co do wykładów, to różnie z nimi bywa. Niektóre są słabe, ale ogólnie to bardzo inspirujący pomysł, porównać wrażenia z lektury z takim Vladimirem Nabokovem. Bez Pyzy i Nai nie sięgnęłabym po nie.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s